Wyobraź sobie, że właśnie rozpoczynasz swoje nowe życie. Oczekujesz dziecka i wprowadzasz się do odziedziczonego domu wraz ze swoją drugą połówką. Nie masz wielu zmartwień. Pracujesz zdalnie, projektując okładki do horrorów a Twoim jedynym zmartwieniem jest to jaką tapetę wybrać do niemowlęcego pokoju i na jaki kolor pomalować łazienkę. Choć podoba Ci się wizja posiadania własnego domu, szybko stwierdzasz, że kuchnia jest stanowczo za mała. Być może dawniej Twoja babcia, która mieszkała samotnie, dobrze się w niej czuła, jednak dla trzech osób będzie niewystarczająca. Postanawiasz ją rozbudować. Znajdujesz polecaną ekipę robotników i rozpoczynasz remont. Kilka dni później jednak wynajęci fachowcy natrafiają w ogrodzie na zakopane szczątki dwóch osób. Na terenie Twojej posiadłości. Ogrodu przylegającego do domu, w którym przed czterdziestu laty mieszkała Twoja obecnie chora na Alzheimera babcia. Kochająca kobieta, która czytała Ci bajki i zajmowała się Tobą o wiele czulej niż wiecznie będąca w rozjazdach mama. Co niby miałyby robić zwłoki na terenie jej posiadłości? Od tej chwili rozpętuje się prawdziwy horror, burząc Twoją wizję sielskiego spokoju i zatruwając Ci życie. A wszystko to przez tajemnice, mrożącą krew w żyłach siatkę pęknięć na szkle, skutkującą wieloma zatrważającymi sekretami, ukrywanymi przez tak wiele lat…
„Strzyga śmierć wieszczy. Sama nie zabija. Młoda nie była ostatnia. Oj, nie ostatnia.”
Strzygoń, słowiańskie stworzenie wampiryczne, zdaniem niektórych miało posiadać dwie dusze, mścić się za krzywdy, których doświadczyło podczas życia i atakować zaraz po zmartwychwstaniu. Zdaniem innych nie było to jednak prawdą, jako że strzygi jedynie zwiastowały śmierć. Strzygoń to też jednak tytuł najnowszej, skądinąd bardzo udanej, powieści Artura Żurka, który wziął się od nazwy mrocznego pensjonatu, położonego na bagiennych, odludnych terenach wschodniej Polski. Domku o stosunkowo niewielkich rozmiarach, w którym co prawda nie straszy, jednak dochodzi do wielu niewyjaśnionych zbrodni. A wszystko to za sprawą mniej lub bardziej przypadkowej zbieraniny jego obecnych mieszkańców, spośród których każdy ma coś za uszami. I to bynajmniej nie takie małe „coś”.
Ta książka złamie Ci serce… Jaki tytuł przychodzi Ci do głowy po przeczytaniu tego zdania? W moim przypadku zdecydowanie jest to „Ten pierwszy ostatni dzień”, przy którym niejednokrotnie zdarzyło mi się płakać, co ostatni raz miało miejsce… przynajmniej dziesięć lat temu. Zapraszam Cię na recenzję tej wyjątkowej słodko-gorzkiej, lecz przede wszystkim niesamowicie wzruszającej historii.
„Wiem, że mój ostatni rozdział jest blisko. Unoszę wzrok na Valentina, zastanawiając się, co mogłoby mi zaoferować życie, gdybym miał trochę więcej stron przed sobą.”
„Niestety pragnienie czegoś jest niemal zawsze równoznaczne z nieosiągalnością obiektu tęsknoty.”
Niektóre małżeństwa mają wszystko. Są zgodne, dobrze dobrane i prezentują się jak z obrazka. Zarówno mąż, jak i żona dobrze zarabiają, mieszkają w pięknym domu i darzą się szczerą miłością. Brakuje im jednak jednego, kluczowego elementu, który ostatecznie by je scalił – dziecka. Taką właśnie parą są Thorpowie. Ona jest twarzą znanej marki biżuteryjnej i cieszy się bogactwem oraz poważaniem w biznesie. On jest modelowym mężem i prawdziwym panem domu w każdym tego słowa znaczeniu. Kolejne próby spłodzenia potomka spełzają jednak na niczym, w związku z czym po wielu latach walki Travis i Marcia decydują się w końcu na skorzystanie z usług surogatki. Bardzo szybko znajdują odpowiednią kandydatkę – choć może właściwsze byłoby stwierdzenie, że to ona znalazła ich…
Pewien mądry człowiek powiedział mi kiedyś, że jedynie Niemcy byli skłonni uwierzyć w tak wielkim stopniu w wyższość narodu niemieckiego nad innymi. Choć sama nigdy nie byłam w Niemczech, poznając kolejne bazujące na faktach opowieści, jestem w stanie w to uwierzyć. Choć oczywiście nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, historia i liczne źródła doskonale to udowadniają. Dzięki nim możemy zapoznać się z wieloma typami „nadludzi”, którzy są w stanie poświęcić absolutnie wszystko i wszystkich, aby doprowadzić do finału swojego wielkiego planu. Misji, mającej na celu uczynić Niemcy krajem stojącym nad innymi, czystym rasowo, pięknym, bogatym i wielkim. Jednym z nich była postać doskonale znana wszystkim – Adolf Hitler, którego przedstawiać nie trzeba. Nie będę wypowiadać się o jego wojennych „dokonaniach”. To też nie jest konieczne. Dziś jednak chciałabym Wam opowiedzieć kilka słów o przeczytanym przeze mnie niedawno „Smaku zła”, bowiem uważam, że jest to historia, z którą zdecydowanie warto się zapoznać. Choć ostatnimi czasy doświadczamy wysypu tak zwanej literatury wojennej, która równie często co chwalona jest krytykowana, uważam, że sięgnięcie po tę pozycję to bardzo dobry pomysł. Dlaczego?
„Ależ w tym momencie był dumny z Niemiec i ze swojego przywódcy.”
Lubisz czytać historie na faktach, czy też raczej wolisz oddawać się fikcji?
„To tajemnica poliszynela w Nagyrevie. Zamieszanych jest wiele kobiet. Mężczyźni umierają, a władze nic w tej sprawie nie robią. Trucicielki działają nadal bezkarnie. (…) nie ma na tym świecie sprawiedliwości.”
Masz męża, z którego charakterem nie możesz już sobie poradzić albo po prostu Ci się znudził? Jest na to sposób. Nie chcesz mieć już więcej dzieci? Jest na to sposób. Urodziła Ci się dziewczynka, a marzyłaś o tym, aby mieć syna? Jest na to sposób. Cioteczka Zsuzsa za odpowiednią opłatą pomoże Ci szybko i skutecznie pozbyć się problemu. A co najważniejsze: nikt przecież się o tym nie dowie.








