Cóż znaczy życie? Czy jest ono czymś, co możemy dowolnie kształtować, czy też nasz los jest od samego początku zapisany w gwiazdach? Mamy przemożny wpływ na jego jakość? Nic od nas samych nie zależy? A może, jak twierdził William Shakespeare: „Życie jest to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, nic nie znacząca”? Jest też inna, wskazana przez Słowackiego opcja: „Życie to nie tylko istnienie, to sztuka bycia”. Sama skłaniam się ku mieszance tych koncepcji. 😉
Tak czy inaczej, mnóstwo osób czasami zastanawia się nad jakością i sensem tego, co stworzyło na własnej drodze. Chyba nikt nie jest wolny od takich refleksji. A są one szczególnie potrzebne obecnie - gdy wszystko przyśpieszyło tak gwałtownie. Kiedy los przypomina rwącą rzekę, w której odmętach łatwo się zagubić.
Wielu ludzi w niepowstrzymanym pędzie naprzód - za pieniędzmi, karierą, sławą czy innymi podnietami, traci z oczu to, co najważniejsze – samego siebie oraz tych, którzy ich otaczają. Bieg czasu i natłok codziennych, prozaicznych spraw powodują, że gubią wrażliwość, jaka kiedyś im nieodmiennie towarzyszyła. A wraz z nią - radość życia.
Nie ma recenzji bez powiązań muzycznych, zatem tu z nieodłącznym wąsem wchodzi Avi: “Za te chwile, co przeminęły z wiatrem / Za to, ile się wydaje na psychiatrę (...) Za kłopoty, romanse, afery / Za wzloty, awanse, kariery / (...) za czym ja biegłem?”
Tak to jest...
Sięgając pamięcią do lat młodości, z przerażeniem odkrywasz, że nie masz nic wspólnego z tym, którym kiedyś byłeś. Nie potrafisz już wywołać w sobie ani tamtego entuzjazmu, ani wskrzesić ówczesnych marzeń, czy pewnej dozy beztroski. Na przepastnej drodze życia zagubiłeś więcej niż mógłbyś przypuszczać nawet w najgorszych snach. Niepostrzeżenie dla samego siebie zostałeś sprowadzony do roli statysty w sztuce, jaką pisze los. Płyniesz więc na niosącej w nieznane fali, utrzymując się rozpaczliwie na powierzchni. Nie kierują Tobą ideały czy odruchy wywołane dawno zapomnianym drżeniem i niecierpliwością serca; pozostały jedynie oschłość i maski, jakie przywdziewasz zależnie od okazji. Cień Ciebie; wypalona skorupa znudzona własną egzystencją. Niektórzy w takim stanie zanurzają się w śmierć; inni pod wpływem różnego rodzaju impulsów, na ogół nieszczęść demolujących wszystko wokół, próbują przewartościować życie. Nadać ponownie sens. Odnaleźć to, co wydawałoby się, bezpowrotnie stracone. Proces niełatwy, żmudny, trudny. Nie każdy ma odwagę spojrzeć na swój obraz, przypominający ten, który ku swojej zgrozie ujrzał Dorian Gray. Tym większa chwała śmiałkom stającym do walki o ponowne przywrócenie do świata żywych i czujących; potrafiących jeszcze mieć jakiekolwiek marzenia... śnić.

.png.PNG)
