• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Ćwiczenia z utraty, Melodia ulotna (w której wciąż za daleko, by mieć), Ballada o nieszczęśliwej miłości wespół z Pieśnią o złamanym sercu, Łzy szczęścia skrzyżowane z Mój pamiętniku i do tego niezliczona ilość wierszy. Poezji szczęśliwej i tragicznej; wzruszającej, bo namalowanej pełnymi uczuć słowami. Zarówno proza, jak i każdy inny odcień sztuki od zawsze w największej części rodziły się z całego sztafażu uczuć. Odnajdziesz je w utworach muzycznych, choć bytują także w powieściach. Co jednak stałoby się, gdyby... połączyć jedno i drugie?  

Wówczas z pewnością powstałaby “Melodia tęsknoty”, łącząca w sobie miłość do muzyki, pragnienie wzdychania do obecnie nieosiągalnego oraz fabuła, jaka ma sporą szansę rozkochać w sobie czytelników, którzy właśnie są zakochani po raz pierwszy – lub chcą powspominać przez chwilę tamte nietuzinkowe, bo jeszcze nie do końca odkryte emocje. Świat romansów YA/NA wciąż pozostawia bowiem szerokie pole do popisu dla wykreowania najróżniejszych historii. Można mnożyć je w nieskończoność, jednak najważniejsze pytanie z nimi związane zawsze będzie brzmiało tak samo: czy przeczytana książka okazała się wartościowa i inspirująca, a przedstawione przez nią uczucie było dokładnie takim, jakie być powinno? Wśród mnóstwa młodzieżowych obyczajówek zbyt wiele jest niestety takich, które wręcz wypaczają obraz tej istotnej w życiu każdej osoby relacji, prezentując toksyczność czy kompletny brak wartości. Na szczęście czarująco wydana propozycja literacka Moniki Marszałek zdecydowanie nie jest jedną z nich. 

To ciepła, otulająca i przejmująca narracja o dwójce młodych ludzi, którzy być może są sobie przeznaczeni – ale aby się o tym przekonać, będą musieli przemierzyć długą drogę. I może niekiedy są aż nazbyt uczuciowi, ale... zdecydowanie lepiej, jeśli powieść młodzieżowa zmierza właśnie w tę stronę. Bo kiedy, jeżeli nie teraz? 

11:40:00 No comments

Jedna z najbardziej oryginalnych kobiet wszechczasów - Agnieszka Osiecka. Wolna, zwichrowana; gdyby stworzyć ją pędzlem czy ręką mistrza, stanowiłaby mozaikę feerii kolorów, faktur i materiałów. Poetycka ikona, utracjusz, twórca poruszających utworów, niezaprzeczalny talent, niespokojny duch... Określenia można mnożyć w nieskończoność, posiłkując się krążącymi o niej legendami i anegdotami. Kim była naprawdę? Aby spróbować udzielić odpowiedzi na to pytanie, należy cofnąć się do początku - tam, gdzie wszystko się zaczęło; gdy w powietrzu wirowały odbijane przez słoneczne światło drobinki połyskującego tęczowo pyłu... 

“Cholera... takie to wszystko pokręcone i bez sensu... Życie zachorowało na anemię - nie ma kolorów.” (Osiecka) 

Na gałęzi starego bukszpanu przysiadł z melodyjnym trelem mały ptak o nastroszonych piórkach. Każde z nich miało inną barwę i wydawało się być skierowane w zupełnie różną stronę. Obok odpoczywała reszta – szary gołąb, bury wróbel i czarna kawka. Żadne z nich nie było jednak podobne do kolorowej ptaszyny, wydającej z siebie piękne, przypominające pieśń poetyckiej tęsknoty przeplatanej z fraszkową radością, dźwięki. Zanim unikat stał się wyjątkowy, musiał przelecieć długą drogę - próbując stworzyć swoją oryginalność z miliona pozornie nieprzystających odłamków połyskujących szkiełek, fruwających czasem jak w kalejdoskopie... 

“Z istnienia, stałości, przestrzenności, ruchliwości i czasowości stanów oraz rzeczy Osiecka wyciągnęła bowiem wnioski dotyczące ich niepojętości, nieskończoności i nieweryfikowalności.” (Felberg) 

Już jako kilkunastolatka podziwiałam frenetyczne halucynacje semantyczne Agnieszki Osieckiej. Przepiękne wydanie “Listów na wyczerpanym papierze”, będących zbiorem tekstów oraz korespondencji, którą prowadziła ona z ukochanym Przyborą, zaczytałam na śmierć, nurzając się w chaosie uczuć i poetyckiej klatki słów. Przyszła pora na zderzenie z pierwszym tomem wnikliwej biografii Karoliny Felberg, zatytułowanej po prostu “Osiecka”. Czy okazało się wystarczająco ujmujące? 


16:10:00 No comments

Seryjni mordercy to rodzaj zabójców, którzy budzą szczególną grozę. Największe przerażenie wywołują ci obierający sobie za cel kobiety. Przyczyny, dla których upodobali sobie właśnie je są różne, jednak prawie zawsze przewijają się dwie najważniejsze - na ogół ściśle ze sobą powiązane. Są to traumy z okresu dzieciństwa oraz dewiacje sek*sualne. Wychowanie wśród przemocy przez rodziców nieokazujących miłości; często również znęcających się nad małoletnim, skutkują niestabilnością psychiczną. Jeśli nałoży się na to frustracja o podłożu ero*tycznym, powstaje mieszanka wybuchowa, tworząca potwora w ludzkiej skórze. A o tę łatwo, gdyż większość kobiet nie chce wiązać się z człowiekiem zachowującym się kompulsywnie, z którym już na pierwszy rzut oka jest coś nie w porządku. W ten sposób rodzą się poczucie krzywdy i odrzucenia przez płeć przeciwną, a w efekcie nienawiść i chęć jej ukarania. Niebagatelną rolę odgrywa też potrzeba wyładowania popędu sek*sualnego, którego tak zwichrowany osobnik nie ma jak zaspokoić. Często motorem działania sprawców są także: nieudane pożycie z partnerką oraz nakładające się na to zboczenia, zazwyczaj polegające na czerpaniu satysfakcji z widoku cierpienia ofiar czy obcowania z trupem.  

Na Zachodzie seryjnych morderców kobiet liczy się wręcz na pęczki, ale również polskie kroniki kryminalne nie są od nich wolne. Najsłynniejszym był Zdzisław Marchwicki zwany „Wampirem z Zagłębia”, który w latach 1964–70 zamordował 14 kobiet i usiłował wyprawić na tamten świat 7 kolejnych. Jego modus operandi zawsze był taki sam - szedł za upatrzoną ofiarą, podbiegał do niej z tyłu, a następnie uderzał w głowę ciężkim przedmiotem. Obezwładnioną ofiarę bił aż do zgonu, po czym najczęściej dopuszczał różnorakich czynów sek*sualnych. Został ujęty i powieszony w 1977 roku. Co przerażające, szybko znalazł naśladowcę w postaci Joachima Knychały - „Wampira z Bytomia”, który zamordował pięć młodych kobiet, aby zaspokoić swoje chore pragnienia. Również i jego dopadła sprawiedliwość – zawisł w 1985 roku. 

Najbardziej na wyobraźnię działa fakt, że obydwaj uchodzili za wzorowych obywateli, których nikt nie podejrzewał o jakiekolwiek skłonności do wynaturzeń. Umieli się doskonale maskować; istne wilki w owczej skórze, które przez wiele lat uprawiały swój proceder całkowicie bezkarnie. Pozostaje skonstatować, że po zapoznaniu się z ich historią trudno powstrzymać się przed zerkaniem z podejrzliwością na swojego sąsiada... 

17:01:00 No comments

Nieodkładalny thriller z wielopiętrową intrygą, wciągającą w wir wydarzeń i niepozwalającą oderwać się od lektury nawet na sekundę? Oto inteligentnie skonstruowany “Error” Krzysztofa Domardzkiego, który... mógłby być reklamowany hasłem przewodnim sieci sklepów Media Markt. O tej powieści zdecydowanie powinno być głośniej, choć właściwie broni się sama - jakością na najwyższym poziomie i rozgrywającą się na wielu płaszczyznach akcją, jakiej nie powstydziłby się żaden scenarzysta mrocznego kina. Nie dziwi wcale, jako że Pisarz nim jest, a ta propozycja literacka narodziła się bardzo nietypowo. Najpierw miała być jedynie opowiadaniem, później przekształciła się w pełnowymiarowy serial audio – a dopiero na samym końcu stała się książką, którą doceni absolutnie każdy kochający rozrywkę umysłową, pełną najróżniejszych emocji czytelnik. Po genialnym “Konfidencie”, dalej wspominanym przeze mnie z uznaniem, przyszła pora na “Error” - mrożącą krew w żyłach opowieść o wieloletnim dążeniu po trupach do wyznaczonego sobie celu, knuciu złożonych intryg i tym... co stałoby się, gdyby Polska – w ogromnej mierze polegającej przecież na elektronice i Internecie - została nagle zhakowana. Jak wielki chaos zapanowałby w kraju, gdyby nagle przestały kursować pociągi, zabrakło płatności przy pomocy karty, a sieć zupełnie by oszalała? Co stałoby się, gdyby zniknęły prąd i światło oraz o ile większym brakiem zaufania rodacy darzyliby polityków, niepotrafiących zająć się cyberbezpieczeństwem państwa? Wreszcie... jak ogromne przerażenie odczuwaliby wszyscy mieszkańcy, skoro ktoś wykazał się intelektem, umiejętnościami, majątkiem oraz wiedzą na tyle ogromnymi, że przemienił land, w jakim mieszka ponad trzydzieści milionów ludzi, w zwichrowany mętlik; coś, w czym nie wiadomo od czego zacząć przywracanie porządku? Wizje katastrofalne... a jednak tym straszniejsze, że prawdopodobne. 

11:20:00 No comments

Współcześnie kobiety pracują niemal wszędzie i mają szeroko otwartą drogę do kariery zawodowej nawet w wojsku. Obecnie służbę pełni ich ponad dwadzieścia tysięcy. Podobnie jest w policji, gdzie stanowią około 20% stanu osobowego. Jednak nie zawsze tak było. W okresie międzywojennym niewiasty nie mogły zajmować żadnych oficjalnych stanowisk w tej ostatniej formacji, nie mówiąc już o pierwszej – pomijając stanowiska sekretarek, stenotypistek, tłumaczek czy archiwistek. Dopiero w 1925 ogłoszono powstanie Kobiecej Policji, do której przyjmowano kandydatki przy zastosowaniu ostrej selekcji. Każda z nich musiała być bezdzietną wdową lub panną w wieku od 20 do 41 lat i charakteryzować się dobrą kondycją fizyczną, a także wzrostem przynajmniej 150 centymetrów. Poza tym wymagano przedłożenia pozytywnej opinii na swój temat, zobowiązania, że nie wyjdą za mąż przez pierwsze dziesięć lat służby oraz… świadectwa moralności. To ostatnie, jeśli było pozytywne, brzmiało mniej więcej tak: „poświadcza się niniejszym z łona urzędu, że w zachowaniu się moralnem wspomnianej osoby w czasie jej tutejszego pobytu nic niekorzystnego nie ma do nadmienienia.” Dokument krótki, ale trzeba przyznać, że bardzo treściwy. Swoją drogą ciekawe jak przeprowadzano weryfikację przebiegu życia aspirantek; w końcu każda kobieta jest pełna tajemnic - niedostrzegalnych i głęboko ukrytych przed niepowołanymi oczyma. 😉 Początkowo funkcjonariuszki występowały w ubraniach cywilnych. Dopiero w roku 1935 wydano specjalne przepisy dotyczące munduru, którego nieodłączną częścią były spódnice, mogące kończyć się minimalnie 30 centymetrów od podłoża. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, jak wyglądał pościg takich biedaczek za przestępcą. Pozostawało tylko zastosować się do zasady „zadzieram kiecę i lecę” bez względu na ewentualną obrazę moralności publicznej. 😉 Policjantki kierowano do służby śledczej i prewencyjnej, w której zajmowały się przede wszystkim zwalczaniem przestępczości skierowanej przeciwko kobietom, dzieciom i młodzieży. Raczej nie angażowano ich w sprawy brutalnych morderstw, a szkoda – wszak kobieca intuicja mogłaby pomóc w rozwiązaniu wielu zagadek kryminalnych. W czym jak w czym, ale w tropieniu sekretów białogłowy niewątpliwie posiadają duże kwalifikacje, o czym przekonał się ku swojej zgrozie niejeden niewierny mąż. 

12:45:00 No comments

Janusz Zadura. Mogłabym napisać te dwa słowa - i dodać, że nawet gdyby ten dysponujący niezliczoną liczbą głosów człowiek, zmieniający książkę w pełnoprawne słuchowisko, czytał instrukcję obsługi szlifierki kątowej... i tak byłabym zachwycona tym, co dociera do moich uszu. Choć audiobook jest czystym mistrzostwem, nie zrobię tego - bo to jawiłoby się jako krzywdzące dla jednej z najbardziej magicznych historii, jaką miałam przyjemność poznać w tym roku. “Bobek - poważny królik o niepoważnym imieniu” jest bowiem oniryczną opowieścią z mnóstwem przesłań, na domiar dobrego przeznaczoną dla czytelnika w każdym wieku.  

Zauroczy się nim dziecko w wieku lat 5, któremu tę propozycję literacką przybliży rodzic – tak samo jak on sam, niezależnie od tego czy ma na karku wiosen 30 czy 50. Uniwersalna, czasem zabawna, niekiedy wzruszająca narracja odsłania przed pochłaniającym literki wiele ważkich prawd, o jakich tak łatwo jest zapomnieć na co dzień. Pokazuje, że czasem wykluczenie z pewnej grupy społecznej, której jedyną siłą jest obmawianie za plecami, wynikające najczęściej z czystej zawiści i zazdrości (oraz własnej miałkości), można przemienić w sukces i coś unikatowego. Sprawia, iż zaczynasz przypominać sobie o tym, że nie tylko w świecie snów wszystko jest wykonalne - bo choć jest on barwny i dodaje codzienności blasku, to na jawie nie czeka się aż marzenia się spełnią - trzeba uczynić to samodzielnie, dokładając do tego wszelkich możliwych starań. Wreszcie jednak, propozycja Zuzanny Samsel oddziałuje na wyobraźnię i pozwala zwizualizować sobie rzeczywistość, która do tej pory wydawała się być poza zasięgiem. Jeśli zagości w niej odrobina magii... czyż nie stanie się jeszcze piękniejsza?  

“(...) słyszałem o tym, że świat jawy jest mniej podatny (...) na moc wyobraźni. Świat snu jest o wiele bardziej podatny pod tym względem.” 

Śpij, śnij, snuj - przekuwaj mary w prawdę. Warto.  

PS “Bobek...” to doskonały wybór na prezent pod choinkę - dla absolutnie każdego czytelnika. 🎄 

17:23:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates