Ćwiczenia z utraty, Melodia ulotna (w której wciąż za daleko, by mieć), Ballada o nieszczęśliwej miłości wespół z Pieśnią o złamanym sercu, Łzy szczęścia skrzyżowane z Mój pamiętniku i do tego niezliczona ilość wierszy. Poezji szczęśliwej i tragicznej; wzruszającej, bo namalowanej pełnymi uczuć słowami. Zarówno proza, jak i każdy inny odcień sztuki od zawsze w największej części rodziły się z całego sztafażu uczuć. Odnajdziesz je w utworach muzycznych, choć bytują także w powieściach. Co jednak stałoby się, gdyby... połączyć jedno i drugie?
Wówczas z pewnością powstałaby “Melodia tęsknoty”, łącząca w sobie miłość do muzyki, pragnienie wzdychania do obecnie nieosiągalnego oraz fabuła, jaka ma sporą szansę rozkochać w sobie czytelników, którzy właśnie są zakochani po raz pierwszy – lub chcą powspominać przez chwilę tamte nietuzinkowe, bo jeszcze nie do końca odkryte emocje. Świat romansów YA/NA wciąż pozostawia bowiem szerokie pole do popisu dla wykreowania najróżniejszych historii. Można mnożyć je w nieskończoność, jednak najważniejsze pytanie z nimi związane zawsze będzie brzmiało tak samo: czy przeczytana książka okazała się wartościowa i inspirująca, a przedstawione przez nią uczucie było dokładnie takim, jakie być powinno? Wśród mnóstwa młodzieżowych obyczajówek zbyt wiele jest niestety takich, które wręcz wypaczają obraz tej istotnej w życiu każdej osoby relacji, prezentując toksyczność czy kompletny brak wartości. Na szczęście czarująco wydana propozycja literacka Moniki Marszałek zdecydowanie nie jest jedną z nich.
To ciepła, otulająca i przejmująca narracja o dwójce młodych ludzi, którzy być może są sobie przeznaczeni – ale aby się o tym przekonać, będą musieli przemierzyć długą drogę. I może niekiedy są aż nazbyt uczuciowi, ale... zdecydowanie lepiej, jeśli powieść młodzieżowa zmierza właśnie w tę stronę. Bo kiedy, jeżeli nie teraz?

.png)
