Jak zwykle Twój dzisiejszy wykład na Uniwersytecie Warszawskim sprowokował słuchaczy do głębokich przemyśleń. Poruszyłeś w nim zagadnienie prawdopodobieństwa ukształtowania się świata w sposób zupełnie przypadkowy a więc bez udziału siły wyższej, jakkolwiek się ją zwie. Gdy wskazałeś, że taki właśnie obrót spraw byłby równy sytuacji, w której rozrzucony przez huragan rękopis powieści po jego ustaniu złoży się samoistnie w idealny ciąg słów i rozdziałów, wyraźnie dostrzegłeś na twarzach studentów powiększające się z każdą chwilą zainteresowanie. I taka jest właśnie Twoja rola jako wykładowcy - zmuszać młode umysły do intelektualnego wysiłku, budzić w nich wątpliwości co do zasadności ustalonych prawd, tak aby samodzielnie kształtowali obraz otaczającej je rzeczywistości, a nie polegały jedynie na autorytetach i rzekomo niewzruszalnych tezach. Ku własnej satysfakcji osiągasz swój cel, czego dowodem jest popularność Twoich prelekcji wśród żaków, którzy najwyraźniej bardzo cenią swadę z jaką je przeprowadzasz oraz to, że potrafisz zaskoczyć wysnutymi wnioskami. Ale ten dzień będzie zdumiewający także dla Ciebie. Ledwo bowiem opuszczasz aulę, rozdzwania się Twój telefon. Gdy go odbierasz, słyszysz głos notariusza, który zaprasza Cię do kancelarii, gdzie masz wysłuchać nagranie sporządzone przez profesora Bauera, z jakim łączą Cię przyjacielskie stosunki. Informuje także, iż podobna prośba została zastrzeżona na wypadek, gdyby doszło do zniknięcia mężczyzny. Zaniepokojony niezwłocznie jedziesz do siedziby prawnika, ze strachem myśląc, co spotkało Twojego druha. Na miejscu zastajesz jego córkę Elizabeth, od której dowiadujesz się, że od prawie doby z Bauerem nie ma kontaktu i nikt nie wie, co się z nim dzieje. Z całą pewnością nic dobrego, skoro doszło do sytuacji, która mogła się ziścić tylko w wypadku, gdyby nie był w stanie sam poinformować bliskich o swoim losie.
Onirycznie magiczna kontynuacja
przygód świetnie wykreowanego bohatera imieniem Omul traktuje przede wszystkim
o najpiękniej silnej relacji pomiędzy trójką rodzeństwa, choć równocześnie obrazuje
czytelnikowi moc przyjaźni ze zwierzętami, wagę poszanowania tradycji oraz
wiarę w to, iż magia jest obecna w każdej rzeczywistości, jeśli tylko podaruje
się jej choć odrobinę wyobraźni. Grzegorz Wacławek oraz Mateusz Marczewski historią
wzbogaconą o estetyczne i oddziałujące na jaźń ilustracje, naniesione jakoby zmyślnym
ołówkiem lub zaczarowanym piórem, po raz kolejny porywają odbiorcę do świata
złożonego z wartości oraz ciepłych uczuć rodzinnych, gwarantując mu równocześnie
pełną emocji literacką przygodę. Niezależnie od tego, czy ich miłośnik liczy
sobie lat kilka i właśnie poznaje z mamą, tatą czy starszą siostrą bajkę przed
kolorowymi snami, czy może ma kilkanaście wiosen więcej - jestem pewna, iż
będzie urzeczony tą cenną narracją. „Chłopiec na Krańcach Świata. Kamień Wody”
to fabuła, która rozpoczyna się na wskroś tajemniczo. Mieszkańcy malowniczo przedstawionej
Wyspy Krimo pochłonięci są przygotowaniami do obchodów corocznego święta ku
czci tytułowej, życiodajnej substancji, chronionej przez zaczarowany głaz. Tej wyjątkowej
nocy dorośli spotkają się na plaży przy ogniskach, z dala od wędrujących
krabów, zaś dzieci pozostaną w domach i spędzą czas przy grach planszowych oraz
innych zabawach. Najlepiej, by nie opuszczały budynków - jeśli jednak to uczynią,
muszą tak jak wszyscy mieć na sobie coś czerwonego. Tylko to uchroni ich bowiem
przed grasującym w okolicy, budzącym postrach stworzeniem zwanym Xiti - choć nikt
nie chce sprecyzować, czymże ten tak naprawdę jest. Chodzą słuchy, że każdy,
kto próbował to ustalić, został zaklęty i zniknął, zaś Archipelag Krimo stawał
się wówczas zagrożony… Starszy brat Omula Mikro postanawia niestety zweryfikować,
ile prawdy kryje się w legendzie a jak wiadomo, gdzie jedno z rodzeństwa, tam i
jego reszta, zatem Omul i Kimi spieszą mu z odsieczą; wierność krewnym i
przekonaniom.
Jeżeli nigdy nie byłeś w Irlandii ani nie marzyłeś o podróży do tego zielonego zakątka świata, zapewniam Cię, że książka „Emerald Blues” - literacka wyprawa, którą zaplanowała Agnieszka Jakóbiec - szybko to zmieni. Ta świetnie napisana POWIEŚĆ OBYCZAJOWO-ROMANTYCZNA zabierze Cię bowiem wprost do Dublina, przedstawionego przez Pisarkę w sposób tak barwny, że aż nie ruszając się spod koca na ulubionym fotelu czy innego czytelniczego kąta, odbiorca czuje się, jak gdyby właśnie odbył najpiękniejszy z wojaży. Z każdą przewróconą stroną narracji nie sposób nie dać się urzec swoistemu hołdowi dla kraju kojarzonego z odcieniami szmaragdu, symbolem koniczyny oraz świętym Patrykiem - a tym właśnie w mojej ocenie jest debiutancka opowieść Autorki. Co staje się od razu widoczne dla zmyślnego czytelnika, Jakóbiec spędziła w Irlandii przeszło dekadę, przez co wykreowana przez nią fabuła plastycznie materializuje się przed oczami czytelnika, prezentując mu wszystkie blaski i cienie tego wyjątkowego państwa. Główna bohaterka imieniem Zofia przedstawia przygodę tyleż magiczną, co ryzykowną - zdecydowawszy się na przeprowadzkę do przyjaciółki ze szkolnej ławy po cokolwiek szokującym rozstaniu z dotychczasowym partnerem, wybywa wprost do Dublina, gdzie zamierza ułożyć swoje życie od nowa. Choć zna angielski oraz włoski, tak naprawdę dopiero z każdym kolejnym rozdziałem poznaje zupełnie odmienną od polskiej kulturę, zwyczaje, sposób załatwiania formalności czy językowy akcent całkowicie inny od nauczonego. Właśnie z tego powodu wieczory spędzone z pierwszą gawędą Pisarki okazują się świetną rozrywką. To jedna z tych fabuł, które równocześnie bawią i uczą - a przy tym zachęcają do odbywania choćby li tego rodzaju prozatorskich wyjazdów na własną rękę. Mimo chęci, prywatnie nie miałam jeszcze okazji zwiedzić Irlandii - a po lekturze „Emerald Blues” czuję się, jak gdybym spędziła tam co najmniej kilka miesięcy! Zapraszam Cię zatem na małe semantyczne wakacje, urlop idealny w trakcie jesiennej szarugi.
„To, co ukryliśmy” to kolejny thriller spod pióra brytyjskiej mistrzyni gatunku Adele Parks, której wszystkie przeczytane do tej pory książki niesamowicie mi się podobały. Złożone z trwożących emocji, nasączone przerażającymi konstatacjami, pełne niepokoju i zaskakujących zwrotów akcji - okazują się tym, co w literaturze spod ciemnej gwiazdy kocham najbardziej. Bogate w przemyślenia naczelnych postaci, zabierają czytelnika do rzeczywistości, w której każdy krok może stać się zaczątkiem tragedii i prowadzić do niepowetowanych strat. Nierzadko moralnie szare - zawsze jednak prezentują wysoki poziom, przez co w mojej ocenie twórczość Angielki jest idealnym przedstawicielem gatunku spod nazwy thriller psychologiczny. Proza Pisarki to świetny wybór dla zmyślnych odbiorców, którzy od historii oczekują przede wszystkim całej kawalkady uczuć i złożonych portretów postaci oraz zwichrowanych zdarzeń fabularnych zaprezentowanych z wielu perspektyw. Misterium mrocznej rozrywki, za jaką uważam najnowszą powieść Autorki, stanowi kontynuację kapitalnej narracji „Ostatnio widziane”, lecz możesz potraktować ją jako samodzielną propozycję czytelniczą. Uważam jednak, iż byłoby szkoda tak właśnie uczynić - obie gawędy uznaję za te najwyższych lotów. Kylie - a może raczej Kai i Leigh, na jakie kobieta zdecydowała się podzielić na skutek… bycia żoną dwóch mężczyzn równocześnie - przedstawi Ci bowiem ścieżkę swoich nietuzinkowych decyzji w sposób, od jakiego nie sposób się oderwać. Cóż… zaraz po tym, kiedy i jeśli wrócą jej wspomnienia, jako że obecnie pewien staruszek spędza z nią czas na odludziu, zaś cały kraj uważa ją za martwą skandalistkę, której ciała nie odnaleziono i jaka pozostawiła po sobie kogoś, kto chciał się jej pozbyć, dwójkę nieutulonych w żalu pasierbów, ich pogrążonego w stagnacji ojca oraz bajecznie bogatego holenderskiego milionera, co to nie może uwierzyć, iż jego poślubiona tak naprawdę w dni nieobecności nie odwiedzała chorej matki, lecz swoją drugą rodzinę…
Mrocznie brutalny i bezlitośnie krwawy DEBIUT Autora piszącego pod pseudonimem Toby Gloody przedstawia jeden z moich ulubionych motywów - psychopatycznego mściciela, który z sobie tylko znanych pobudek postanawia zrobić porządek na świecie, eliminując z niego wybrane ofiary na wiele wyrafinowanych metod. „Czystka” nie do końca spełniła jednak moje oczekiwania, przede wszystkim z uwagi na powód, jakim okazuje kierować się sprawca widowiskowych zbrodni. Jestem również zdania, iż treść prezentuje bardzo nierówny poziom literacki. Pierwsza jedna trzecia opowieści została napisana warstwą językową, której gramatyczna niepoprawność wytrącała mnie z lektury. Roi się w niej od powtórzeń, zdania często złożone są niewłaściwie a dialogi mało naturalnie. Co natomiast ciekawe, środkowa część narracji, jaka to składa się głównie z opisów tragicznych przeżyć naczelnych bohaterów za czasów szkolnych, które w znacznym stopniu wpłynęły na ich obecne życie, bardzo mnie wciągnęła - a przy tym została zaserwowana czytelnikowi o wiele płynniej napisanym tekstem. Zakończenie, w lwiej części opierające się na kwiecistej i nieco patetycznej przemowie mordercy, znowuż nie do końca przystało do tego, czego się spodziewałam, choć sam niepokojący epilog pozostawił pozytywne wrażenie. Mogę więc zatem przyznać, iż choć sama fabuła okazała się niebezpiecznie trwożąca, co uradowało moją mroczną duszę, największe zastrzeżenia mam do sposobu jej podania - w mojej opinii wymagającego o wiele bardziej szczegółowej i profesjonalnej korekty. Sądzę również, iż ta mrożąca krew w żyłach historia zyskałaby na jakości, gdyby poskąpić jej bezdusznie detalistycznych szczegółów popełnianych przez szaleńca, makabrycznych zbrodni - oddziałują na wyobraźnię na tyle, że aż kochance czerni w mojej postaci niekiedy robiło się niedobrze. Nie zmienia to jednak faktu, iż ten kryminał skrzyżowany z horrorem i wątkami przystającymi do darków ciekawie rzutuje na przyszłą twórczość Pisarza a o „Czystce”, jaką oceniam dwojako, łatwo nie da się zapomnieć.
O tym, iż książkę pod tytułem „Szachista” napisaną przez Katarzynę Mak wzięłam pod swoje mroczne, medialne skrzydła przesądziło wiele czynników. Uwielbiam tematykę potyczek między świetnie wykreowanymi bohaterami, przepadam za motywem porwania oraz rozgrywek na czarno-białej planszy a przy tym w powieściach romantycznych z dreszczykiem kocham zakończenia, które pozostawiają czytelnika z sercem roztrzaskanym na milion elementów. Najnowsza powieść znanej i cenionej polskiej Pisarki posiada wszystkie te elementy a na domiar dobrego nie pozwala się odłożyć ani na chwilę, wciąga od pierwszej przewróconej strony i jest bogata w intrygi o przebiegu, jakiego początkowo nie da się przewidzieć. Choć miałam już przyjemność objąć patronatem sporą liczbę romansów, dawno żaden z nich w aż tak wielkim stopniu nie zapadł mi w pamięć, ofiarowawszy historię, w której żaden element nie jest przypadkowy, lecz każdy na swój sposób urzeka. Najsilniej pokochałam chyba jednak ten powiązany z uczuciem, które rodzi się pomiędzy naczelnymi postaciami w zaskakujących okolicznościach, w jakich właściwie nie miało prawa zaistnieć. Od nienawiści do miłości o burzliwym przebiegu - relacja, która zawiązuje się między Ashley a Williamem tuż po tym, jak mężczyzna uprowadza kobietę dla zemsty powiązanej z krzywdą minionych czasów, przykuła moją uwagę niemalże natychmiastowo. Co ważne, nie stanowi pochwały dla tak zwanego syndromu sztokholmskiego - okazuje się raczej klątwą, na której pojawienie się para właściwie nie miała większego wpływu. Po lekturze mojego PIĄTEGO TEGOROCZNEGO patronatu medialnego stwierdzam z uśmiechem, że na naszej rodzimej scenie literackiej wciąż pojawiają się i błyszczą zachęcająco wartościowe fabuły romantyczne, złożone z ciepłych uczuć, zaskakujących zwrotów akcji i tego nieuchwytnego „czegoś”, co sprawia, że do książki chce się wracać wciąż i jeszcze raz. Gorąco zachęcam Cię do poznania „Szachisty” - zapewniam, iż tej rozgrywki nie zapomnisz już nigdy…
Z chłopięcych lat zachowałeś zaledwie strzępki wspomnień, ale dzień, w
którym straciłeś ojca, pamiętasz ze wszystkimi szczegółami. Z samego rana dowiedziałeś
się, że Twoja najbliższa przyjaciółka została porwana przez nieuchwytnego mordercę
dzieci, grasującego już od długiego czasu w Środzie Śląskiej. Czułeś, jak serce
wypełniły Ci rozpacz i strach o to, czy wyjdzie z tego cało. Spędzaliście ze
sobą bardzo wiele czasu, w zasadzie byliście nierozerwalni - dogadywaliście się
bez trudu pomimo różnicy płci. I wówczas jej życie zawisło na przysłowiowym
włosku, wydane na pastwę zwyrodnialca, zaś Ty nic nie mogłeś z tym zrobić. Była
tylko jedna osoba, która mogła Ci pomóc, gdyż pełniła obowiązki komisarza policji:
tata. Mama wyszła z domu, pozostawiwszy Cię pod opieką policjanta z pobliskiego
komisariatu. Choć za nim przepadałeś, postanowiłeś skorzystać z pierwszej okazji
do ucieczki, aby porozmawiać z rodzicielem i dowiedzieć się o bieżącej sytuacji.
Cicho założyłeś trampki i wymknąłeś się z mieszkania. Biegłeś przed siebie z
całych sił, choć oczy miałeś wypełnione napływającymi łzami. Gdy tylko dotarłeś
do komendy, uderzyła Cię straszna wieść, że już nigdy nie porozmawiasz z ojcem,
gdyż zginął na służbie. Wspomnienie tych strasznych chwil powraca do Ciebie
niejednej nocy, powodując, że budzisz się z krzykiem, cały zlany zimnym potem. Choć
wybrałeś identyczną drogę i zostałeś komisarzem policji, wizja ginącego rodzica
nigdy nie przestała Cię prześladować, mimo że wielokrotnie próbowałeś się od
niej ostatecznie uwolnić. Czy mogłeś przypuszczać, że ta historia znajdzie
swoją przejmującą kontynuację w Twoim dorosłym życiu?
„Ona nigdy już nie będzie normalna. Tylko udaje normalność, aby nie zrażać do siebie innych i móc żyć spokojnie na wolności, a nie w zakładzie zamkniętym, gdzie umieściłaby siebie bez wahania, gdyby była lekarzem” (Как же мне это знакомо! 😉)
Romans mafijny to ten rodzaj książek, w którym z wielu względów czuję się niczym przysłowiowa ryba w wodzie. Choć poznałam mnóstwo powieści z tego gatunku - przyznaję, iż po raz pierwszy miałam przyjemność sięgnąć po taką, której autorem jest mężczyzna! Stach Szulist udowodnił mi, że panowie jak najbardziej odnajdują się w podobnych klimatach, jeśli tylko, tak jak Pisarz, świetnie władają słowem pisanym. Co intrygujące, „Miłość spod ziemi” została zaserwowana czytelnikowi warstwą językową przystającą do literatury pięknej, w której to aż roi się od barwnych dygresji oraz retrospekcji złożonych szykiem przestawnym. Jeżeli doda się do tego fakt, że historia nasączona jest dużą dozą dobrego humoru, wynikiem będzie opowieść stanowiąca doskonałą, pełną łamigłówek narrację, jaka to spodoba się każdemu miłośnikowi dobrej literatury. Wśród plejady barwnych bohaterów prym wiedzie trójka przestępców, których perypetie pasują raczej do zgrai nieudaczników, przez co wielokrotnie uśmiechają oraz Nina - kobieta, jaka to, zgodnie z tytułem, podczas pewnego spaceru z psem poszukiwanego od dawna ukochanego wydobywa dokładnie spod kilku warstw gleby, pod którymi ten znalazł się komicznym zrządzeniem losu - czy może raczej przeznaczenia. Brzmi jak przepis na świetną komedię, prawda? Jestem tego samego zdania. Z przyjemnością zobaczyłabym powieść Twórcy w wersji zekranizowanej. Kochankom przedniej zabawy ze zbrodniami w tle polecam natomiast tę pisaną - wszak romanse mafijne cenić należy także za poczucie humoru najlepszego sortu. Teraz zaś zapraszam Cię do przeczytania mojej wariacji historii o historii, jakiej nie da się odłożyć przed poznaniem zakończenia. Podróż przez Polskę aż do Moskwy i z powrotem, śmiech i łzy rozbawienia oraz chwile trwogi z nieustającym zaciekawieniem zagadką związaną z cennymi kamieniami szlachetnymi z dalekiego Magnitogorska… Poproszę o więcej tak zmyślnie zwichrowanych fabuł!
Dopóki
nie poznałeś Natalii sądziłeś, że nikogo już nie pokochasz. Twój poprzedni związek
zakończył się kompletną katastrofą, więc czułeś się zupełnie wypalony. Najbardziej
przygnębiała Cię myśl, że ponosiłeś za to pełną odpowiedzialność. Nawet nie
spostrzegłeś, kiedy zacząłeś skrajnie zaniedbywać Iwonę. Najważniejsza była dla
Ciebie praca. Myślałeś o niej, gdy kładłeś się spać, a także jak tylko rano
unosiłeś powieki. Wypełniła Twoje życie do tego stopnia, że nie zostało w nim
miejsca dla kobiety, z którą spędziłeś całe pięć lat. A najgorsze było to, że wpadłeś
w zaklęty krąg. Policyjna służba z jednej strony dawała Ci satysfakcję, z
drugiej rodziła stres i obrzydzenie do podłości, jakich może dopuścić się
człowiek. Ucieczkę od przygnębiających myśli umożliwiał alkohol, z którym w
zasadzie przestałeś się rozstawać. Gdy Twoja partnerka podjęła decyzję o
odejściu, nie czułeś nawet żalu. Co więcej, uznałeś to za doskonały pretekst,
aby tym bardziej topić smutki w procentach. Nic dziwnego, że wkrótce potem zrezygnowałeś
z pracy i znalazłeś się na kompletnym dnie. I gdyby pomocnej dłoni nie wyciągnął
do Ciebie znajomy z dawnych lat, z pewnością już byś na nim pozostał. Gdy zobaczył,
jak stoisz brudny i śmierdzący w kolejce do sklepu monopolowego, był głęboko
wstrząśnięty. Zabrał Cię do swojego domu i zmusił do leczenia odwykowego. Kiedy
trochę doszedłeś do siebie, zaproponował, abyś podjął zatrudnienie na prywatnej
uczelni w Szczecinie. Zasiadał w jej władzach i polecił Cię jako doskonałego
fachowca z dziedziny kryminalistyki. Początkowo martwiłeś się, czy złapiesz odpowiedni
kontakt z młodzieżą, ale szybko okazało się, że nadajecie na podobnych falach.
Młodzi ludzie zaczęli też cenić Twoje konkretne podejście do wykładanego
przedmiotu, który potrafiłeś ubarwiać licznymi przykładami wziętymi z autopsji.







