piątek, 7 października 2016

Magdalena Wala - Marianna

Dzień dobry, Kochani.

Korzystając z nadmiaru czasu, przychodzę do Was z drugą dziś recenzją, tym razem książki, która dołączyła do grona moich ulubionych powieści- Magdalena Wala - Marianna.

Jeśli nie czytaliście jeszcze poprzedniego postu, o najlepszej moim zdaniem masce do włosów, zapraszam serdecznie do poprzedniego postu: klik


Okładka nastawiła mnie pozytywnie do lektury książki- portret młodej, zamyślonej dziewczyny, wyraźnie czymś zaintrygowanej intryguje i mnie. Podoba mi się także dwór w tle oraz stonowane barwy.


Czytając opis z tyłu książki nastawiłam się z kolei negatywnie. Myślę, iż jest sporządzony w trochę niewłaściwy sposób- po pierwszym i najdłuższym akapicie spodziewałam się, iż co najmniej połowa książki zostanie poświęcona udziałowi głównej bohaterki w powstaniu. Zważywszy na to, iż w książce znajdujemy tylko kilka zdawkowych wspomnień na ten temat oraz fakt, iż walka w powstaniu listopadowym wpłynęła na charakter dziewczyny, mniej opisu powinno zostać poświęcone temu tematowi. Natomiast wspomniane salonowe sprawy, intrygi i baśniowa miłość wprost krzyczały do mnie: PRZECZYTAJ MNIE.


Książka podzielona jest na rozdziały. Do czcionki, jednej z najbardziej popularnych nie żywię zastrzeżeń- powieści nią napisane czyta mi się łatwo, szybko i przyjemnie; bez zmęczenia oczu. Język zaś bardzo mnie zaskoczył- zdania zbudowane są w sposób elegancki, czasem nieco starodawny, znajdziemy tu również wiele ,,trudnych", bo już nieużywanych słów. Lubię powieści napisane językiem nieco trudniejszym i innym- myślę, że wzbogacają naszą mowę i pismo. Nie mylcie się jednak- język nie jest bardzo trudny i przeciętny zjadacz chleba spokojnie poradzi sobie z lekturą. Jest po prostu bardziej... wytworny, to chyba najbardziej odpowiednie słowo. Nie zauważyłam żadnych błędów, ani literówek. 


Jak pisałam komentując opis, na początku nie byłam szczególnie pozytywnie nastawiona do książki, spodziewając się rozległych opisów wojennych przeżyć. Na swoje szczęście jednak bardzo szybko zostałam wyprowadzona z błędu. Mariannę, główną bohaterkę poznajemy, kiedy pod osłoną nocy wraca lasami do rodzinnego domu. Szybko jednak okazuje się, iż nie wraca do szczęśliwej rodziny- w domu rodzinnym pozostać nie może, toteż zostaje odesłana do sióstr, gdzie ma poczekać na zaaranżowane małżeństwo- rodzina Marianny zubożała i nie cieszy się już dobrą opinią, zatem wybranka należy znaleźć daleko od domu. Marianną targają niepokoje- a to jest zaniepokojona tym co nastąpi, a to cieszy się, iż wreszcie po ślubie uzyska niezależność, tłamszoną przez ojca tyrana, i będzie mogła w końcu pomóc rodzinie. Kiedy wreszcie poznaje męża, wybranego przez matkę i jej przyszłą teściową, przyjaciółkę matki, mydlana bańka pryska. Okazuje się bowiem, iż hrabia Michał, przyszły pan młody, wcale nie jest przychylnie do niej nastawionym, budzącym choć krztę sympatii mężczyzną. Co do niezależności zaś... cały los znajduje się w rękach jej męża, a do jej obowiązków należy jedynie przykładnie się zachowywać, dbać o posiadłość (czyt. wydawać rozkazy służącym i przyjęcia) i nauczyć się dworskich manier. Nie potrafi do tego się przyzwyczaić pełna energii Marianna- innego jednak wyjścia nie ma. W dodatku brat męża, Adam, wybitnie za nią nie przepada, podobnie jak ciotka i jej córka... A gdy jeszcze, znienawidzona z czasów szkolnych znajoma, okazuje się gościć na dworze... To już istne apogeum. Fabuła nabiera smaku, gdy nasza bohaterka dowiaduje się, iż nie jest pierwszą, ani nawet drugą żoną Michała. I, że jej nowy mąż ma już dziecko. I, że komnaty Marianny w nocy nawiedza nikomu nieznana, biała postać, która wyraźnie źle jej życzy... I kiedy w końcu pęka skrzętnie zbudowana skorupa obojętności, braku poczucia humoru i zimna jej męża. Czytając książkę od pewnego momentu, przewracałam strony z prędkością pendolino. Nie mogłam się od niej oderwać ani na sekundę, tak wciągnęła mnie chęć poznania rozwiązania zagadek co tak naprawdę kryje się w przeszłości Michała, czy ich dopiero co rozkwitła miłość przetrwa i kto straszy po nocach młodą panią hrabinę. Dodatkowym plusem były opisy życia na dworze, rozliczne maniery i zwyczaje, do których młoda kobieta musiała bardzo szybko przywyknąć. Zdecydowanie przepadam za klimatami dworów, ich właścicieli i służących, które zawsze kryją w sobie trochę mroku. Szczególnie w obietnicy... ducha? Jak i Marianna, na początku sądziłam niemądrze, iż jej sypialnię nawiedza była żona Michała. Ale, halo, czy duch może zrzucić kobietę ze schodów? Absolutnie nie spodziewałam się zakończenia, które czytałam z zapartym tchem, o świecie bożym zapominając. 

Polecam. Serdecznie polecam. Książka oderwała mnie od rzeczywistości zupełnie, porywając ze sobą w zupełnie inny świat, świat tak klimatyczny, że aż chciałoby się tam pozostać na dłużej.

Wydawnictwo Czwarta Strona: klik.

Znacie może Mariannę? A może macie ochotę poznać?
xoxo

1 komentarz:

  1. Kurcze, recenzja mega zacheca do czytania - moze siegne w wolnej chwili :) pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)