Aleksandra Gmyrek - Sekret Nieudanych Związków. Pamiętnik Alex.Gi - recenzja
Gdybym chciała sprawić, że
sztafaż moich byłych nieudaczników, zwanych przeszłymi partnerami, zejdzie z
owego padołu łez na zawał, opowiedziałabym co nieco albo i więcej o ich godnych
pożałowania zachowaniach. Póki co pomysł ten trzymam w blokach startowych, za
lepszą karę uznając fakt, że nie znają dnia ani godziny a przy tym muszą się jeszcze
nieco pomęczyć w swych nędznych żywotach, z daleka li obserwując, jak wiele
utracili wraz z naszymi relacjami. Miałeś chamie złoty róg - i te sprawy. Choć
cytat ten poznałam wiele lat wstecz, jakoś wciąż uśmiecha. 😉 Aleksandra Gmyrek nader nietypowo i
niesamowicie estetycznie zaserwowanym w formie pamiętnika poradnikiem zdecydowała
się zaś przedstawić czytelnikom uczuciową przeszłość - wszystko po to, by ci wyciągnęli
z niej własne lekcje i zaczęli pracować nad prywatnymi relacjami. Koncepcja
świetna, bo najczęściej tak to właśnie bywa, że dostrzega się pewne niuanse
dopiero, gdy spojrzy się na nie chłodnym, zazwyczaj cudzym okiem. A zapewniam, że
czterej panowie, z jakimi związki opisuje w memuarowym stylu Alex. Gi są
plejadą barwną a przy tym tak w krzywym zwierciadle odmalowaną, że czytając o
ich postawach niejednokrotnie stwierdzisz: ups… przecież ja dokładnie takiego
mężczyznę znałam. Gdyby nie były to prywatne zapiski z kroniki zwierzeń
Autorki, sama czułabym się cokolwiek dziwnie - wśród przedstawionego kwartetu
znalazłam wszak wiele podobieństw do znanych mi kreatur. Z perspektywy dużej
liczby minionych lat, poznawanie podobnych sylwetek dzięki literaturze bawi i
uśmiecha - choć gdybym wciąż tkwiła w definitywnie toksycznych relacjach, być
może takie teksty otworzyłyby mi oczy znacznie wcześniej. Stąd też uważam, że
nabrawszy właściwej wartości własnej i przeszedłszy konieczną, lecz trudną
drogę ku lepszemu, Autorka zdecydowała się na doskonały krok (łatwiej się uczy
na błędach postaw innych), opisując personalne przypadki nieudanych związków w
formie intymnych zapisków podanych z dozą humoru. Może dzięki nim choć jedna
osoba dostrzeże… kiedy nie warto marnować ni sekundy więcej. Otóż: CZĘSTO.
„Czyżby chodziło o to, że źle dobierałam partnerów? Że czegoś nie widziałam? Ale jak to możliwe, że przez tyle lat trafiałam wciąż na mężczyzn, którzy najpierw mnie idealizowali, a potem - niemal niepostrzeżenie - zaczynali mnie traktować zupełnie inaczej? Serio, PIĘTNAŚCIE lat i ani jednego trafionego egzemplarza? To już nie był przypadek, to wyglądało jak moja życiowa specjalizacja” SO ME 😂!
Co robisz, jeśli szereg określonych, wydających się zmierzać do sukcesu działań, przynosi skutek odwrotny do planowanego? To proste. Powielasz błędy i próbujesz tak długo, aż… w końcu Ci się uda. Musi. Coś o tym wiem. Kompleksu Mesjasza nie da się oszukać tak łatwo, a przecież gdzieś tam na pewno jest ten jeden jedyny książę na białym koniu, którego trzeba… No właśnie - co? Uratować z wysokiej wieży, znaleźć mu wspomnianego rumaka, najlepiej jeszcze delikatnie go na nim usadzić a potem podziwiać z każdej strony, jak dostojnie na nim wygląda. Jeśli tkwiąc w siodle (jeżeli wybrał na oklep, uciekać, tu i święci niewiele zdziałają, testowane), zrobi zbolałą minę, warto zapytać, co się stało i czy chce się tym podzielić - wszak jako nadobna niewiasta, która ratuje, a jakiej ratować nie trzeba, ze wszystkiego zrobisz sałatkę a na każdy problem znajdziesz rozwiązanie. Mając już pewien bagaż doświadczeń, odróżnisz, czy grymas ten powstał z uwagi na niezadowolenie czyhającej w tle mamusi w wersji 2.0, czy jednak jest miną zbitego spaniela, w sukurs jakiej powinien od razu podążyć Twój wypowiedziany odpowiednio emocjonalnym i zafrasowanym tonem tekst (bez obaw, po tym jak wyrzekniesz go raz setny, w końcu uda Ci się nawet nie robić znudzonego marsa!): CZY CHCIAŁBYŚ POROZMAWIAĆ O TWOJEJ ŻONIE? Bywa bowiem i tak, że z wybranki rycerza, którego mianowałaś sama, stajesz się jego kumplem, powiernikiem, doradcą i psychoterapeutą. Aleksandra Gmyrek to wie i wiem to ja - choć ja wtedy jeszcze przekornie nie uciekam tam, gdzie zamki fosę mają, tylko kontynuuję wywiad. Nie macie bowiem pojęcia, jak ogromny materiał do przyszłej książki można zebrać, takich tragicznych historii słuchając. O trzeciej w nocy, w środku dnia, gdy ona znowu coś zrobiła i właściwie zawsze wtedy, kiedy Ty już wiesz, że nic z tego nie będzie, ale on dalej aktorzy, kocio-shrekuje spojrzeniem i w pełni poważnie pyta, czy mogłabyś raz jeszcze go wysłuchać. Chętnie - w prawdziwym życiu brakuje tragikomedii. 😉
„Kochanie, planujesz mi życie
trochę jak dyktator, a ja chcę po prostu grać na PlayStation…”
Przepraszam, Autorko - za prywatę, ale co się (krzywo) naśmiałam podczas czytania Twoich uczuciowych perypetii, to moje. Tym cokolwiek osobistym intro chciałam przekazać, dlaczego napisany przez Ciebie pamiętnik silniej niż bardzo ze mną rezonuje. Sama, nim poznałam męża, a i to do zwyczajnych spotkań nie należało, wszak to ja, miałam bowiem tę samą supermoc co Ty - debilo-radar. 😂 Magiczny kompas na największych idiotów, który z dokładnością do milimetra, drgając wesoło i mrugając neonowym różem, abym na pewno go nie przeoczyła, wskazywał mi kolejną ofiarę do upolowania… czyli oczywiście zmiany. Zmiany na lepsze pod każdym możliwym kątem, której dokonać mogłam tylko ja, by na końcu obwieścić: mój Ci on. Taki spojler, że ani nigdy nie wyszło, ani nie było warto - a finalnie to ja stawałam się wszystkim, tylko nie sobą. Cóż, czasami też w wersji nieco biedniejszej, bo podobnie jak Ty, kochałam w widowiskowe gesty i przerysowanie drogie prezenty. A niech pamięta, niechże żałuje, co stracił, niech ma! I tak oto Ty na rozstanie podarowałaś mężczyźnie zegarek, a ja poszłam o, cóż, wiele kroków dalej. Wpadłabyś na to, by na pożegnanie przytargać… gramofon? Chłopakowi już byłemu, wielokrotnie bogatszemu, co to w łazience wannę na lwich łapkach skubany miał i dwa zlewy o złotych kranikach… No właśnie. Minuta ciszy dla mojego szaleństwa - i druga szczęśliwa dla faktu, że najpierw kupiłam winylową płytę (z kiczowatą muzyką, jaką naturalnie bardzo starałam się polubić), a jegomość stwierdził, że… wraca do dziewczyny i musi dysk przed nią schować. Problemów narobiłam! Przeszedł mi ten gramofon, a i dobrze - szkoda go na łbie głupim roztrzaskać. Czy chciałabym wtedy, Pisarko, na Twoją opowieść trafić? Nie masz pojęcia, jak bardzo. Zaoszczędziłabym honor i pieniądze, a może i pewien błąd wcześniejszy pod tytułem: Ty mi tu wszystko planujesz na dekadę jak dyktator a ja chciałem tylko w spokoju pograć na PlayStation (tak wiem, to u Ciebie inaczej)! Ludzie… a ja dla podłego człeka zostawiłam nawet muzykę ambitną na rzecz łupanek Energy i gry fabularne typu Mafia dla Angry Birdsów. Po latach myślę w sumie, iż największym błędem, przekreślającym relację był fakt, że dla tegoż ostatniego układał pan X strategię tygodniami, jak tym ptaszorem z procy odpowiednio strzelić (trudne!), a ja wzięłam i go bezczelnie na dzień dobry ograłam. Well: jeśli związek ma być udany, tego się nie robi. 😉
„Byłam przeszczęśliwa. Serio.
Chodziłam po świecie jak zakochana żarówka - wręcz promieniowałam szczęściem i endorfinami.”
Szalona kawalkada uczuciowych
zawirowań, jaką Aleksandra Gmyrek w stylu pamiętnikowo-poradnikowym przedstawiła
w „Sekrecie nieudanych związków” to lektura, od której wręcz nie można się
oderwać. I to całkiem uniwersalna, ponieważ dla osób pozostających w
szczęśliwych relacjach będzie to doskonała rozrywka, a dla tych, jakie wciąż
poszukują drugiej połowy, z pewnością okaże się zbiorem cennych rad, które
wyniesie się z treści. Owszem, dla każdego tytułowa tajemnica to coś innego, wszak
nie ma tu jednego, złotego środka, ale dzięki „spojrzeniu z zewnątrz” o wiele
łatwiej jest dojrzeć wciąż powielane, szkodliwe „modus operandi” czy elementy
wspólnego pożycia, które zdrowe nie są - i nigdy takimi się nie staną. Piękne
wydanie i liczne wstawki graficzne sprawiają, że podane lekko i z uśmiechem
rady Alex. Gi zapadają w pamięć. Sam tekst niesie pewną magię - w trakcie
czytania przekonujesz się, że przynosząca obustronną satysfakcję relacja
uczuciowa zaczyna się od jednostki - jej wartości, sposobu postrzegania siebie,
świata oraz tej drugiej osoby. Ten nienachalny poradnik, udanie wpleciony w
formę prywatnej kroniki przeżyć, z pewnością jest czymś unikatowym w dobie przeintelektualizowanych
treści, nakazujących, jak powinno się żyć. Poznając historię czterech cennych nauczek
- pełnych zwichrowanych chwil związków Pisarki - sam wyciągniesz z nich istotne
lekcje. Dzięki nim przekonasz się także, że Autorka, kobieta taka jak Ty, może
się stać kimś na kształt Twojej bratniej duszki - wszak jej doświadczenia,
wzięte wprost z codzienności, pozostają bliskie posiadanym. Jaki jest sekret
nieudanych związków (oprócz zwyciężenia rundy w Angry Birds i kupienia
gramofonu w formie prezentu na rozstanie 😉)?
Liczę, że sam odpowiesz na to pytanie po niewątpliwie istotnej, literackiej przygodzie,
spędzonej z Alex. Gi. 7/10 - bardzo dobrze spędzony czas, który… zawiódł mnie
wprost w objęcia komicznych wspomnień. Jak zasugerowałam wcześniej, nie znacie
dnia ani godziny, bójcie się… To znaczy, kto wie - może kiedyś zobaczycie podobny
zbiór o przeszłości z moim zdjęciem na okładce. Would be fun, I promise!
„Nie dość, że odbierałam,
to jeszcze miałam gotową odpowiedź z trzech możliwych wersji: radosną,
tajemniczą i niby przypadkiem słodką.” (Znane - a za planem A, B i C powinno
podążać 7 kolejnych liter! 😉)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)