Katarzyna Hewa - Bestia i Pani Róża. Demon - recenzja
Drugi
tom dylogii mojej Mistrzyni słów okazał się niebagatelnie lepszy od pierwszego -
a nie sądziłam, że to możliwe. Katarzyna Hewa udowadnia, iż wszystko jest, choć
początkowo wydawało się zupełnie inaczej. Przywodzącą na myśl literaturę piękną
najwyższych lotów opowieścią, Pisarka ponownie przenosi czytelnika w czasie
oraz przestrzeni w niemalże widowiskowy sposób. Wierne, wielowarstwowe i wielowymiarowe
tło, które wykreowała dla trzeciej powieści historycznej w swoim dorobku i niemalże
poetycka warstwa językowa to jednak nie wszystko, co urzeka kochającego
niebanalny urok odbiorcę. „Bestia i Pani Róża. Demon” to bowiem również cały
sztafaż uczuć: porywająca narracja o zemście planowanej przez osiem lat i ukazanie
jej konsekwencji zarówno dla osoby, która poświęca się jej realizacji w
najdrobniejszych detalach przez tak długi czas, jak i dla tego, kto zostanie
jej poddany. To mistrzowsko domknięta historia o pozornie nieistotnych błędach młodości,
które okazują się brzemienne w skutki. Rozważania o wierności sobie oraz własnym
przekonaniom oraz wierze w ukochaną osobę, chociażby wszechświat dookoła wskazywał,
iż należy w nią zwątpić. O miłości, która jest skłonna do ustępstw w imię wspólnego
dobra, walce o ideały oraz marzenia i niezginaniu karku nawet wtedy, kiedy
łatwiej byłoby to uczynić niż uparcie przeć pod prąd. Hewa prezentuje także pełną
uroku treścią wzorzec przyjaźni oraz małżeństwa o niełatwym starcie - które zamiast
niszczyć i zaprzepaszczać, woli pracować nad uczuciem, które zawsze jest tego
warte. Teoretycznie akcja rozgrywa się pod koniec XIX stulecia, a jednak jakże
bardzo tę treść można osadzić we współczesności, dla jakiej wszystko jest instant…
Podobnie zresztą jak walkę tlącego się we wnętrzu tytułowego Demona dobra ze
złem, które - po niemalże dekadzie aktorskich przygotowań do słusznej vendetty
- miało przyćmić wszystko inne. Proces obserwacji tej swoistej wiecznej bitwy
przywodzi na myśl uśmiechający wniosek, że może w niektórych światła nie da się
zgasić, nawet, jeśli to ostatni płomień w ciemności.
„Zaplanowane są łzy i tragizm rodem z najlepszych dramatów.”
Impas. Mimo tego, że ani Ty nie zamierzasz ustąpić pola i zrezygnować z własnych ambicji, ani nie chce zrobić tego Jan, godząc się na Twoje studia i wolną twórczość, postanowiliście podarować sobie czas do namysłu i pracy nad sobą. Choć żadne z Was się tego nie spodziewało, bo przecież całe małżeństwo miało być tylko ustalonym układem i grą na pokaz, połączyło Was prawdziwe uczucie. Miłość, jaka miała się nie narodzić sprawiła, że razem Wam źle, lecz bez siebie jeszcze gorzej. Obiecaliście sobie, że póki co będziecie dalej mieszkać razem we wspólnym majątku i nadzorować fabrykę, jednocześnie starając się ustalić, czy Wasza relacja ma sens. I wydawało Ci się już, że szło ku lepszemu i spokojnemu - wszak nawet wynegocjowałaś, że raz w tygodniu będziesz nauczać dzieci okolicznej biedoty i je dokarmiać - gdy nagle zmaterializował się demon w ludzkiej skórze… w dodatku utrzymując, iż wszystko, co posiadasz z mężem, należy do Waszej trójki. Dworek, okalające go pola, prowadzony biznes… Feliks twierdzi, że przed śmiercią Twój ojciec jego także uczynił współwłaścicielem dóbr, tak samo, jak na mocy porozumienia Jana. W pierwszej chwili sądzisz, że to mało zabawny żart, ale szybko okazuje się, że faktycznie na każdym dokumencie tkwi też podpis Doronina. Co gorsza, służba utrzymuje, że tamtego dnia wizytował Waszą posiadłość zaraz po Janie - a zatem o żadnej sprawie sądowej i próbie podważenia autentyczności zapisów nie może być mowy. Jak mężczyzna triumfalnie obwieszcza, za kilka dni się do Was wprowadzi. Nie przewiduje także wykupienia udziałów, albowiem… nareszcie nastała pora na finał planowanej przez niego latami rozgrywki - zasłużonej zemsty, na jaką nadszedł czas. Nie masz pojęcia, co takiego przybyły ma na myśli - wszak początkowo mąż karmi Cię bajkami o tym, że mężczyzna trudni się nieczystym przejmowaniem majątków na zlecenie i zapewne to kolejny z takich przypadków w karierze Doronina. Jak zwykle ślubny obiecuje, że sam wszystkim się zajmie a Ciebie po fakcie poinformuje, że wszystko zostało załatwione. I cóż, chyba bardziej niż tymczasowy niechciany lokator martwi Cię fakt, że jest jak zwykle - Jan traktuje Cię jako wyposażenie domostwa, które nie musi o niczym wiedzieć, bo i tak nie wpłynie na jego decyzję. To się jeszcze zobaczy…
„Sen
nadszedł niespodziewanie i zamiast stać się ukojeniem, był tym, czym zawsze: torturą
złożoną ze wspomnień, nerwową karuzelą na pograniczu jawy, w której słaniał się
po omacku jak pijani w sztok bywalcy Montmartre.”
Do zawirowań na niemalże każdym polu życia dochodzą jeszcze zmartwienia o Twoją serdeczną przyjaciółkę Klarę, która jest dla Ciebie jak siostra. Choć obecnie dziewczyna znajduje się pod pieczą matki, uważasz, że to najlepsza pora, by odwdzięczyć się za każdą przeszłą pomoc i nią zająć, w związku z czym jeszcze do niedawna planowałaś, że na końcówkę ciąży wróci do majątku, który chwilę temu dzieliłaś tylko z Janem i służbą i tam spokojnie urodzi. Dość trosk przyniosły jej wydarzenia związane z nieżyjącym ojcem dziecka - a od rodzicielki słyszy tylko słowa nagany i pogardy. Jak jednak zabrać brzemienną kobietę pod dach, pod którym zagości demoniczny Feliks? Jak to masz w zwyczaju, działasz pod wpływem impulsu wywiedzionego z rozlicznych przemyśleń i… mieszasz losowi szyki. Tymczasem Doronin, którego przecież nienawidzisz z założenia jako mściwego uzurpatora, nie znając całego podłoża jego krucjaty względem Twojego męża - a szybko ustaliłaś, że takowa właśnie się rozgrywa - okazuje się zupełnie inny niż początkowo sądziłaś. Bywają przebłyski, w jakich zdarza Ci się nawet myśleć, że to tylko poza bezdusznego okrutnika, za którą skrywa się pełne dobra i miłości serce. W innych momentach zauważasz trzeźwo, że może i ta projekcja to tylko element zaplanowanego przez niego teatru. Pionkiem jednego mężczyzny już jesteś, toteż powtarzasz sobie, że nie będziesz tańczyła na planszy innego. Może się jednak okazać, że zmienisz zdanie, kiedy stawką w grze nie będzie już tylko Wasz małżeński majątek, a także być albo nie być wielu innych istnień… Chyba że uda Ci się zaprojektować własny pojedynek a zakładnikiem uczynić w nim głęboko skrywane emocje, które nigdy do końca nie odchodzą w cień. A jesteś przecież nieskończona w swej kreatywności, jak to pisarki, nawet te jeszcze niedoszłe mają w zwyczaju… Róża była zamknięta z Bestią i odczarowała ją w towarzysza życia. Teraz demon myśli, że uwięził kobietę, podczas gdy tak naprawdę to on tkwi w jej szponach…
„Ja
jestem pisarką, mój drogi chłopcze. Mogę być kimkolwiek zechcę, choćby królową,
choćby oszustką.”
Choć
zwyczajowo wolę powieści jednotomowe, boleję nad tym, że „Bestia i Pani Róża” to
dylogia - po przewróceniu ostatniej strony „Demona” odczuwam bowiem żal, iż to
już koniec tej przepięknej historii romantycznej, osadzonej w zawirowaniach
minionej epoki. To jedna z tych opowieści, którym nie brakuje absolutnie niczego.
Realistyczni bohaterowie, pełni wartości, choć targani namiętnościami,
zabierają czytelnika w wyprawę, jakiej tło Katarzyna Hewa onirycznie maluje
przed oczami świetnie złożonymi słowy. Te zresztą pozostają w pamięci jeszcze na
długo po lekturze, chociażby: „Żyj, jak chcesz. Więcej nie uraczysz z mojej strony
nawet jednej uwagi czy krytyki, bylebyś zawsze wieczorem znajdowała spokój w
moich ramionach. Tylko tyle i aż tyle jest mi potrzebne do szczęścia.” - które
pokazują, iż kiedyś walczyło się o swoich i własne uczucia; naprawiało, zamiast
przybić pieczątkę o niezgodności charakterów i rozerwać święte. Nostalgia za
minionymi latami w tej nieodkładalnej fabule zaserwowana jest w towarzystwie
zasmucających tragedii i uśmiechających zwrotów akcji - a każdy, nawet
najmniejszy, epizodyczny element narracji znajduje domknięcie, stając się częścią
większej mozaiki. Tej zwanej życiem, którą bohaterom z dużą pieczołowitością
zaprojektowała Autorka. Sklejona z upadków i wzlotów, finalnie prezentuje inny
kształt niż można się było spodziewać. Popękana - jest odmienna i
nieprzykrawalna do tego, co zwyczajne. Przez to właśnie uważam ją za małe
dzieło sztuki. Tym zresztą są halucynacje semantyczne Hewy. I jeszcze tym, za co
literaturę piękną cenię najbardziej - romans historyczny Pisarka ta wynosi bowiem
na niedościgniony poziom. 10/10 - oto prawdziwa róża w prozatorskim świecie
demonów i bestii.
„Milczenie
jednak wydawało się bezpieczniejsze i nie dawało płonnych nadziei na jutro,
które nadejdzie dla każdego z nich w innych miejscach na ziemi, w innych
miastach. I w tym oto świetle kolejnych dni dopełni się piękno nieprzeżytych chwil.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)