Katarzyna Wolwowicz - Gen zła - recenzja

by - 17:20:00

Czujesz, jak głowa pęka Ci od pulsującego bólu, który miarowo rozchodzi się po całym ciele.  Starasz się oddychać miarowo, aby uspokoić ogarniające Cię przerażenie. Jednocześnie rozglądasz się gorączkowo - próbujesz zidentyfikować pomieszczenie, w jakim Cię uwięziono. Wyraźnie rozpoznajesz zapach świeżo położonej, drewnianej podłogi, więc wnioskujesz, że zamknięto Cię w jakimś dopiero co urządzonym mieszkaniu. Na szczęście dookoła panuje nieprzenikniona ciemność a wokół jest całkowicie cicho, co oznacza, że Twój oprawca nie znajduje się w pobliżu. Budzi się w Tobie nadzieja, że może uda Ci się wydostać z matni. Próba nie będzie łatwa - masz ręce związane na plecach a nogi mocno ściśnięte trytytką, której plastik boleśnie wrzyna się w skórę. Usta zaklejono Ci szeroką taśmą, co utrudnia oddychanie. Jesteś w trudnej sytuacji, jednak wiesz, że musisz podjąć walkę o wolność, a może nawet życie. Skupiasz w sobie wszystkie siły i powoli turlając się, docierasz do ściany. Z trudem dźwigasz się do pozycji pionowej i opierasz plecy o mur. Teraz przyszedł czas na najtrudniejsze - zrzucenie więzów. Zdajesz sobie sprawę, że wszelkie dynamiczne ruchy będą skutkowały ich silniejszym zadzierzgnięciem. Jedynym wyjściem jest przełożenie spętanych rąk przez nogi. Choć nie bardzo wierzysz, aby się to udało, nie ustajesz w wysiłkach, które w końcu przynoszą rezultat. Z ulgą zrywasz knebel i gorączkowo myślisz, co dalej. Jesteś wściekła na samą siebie, że pomimo bogatego, policyjnego doświadczenia, tak łatwo dałaś zwabić się w pułapkę. Ale z drugiej strony, czy mogłaś podejrzewać, że Maria, świadek koronny w sprawie wyjątkowo niebezpiecznego typa imieniem Miestwin, jest zdrajcą?

 

„Niczego nie było. Zniknęły jej łóżko, pokój, bezpieczny dom. Dałaby sobie rękę uciąć, że zasypiała wtulona w ramiona męża, że wcześniej długo rozmawiali, że cieszyła się, iż życie wraca do normy. Nie pamiętała niczego więcej.”

Jechałaś właśnie samochodem na komendę, gdy dostałaś od Marii wiadomość tekstową, zapraszającą na pilną rozmowę. Gdy zapukałaś do drzwi mieszkania, zawołała, abyś weszła. Nie wyczułaś w jej głosie strachu ani bólu, więc zupełnie nie byłaś przygotowana na to, co ujrzysz. Zobaczyłaś ją w salonie, klęczącą na podłodze ze związanymi z tyłu rękoma i zapłakaną twarzą. Zaraz potem spadł na Ciebie grad ciosów zadawanych kijem bejsbolowym. Zanim straciłaś przytomność, naliczyłaś ich pięć, więc tylko cudem uniknęłaś śmierci. A teraz znajdujesz się w nieznanym Ci miejscu, z którego musisz za wszelką cenę uciec, zanim wróci ten, który Cię w nim umieścił. Nie masz pojęcia, ani kim jest, ani jakie ma zamiary, choć wiesz, że z pewnością nie darzy Cię przyjaźnią. Być może wkrótce pojawi się, aby dokończyć dzieła i odebrać Ci życie.  Nagle dobiegają do Ciebie dźwięk samochodu wjeżdżającego na podjazd i trzask zamykanych drzwi. Wiesz, że masz już niewiele czasu. Przypadasz do okna i podnosisz chroniące je rolety. Oszołomiona i oślepiona blaskiem dnia, siadasz na parapecie, nie badając jak wysoko się znajdujesz. Wybijasz się i lecisz w dół. Zanim Twoje ciało uderza o miękkie, trawiaste podłoże, rejestrujesz widok człowieka spacerującego za ogrodzeniem z psem i jego szeroko otwarte ze zdumienia usta. Budzisz się w karetce, cała obolała. Choć lekarz namawia Cię na wizytę w szpitalu, zdecydowanie protestujesz. Po chwili toniesz w ramionach Kornela - męża i policyjnego partnera z tej samej komendy. Gorączkowo wypytujesz go, co zdołał ustalić. Okazuje się, że po tym, jak straciłaś przytomność, zostałaś zawinięta w dywan i przewieziona przez nieznanego sprawcę z mieszkania Marii do znajdującego się na uboczu domu na wynajem. Gdy wyskoczyłaś oknem, pomocy udzielił Ci przypadkowo przechodzący człowiek a auto, które wcześniej słyszałaś, należało do bogu ducha winnego turysty, który przyjechał na wypoczynek. Dochodzisz do wniosku, że padłaś ofiarą Miestwina, który postanowił porwać Marię a Ciebie użył jako przynęty. Wiedział, że policja natychmiast zajmie się Twoim uprowadzeniem, marnując siły i środki na jego wyjaśnienie a on będzie miał czas, by się ukryć z prawdziwą zdobyczą. I wcale się nie pomylił. Wszędzie wokół krzątają się funkcjonariusze i członkowie ekip technicznych, dokładnie przeszukując dom i jego obejście.

„Przeszyła ją nagle przerażająca myśl. Co, jeśli wszystko, co pamięta od momentu wybudzenia się (…) tylko jej się śniło, a wydarzenia ostatnich dni wcale nie miały miejsca? Co, jeśli wykreowała je w swojej głowie, dopiero teraz naprawdę się budzi, a jej oprawca znajduje się gdzieś blisko?”

Wkrótce zjawia się lekarz sądowy Jarosław Biały, którego darzysz dużym szacunkiem. To Twój przyjaciel i doskonały fachowiec, choć teraz czujesz się przy nim nieswojo. Jest bowiem partnerem Marii, z którą wdał się w gorący romans, pomimo dzielącej ich różnicy wieku. A przecież to z jej winy znalazłaś się w tak niebezpiecznej sytuacji. Niczego jednak mu nie wyrzucasz - widzisz wyraźnie, że jest przerażony i z trudem panuje nad zdenerwowaniem. Łamiącym się głosem zaznacza, że telefon jego partnerki nie odpowiada i nikt nie wie gdzie jest ani czy jeszcze żyje. Próbujesz go pocieszać, choć zdajesz sobie sprawę, że nie przyniesie mu to ulgi. Przechodzicie do salonu i siadacie na krzesłach, czekając na raporty policjantów. Wkrótce zjawia się jeden z nich, trzymając na smyczy służbowego wilczura i wskazując przez okno na rosnące w ogrodzie tuje. Melduje, że dokładnie pod nimi pies wykopał dziurę, w której ukazała się ludzka ręka, niewątpliwie należąca do kobiety. Słysząc to, Biały blednie jak ściana i zastyga w bezruchu. Nie jest w stanie wydobyć z siebie głosu a z oczu ciekną mu strużki łez. Zbiera się jednak w sobie i nie zważając na protesty kolegów, oświadcza, że przeprowadzi autopsję. Wstaje i powoli zmierza w stronę znaleziska. Z rozpaczą myślisz o tym, co może tam odkryć. Masz nadzieję, że pomimo wszystkiego, nie jest to ciało Twojej koleżanki, choć okoliczności wskazują, że nie może należeć do nikogo innego. Przysięgasz sobie, że jeśli sprawdzą się najgorsze przypuszczenia, zrobisz wszystko, aby znaleźć jej zabójcę. A może trafiliście na trop seryjnego mordercy kobiet, którego tajemnice skrywa przeszłość znaczona krzywdami odniesionymi w domu dziecka z piekła rodem? Kto wie…

„Czuła się zmęczona odpowiedzialnością, ale przecież nie mogła odpowiadać za to, co robią inni. Nie mogła żyć ich życiem, lecz czy zrobiła wystarczająco dużo, by jakoś im pomóc? Nie. Tego była pewna.”

„Gen zła” Katarzyny Wolwowicz to jedenasty tom kryminalnego cyklu „Komisarz Olga Balicka”. Tym razem tytułowa bohaterka musi zmierzyć się z wyjątkowo trudną i wielowątkową sprawą. Gdy pada ofiarą pobicia i budzi się w nieznanym pomieszczeniu, ze zgrozą dostrzega, że została spętana a usta zaklejono jej samoprzylepną taśmą. Pomimo tego udaje się jej wydostać z pułapki i ściągnąć policyjne ekipy, które w ogrodzie za domem odkrywają ciała dwóch nieznanych kobiet. Podejrzenia kierują się ku Miestwinowi Pomorskiemu, jaki okazuje się być pod stałą obserwacją  agentów Centralnego Biura Śledczego, w związku z czym nie opuszcza swojego mieszkania. To jednak nie przekonuje Olgi, która często stawia na wiarę własnej intuicji… Czy i tym razem okaże się to słuszną decyzją? Podobnie jak w poprzednich częściach serii, tak i w tej Pisarka pokusiła się o dynamiczną narrację, przystającą do większości polskich historii kryminalnych, dzięki czemu książka pozostaje dobrą rozrywką na jeden wieczór. Samą fabułę odbieram natomiast jako nieco zbyt schematyczną i łatwą do przewidzenia, choć być może ma na tę ocenę wpływ fakt, że zaliczam się do gatunkowych starych wyjadaczy. Jestem z kolei pewna, że warstwa językowa opowieści skorzystałaby na odchudzeniu jej ze wszystkich opisów ekscesów seksualnych oraz drastycznych scen rodzajowych. Myślę, iż jedne i drugie są w większości przerysowane - przez co rażą sztucznością. Historii dobrze zrobiłoby, gdyby zamiast nich pojawiło się w niej bardziej rozbudowane życie wewnętrzne bohaterów, bo niestety nie ma go zbyt wiele. Pomimo wskazanych minusów, z chęcią poznam kolejny tom przygód pani komisarz - seria zdążyła mnie już całkiem wciągnąć, jak zresztą większość czytelników, z pewnością tak samo jak ja zaciekawionych teraz, jaki dalszy ciąg skrywa za sobą otwarte, zaskakujące zakończenie, rodem z dobrych opowieści spod ciemnej gwiazdy! 😉 Z dwoma kijami czy trytytkami, to jest na szynach: 6/10.

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)