Katarzyna Hewa - Kwiaty zimnej wiosny - recenzja
Uwięzione w tragicznie zlodowaciałej bajce nieszczęścia, namalowane onirycznymi słowami “Kwiaty zimnej wiosny” Katarzyny Hewy nie rozkwitają pod warstwą śnieżnego puchu, którego ilość wydaje się ogromnieć wraz z każdą przewróconą stroną książki. Ich płatki zaczynają zamarzać na samych krawędziach i obrastają warstwą szronu, by kolejny podmuch przenikającego do szpiku kości wiatru spróbował sprawić, że ugną się pod ciężarem nieuniknionego losu. Prawie żadna dusza nie dostrzega jednak tego zmyślnego spektaklu. Skrzydła rośliny tak oślepiają jasnością bieli, że aż niemalże idealnie wtapiają się w tło rozszalałego przedstawienia przyrody. Może właśnie to było jej celem? Napisałam kiedyś kilka wersów, które w oryginale brzmią: Любовь сильнее смерти и опаснее рока, потому что ведёт вперёд, даже когда путь растворяется в тумане обречённости. Она не ищет спасения, выбирает верность чувству и своим ценностям. За этот выбор всегда платят высшей ценой… - jakie w mojej ocenie doskonale przystają do twórczości Hewy, władającej literackimi zdaniami wziętymi jakby z zupełnie innej rzeczywistości. Lepiej brzmią po rosyjsku, lecz wolnym tłumaczeniu znaczą: Miłość silniejsza jest niż śmierć i groźniejsza niż fatum, wszak prowadzi naprzód nawet wówczas, gdy droga rozpływa się we mgle przeznaczenia. Nie szuka ocalenia. Wybiera wierność uczuciu i swoim wartościom, za jaki to wybór zawsze płaci się najwyższą cenę... Gdybym miała krótko podsumować “Kwiaty zimnej wiosny” - wybrałabym te właśnie wersy i dodała do nich dwie znaczące informacje. Po pierwsze, choć przewidziałam możliwy rozwój fabuły, ta opowieść złamała mi serce, rozbiwszy je na milion kawałków. Cóż, a przynajmniej tak by zrobiła, gdybym nim dysponowała. Na domiar złego wycisnęłaby z mrocznych oczu łzy. Po wtóre, to JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH historii o miłości, jakie przeczytałam W ŻYCIU. Jej narracja majestatycznie odziewa czytelnika woalem utkanym ze smutku. Otula go także mistrzowską liryką, która szepcze do ucha opowieść o kwiecie, jaki musiał delikatne płatki zahartować niczym stal. Jest wspaniała.
“W tym domu cichych koszmarów, gdzie groza jest niema, a lęk przed bliźnim i sobą samym wszechogarniający, nie ma przyszłości, w której istnieje jakieś wszem znane szczęście. (...) Tu można silić się jedynie na jego ułamek, na marny promień, co to ginie zdmuchnięty jak świeca w gęstym mroku...”
Opuszczasz swoją jedyną bezpieczną przystań - położoną na tyłach domu komnatę, w jakiej ukrywałaś się przed nieprzychylnymi spojrzeniami, wypowiadanymi teatralnym szeptem nieprzyjaznymi inwektywami oraz ledwo zamaskowanym rozczarowaniem, tak wiele razy dostrzeżonym ukradkiem we wzroku rodziców. Wyklęty pomiot diabła, szatańskie stworzenie, bies w ciele człowieka, którego należałoby poddać egzorcyzmom. Tak, słyszałaś każde obelżywe sformułowanie, jakim postronni Cię określali - jak gdyby ktokolwiek nadał im do tego prawo. Wszystko z powodu wizualnych odmienności. Jedno z Twoich oczu jest niebieskie. Drugie ma barwę ciemnego brązu, czerniejącego na obrzeżach. Jest rok 1821 a Twoja nietypowa uroda budzi każde możliwe ze sztafażu negatywnych uczuć, które narastają tylko, jeśli się do oryginalnych tęczówek doda biały odcień skóry oraz opadające na nią miękkimi pasmami, wijące się, wręcz śnieżne włosy. Przyzwyczajona do samotności pośród czterech ścian, przeświadczona o tym, że wszystkie przekleństwa opisują prawdę o Twojej koszmarnej urodzie, sama nie zerkasz już nawet na własne odbicie. A teraz ojciec oświadczył, że to nie Twoja piękna siostra wyjdzie za mąż za Michaiła, jak planowano, dzięki czemu, w zamian za odpowiedni posag w postaci ziarna i sukien Wasza rodzina zyska szanowane nazwisko. To Ty zostaniesz żoną nieznanego mężczyzny, o jakim wiesz dzięki portretowi tylko tyle, że jest przystojny. Próbujesz opanować mimowolne drżenie całego ciała, gdy w towarzystwie służby zmierzasz powozem do jego domostwa, by osiąść w nim na stałe. Michaił przez cały czas korespondował z Twoją siostrą. W związku z tym, że nie wie o Twoich wizualnych defektach, nie możesz być pewna, jak zareaguje, gdy Cię zobaczy. A skoro ojciec, nie boisz się już tej myśli, najzwyczajniej przehandlował Cię jak rzecz, musisz jak najszybciej dostroić siniejącą, choć i tak przecież bladą, siebie do nowych okoliczności. I tak oto z jednego więzienia trafiasz do drugiego. Tylko że tym razem klucz doń dzierży prawdziwa bestia.
“Tylko ile to hartowanie żelaza ma trwać? I przez co będę musiała przejść, by do niego doprowadzić? Dzień za dniem... (...) To tylko ciało. Moja dusza uratuje się i przeniesie do innej historii, w której jest szczęśliwa, w której jest dobro i radość. Mnie tu nie ma. Mnie tu nie ma.”
Szybko udaje Ci się zaobserwować, że w posiadłości Ibrahimowych głową rodziny bynajmniej nie jest jej wiecznie zapijaczony i agresywny pan, a matka Twojego przyszłego męża. Zimna, wyniosła, z ustami wciąż zaciśniętymi w wąską kreskę - to ta kobieta dobiła targu z Twoim tatą, z czego wydaje się dumna. Pierwszego wieczoru, kiedy tylko odważasz się podnieść wzrok na Michaiła, staje się dokładnie to, czego się obawiałaś. Towarzysząca służba wpada w popłoch i Cię wyklina, Twoja własna zostaje natychmiastowo odesłana do majątku ojca, zaś przyszły małżonek robi wszystko, by nie dopuścić do ożenienia go z budzącą grozę kreaturą, jak pieszczotliwie się o Tobie wyraża. Przywykłaś, więc próbujesz pokazać, jak niewiele Cię to wzrusza, a jednak masz wrażenie, iż ostatni z płatków nadziei, że kiedyś będzie inaczej, właśnie w Tobie obumiera. Okoliczni chłopi, podburzani przez zasłyszane pogłoski, szeptają o demonie, który zjawił się w ich wsi i przez jakiego spadną na nich kary boskie i nieszczęścia. Niewiedzę i wiarę poddanych skrzętnie wykorzystuje Michaił, zaplanowawszy skrajnie okrutne przedstawienie z Tobą w roli głównej. Nie wiadomo, czy wyszłabyś z niego żywa, gdyby nie znajdujący się w pobliżu Zosima. Należący do ciotki mężczyzny, poczciwy chłop ratuje Cię z opresji i odstawia do domu mimo protestów. Doznawszy kolejnych upokorzeń, przemocy i zauważywszy, że z tej tragedii nie ma ratunku, wkrótce uciekasz z niego pod osłoną czarnego nieba zimowej nocy. Żegnając się z życiem proszalnymi słowy, wpadasz jednak wprost w objęcia, w których przecież nigdy nie marzyłaś się znaleźć, bo światła nie ma a mrzonki się nie spełniają. Odmieńcom przeznaczono zło piekieł i odmęty beznadziei. Kurt. Odznaczony przez cara podpułkownik, bohater pod Borodino, człowiek, który jest słońcem, choć naznaczony przeszłością, czuje się tylko pustką duszy. тоска… Tęsknota. Niedookreślenie z niedorozumień. Utkane z rwanych zdań. Tam, gdzie nic. Każde Twoje słowo, każdy Twój dotyk. Pamiętam.
Można tak we współczesnych, jak i stylizowanych na dawne opowieściach tworzyć rozległe sceny miłosne, które brutalnością i detalizmem przybierają postać wręcz obmierzłych. Da się jednak również być poetą jak Katarzyna Hewa i to niezwykłe uczucie opisywać tak (podobnie urzekających, nomen omen, kwiatów w treści powieści jest... mnóstwo - cała jest nimi usiana!): “Dwa marmurowe posągi spotkały się na lodowej pustyni, zawierucha ucichła, wirujący śnieżny pył opadł na surową ziemię. A oni stali, stali uparcie, jakby związała ich niewidzialna nić, chociaż nie była potrzebna, wokoło przecież pustka, wokoło zamieć.” 💔 czy: “Ta noc... ona jest tylko iluzją, kurtyną oddzielającą nas od zimnej rzeczywistości dnia, nadającą temu, co tu zachodzi, znamiona snu. Jednak to tutaj, teraz... jest realne. Ty i ja.” Pozostaje mi dodać pewną oczywistość: Hewa nie pisze, a bawi się słowami i czyni z nich zaczarowane i czarujące halucynacje semantyczne niepowtarzalnej jakości. W czasach mody na krzywdzące, bo uwspółcześniające przeszłość powieści historyczne, to prawdziwa perła w prozatorskiej koronie, choć jakość jej tekstów przypomina mi najwyższych lotów lirykę. Wówczas, gdy wydaje się, że o miłości napisano już to, co trzeba i to, z czym warto się zapoznać - Pisarka przedstawia historię, jakiej nie da się zapomnieć. Tragicznie tęskną, kiedy kroczy się ścieżką niesprawiedliwości. Wiernie umiejscowioną na wiejskich terenach, wśród rozwścieczonych głodem i złym traktowaniem chłopów oraz ich buntów, w rzeczywistości spiskujących przed carem wywrotowców i w majątku, do którego światło bałoby się nawet docierać, wciąż przyćmiewane straszącym na salonach okrucieństwem. “Kwiaty zimnej wiosny” dojrzewają, choć ich rozkwit przychodzi nieoczekiwanie, na jałowej ziemi, z której wyrosnąć mogą tylko stalowe pąki. Sinie śnieżejąc, silnieją, by oślepić bielą. Pierwszą z prawdziwych emocji; tę jedyną z osób, dla których ujrzenia warto pod lodową kopułą zamknąć cały świat. I czekać. Każde Twoje słowo, każdy Twój dotyk. Pamiętam. тоска. Wokoło zamieć. 11/10 oraz tegoroczne TOP 10.
“Była to moc spokoju, kamiennej cierpliwości w stosunku do tego, co przynosił los. Zamieniała się w posąg (...). To było lepsze niż łzy, niż niespełniona nadzieja, niż marzenia. (...) Esencja zniewolonej nienawiści przeszyta nicością.”
).jpg)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)