Milena Cybulska - Idzie nowe. Manifest na koniec epoki ciszy - recenzja
„Idzie
nowe. Manifest na koniec epoki ciszy” Mileny Cybulskiej to nie poradnik, wbrew
temu, co sądziłam. A przynajmniej nie tylko - bo przede wszystkim to sfabularyzowana
opowieść o tym, że inne i lepsze może nadejść tylko wtedy, kiedy człowiek nie
ma obaw przed… lustrem. Jeżeli nie boisz się stanąć przed odbijającą obraz, szklaną
taflą i spojrzeć sobie w oczy - to doskonale. Jest jeszcze lepiej, jeśli potrafisz
dostrzec w niej inną osobę. Tę, która na co dzień udaje, że udźwignie na własnych
barkach cały świat, choć ugina się pod jego ciężarem. Tę, co nosi głowę wysoko -
nawet w obliczu wewnętrznego bólu, nieustającej walki i znieważenia, którego doświadcza.
Tego, który od dawna nie śmie już marzyć, bo przecież wciąż trzeba przeć do
innego więcej, silniej, szybciej i goręcej. Odbici w lustrze, wszyscy zrzucają
maski. Tak, Ty także dałeś się na nie nabrać - tak przecież było wygodniej, a może
noszący je okazali się zbyt dobrymi aktorami. Teraz jednak najważniejsze pytanie:
co zrobisz z prawdą, którą zobaczyłeś? Czy nadejdzie nowe? Przestaniesz oceniać
po pozorach, zauważywszy, że krzywdzą? Teoria budynku. W każdym z pomieszczeń
wielopiętrowca jest ktoś, kto właśnie raduje się z nowej pracy, ciąży żony, przygotowań
do zbyt długo odkładanej wycieczki ze snów. Inny jednak dowiedział się, że umiera,
został na świecie sam czy zwolniony lub oskarżony o coś niewybaczalnego. Każdy ukrywa
odmienną, stale zmieniającą się prawdę, co Milena Cybulska nader oryginalnie
przedstawia swoją książką. Katastroficzna, wizja, w jakiej bohaterowie uczą się
w szkole bez emocji i programach bez serca wiedzie dzięki zawirowaniom do innej
wersji teraźniejszości. Tej, na którą wciąż masz wpływ. Jeśli uwierzysz,
przeżyjesz i poczujesz. Pomyślisz, przemyślisz i… docenisz fakt, że słowo wciąż
ma jeszcze moc. To podróż w tak nowe, jak i stare - miejsce, w jakim rozliczysz
się z tym, co najważniejsze. Tu, gdzie wybuch skały powoduje oświecenie i ulgę,
rodzi się Twoja prawda. Wolna i związana. Rzeczywiste lustro.
„(…) narzucają jeden obowiązujący kult myślenia. Wolność, indywidualność i spontaniczność są postrzegane jako zagrożenie. (…) zapomnieli nauczyć mnie myśleć. Dzień po dniu, rok za rokiem szkolne przestarzałe schematy zabijały moją kreatywność. Miejsce, które miało dać mi przyszłość, odebrało mi teraźniejszość. Tam nie można zadawać pytań - można tylko odgrywać odpowiedzi jak role teatralne. (…) Prawdziwe autorytety upadają jak ciche anioły.”
TEN CYTAT. Ten cytat jest tak prawdziwy, że aż obezwładnia i sprawia, że chce się do niego wrócić co najmniej kilkukrotnie. Szkoły, które usilnie hodują armię jednakowo myślących robotów i przykrawają wszystkich do jednej sztancy. Programy nauczania, z roku na rok coraz uboższe, bo jak mieliby wymagać ci, którzy sami od siebie nie wymagają? Wszystko ponad, wykraczające w twórcze myślenie jest piętnowane. Nie chwali się innego, bo jest trudniejsze - ono budzi postrach. I warto by zapytać, dokąd to wszystko zmierza i komu potrzebna jest armia poślednie utalentowanych, bez własnego zdania ani potrzeby wolności - co ku mojej uciesze staje się jednym z pól do rozważań bohaterów Cybulskiej. Młodej dziewczyny tak bardzo rozczarowanej tym, że punktuje się dodatnio tylko oczywiste, wskazane przez KLUCZ (moje słowo horror!) najbardziej oczywiste, uniwersalne odpowiedzi. Tej, jakiej pozorny bunt, wręcz piętnowany, nie jest wcale sposobem na emanację upartości i celowe, złośliwe zmierzanie pod prąd - a ostatnim zrywem normalności, oddechem wolności, jakiego tak bardzo brakuje jej w życiu. Manifestem - sposobem na to, aby coś poczuć i pokazać jednakowo otępionym postronnym, że nie jest kolejnym projektem do naprawy. To zresztą tylko jeden ze zmyślnie zaserwowanych przez Autorkę, nastoletnich bohaterów, którzy poszukują innych siebie, coraz bardziej przytłoczeni smutną rzeczywistością. Czy znajdą, w świecie tkanej przez lata ułudy, czy pozwolą sobie odnaleźć? I czy ktokolwiek to doceni?
„Tutaj
Cię kochano… tylko gdy spełniałeś warunki.”
Skoro życie to jeden wielki projekt i każdy człowiek nim jest; skoro miano by tylko doklejać się do zbiorów wydumanych zasad i ograniczających reguł, czy w ogóle jest sens? Dzięki literackiej wędrówce, przez jaką prowadzą złamane, choć wciąż rozgrzewane iskrą tlącej się nadziei sylwetki takie jak zarysowana powyżej Nika, czytający szybko ustali odpowiedzi na te pytania - a może i, jak chciałoby się wierzyć, od dawna ma je w sercu. O niektórych kwestiach warto jednak przypomnieć - i oto jedna z nich. Milena Cybulska nie poprzestaje w nietypowej narracji na rozważaniach odnośnie świata młodych. Szczególnie urzeka chociażby opis mody na terapię, na jaką chadzają obecnie wszyscy - zatracając po drodze jej wartość. Często nie jest już ona częścią procesu zmiany wewnętrznej, a ślepym podążaniem za tym, co czynią wszyscy. Nie po przemyślanym wyborze, a z uwagi na dobry marketing tego lub innego rzekomego fachowcy. Podobnie uśmiecha krytyka wszechobecnej plastikowości - operacji plastycznych, które urodę przemieniają w karykaturę. Usta, jakimi nie da się już oddychać, wszak nie mają nawet sił, by tak zniekształcone, mogły mówić prawdę. Autorka w inteligentnie zawoalowany sposób obnaża absurdy współczesności. Bez oceny - jedynie pozostawia odbiorcy wiele tematów do przemyśleń. Dużą część tekstu poświęca Pisarka również mężczyznom. Najpierw stawia tezę, z jaką nijak się nie zgadzam. Owszem - u panów pożądane są uczucia i emocje, ale przy tym życzyłabym sobie, aby byli twierdzą - bezpieczną przystanią, jaka obroni i chce to czynić, miast płakać i chować za kobietą w sytuacji zagrożenia, nawet mimo jej siły. W tej kwestii cenię odwieczny porządek świata i uważam, że nie należy uczyć płci przeciwnej słabości. Z drugiej strony jednak Pisarka chwilę później wysuwa zadowalającą kontrę, negując skrajny feminizm, który sam zniszczył mężczyzn - jacy byli za twardzi, a przez niego teraz uważani są za zbyt miękkich. Budowane wielostronnością argumentów - tak tworzy się idealne literackie poszukiwanie złotego środka, prowokowanie mentalnego przebudzenia oraz burzy mózgów, co w twórczości Cybulskiej podziwiam. Nie ma tu jednej, narzuconej doktryny - jest piękna wolność rozważań.
„A
może to właśnie znaczy, że jesteś człowiekiem? Bo tylko człowiek potrafi chcieć
umrzeć… I jednocześnie nie potrafi się od siebie odciąć.”
Jeśli
miałabym Ci polecić jedną książkę, która ma moc rzeczywistego wpłynięcia na
Twoje życie i wartości, jakie wyznajesz sobie i światu, zdecydowałabym się na „Idzie
nowe. Manifest na koniec epoki ciszy”. Nie dlatego, że zdradzi Ci, jak masz się
zmienić, aby osiągnąć sukces - bynajmniej.
Ten przypominający niekiedy skrawki literatury pięknej tekst zasieje w
Tobie i Twoich przekonaniach ziarno niepewności a to właśnie jest najważniejsze.
I jestem pewna, że obudzi w Tobie całą paletę emocji, co tak samo istotne. Wzruszy
rozważaniami o pogodzeniu z rodzicem - który, być, może, nie okazywał Ci czułości,
bo sam nigdy jej nie doświadczył i nie miał pojęcia, w jaki sposób to czynić.
Zaduma treściami o niepowielaniu szkodliwych wzorców i podpowie właściwe ścieżki.
Zastanowi Cię, zadając pytanie o to, jakim ojcem lub partnerem, przyjaciółką czy
żoną - jaką osobą sam chciałbyś być. Propozycja literacka Mileny Cybulskiej
postawi przed Tobą nie pustą tablicę, a czyste lustro - i to w mojej ocenie najbardziej
ważka funkcja „Manifestu…”. To tekst, który nie nakazuje powtarzać sobie niezasłużenie,
że jest się zwycięzcą i powtarzać: brawo ja, gdy nie ma ku temu podstaw. To
opowieść, jaka pokaże Ci własną otchłań i pozwoli ją kształtować, jeśli tylko jej
na to pozwolisz. 9/10 - jeśli w istocie idzie nowe, niechaj będzie właśnie
takie. Wartościowe.
PS
Chylę czoła za opowieść o nauczycielu, który zaszczepił w uczniach pasję -
miłość do słów, jaką dzięki wciąż pamiętanym zapiskom, które odnajdywali w
nietypowych miejscach, wspominają z rozrzewnieniem wiele lat później. Znam
podobnie piękną historię. Jest cenna.
I
jeszcze minuta ciszy dla tej dramatycznej linijki - jest w swej prawdzie smutna,
a dla tak wielu światów - była:
„Nastolatka, która każdego ranka wstaje i walczy, żeby ten dzień przetrwać, żeby już się skończył, żeby mogła przestać walczyć, bo to nie jest życie.”
).jpg)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)