Monika Michalik - Szuflada z motylami - recenzja
Dzisiaj otworzyłaś kolejny
rozdział w życiu. Odprowadzając syna na dworzec z trudem się uśmiechasz i udajesz,
że nie jest Ci smutno. Chłopak rozpoczyna studia w Gdyni i musisz pogodzić się
z tym, że na długi czas opuszcza rodzinne gniazdo. Pozostaniesz w nim sama, do
czego zupełnie nie jesteś przyzwyczajona. Z jednej strony cieszysz się, że
realizuje ambitną drogę życiową. Z drugiej - zdajesz sobie sprawę, iż odtąd
będą witały Cię w domu jedynie cztery ściany. Zaledwie pół roku temu wzięłaś
rozwód z człowiekiem, który bardziej cenił alkohol niż Ciebie a co gorsza
stawał się po nim agresywnym zwierzęciem i posuwał do rękoczynów. Na szczęście się
od niego uwolniłaś, choć nie umiesz się pozbyć przejmującego lęku, że nie da Ci
spokoju. Wprawdzie od zapadnięcia wyroku nie masz z Darkiem kontaktu, jednak
dręczy Cię przekonanie, że ten czeka tylko na okazję, aby zemścić się za to, że
jego „własność” w końcu się zbuntowała. I wcale się nie mylisz. Gdy nadchodzą
święta Bożego Narodzenia, odpuszczasz ubieranie choinki - uznajesz, że dla
samej siebie nie warto tego robić. Wieczorem nalewasz lampkę wina dla
rozluźnienia i zabierasz się do pracy. Jesteś zatrudniona w biurze
architektonicznym i zajmujesz się sporządzaniem projektów domów oraz aranżacją
wnętrz. Bardzo lubisz to zajęcie i wykonujesz je z prawdziwą pasją, więc czas,
jaki przy nim spędzasz, sprawia Ci przyjemność. Ledwie zdążyłaś włączyć
laptopa, gdy słyszysz dzwonek. Machinalnie otwierasz drzwi wejściowe, nie
zastanawiając się kogo za nimi ujrzysz. Chwilę potem serce podchodzi Ci do
gardła, gdyż przed Tobą stoi były mąż, w dodatku wyglądający niezwykle
niechlujnie. Jest brudny i jak zwykle agresywny, a także śmierdzi procentami.
„Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że całe życie szukała szczęścia. Utożsamiała je z wygodnym życiem (…). A tymczasem największe szczęście odnalazła tutaj, w małej wiosce ukrytej pośród lasów. Bez wygód.”
Nie zważając na Twoje protesty, Darek wdziera się do środka i wykrzykuje, że wszystkiego go pozbawiłaś. Z rozpaczą patrzysz, jak rzuca komputerem o podłogę i zaczyna demolować mieszkanie. A potem staje się najgorsze… Bije Cię po twarzy i głowie, chwyta za ramiona i popycha na podłogę, po czym dopuszcza się tego, czego nie spodziewałaś się nawet po nim. Na szczęście tracisz przytomność, więc nic nie czujesz. Gdy odzyskujesz świadomość, Darka już nie ma. Cała obolała, wleczesz się do łazienki, by zmyć z siebie brud jego uczynku. W Twojej głowie kołacze się tylko jedna myśl - jak najszybciej wyjechać, zaszyć się gdzieś, gdzie nigdy Cię nie znajdzie. Jest takie miejsce - dom po ukochanej babci. Ten, w którym spędziłaś wiele szczęśliwych chwil swojej młodości. Nie odwiedzałaś go przez całe jedenaście lat, były mąż nigdy w nim nie był. Masz nadzieję, znajdziesz tam bezpieczną przystań, w której zaznasz choć trochę spokoju. Nie zamierzasz niczego zgłaszać policji. Po pierwsze, choć to irracjonalne, wstydzisz się tego, co miało miejsce. Po drugie - dobrowolnie wpuściłaś agresora do mieszkania. Po trzecie wreszcie, funkcjonariusze nie będą w stanie ochronić Cię przed kolejnym, jeszcze gorszym odwetem ze strony Darka... Rano pośpiesznie się pakujesz i wyruszasz samochodem w podróż do krainy dzieciństwa. Ze wzruszeniem rozpoznajesz znajome krajobrazy i z każdym przebytym kilometrem opada Cię coraz więcej wspomnień. W końcu mijasz tablicę z nazwą „Mikołeska” i zagłębiasz się w gęsty las. Po chwili zatrzymujesz się przed budynkiem z którym tak wiele Cię łączy. Wraz z częścią podwórka, jego połowa należała do babci, drugą zajmowała rodzina Mikołaja - chłopca, z którym często się niegdyś bawiłaś. Wyłączasz silnik i pogrążasz się w zadumie. Wyrywa Cię z niej głośne skrzypnięcie drzwi wejściowych, zza których wychodzi postawny mężczyzna, ubrany w wyciągnięty dres. Jego wątpliwymi ozdobami są długa, zaniedbana broda i niemiłosiernie rozczochrane włosy. Z trudem pokonujesz strach i nakaz umysłu, by jak najszybciej odjechać. Wysiadasz z auta i wyciągasz rękę na przywitanie, jednocześnie się przedstawiając. Nieznajomy podaje swoją dłoń a przy tym świdruje Cię uważnymi oczyma. Niebieskimi, jak u Darka. Gdy sobie to uświadamiasz, czujesz, jak zimno ogarnia całe Twoje ciało, lecz szybko opanowujesz panikę. Powtarzasz sobie w myślach, że przecież ten człowiek nie jest nim, więc nie musisz się go obawiać. I masz pełną rację, gdyż nagle facet bierze Cię w objęcia, wyrażając wielką radość ze spotkania po tylu latach. Jak się okazuje, przywitał Cię właśnie Mikołaj, który w dodatku opiekuje się lokum należącym kiedyś do Twojej krewnej i dba, by nie popadło w ruinę.
„Nie mogła zasnąć. Cisza,
która nastała była prawie nie do zniesienia. (…) Nie dochodziły do niej dźwięki
ani światła ulicy. (…) Odwykła od życia na wsi, włączyła w telefonie radio i
latarkę. Teraz czuła, że jest w swoim domu.”
Początkowo jesteś oburzona, że panoszył się nieproszony w Twoim nowym sanktuarium, ale szybko Ci to przechodzi. Gdyby nie on, przecież mieszkanie niewątpliwie uległoby sporym zniszczeniom, choćby z powodu wszędobylskiej pleśni. A tak możesz z niego korzystać od razu, bez konieczności przeprowadzania gruntownego remontu. Jednak spojrzenie na ściany utwierdza Cię w przekonaniu, że odświeżenie zdecydowanie się przyda. Poza tym wszystko wygląda tak, jakby babcia była tu przed chwilą i wyszła tylko na parę minut. Dotykasz z czułością pozostawionych przez nią mebli, wodząc palcami po znajomych kształtach i czujesz, jak serce ściska Ci się z ogromnych emocji. To tu spędziłaś tak wiele lat, pięknych i beztroskich. Babcia zawsze obdarzała Cię uwagą i dawała czułość, jakiej nie zaznałaś od nikogo innego. Gdy zmarła, bardzo to przeżyłaś. A teraz odnajdujesz jej ślady w każdym kącie, w każdym przedmiocie. Masz wrażenie, że wszystko oddycha jej osobą i zaprasza Cię do odkrycia tego, co zgubiłaś na dorosłej drodze życia. Obiecujesz sobie, że nie zmarnujesz tej szansy i postarasz się odnaleźć dawną siebie, radosną i w końcu szczęśliwą. Twoje rozmyślania przerywa tubalny głos Mikołaja, który pyta, gdzie się podziewałaś przez tyle lat. Opowiadasz pokrótce swoje losy, nie wdając w szczegóły, wszak nie bardzo znasz mężczyznę. Widzisz jednak, że spostrzegł sińce na Twoich policzkach, lecz taktownie o nic nie pyta. Sam zaś ze swadą streszcza swoje życie. Wspomina o narzeczonej, która wyjechała do Grecji, by trochę zarobić i tam związała się z miejscowym mężczyzną a potem zerwała zaręczyny. Nie zdobyła się nawet na to, by jakoś wytłumaczyć swój postępek. Spostrzegasz, że pomimo upływu wielu lat do teraz bardzo to przeżywa i zdajesz sobie sprawę, że jest podobnym do Ciebie życiowym rozbitkiem. Pracuje w nadleśnictwie, opiekując się powierzoną mu roślinnością oraz zwierzętami i jak wyczuwasz robi to całym sercem. Po krótkiej pogawędce żegnacie się a Ty znużona zapadasz w spokojny sen. Ledwo się budzisz, a już słyszysz pukanie do drzwi. Otwierasz je z obawą i czujesz ulgę, że to Mikołaj przyszedł, aby zaprosić Cię na obiad. Chętnie wyrażasz zgodę, dzięki czemu udaje się Wam powspominać dawne spotkania. Nie kojarzyłaś nawet, że kiedyś byliście nierozłączni i bardzo się lubiliście. Myślisz gorzko, że wiele rzeczy w Twoim życiu pokryło się nieprzeniknionym całunem niepamięci, jednak z biegiem czasu zamierzasz go całkowicie zerwać. Pierwsza z zasłon opadnie, gdy znajdziesz na strychu rzeczy należące do babci. Te przypomną Ci, jak uwielbiałyście motyle i że przyrzekłyście sobie, iż na tyłach podwórka założycie dla nich kwiatowy ogród. Od tej chwili zarówno przyszłość, jak i przeszłość zaczną nabierać nowych barw, choć od tej pierwszej nie będzie łatwo się uwolnić. Zarówno Tobie, jak i Mikołajowi…
„Pomyślała o słowach, które
(…) powiedział wcześniej. Że może to jakiś nowy początek, odrodzenie. Może
właśnie tutaj, w domu jej babci, na nowo narodzi się i poprowadzi swoje życie
jakoś lepiej, szczęśliwiej?”
Motylobarwny 🦋 romans z elementami obyczajowymi?
Myślę, że tak można by określić najnowszą powieść Moniki Michalik, której
twórczość miałam już okazję poznać za sprawą iście wakacyjnych „Cynamonowych
Wzgórz”. Bohaterką „Szuflady z motylami” jest Kinga - kobieta na życiowym
rozdrożu. Świeży rozwód z przemocowym mężem i wyjazd syna na studia do Gdyni
powodują, że czuje się bardzo samotnie. Jest także przekonana, że za wszystkie
losowe porażki ponosi wyłączną winę i cierpi na zaawansowany kompleks
niższości. Trudną sytuację dramatycznie pogarszają kolejne zbrodnie, jakich
Darek dopuszcza się względem niej w Święta Bożego Narodzenia. Przerażona i
zdruzgotana kobieta postanawia zaszyć się w położonym w leśnej głuszy domu
babci, gdzie zamierza odnaleźć spokojną przystań. Ku jej zaskoczeniu,
mieszkaniem opiekuje się Mikołaj - dawny kolega z dziecięcych lat. Z biegiem
czasu oboje stają się sobie coraz bardziej bliscy, odnajdując bratnie, pełne
nostalgii dusze. Proces uwalniania się od niełatwej przeszłości okaże się
trudniejszy, niż przypuszczali, gdyż ta jak zawsze boleśnie o sobie
przypomni... Do warstwy językowej ani fabularnej nie mam zastrzeżeń - obie przystają
do słodko-gorzkiej opowieści romantycznej. Jako fan motyli i ciem uśmiecham się
natomiast zdecydowanie do pełnego wdzięku pomysłu z skrzydlatym ogrodem -
bardzo oryginalnym i kolorowo zwizualizowanym odbiorcy słowami. Plus również za
wzruszające retrospekcje z udziałem babci Kingi czy zręczne podanie opisów przemiany
wewnętrznej naczelnej postaci. Last but not least, drogie Panie, do sztafażu książkowych
mężów dołączyć może początkowo nieco gburowaty Mikołaj - finalnie „wielki”
mężczyzna o złotym sercu pełnym sprzeczności, który dźwiga bagaż miłosnej
tragedii. Pocieszyć czy nie pocieszyć? Oceny nie trzeba. 8/10 - to po prostu dobra
powieść obyczajowo-romantyczna.
„Szuflada, którą Kinga
znalazła na strychu, krok po kroku uwalniała motyle z jej serca, aż wreszcie
była gotowa, by zacząć wszystko od początku. Lepiej. (…) pomyślała, że nigdy
nie jest za późno na miłość. Ani na motyle w brzuchu.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)