Anthony Horowitz - Morderstwa w Marble Hall - recenzja

by - 03:18:00

Przedpremierowo o tytule idealnym dla miłośników zagadek kryminalnych, świetnie napisanej prozy oraz fanów literackiego świata. „Morderstwa w Marble Hall” zaskakują bowiem nie tylko interesująco zaprezentowanymi przez główną bohaterkę kulisami działalności wydawnictw, ale także inną niespodzianką. Anthony Horowitz, nie bez powodu znany oraz ceniony, zdecydował się na uwielbianą przeze mnie wariację na temat konstrukcji szkatułkowej i wewnątrz swojej powieści zamieścił maszynopis książki innej postaci. Choć jego akcja rozgrywa się o wiele wcześniej i rozpoczyna w roku 1955, zmyślny czytelnik z pewnością da się wplątać w szereg znajdujących się w nim szarad i dostrzeże, iż ta swoista narracja wewnątrz narracji ma więcej wspólnego z aktualnymi przeżyciami sylwetek bieżącej linii fabularnej niż mogłoby się wydawać. Na uznanie zasługuje także fakt, iż Autor okrasił obie historie przystającymi do nich warstwami literackimi i równocześnie utrzymał przekonująco dwie formy gatunkowe… finalnie w sposób udany łącząc je w jedną. Znać mistrzowskie pióro, w jakim każdy, pozornie nieistotny nawet detal, odnajduje pełne wyjaśnienie, dopełniając uśmiechającej złożonością mozaiki z słów. I tak oto „Morderstwa…” stają się współczesnym kryminałem o mającej duże zasługi w wydawniczym świecie pani redaktor o barwnej osobowości, do której właśnie wróciło znane z przeszłości nazwisko, z jakim powiązana twórczość już niejednokrotnie próbowała… ją zabić. Równocześnie jednak, właśnie dzięki zawartemu w tej opowieści maszynopisowi, to także retro historia spod ciemnej gwiazdy, w której z pewnością zaczytałaby się chociażby słynna Christie. Dla mnie z kolei ta propozycja literacka Horowitza o pięknym projekcie okładki to przede wszystkim gawęda o świecie pisarzy, w jakim równie chętnie się gości, co… chciałoby się go spopielić, a potem stworzyć od nowa. Mimo dwoistej natury, wciąż jest jednak cenniejszy od tego rzeczywistego.

„Czy naprawdę istnieje coś takiego jak szczęśliwe zakończenie? Ale czy nie jest tak, że każdy pisarz tworzy bohaterów na wzór ludzi, których naprawdę spotkał na swojej drodze?”

Jeśli coś jest Ci przeznaczone - bywa, że będzie do Ciebie powracało niczym bumerang, nim nie zorientujesz się, że musisz wypełnić swój los. Taka myśl pojawia się po rozmowie telefonicznej, którą właśnie odbyłaś z Michaelem Flynnem - szefem wydawnictwa Causton Books, na zlecenie którego pracujesz jako redaktor - wolny strzelec. Po wielu burzliwych wydarzeniach, tymczasowej przeprowadzce na Kretę i rozstaniu z partnerem, dopiero co wróciłaś do północnej części Londynu i zaaranżowałaś własne mieszkanie, a już okazuje się, że przeszłość się o Ciebie upomina. Cóż, może nie dosłownie, bo po jej większości zostały zgliszcza (tak samo jak po siedzibie wydawcy, dla jakiego wówczas pracowałaś), ale wszystko wskazuje na to, że pewien bohater bestsellerów - detektyw z minionego stulecia - uparcie spróbuje znów znaleźć się w Twoim życiu. Choć Alan Conway, jedno z Twoich redaktorskich odkryć, od dłuższej chwili nie żyje, doczekawszy nader przewrotnie tragicznego końca, wykreowanemu przez niego panu Pünd nie chce się pozwolić odejść, nieco w myśl zasady, że nie zabija się kury, znoszącej złote jaja. Miałaś udział w sukcesie dwóch ostatnich z dziewięciu części opisującej jego perypetie kryminalnej serii - i oto właśnie Michael proponuje Ci opiekę nad dziesiątą. Gdyby pomysłodawca cyklu wciąż żył, z pewnością odmówiłabyś przyjęcia zlecenia, wziąwszy pod uwagę chwiejną, nerwową i wrażliwą na krytykę osobowość mężczyzny (choć z przekąsem myślisz sobie, że to cechy większości pisarzy, traktujących własne dzieła niczym dzieci specjalnej troski), ale Flynn informuje, że tekst jest autorstwa spadkobiercy Alana, jakiego miałaś zresztą okazję poznać wcześniej. Twój poprzedni pracodawca wydał dwie jego książki - kryminały, które okazały się zbyt szalenie ambitne, by odnieść większy sukces. Eliot Crace to także wnuk świętej pamięci Miriam - jednej z najsłynniejszych autorek książek dla dzieci. Po krótkim namyśle, przerwanym przez przypomnienie o zbliżających się terminach spłaty kredytu, przyjmujesz wyzwanie i akceptujesz zlecenie, tym samym… na powrót sprowadzając fatum do swojego życia.

„Co zostanie z prozy, jeśli odbierzemy jej oryginalność?”

Sam pomysł kontynuowania serii poczytnego pisarza po jego śmierci przez zupełnie innego twórcę wydaje Ci się nieatrakcyjny i na swój sposób zły - jakby za wszelką cenę chciano zarobić na fali popularności, nie bacząc na szacunek względem zmarłego. Jednak cóż, jak wskazuje Twoje redaktorskie doświadczenie, skoro jest zapotrzebowanie na kontynuację cyklu, której domagają się szaleni fani, zawsze ktoś postanowi ją stworzyć, próbując przy okazji powiększyć otrzymaną w spadku fortunę. W literaturze zresztą podobne przedłużenia opowieści o znanej postaci niejednokrotnie osiągnęły sukces, zatem nie Tobie to oceniać. Twoim zadaniem jest sprawić, by dziesiąta część przygód o wielbionym przez masy detektywie była tak dobra, jak tylko to możliwe. Zaraz po powrocie ze spotkania z Flynnem przenosisz się do świata z roku 1955 - wprost do otrzymanego maszynopisu. Nalegałaś na wersję drukowaną, bo - o czym Twój szef wie już doskonale - najlepiej pracuje Ci się na papierze, na jaki z urokiem minionych lat przelewasz  redaktorskie myśli, wskazówki i poprawki, które później omawiasz z autorem treści. Trzymana w rękach historia okazuje się być na dobrym poziomie, choć po chwili ubarwia ją mnóstwo Twoich dopisków. Podczas lektury zauważyłaś także, że młody Eliot definitywnie ma wiele wspólnego z nieżyjącym Alanem - wszystko wskazuje na to, że i w tworzonych przez niego treściach kryje się mnóstwo szarad i ukrytych znaczeń, zupełnie jak u poprzednika. Masz wrażenie, że niektóre rozdziały wręcz traktują o jego prawdziwej rodzinie… Mimo niechęci, którą ta myśl powoduje, nie możesz się doczekać, aż poznasz dalszy ciąg historii. Dobrze się zresztą składa - jeszcze tego samego dnia Flynn informuje, że Crace chciałby się z Tobą spotkać w siedzibie wydawnictwa następnego dnia, jeśli to tylko możliwe. Można by pomyśleć: ot, nic zwyczajnego, pierwsza narada redaktora z autorem - niezbędna tym bardziej, że termin publikacji książki jest bliższy niż dalszy. Tymczasem właśnie to wydarzenie obudzi demony przeszłości i zdeterminuje całą Twoją przyszłość - a także los bestsellerowej serii i jej głównego bohatera. A może wszystko to było już dawno przesądzone?

„(…) dla rozrywki prowadził drobne gierki z czytelnikami. (…) jego książki są pełne zagadek, których pewnie nie zauważy żaden (…).”

Nieżyjący pisarz, który wcale nie lubił pisać, a przypadkiem przytroczył sobie do nogi kulę - wydał kryminał tak dobry, że aż wydawca zmusił go do stworzenia wielu tomów kontynuacji. W ramach vendetty na domagających się tego czytelnikach, w swoich treściach kamuflował rozmaite zemsty słowne. Najróżniejsze szyfry i zagadki, mnogość ukrytych i nie do końca sympatycznych wiadomości, wreszcie - uczynienie ze znanych w rzeczywistym świecie osób czarnych bohaterów. Czyż to nie brzmi pięknie? 😉 Śmierć jednak nie wybiera, podobnie jak nieprzypadkowy lot ze szczytu wieży prywatnej wilii, zatem od mąk twórczych uwalnia Alana bruk twardy - a za przedłużenie misji odpowiadają bohaterowie powieści „Morderstwa w Marble Hall”, z jakiej to Anthony Horowitz uczynił niemałą sztukę. Doskonała rozrywka intelektualna zabiera czytelnika w świat dwóch różnych fabuł, które okazują się splatać we wspólny wzór, choć warto zauważyć, że zarówno współczesna opowieść, jak i umiejscowiony w niej maszynopis dzielą się na wiele… opowieści w opowieściach. Nie da się tego nazwać kuglarską sztuczką literata - trzeba zwyczajnie przyznać, że Autor ma dużą finezjo-fantazję oraz niezaprzeczalny talent. Choć mnie osobiście najbardziej urzeka wielowymiarowe przedstawienie postaci Susan - doświadczonej pani redaktor, znającej doskonale realia wydawniczego świata, która nie boi się słodko-gorzkich i ironicznych refleksji na jego temat. Najcenniejszym wnioskiem pozostaje jednak to, że mimo wielu rozczarowań, jakich w nim doznała, wciąż żyje miłością do literatury, bez której… byłaby zwyczajnie niekompletna. Lub też - nie byłoby jej wcale. Mocne 8/10 - piękna matrioszka… pełna matrioszek i zabawa najwyższych lotów. PS I jak sugeruje okładka… kryminał faktycznie może zabić. 😉

„Pisarze nie są podobni do innych ludzi. Wszystkie te godziny spędzone w samotności, obsesyjne dumanie nad każdym słowem  - to sprawia, że stają się neurotyczni, nerwowi, kapryśni albo (…) zwyczajnie podli.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)