Krzysztof Nodar Ciemnołoński - PolakoGruzin. Kaukaska ziemia źródeł - recenzja

by - 19:07:00

Gruzja - kraj olśniewających pięknem, monumentalnych zboczy gór Kaukazu, wspaniałych zabytków kultury sakralnej, malowniczo wznoszących się warowni oraz wielkich nierówności społecznych. Pełen sprzeczności, ujmujący i niedający się zapomnieć. Podobno kto choć raz ujrzał go na jawie, nie przestaje o nim śnić, nieodmiennie marząc o powrocie na „balkon Europy”, jak obrazowo nazywa się ten wyjątkowy zakątek. Taki właśnie los stał się udziałem Autora, który w dodatku jest z owym miejscem ściśle zespolony więzami rodzinnymi.  Historia należy do gatunku tych, które można opowiadać w blasku ogniska, a jednocześnie stanowi przykład, jak „pokręcone” były ścieżki polskich losów w końcu XIX stulecia... Przodek Pisarza, Tadeusz Nowkuński był jednym z tych rodaków, którzy szanse na karierę dostrzegli na Dalekim Wschodzie. Starannie wykształcony (ukończył studia medyczne w Kijowie i Berlinie), wykazał się wielką odwagą i wraz z żoną Heleną oraz synem Aleksandrem wsiadł w pociąg, który zawiózł całą rodzinę do Harbinu w Chińskiej Mandżurii, znajdującą się pod carskim protektoratem. Tam dołączył do licznej, bo 10-tysięcznej diaspory, jaka w ogromnej większości zajmowała się budową linii kolejowych. Na miejscu został dyrektorem rosyjskiego szpitala, szybko zdobywając wielkie uznanie zasługami w walce z epidemiami dżumy i cholery. Syn wybrał karierę inżyniera, wytyczającego tysiące kilometrów szyn zmierzających z Chin aż na wybrzeże Morza Czarnego w Gruzji. Podczas jednego z licznych rautów zwrócił uwagę na Nino Tumaniszwili, piękną Gruzinkę - córkę carskiego generała i damy na dworze Romanowów. Nie był mile widziany jako absztyfikant, gdyż dla słynnej rodziny taki związek stanowił oczywisty mezalians.

„Kim jestem, skąd przychodzę, dokąd zmierzam? Czy to moje miejsce? Dlaczego właśnie mnie to spotkało? I co mam zrobić z tym bagażem, który ktoś bez pytania wetknął w moje ręce? (…) nie byłbym tym, kim jestem, gdyby dawno, dawno temu pewien zawadiaka nie wyruszył na szaloną eskapadę z wątkiem miłosnym…”

Zakochany po uszy, zdobywa się na czyn, który przyświeca kochankom od zarania dziejów - porywa obiekt westchnień i „zmusza” do ślubu. Wkrótce na świat przychodzi dwoje dzieci, w tym Helena, zwana „Lalą”. Wichry historii zmuszają wszystkich do opuszczenia Chin i przeniesienia się do niepodległej już Polski. W 1943 roku „Lala” wychodzi za mąż a ze związku przychodzi na świat Jerzy Ciemnołoński - ojciec Autora. Ten ostatni wychowywany jest w kulturze obydwu narodów, zna jednak Gruzję tylko z opowiadań krewnych. Wkrótce ulega to zmianie. W 2008 roku Jerzy przeprowadza się do kaukaskiej ojczyzny, a w lipcu 2007 roku dołącza do niego syn, na razie w charakterze turysty. Przed oczyma 22-letniego, młodego człowieka wreszcie rozpościera się kraina, którą dotychczas znał jedynie z domowych klechd i snów. Zanurza się więc w pachnący różami kraj, starając się zachować w pamięci każdą jego cząstkę. A ten może odurzyć, pyszniąc się nie tylko niebywale pięknymi krajobrazami, ale także zabytkami, które przyprawiają o zawrót głowy. Do najbardziej niezwykłych należy klasztor Dawit Garedża, położony w południowo-wschodniej części kraju. Zapoczątkowany we wczesnym średniowieczu i rozbudowywany przez całe stulecia, wykuty w czystej skale kompleks składa się z 13 zespołów jaskiń, ciągnących się aż na terytorium Azerbejdżanu i stanowi dowód na to, do czego zdolni są ludzie kierujący się w życiu hasłem „ora et labora”. Nie jest zresztą jedyny. Podobny charakter ma Wardzia - miasto-schron z przełomu XII i XIII w. oraz Uplisciche - najstarsze, gdyż pochodzące z I tysiąclecia p.n.e. skalne miasto w Gruzji. Szlak wędrówki biegnie od stolicy kraju - Tblisi, poprzez Mcchetę, będącą historycznie pierwszym miastem stołecznym, aż do Gori, w którym urodził się ludojad Stalin. Pyszni się ono wielkim, utrzymanym w socrealistycznym stylu, muzeum czerwonego kacyka. Zwiedzając jego sale, nie sposób wzdrygnąć się na wspomnienie czynów tego, którego tak bezwstydnie czci. Następnym przystankiem jest miasteczko Achalciche, w którego garnizonie służyło wielu zesłańców z Polski. Z uwagi na mroźne zimy, obdarzone jest złowrogą dla lechickich uszu nazwą „gruzińskiej Syberii”. Przez stulecia stanowiło istny tygiel narodów, w którym przeplatały się wpływy wyznawców prawosławia, katolicyzmu, judaizmu i muzułmanów.  Wznosi się w nim potężna twierdza Rabati - dowód, jak wielkie znaczenie przypisywano mu w dawnych czasach. Nie mniej malownicze jest Kutaisi, starodawne miasto, założone na terenach historycznej krainy, zwanej Kolchidą. Ją samą rozsławił ją mit o przygodach Argonautów, którzy pod wodzą Jazona poszukiwali na jej terenie „złotego runa” cudownego barana. Podobnych miejsc, urzekających pięknem i śladami przeszłości, jest w Gruzji bez liku. W każdym z zakątków można spotkać ludzi przyjmujących gości z otwartymi rękoma i ofiarujących im wszelkie dostatki domostwa.  Szczerych i przyjaznych, często kierujących się omszałymi ze starości zwyczajami przodków.

„Możesz wegetować na poboczu życia jak poszatkowana kulami iluzja człowieka - albo iść tą jednokierunkową przed siebie, do przodu, po gruzińsku: pirdapir. To wyrażenie staje się moim hasłem przewodnim, moim drogowskazem, którego będę się kurczowo trzymał przez resztę egzystencjalnych kilometrów.”

Charakter Gruzji doskonale oddaje legenda o jej powstaniu, która zresztą szczególnie przypadła mi do gustu. Według niej, po stworzeniu świata Bóg rozdawał ziemię, więc wszystkie narody stanęły do zaciekłej rywalizacji o swoją część. Tylko Gruzini, zgodnie ze swoim narodowym charakterem, oddawali się na uboczu uczcie, jedząc, pijąc sławne wino, wznosząc toasty i śpiewając na Jego cześć. Gdy po niewczasie spostrzegli, że cały glob został już rozdysponowany, przybiegli do Pana Niebios i trwożnie zaczęli prosić o nadanie także im ziemskiej ojczyzny. Stwórca, obezwładniony ich dobrocią i zdolnością do czerpania prostych radości z życia, postanowił oddać im własny raj. Jednak myliłby się ten, który Gruzję postrzegałby jedynie jako szczęśliwą krainę, pełną pięknych ludzi oraz cieszącą oczy i umysł. Jest to bowiem państwo pełne radykalnych sprzeczności. Przyjazne oblicza autochtonów skrywają drugą twarz - tę, która jest powodem do wstydu. Dotyczy to zwłaszcza stosunków międzyludzkich. Społeczeństwo gruzińskie jest bardzo konserwatywne i oparte na radykalnie patriarchalnym modelu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie jego wypaczenia. Mężczyźnie wolno wszystko - tylko z tego powodu, że nim jest, podczas gdy kobiety wtłaczane są w rolę „paprotki”, która nie tylko nie ma nic do powiedzenia, ale musi także zrezygnować z jakiegokolwiek rozwoju osobistego. Jej jedyną rolą jest pełnienie „obowiązków żony”. 88% Gruzinów uważa, że kobiety są od zajmowania się domem, a żywicielami rodziny mają być wyłącznie mężczyźni. Na to nakłada się swoisty kult „maczyzmu”, sprowadzający się do przyzwolenia na liczne romanse facetów, przy surowym potępieniu tego zjawiska w piękniejszej części narodu. Piętno odciska również inny rodzaj hipokryzji. Jakakolwiek golizna czy poryw namiętności w przestrzeni publicznej są nie do pomyślenia. Pary, nawet w związku małżeńskim, unikają trzymania się za ręce, nie mówiąc już o pocałunku. Jednocześnie wszelkie rekordy bije oglądalność filmów osiemnaście plus, którymi młodzi Gruzini nasiąkają, jak gąbki. Rezultatem jest całkowicie wypaczony obraz cielesnej miłości, który przenoszą na swoje przyszłe stadła, co skutkuje wieloma dramatami osobistymi i ich faktycznym rozpadem. Bicie kobiet jest na porządku dziennym. Według miarodajnych badań, 26 % z nich doznało przemocy ze strony najbliższych krewnych, jednak tylko 5% zgłasza ten fakt na policję. Jeszcze do niedawna w wielu miejscach kraju kobiety rodzące i miesiączkujące zamykano w stodołach czy wieżach jako „nieczyste”. Oficjalnie stosunek jest dopuszczalny tylko po ślubie i wcale nie tak łatwo o antykoncepcję, więc jej rolę pełni abo*rcja, którą przeprowadza się bez żadnych przeszkód prawnych. Statystyczna Gruzinka przechodzi w życiu średnio 1,6 tego przerażającego „zabiegu”. Co szczególnie tragiczne, wiele dziewczynek zachodzi w ciążę w wieku 13-14 lat i to bynajmniej nie w wyniku romantycznej miłości, ale wskutek uświęconego tradycją porwania i gw*ałtu, dokonywanego przez „rozkochanego” w nich młodzieńca. Choć wesela są niezwykle huczne, często wyprawiane na setki osób, „miłosny szał” panów młodych szybko mija. Powszechnym zjawiskiem są 20-letnie samotne matki, wracające do domu rodzinnego z dwoma czy trzema potomkami. Nie mają żadnych szans na zmianę swojego położenia, gdyż pracodawcy łypią na nie niechętnym okiem a byli mężowie nie kwapią się do płacenia alimentów, co jest zupełnie bezkarne. Kraj toczą także wszechwładna korupcja i obszary niewyobrażalnej wręcz nędzy, które sąsiadują z wykwitami kłującego w oczy bogactwa. Do takiego właśnie, „nieoczywistego” kraju przeniósł się na stałe w 2014 roku Autor i do dziś pozostaje jego mieszkańcem, legitymując się określeniem PolakoGruzin. Tu poznał żonę Sophy i założył szczęśliwą rodzinę, snując kolejną nić łączącą Polskę z kaukaskim zakątkiem, podobno szczególnie preferowanym przez Boga. Czy tak jest w istocie, można dociec zanurzając się w recenzowanej książce, w jakiej znajdziesz niezliczoną ilość niezwykłych ciekawostek.

„Rządzący wydają miliony lari na powiewające zewsząd flagi albo na kamyczki do dekoracji pasów między jezdniami w Tbilisi, a za rogiem ludzie z domów obitych blachą falistą zastanawiają się, jak związać koniec z końcem. I końca tej przybierającej na sile paranoi nie widać…”

„PolakoGruzin. Kaukaska ziemia źródeł” Krzysztofa Nodara Ciemnołońskiego to fascynujący przewodnik po jednej z kolebek cywilizacji, jaką od zarania dziejów jest Gruzja. Przyodziany w formę reportażu z długich i owocnych podróży po kraju, okraszony jest licznymi anegdotami i szczegółowymi opisami absolutnie wszystkich miejsc, które warto odwiedzić. Niewątpliwa  fascynacja Pisarza drugą ojczyzną znajduje upust w porywających opisach zwiedzanych zakątków, obrazowych i bardzo plastycznych. Autorowi nie sposób odmówić talentu literackiego. Użyty język budzi niekłamany podziw starannością i elegancją, a przy tym pełen jest celnych i interesujących dygresji. W efekcie czytelnik otrzymuje dzieło, na którego blisko 800 stronach zaklęta jest poruszająca i rozpalająca wyobraźnię gawęda o historii, obyczajach i stosunkach społecznych Gruzji, a także jej zabytkach, przyrodzie i krajobrazach - to kompletny obraz tego niezwykłego państwa. Dla osób zainteresowanych tematem istna uczta dla zmysłów - jeden z najbardziej niezwykłych reportażo-przewodników, z jakimi się zetknęłam. Zdecydowanie bliższy formą literaturze pięknej, aniżeli często nudnym i suchym podobnym propozycjom czytelniczym. Całość emanuje emocjami i podziwem dla narodu, który, pomimo tylu przeciwności, zachował swoje tradycje i przyrodzoną, góralską dumę, choć nie brak również wątków odsłaniających mniej urokliwą twarz społeczeństwa. Ta warunkowana jest źle pojętym konserwatyzmem (jaki sam w sobie cenię), którego uparcie się trzyma, jakby nie dostrzegając, że czasy się zmieniły i nabrały innej dynamiki. Skutkiem jest rozpad więzi społecznych - zwłaszcza rodzin, które nie są dostosowane do odmiennych warunków egzystencji, dalekich od tych, w jakich bytowali przodkowie. Książka wydana jest nader starannie - zdobi ją wiele kolorowych zdjęć, które urzekają i pozwalają na literacką podróż, śladem opisywanych historii. 9/10 - wyprawa definitywnie warta odbycia.

„Ludzie ciągle pytają mnie o mocne i słabe strony Gruzji, o to, co tu zachwyca i drażni. Na Kaukazie odpowiedź nigdy nie jest prosta. I czy w ogóle trzeba jej szukać?”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)