Piotr Żymełka - Amerykańska afera - recenzja

by - 17:18:00

Masz sekret, którego nie możesz wyjawić nawet najbliższym. Niewidzialny wróg toczy Twoje ciało, odbierając nie tylko siłę fizyczną, ale także wszelką nadzieję na przyszłość. A obydwie te moce są bardzo potrzebne w walce, którą podjąłeś z wrogiem swojej ojczyzny. Polska pozostaje pod zaborami już prawie sto lat, a Ty nigdy się z tym nie pogodziłeś. Jesteś konspiratorem i przynależysz do organizacji niepodległościowej „Głos Orła”. Twoje brawurowe i zarazem często lekkomyślne wyczyny budzą zgrozę w jej kierownictwie, a zwłaszcza w kapitanie Janie Skrzetuskim - Twoim dowódcy. Jednak ten toleruje wyskoki, jakich się dopuszczasz. To dawny przyjaciel Twojego ojca, którego Rosjanie zesłali na Syberię i od lat nie ma o nim żadnych wiadomości. W skrytości ducha jest dumny, że jego syn nie zna pojęcia strachu, choć zarazem bardzo się martwi, czy nie podzielisz losu rodziciela. Właśnie dostajesz od niego kolejną burę za najnowszy wyczyn, który po raz kolejny udowodnił Twoją ułańską fantazję, a zarazem naraził na wielkie niebezpieczeństwo. Poważyłeś się bowiem na rzecz bardzo zuchwałą. Dostałeś się na bal wydawany z okazji urodzin cara Aleksandra III przez namiestnika Josifa Hurko - generał-gubernatora, sprawującego nadzór nad byłym Królestwem Polskim. Świeżo poznana, zalotna dama, żona jednego z polskich urzędników obcej władzy, pod wrażeniem Twojego uroku, wyraziła zgodę na przedstawienie Cię oficjelowi. Idealnie zgrało się to z Twoim planem. Gdy wsłuchiwałeś się w głos perorującego i zadufanego w sobie Rosjanina, Twój towarzysz Maciej Skrzetuski - udając kompletnie pijanego, popchnął Cię w taki sposób, że wylałeś na carskiego dowódcę wino ze swojego kieliszka. Zdenerwowany, zaczął wykrzykiwać w Twoim kierunku obelgi i zanim zdołał się zorientować, już trzymałeś w ręku jeden z jego drogocennych orderów, po czym skierowałeś się śpiesznym krokiem do wyjścia.

„Doskonale pamiętała nieco zbyt wyrywnego i skorego do bitki Liszewskiego, którego poznała w Egipcie. Pełnego życia i emanującego zaraźliwym entuzjazmem. Nie potrafiła uwierzyć w przemianę, jaka zaszła w tym człowieku.”

Gdy znajdowałeś się w połowie drogi do drzwi Sali Balowej Pałacu na Wyspie, zaczął się rwetes pełen wznoszonych okrzyków, by zatrzymać „polską swołocz”. Na Twojej drodze wyrośli dwaj wartownicy, więc niewiele się namyślając, chwyciłeś za krzesło i wybiłeś nim jedną z wielkich szyb a potem wyskoczyłeś w ślad za nim na podwórzec. Zerwałeś się do biegu, uciekając przed zaciętą pogonią. I właśnie wtedy dała znać o sobie Twoja choroba. Zabrakło Ci tchu a pot obficie sperlił czoło. Oparłeś się o drzewo, ze zgrozą myśląc, że nie dasz rady uczynić więcej żadnego kroku. Na szczęście rozległ się tętent kopyt i przed Twoimi oczami zmaterializował się Maciej na koniu. Pomógł Ci nań wsiąść i galopem opuściliście niebezpieczne miejsce. Teraz stoisz przed kapitanem Skrzetuskim, który wściekły czyni Ci wyrzuty, że naraziłeś nie tylko siebie, ale i jego syna. Na chwilę się zapowietrza, gdy spokojnym głosem wyjaśniasz, że nie miałeś wyjścia, gdyż przyczyną brawurowej akcji był zakład o to, że zdobędziesz odznaczenie namiestnika. Po takim dictum z Twojej strony opuszcza bezsilnie ręce oraz oświadcza, że decyzją rady zostajesz zawieszony w prawach członka „Głosu Orła” i od tej chwili masz całkowity zakaz podejmowania jakichkolwiek działań w jego imieniu. Spodziewałeś się tego, więc nie robi to na Tobie większego wrażenia. Większy niepokój wywołuje w Tobie kolejna informacja, zgodnie z którą byłeś poszukiwany przez nieznanego obcokrajowca, jaki gorączkowo wypytywał o Ciebie w miejscach, w których zwykle bywasz. Gdy próbowano go złapać, zaczął uciekać i wpadł do Wisły. Po wyłowieniu ciała, znaleziono przy nim cały arsenał - pistolet, nóż, garotę i kilka innych śmiercionośnych narzędzi. Wnioskujesz, że ktoś niechybnie chce Twojej śmierci. Podejrzenia kierujesz ku Moskalom, w końcu mocno zalazłeś im za skórę. Jednak dzień później wyjaśnia się, że jesteś w błędzie. Zostajesz wezwany do kapitana, który podsuwa Ci pod nos telegram. Osoba podpisująca się jako „Adam Defer” wskazuje, że potrzebuje pomocy i wyznacza pilne spotkanie w Paryżu. Domyślasz się natychmiast, że to pseudonim, jaki przybrał sir Richard Barwood, z którym całkiem niedawno udaremniłeś zamach na życie cara Aleksandra III. W ten sposób zapobiegliście wybuchowi nieuchronnego konfliktu pomiędzy europejskimi krajami, narażając się jednocześnie potężnym i wpływowym ludziom, którym na tym zależało. Trop w tej sprawie biegnie ku producentom broni i amunicji z USA, jacy na całej awanturze chcieli zbić wielki majątek. Zapewne chcą zemścić się za pogrzebanie ich zamiarów i nasyłają zawodowych zabójców, którzy mają uśmiercić wszystkich mających związek z tą sprawą. Jak przypuszczasz, Anglik także musiał paść ofiarą zamachu, skoro zwraca się o pomoc właśnie do Ciebie. Podejmujesz więc decyzję o wjeździe do stolicy Francji na wyznaczoną naradę, czym rozpoczynasz szaloną i bardzo niebezpieczną przygodę, wiodącą od miasta zakochanych, poprzez Stany Zjednoczone, aż do słonecznej Italii. W jej trakcie spotkasz starych wrogów, ale także utraconą przyjaciółkę, na widok której Twoje serce wzbierze dawnym uczuciem…

„,(...) po raz kolejny zauważył jaka jest piękna. Najchętniej wziąłby ją w ramiona i nigdy nie wypuścił. Ale ukłucie bólu przypomniało mu o chorobie, o tym, że będzie coraz gorzej (…). Zasłużyła sobie, by zacząć nowe życie. Nie mógł i nie chciał jej tego pozbawiać. (…) Raz w życiu nie będzie egoistą.”

Jak zwykle siedzisz w spowitym dymie pomieszczeniu londyńskiego klubu arystokratów i taksujesz wzrokiem schodzących się coraz tłumniej gości. Na widok jednego z nich - Jima Lovella, krzywisz się z niechęcią, podnosisz z krzesła i zmierzasz w kierunku biblioteki. Nie przepadasz za tym jegomościem, z którym zawsze wymieniasz kąśliwe, cierpkie uwagi. Zanim udaje Ci się przekartkować jeden z wielu tysięcy spoczywających tu woluminów, rozlega się odgłos potężnego wybuchu. Biegiem wracasz do sali i Twoim oczom ukazuje się widok leżącego na podłodze, zakrwawionego człowieka. Jak się okazuje, Twój interlokutor odebrał od posłańca przeznaczoną dla Ciebie paczkę.  Gdy ją odłożył, doszło do eksplozji, jaka ciężko go raniła. Od razu przychodzi Ci na myśl jedyne wyjaśnienie - ktoś potężny zmierza do usunięcia Cię z tego świata. Dochodzisz do wniosku, że musi to mieć związek z niedawno udaremnioną przez Ciebie próbą zamachu na rosyjskiego władcę. Ponieważ towarzyszył Ci w tym dziele Polak - Stanisław Liszewski, z drżeniem serca wysyłasz do niego telegram z prośbą o spotkanie. Masz nadzieję, że jeszcze żyje i się na nie stawi, a wtedy razem wpadniecie na pomysł, co z tym fantem zrobić. Tym samym właśnie uruchomiłeś lawinę wypadków, których barwność i dynamika przekroczą Twoje najśmielsze oczekiwania…

„Gdzieś tam czają się ci, którzy czyhają na moje życie, pomyślał. I nagle poczuł przypływ złości. Chciał zaledwie rozkoszować się miłym popołudniem w klubie, porozmawiać o gonitwie konnej i ostatniej ofierze mordercy zwanego Kubą Rozpruwaczem. Zamiast tego mało co nie zginął z rąk tajemniczego zamachowca.”

„Amerykańska afera” Piotra Żymełki to retro kryminał i zarazem kontynuacja powieści „Carska afera”. Równie brawurowy i błyskotliwy co ona! Jego bohaterem jest duet, którego nie da się zapomnieć - błyskotliwy polski szlachcic Stanisław Liszewski oraz nieco kostyczny, typowo angielski gentleman Richard Barwood, podchodzący z flegmą do nawet najbardziej zaskakujących wydarzeń. Narracja rozpoczyna się nader plastyczną sceną zabójstwa szefa francuskiego wywiadu wojskowego, zaś chwilę później fabuła tylko przyśpiesza i zaczyna się prawdziwa „jazda bez trzymanki”. Tym razem obydwaj panowie muszą stawić czoła konsekwencjom udaremnienia zamachu na cara Aleksandra III. Zleceniodawcy, którym pokrzyżowali zamiary, chcą wywrzeć zemstę i nasyłają na nich płatnych morderców. Istny kalejdoskop wręcz szaleńczo przebiegających wydarzeń wiedzie główne postaci przez Francję oraz Stany Zjednoczone aż do Italii. Warstwa językowa opowieści jest staranna i obrazowa - w pełni przystaje do dopracowanej treści. Przed licznymi zaletami, małe minusy - niewielkie prawdopodobieństwo możliwości zajścia niektórych spośród opisywanych scen, bohaterowie, którzy zawsze wychodzą obronną ręką, nawet ze skrajnie niebezpiecznych i wydawałoby się beznadziejnych opresji, a także przesycenie wrażeniami niezwykle szybko przebiegających wydarzeń. Choć osobiście tego rodzaju dynamikę i konwencję jak najbardziej cenię, zaś niesnaski te nie odbierają przyjemności z obcowania z tą błyskotliwą książką! Pochwalić mogę natomiast za o wiele większą liczbę kwestii. Wyobraźnia oraz inwencja twórcza Autora zdają się nie mieć granic. Dla przykładu: roztaczają wizję polskiego szlachcica, który paraduje w stroju kowboja z nieodłącznymi Coltami przy pasie, wdaje się w saloonowe bójki i strzelaniny ze złoczyńcami z dzikiego zachodu czy pędzi na złamanie karku po paryskim bruku pierwszym na świecie samochodem parowym. Wszystko to ukazane jest w świetnie oddanym retro- klimacie, ze szczegółowo odmalowanymi realiami epoki. Jak w poprzedniej powieści, także i w tej Pisarz udanie konfrontuje charaktery obydwu naczelnych bohaterów. Choć obaj są swoim całkowitym przeciwieństwem, idealnie zgrywają się w dążeniu do osiągnięcia założonego celu. To wybuchowy, a jednak niezwykle pociągający koktajl. Ciekawym wątkiem jest również choroba Liszewskiego, która kładzie się cieniem na opisywane wydarzenia i równocześnie dodaje całej narracji dramatyzmu. Ta ostatnia jest prowadzona w mistrzowski sposób, zaś całość zamyka się efektownym finałem, pełnym barwnie przedstawionych pościgów oraz walk wręcz. Brawa należą się Żymełce za otwarte zakończenie, za sprawą którego na scenę wkracza nowa, zaskakująca postać a czytelnik pozostaje w niepewności co do losów Polaka... Z czystym sercem polecam każdemu, kto lubi wartką akcję w historycznym entourage. 9/10

„Skrzetuski wsadził nabitą, choć niezapaloną jeszcze fajkę do ust i wziął list z rąk przyjaciela. Z zainteresowaniem rozerwał szary pakunek, a następnie wydobył ze środka kilka złożonych na czworo kartek. (…) Już przy pierwszych słowach otworzył szeroko oczy - nie mógł uwierzyć w to co widział.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)