• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Witajcie Kochani.

Dzisiaj przybywam do Was z postem obiecanym na moim fanpage'u [KLIK]. Tym razem pokażę Wam co zajmuje 99% miejsca na półkach mojej łazienki. I owszem, podziwiać tutaj muszę cierpliwość mojego Ukochanego, który słusznie skarży się na to, iż na żadnej półce nie ma dla siebie odrobiny miejsca. Wciśnięta gdzieś pomiędzy maszynka, krem do golenia i perfumy aż się wołają o chociaż połowę własnej półki, ale, jak to kobieta włosomaniaczka ma w zwyczaju, nawet jeśli lakieru do włosów czy suszarki obrotowej używam raz na trzy miesiące, dlaczego miałabym przenieść je do szafki w garderobie? ;-) Przecież zastawione kosmetykami od a do zet półki wyglądają tak uroczo. 

Zatem- cóż obecnie posiadam w swojej kolekcji? Już pokazuję. Pokrótce opowiem także o każdym z produktów.

Narzędzia do stylizacji
1. Ulubiona suszarka z jonizacją Remington, której używam średnio raz w tygodniu- posiada zimny nawiew, regulację mocy oraz temperatury nawiewu ciepłego. Model, który wygląda profesjonalnie, przy czym jest lekki i świetnie się spisuje.
2. Lokówko-suszarka obrotowa Babyliss, która ma również inne wymienne nakładki, m.in. zwykłą okrągłą szczotkę, funkcję do suszenia włosów na prosto oraz dyfuzor. Całkiem ciekawy sprzęt, choć czasem zacina się przy większym paśmie i wkręca włosy.
3. Szczotka Tangle Teezer- włosowy niezbędnik. Nie szarpie, rozczesuje dokładnie, świetnie sprawdza się także do wczesywania masek czy olejków.
4. Termocap Biowax- przydatny dodatek do maski zamiast folii.
5. Szczotka do włosów Air Motion- jak dla mnie dużo wygodniejsza wersja Tangle Teezer. Dzięki wyprofilowanej rączce nie ślizga się, świetnie sprawdzi się w wannie czy pod prysznicem. Mały minus za lekko twardsze igiełki.
6. Grzebień Fox- kiedy trzeba poprawić przedziałek.
7. Klipsy, spilka, frotka, gumka i oczywiście sprężynka- kiedy trzeba podpiąć naolejowane włosy lub po prostu, kiedy jest gorąco, np. podczas sprzątania czy gotowania. ;-)

 Narzędzia do stylizacji ciąg dalszy
1. Nowa szczotka TT- tak na zapas. ;-)
2. Prostownica GHD V gold, która służy mi już od około ośmiu lat. Świetny model, który nie niszczy włosów, nie trzeba nim sto razy przejechać po paśmie, by było proste. Dobrze sprawdza się także do robienia loków.
3. Lokówka o niewielkiej średnicy Philips- kiedy czasem chcę całkowicie odmienić swój look.

Stylizatory i wspomagacze koloryzacji
1. Lecher anti-frizz krem do ułożenia i wygładzenia włosów. Jeszcze nieużywany.
2. Lecher flash&go świetny nabłyszczacz w spray'u. Przyjemnie pachnie, nie zawiera alkoholu. Stosuję go czasem na prawie suche włosy podczas ich suszenia. Naprawdę nieziemsko się błyszczą. Ano i nie skleja!
3. Lecher term&go spray chroniący włosy przed wysoką temperaturą, jeszcze nietestowany. 
4. Lecher lakier do włosów, jeszcze nietestowany, ale niezwykle podoba mi się jego wygląd i duża pojemność.
5. Lakier do włosów Taft glam look, na wykończeniu. Nienajgorzej utrwala, nie skleja włosów, jednak nie lubię jego mocnego zapachu. Świetnie za to nadaje się do odplamiania ubrań, np. po plamach po tuszu z długopisu. ;-)
6. Itely pro colorist equalizer, jeszcze nietestowany- zabezpiecza i nawilża włosy przed farbowaniem, dzięki czemu żadne koloryzacje nie są im straszne.
7. Itely pro colirist szampon techniczny po farbowaniu włosów domykający łuski włosów i zapobiegający wypłukiwaniu się koloru. Jeszcze nietestowany. 
8. Itely pro colorist 10in1- odżywka dwufazowa do ochrony włosów farbowanych- zapobiega wypłukiwaniu się kolorów, nawilża, chroni przed promieniami UV, uelastycznia... 10 korzyści w jednym to opcja, którą bardzo lubię, szczególnie po skończeniu produktu Alfaparf all in one o podobnym działaniu. Ten ma bardzo, bardzo przyjemny zapach, fajnie nabłyszcza i nawilża włoski, jednak nie zauważyłam mocnej ochrony czy regeneracji.

Półprodukty kosmetyczne
1. Gliceryna roślinna
2. B-panthenol 
3. Aloes
4. Mleczko migdałowe
5. Kompleks silikonowy
6. Kolagen roślinny
Tutaj nie będę się zbytnio rozpisywać, ponieważ nie mam tu rozbudowanego zdania o każdym z produktów, ponieważ uwielbiam mieszać kilka z nich lub nawet wszystkie z maską, czy olejem. Wybrałam zarówno emolienty, proteiny jak i humekanty, więc w ten sposób dostarczam włosów wszystkich substancji na raz. Dodatkowo kompleks silikonowy czasem stosuję na włosy solo w formie kropelki dla zabezpieczenia. Fajnie się sprawdza. Gdybym miała wybrać swój ulubiony półprodukt, chyba wybrałabym mleczko migdałowe. Nigdy wcześniej nie miałam z nim styczności i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Dzięki takim półproduktom można stworzyć mieszankę idealną dla swoich włosów- oczywiście metodą prób i błędów. Każde włosy lubią bowiem co innego. Często jednak w masce czy odżywce czegoś brakuje... w ten właśnie sposób można stworzyć stuningowany skład idealny. :-)

Wcierka, oleje i olejki
1. Wcierka Jantar- chyba najsłynniejsza wcierka na porost włosów. Bardzo wydajna- tą buteleczkę mam już od nie wiem kiedy. Obecnie stosuję ją także na rzęsy- zobaczymy jak się spisze. Co do włosów- pojawił się po niej większy odrost niż zwykle, dodatkowo włosy były świeże przez dłuższy czas. Wcieram zawsze po myciu włosów, trzy tygodnie bez przerwy, potem tydzień odstępu. Plus, że nie ma żadnego paskudnego zapachu jak rosołowa kozieradka.
2. Olejek Babydream fur mama- właściwie służy na rozstępy po ciąży, u mnie jednak doskonale sprawdza się do olejowania włosów. Świetny skład- olej sojowy, ze słodkich migdałów, jojoba i macadamia. Nic zbędnego czy szkodliwego. Czego chcieć więcej? Dodatkowo fajna nierzadka konsystencja i piękny zapach.
3. Olejek Isana- właśnie kończę pierwszą buteleczkę, którą mam od ponad roku. Bardzo wydajny, o lekkim zapachu i dość gęstej konsystencji. Kilka kropel dobrze sprawdza się do zabezpieczenia włosów po myciu, jednak jest to pod tym kątem olejek dość lekki- cudów nie czyni.
4. Olej arganowy Nacomi- mój nowy hit do olejowania włosów, o którym pisałam w poprzednim poście. Na pewno nie jest to moja ostatnia butelka.
5. Olejek arganowy Rapunzel Hair, który dostałam ze strony zajmującej się przedłużaniem włosów. Świetna konsystencja, zapach również, zauważyłam widoczną ochronę końców, które po jego użyciu wyglądają zdrowo. Dobrze nabłyszcza. Stosuję kilka kropelek po myciu włosów. Nie wiem jednak, czy sama skusiłabym się na zakup, zważywszy na to, iż 50ml kosztuje 99 zł...
6. Olej kokosowy- nierafinowany, nie pamiętam już skąd dalej mam 3/4 słoika, bowiem do olejowania moich włosów niestety się nie sprawdził (były wtedy wysokoporowate). Być może niedługo zrobię nowe podejście, jako że moja porowatość jest teraz niska od góry do średniej ku dołowi. Świetnie sprawdza się za to do olejowania ciała, czy zmywania makijażu. Dobrze nawilża. Łatwo się rozpuszcza.
7. Olejek Biowax bambus i awokado, o którym usłyszycie jeszcze przy okazji recenzji maski tej samej serii, z którą bardzo się polubiłam. Mam go od niedawna i naprawdę mogę pochwalić- niewielka, przyjemnie pachnąca ilość zastosowana po myciu sprawia, iż włosy przez cały dzień wyglądają jak tafla (także i końce, które wciąż uparcie mi się czasem rozdwajają). Jako że kobieta jest wzrokowcem- podoba mi się także jego wygląd.
8. Oleje świata- Joanna z olejkiem arganowym. Właściwie służy do ciała, jednak przeczytawszy skład, doszłam oczywiście do wniosku, że można stosować go na włosy i w takim celu postanowiłam go przebranżowić. Niestety olejek arganowy jest dość daleko w składzie. Poza nim olej z nasion słonecznika i migdałowy. Użyłam go dopiero raz, jednak szału nie było. Powiedziałabym, że wcale a z włosów ciężko go zmyć. Próbę ponowię- jeśli się nie sprawdzi, przywrócę mu pierwotne zastosowanie.
9. Olejek Yves Rocher reparation- cudo, jeśli chodzi o olejowanie włosów. Wydajny jak diabli, w dobrej cenie i o świetnym składzie. Jeśli chodzi o olejowe mixy, zdecydowanie mój numer jeden, gwarantujący na głowie taflę. Czy trzymamy go pół godziny czy pięć, nieważne. W składzie olej z nasion słonecznika, rzepakowy, rycynowy, jojoba, z nasion ogórecznika, babassu, makadamia oraz na to wszystko witamina E. Poza tym tylko emolient, zapach i emuglator. CUDO!
10. Nafta kosmetyczna- solo nie sprawdza się na moich włosach i nie chce z nich zejść za Chiny ludowe, jednak całkiem dobrze sprawdza się dodana w niewielkiej ilości do maski lub maski z półproduktami. Jakiegoś świetnego działania jednak nie ma, więc jak ją w końcu wydenkuję- raczej nie kupię ponownie.

Odżywki w spray'u i w kremie
1. Glisskur hyialuron - szczerze mówiąc kupiłam ją dlatego, iż szampon naprawdę fajnie się u mnie sprawdził. I przede wszystkim, poza wszystkim... ZAPACH! Szampon pachniał jeszcze na drugi dzień niczym najpiękniejsze perfumy, z czym jeszcze się nie spotkałam, bo poza papierosami moje włosy się z żadnym zapachem nie chcą zaprzyjaźnić. Używam jej raz na kilka dni ze względu na proteiny w składzie- dobrze rozczesuje się po niej włosy, pięknie pachną, jednak ogólne działanie raczej bez szału.
2. Dwufazowy eliksir Elseve total repair 5 zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Zapach tutaj raczej taki na może być, za to poza bezproblemowym rozczesaniem włosów faktycznie widać, że są ładnie odżywione a końce prezentują się lepiej. Nie dajcie się jednak nabrać, rozdwojonych końcówek nic nie sklei. ;-)
3. Joanna nawilżająca odżywka do włosów z hyialuronem- bardzo średni zapach, za to w stu procentach spełnia swoje zadanie. Nie ma żadnego problemu z rozczesaniem włosów i wyglądają one na nawilżone. Uwaga jednak, w dni deszczowe i ciepłe może spuszyć włosy, dlatego warto przed jej użyciem zastosować np. proteinowy szampon i emolientową odżywkę.
4. Serum Revlon uniq one lotus- niebywale zaprzyjaźniłam się z jego czerwoną wersję, której miałam miniaturkę. Ta sprawuje się troszeczkę gorzej, jednak całkiem całkiem. Bardzo nietypowy zapach lotosu, podoba mi się. Kilka pompek starczy na aplikację na całą długość włosów. Brak problemów z rozczesywaniem, włosy ładnie nabłyszczone i nieobciążone.
5. Oleo-krem Biowax gold- nowość, która bardzo fajnie sprawdziła się na moich włosach, szeroką recenzję i opis innych wariantów znajdziecie bodajże dwa posty wcześniej. 

Koloryzacja
Obecnie od wielu miesięcy nie farbuję włosów, trzymając się ombre (brąz pod mój naturalny kolor na górze, dzięki czemu spokojnie mogę zapuszczać włosy bez widocznego odrostu i blond na dole), więc to takie moje zapasy lub niedobitki.
1. Farba Itely Aquarely  10K - odcień, którym na pewno za jakiś czas odświeżę dół ombre. Już sama nazwa jest intrygująca- bardzo jasny przydymiony blond.
2. Garnier e0- jedyny sklepowy rozjaśniacz, który toleruję. Nie niszczy włosów, rozjaśnia równo. Oczywiście stosuję go z niższym oxydantem. Tak sobie stoi w razie ochoty na szaleństwo.
3. Farba Wellaton 12/1- jedyne farby drogeryjne, które na spokojnie mogę polecić. Nawet te rozjaśniające nie wysuszają tak bardzo włosów. Ano i wychodzą jak powinny. Gdyby trzeba było tonować, też się sprawdzi w nagłych wypadkach. Najbardziej polecam jednak Wellę Koleston- podobne, jednak lepsze, bo fryzjerskie.
4. Welloxon, czyli oxydantdo farb Wella o stężeniu 6%.
5. Oxydant 9% Scandic line.

Odżywki w piance
1. Pantene lśniący kolor- nie zauważyłam, by jakoś szczególnie chroniła kolor po farbowaniu.
2. Pantene aqua light.
3. Pantene intensywna regeneracja.
O trzech odżywkach Pantene, które zdążyłam już wielokrotnie użyć napiszę zbiorczo, bo właściwie nie widzę pomiędzy nimi większej różnicy. Mają przyjemną konsystencję lekkiej pianki i naprawdę są wydajne- na całe włosy starcza mi niewielka chmurka. Nie starczają jednak moim włosom jako odżywka do spłukiwania, są zbyt lekkie. Dobrze sprawdzają się jednak stosowane już po masce, szamponie i odżywce, pozostawione na włosach. Włosy mają przyjemny zapach, dobrze się rozczesują i mają ładny połysk. Nie są obciążone. Nie zauważyłam jednak wizualnie nawilżenia czy regeneracji.
4. Pantene większa objętość- jeszcze nie stosowałam

Próbki
1. Próbki szamponu Head&sholuders merntol oraz sport, które stosuję od czasu do czasu, na przykład kiedy dwa dni pod rząd nie myję włosów, lub moja skóra głowy potrzebuje mocnego oczyszczenia (nie nadaje się do codziennego stosowania; za mocny). Uwielbiam uczucie chłodzenia na skórze głowy.
2. Dwa warianty maseczek do włosów Perfect.me- naturalne oleje i zapobiegająca się puszeniu. Bardzo lubię fakt, iż są w saszetkach (jedna starcza mi na dwa użycia). Pachną niczym perfumy i bardzo dobrze odżywiają włosy. Moją ulubioną jest zielona- pomimo oleju kokosowego w składzie, o dziwo. 

Maski do włosów
1. Biovax awokado i bambus- zdążyłam użyć jej dopiero raz, ale jeszcze na pewno o niej usłyszycie. Moje włosy bardzo dobrze na nią zareagowały- były lejące i wizualnie urocze. Dość gęsta, kremowa konsystencja i przyjemny zapach. Myślę, że szykuje się nowy biovaxowy ulubieniec (do tej pory była to wersja naturalne oleje).
2. Perfect.me repair & color save- czeka na swoje użycie. Próbowałam jej już jednak w saszetkach i nie miałam na co narzekać, podobnie jak w przypadku wersji zielonej, czy różowej. Ach, zapomniałam dodać- bardzo dobra konsystencja jak na maskę!
3. Kallos aloe. Tak, uwielbiam Kallosy. Ta jako jedna z nielicznych jest humekantowa, czyli nawilżająca. Bardzo dobrze nawilża włosy, szczególnie jeśli ulepszy się ją odrobiną olejku czy półproduktami (w wilgotną pogodę solo może powodować latający na wszystkie strony puszek). Włosy przyjemnie wygładzone. Polecam.
4. Maska drożdżowa babci Agafii- stosuję ją co dwa dni wmasowując w skórę głowy po myciu i pozostawiając na kilka minut. Codziennie niestety za bardzo obciążała mi nasadę włosów. Wielki plus za naturalny całkowicie skład oraz za ogromny wysyp nowych włosków (tak zwanych baby hair), który po niej wystąpił. Minus za konsystencję- kremowa, ale bardzo rzadka. Trzeba uważać, aby nie rozlać.
5. Maska jajeczna babci Agafii- coś na wzór maseczki domowej przy pomocy żółka. ;-) Podobnie jak wyżej, tragiczna konsystencja. Używam czasami na kilka minut na długość włosów (moje włosy protein za często nie lubią). W efekcie włosy są jakby sztywniejsze, mocniejsze.

Szampony
1. Matrix repair - szampon profesjonalny w litrowej butelce, z którym średnio się polubiłam. Ma przyjemny zapach, kremową konsystencję, jednak nie rozumiem słowa 'repair' w nazwie. Szampon ma za zadanie umyć i za krótko ma kontakt z włosami, by je regenerować. Produkt określam jako przyjemny, włosy bez problemu można po nim rozczesać nawet bez odżywki, są wygładzone.
2. Joanna miód i proteiny mleczne- świetna seria Joanny, o której opowiem Wam przy okazji recenzji nowości od tejże marki, które się u mnie jakiś czas temu znalazły. Same proteiny mleczne zapewne zrobiłyby mi krzywdę, zważywszy na to, iż dość często stosuję tę serię, a dzięki dodatkowi miodu włosy wyglądają świetnie.
3. Joanna nawilżająca z hyialuronem- bardzo lekka konsystencja, przez co niestety szampon jest dość mało wydajny. Dobrze jednak sprawdza się do mycia- mam wrażenie, że jest bardzo delikatny właśnie przez tą lekkość.
 4& 5. - Szampony babci Agafii no1 i no2 (na cedrowym propolisie i na brzozowym propolisie)- bardzo podobają mi się te duże tuby, które w dodatku są wydajne dzięki lekkiej żelowej konsystencji. Zapach, pomimo w stu procentach ziołowego i naturalnego składu, jest przyjemny. Bez problemu usuwają z włosów nawet olej. Lubię, nawet bardzo- jednak nie codziennie; moje włosy i zioła w codziennym użytkowaniu to niestety nie najlepsze połączenie.
6. Kallos silk- taki o sobie. O ile maski kallos uwielbiam niemalże wszystkie, o tyle szampony mają kiepskie. Podobne do siebie zapachy, fajne butle typu jajo, ale z włosami nic szczególnego nie robią. Nie wyobrażam sobie nie użyć po nim odżywki,

Szampony ciąg dalszy
1. Nivea targeted care- jedyna linia do włosów Nivea, z którą całkiem się polubiłam. Sprawdza się nawet w połączeniu z odżywką jednego dnia, co mnie zaskakuje (proteiny w składzie). Kremowa konsystencja, ciekawy zapach i przyjemnie wygładzone włosy. Bez obciążenia.
2. Yves Rocher volume- bardzo lubię szampony Yves Rocher. Ten, o żelowej konsystencji i miłym dla nosa zapachu, nie tylko dobrze oczyszcza włosy, ale i sprawia, że są lekkie, przez co faktycznie wydaje się, iż mają większą objętość.
3. Head&shoulders mentol- czeka na swoją kolej, póki co zużywam saszetki.
4. Pirolam A&E- jedno ze świetnych odkryć. Ta mała buteleczka jest naprawdę wydajna. Konsystencja lekko żelowa, zapach taki sobie, jednak działanie naprawdę świetne. Idealnie oczyszcza włosy z oleju, kurzu czy brudów dnia codziennego, ale przede wszystkim oczyszcza delikatnie skórę głowy- czasem pojawia mi się suchy łupież, który po tym szamponie znika od razu.
5. Pantene intensywna regeneracja- mocno kremowy, dobrze wygładza włosy, rzeczywiście pomimo tego iż jest szamponem, można by powiedzieć o nim, że regeneruje (a raczej nawilża). Jednak jestem pewna, iż niskoporowate lub cienkie lub rzadkie włosy z łatwością obciąży.
6. Perfect.me repair&color save- bardzo wygodne jest to, iż jest w tubie. Konsystencja lekka kremowa, świetnie się pieni i wygładza włosy. Wydajny. Troszkę mnie tylko denerwuje, iż w każdym kosmetyku perfect.me są proteiny (tutaj i skład maski i szamponu jest mocno proteinowy, więc w życiu nie użyłabym jednego dnia duetu: duże ryzyko przeproteinowania).

Odżywki
1. Nivea targeted care- jak pisałam wyżej przy okazji szamponu, seria jest naprawdę warta polecenia. Trochę przypominają mi wersję long repair, z której kiedyś dawno lubiłam odżywkę. Warto wypróbować. Co prawda żadne światełko nie lata po moich włosach i nie szuka zniszczeń, by je naprawić, ale włosy wyglądają naprawdę przyzwoicie. ;-)
2. L'biotica silk&shine mask- ekspresowa odżywka regenerująca, która zdecydowanie zalicza się do moich ulubieńców, podobnie jak jej wersja repair. Konsystencja lekkiego kremu, w składzie olej canola, aktywne ceramidy oraz polimery. Świetnie wpływa na moje włosy, które nie dość, że są leciutkie, to jeszcze błyszczące. TAK.
3. Joanna miód i proteiny mleczne- jak pisałam powyżej, te dwa składniki dają razem naprawdę treściwe połączenie, które zdecydowanie dobrze na mnie działa.  
4. Joanna nawilżająca z hyialuronem- lekka, bardzo lekka, dla mnie niestety za lekka- pozostawia włosy niedociążone. Świetnie sprawdza się jednak w niewielkiej ilości jako odżywka bez spłukiwania! Dobra także do emuglowania oleju przed zmyciem go szamponem. Nawilżenie jest widoczne przy użyciu solo, jednak dla moich włosków to trochę za mało. O kosmetykach Joanny szerzej zresztą już niedługo w osobnym poście.

Uff! Niewiarygodne to, ale udało mi się jakimś cudem po trzech godzinach dotrzeć do końca. Teraz już wiecie, w jaki sposób zastawić całą łazienkę kosmetykami do włosów? ;-) 
Z góry dziękuję wszystkim, którzy przeczytali post. Zachęcam do napisania co sądzicie o mojej kolekcji i opowiedzenia o własnej!
xoxo
15:04:00 6 comments
Witajcie, Kochani.
Jeśli śledzicie mój facebookowy fanpage (klik), zapewne wiecie, iż w najbliższym czasie będę sporo przebywać również i tutaj, a nie głównie na facebooku. Postanowiłam przenieść również na bloga wszystkie recenzje, które niemalże codziennie zamieszczałam na swoim fanpage'u, ażeby czytelnikom prościej było wyszukać moje opinie. Trzymajcie kciuki, prace ruszą już niedługo. :-) W planie także zmiana szaty graficznej- i to dla mnie największe wyzwanie.

Dzisiaj pojawiam się z recenzją oleju arganowego marki Nacomi, który udało mi się jakiś czas temu wygrać w konkursie na fanpage'u facebookowym sklepu NaturalS, w którym znajdziecie same naturalne produkty- oleje, mydła, produkty do pielęgnacji ciała, czy włosów oraz specjalnie przygotowane serie- nawet i dla kobiet w ciąży. Polecam przyjrzeć się ofercie. ;-)

Zanim jednak opowiem Wam o tym konkretnym oleju i moich odczuciach odnośnie jego użytkowania, przytoczę Wam kilka informacji na temat samego oleju arganowego. 


Mówiąc w telegraficznym skrócie, najważniejsze informacje:
- olej arganowy ma zastosowanie nie tylko kosmetyczne, stosowany jest również w kuchni (jest to jednak inaczej wytwarzany rodzaj spożywczy)
- powstaje z drzewa arganowego, które znajduje się tylko w jednej części Maroka- dlatego jest najtrudniej dostępnym olejem na świecie
- w kosmetyce ceniony jest przede wszystkim ze względu na zawartość antyoksydantów, jak witaminy E, dlatego nazywany jest eliksirem młodości- zapobiega pojawianiu się zmarszczek i wygładza te już istniejące
- sprawdza się także w pielęgnacji skóry- świetnie chroni przed wiatrem, słońcem i innymi szkodliwymi dla skóry czynnikami zewnętrznymi
- kontroluje sebum- może więc pomóc osobom z problemami łupieżu, czy też trądziku
- świetnie odbudowuje, dzięki czemu można również stosować go na paznokcie
- nawilża, przez co jest jednym z najlepszych olei dla włosów, szczególnie tych suchych i zniszczonych (ale nie tylko).


Skoro teorię mamy już za sobą, pora na recenzję oleju arganowego Nacomi. 

Olej arganowy Nacomi jest zamknięty w szklanej buteleczce wielkości 50 ml. Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam sobie- niewielki, pewnie starczy mi na dwa razy. Pomyliłam się jednak i to sporo- użyłam go już co najmniej sześciokrotnie, a zużyłam może 15 ml. Zdziwiło mnie to, ponieważ zazwyczaj potrzebuję co najmniej 3-4 łyżek oleju, ażeby szczegółowo pokryć moje włosy (dla przypomnienia, sięgają zapięcia stanika, olej zaś nakładam na długość włosów od połowy ucha w dół). Myślę, iż spory udział ma w tym fakcie konsystencja- jest lejąca się, ale nie tak mocno jak to jest w przypadku większości olejków- dzięki temu z łatwością można wmasować olej we włosy.


Wcześniej nigdy nie nakładałam czystego oleju arganowego na włosy- zawsze były to jakieś mieszanki, dlatego przy pierwszym użyciu nieco zaskoczył mnie zapach, który nie jest najładniejszy. Nie jest jednak mocno uciążliwy, szczególnie biorąc pod uwagę mój sposób stosowania- jak widzicie na fotkach, w tle widnieje jeszcze ukochana szczotka Tangle Teezer oraz termocap, który był dołączony do maski BiowaxOtóż olej nakładam zawsze przed myciem włosów, na włosy suche i rozczesane. Po aplikacji oleju wczesuję go raz jeszcze w długość włosów (tutaj TT sprawdza się idealnie), po czym nakładam na włosy taki przykładowo termocap lub zwykłą reklamówkę i na to nakładam jeszcze ręcznik (w upały tylko reklamówkę lub chustę, coby nie nabawić się łupieżu). I tak sobie chodzę minimalnie godzinę, zazwyczaj nawet około pięciu.


Co robię później? Zamiast od razu użyć szamponu, najpierw olej emugluję odżywką. Po co? Zmywanie oleju od razu szamponem jest procesem ciężkim i bezsensownym- właściwie zdzieramy to, co przed chwilą działało na włosy, szczególnie jeśli szampon ma sls, czyli najsilniejszy detergent. Wiele z odżywek zaś ma właściwości myjące i, o dziwo, dużo prościej usunąć olej z włosów przy pomocy samej odżywki. Oczywiście po tym skórę głowy myję przy pomocy szamponu, długość zaś dodatkowo myje spływająca z włosów piana. Następnie ponownie na włosy nakładam na moment odżywkę, zmywam ją, traktuję lekko odsączone włosy odżywką w spray'u, czy też odrobiną serum i pozostawiam włosy do wyschnięcia.


Ano i wreszcie, efekty na włosach po oleju arganowym Nacomi:
- włosy są o wiele bardziej lejące się, przez co nabierają zdrowego wyglądu
- zapach po myciu jest całkowicie niewyczuwalny na włosach (słusznie sobie przy nakładaniu zawsze myślę, że to jak z lekiem- źle pachnie, czy źle smakuje to pomoże!)
- włosy są miękkie w dotyku i pięknie się błyszczą
- (troszkę takich mam, pozostałości dawnych cieniowań) nie widać żadnych połamanych włosków na długości włosów
- końcówki nie są rozdwojone (a przynajmniej tego nie widać, o co w końcu chodzi :D).

Reasumując, polecam serdecznie. Obok moich olejowych ulubieńców, czyli oleju lnianego, winogronowego, Babydream fur mama oraz mieszanki olejków Yves Rocher, olejek arganowy Nacomi zdecydowanie dołącza do grona must have, jeśli chodzi o moje włosowe perełki.

Znajdziecie go na przykład w sklepie NaturalS w cenie 23 zł w dziale oleje naturalne.

Jakie Wy macie zdanie na temat olejowania i oleju arganowego? Jacy są Wasi ulubieńcy?
xoxo, do usłyszenia. 
12:15:00 1 comments
Witajcie Kochani.
Dzisiaj przybywam, by opowiedzieć Wam o nowości, którą już od kilku dni możecie znaleźć w Rossmanie- tym razem o dobrociach dla włosów, które wypuściła na rynek marka L'biotica Biowax, czyli o oleo-kremach do włosów. 



Kremy znajdziecie w czterech wariantach:
1. Caviar - oleje indyjskie moringa i tamanu
2. Diamond - oleje amazońskie babasu i pequi
3. Gold - oleje afrykańskie arganowy i z baobabu
4. Peral - oleje dalekowschodnie tsubaki i perilla


Najpierw przedstawię Wam trochę więcej informacji o poszczególnych wersjach, potem podzielę się własnym spostrzeżeniami na temat oleo-kremu, który wybrałam - wariant GOLD. :-)


Co więc na temat swojej nowości pisze producent?

Zupełnie nowy wymiar pielęgnacji włosów - luksusowy BIOVAX OleoKrem to połączenie odżywczej mocy najlepszej jakości, szlachetnych olejów z lekką, otulającą konsystencją kremu bez efektu obciążenia.


WERSJA GOLD
Odżywczy OleoKrem do włosów BIOVAX Gold zawiera unikalne połączenie drogocennych składników: czystego 24-karatowego złota i dwóch najcenniejszych afrykańskich olejów: Arganowego i z Baobabu. Złoto 24-karatowe – drobinki cennego kruszcu zapobiegają starzeniu komórkowemu, zachowując młodość włosów. Czyste złoto odżywia i rozświetla włosy, odmładza je i rewitalizuje. Nadaje im niezwykłe, luksusowe lśnienie i doskonały wygląd. Organiczny olej arganowy – sekret pielęgnacji włosów, zwany płynnym złotem Maroka. To najbogatsze źródło odmładzającej witaminy E, chroniącej włosy przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników i promieniowaniem UV. Dzięki zdolności do przenikania w głąb łodygi włosa, reperuje zniszczenia i przywraca prawidłowy poziom nawilżenia. Jego lekkość sprawia, że jest odpowiedni do każdego rodzaju włosów. Olej z nasion Baobabu (trend 2015) – wszechstronny olej z niezwykłego, długowiecznego drzewa rosnącego w samym sercu afrykańskiej sawanny. Zawiera cenne nienasycone kwasy owocowe omega-6 i omega-9 w połączeniu z witaminami A, E i D. Jest idealny do pielęgnacji włosów suchych, łamliwych i zniszczonych: przywraca im elastyczność i blask oraz chroni je przed działaniem silnych promieni słonecznych i wiatru.

WERSJA PEARL 
Perły & Olej Tsubaki i Perilla Odżywczy OleoKrem do włosów BIOVAX® Pearl zawiera doskonałą kompozycję złożoną z naturalnych skarbów: kosztownych pereł i dalekowschodnich olejów Tsubaki i Perilla. Proteiny Perłowe – perły to jedna z największych tajemnic ukrytych w głębinach wód. Proteiny, z których są zbudowane, w niezwykły sposób przypominają naturalną keratynę obecną we włosach: dzięki temu pielęgnują i odbudowują włosy, nadając im przepiękny, perłowy blask. Olej Tsubaki – to cenny olej pozyskiwany z kamelii japońskiej, która kwitnie zimą w ekstremalnych warunkach. Dlatego też jej nasiona zaopatrzone są w niezwykle skuteczne składniki ochronne. Olej ten bogaty jest w poilfenole oraz kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9. Kwasy te bardzo łatwo się wchłaniają i szybko przenikają do wnętrza włosa, nawilżając go i regenerując. Olej Perilla – pochodzący z Dalekiego Wschodu wyjątkowy olej o niezwykle wysokiej zawartości kwasów omega-3 i najsilniejszym wśród olejów potencjale antyoksydacyjnym. Idealny do pielęgnacji włosów łamliwych, osłabionych, z rozdwajającymi się końcówkami. 

WERSJA CAVIAR
Kawior & Olej Moringa i Tamanu Odżywczy OleoKrem do włosów BIOVAX® Caviar kryje w sobie unikalne wartości odżywcze pochodzące z naturalnych skarbów: delikatnego kawioru i cenionych indyjskich olejów Moringa i Tamanu. Ekstrakt z Kawioru – bogactwo składników odżywczych zamkniętych w czarnych perełkach kawioru sprawia, że składnik ten wszechstronnie działa na włosy: dzięki zawartości przeciwutleniaczy chroni je przed utratą koloru i zachowuje ich młodość, a witaminy i minerały rewitalizują je i nawilżają. Olej Moringa – to lekki i jednocześnie bardzo odżywczy olej tłoczony na zimno z nasion indyjskiego „drzewa cudu”. Wykazuje działanie nawilżające włosy. Jest naturalnym środkiem przeciwutleniającym o wyjątkowych właściwościach wygładzających i zmiękczających. Olej Tamanu – wytłaczany z pestek dojrzałych owoców drzewa rosnącego na obszarze Indii. Niezwykle skuteczny w ujarzmianiu suchych, puszących się włosów. Wspomaga utrzymanie właściwego poziomu nawilżenia, nadaje włosom gładki i lśniący wygląd. Dzięki zawartości korzystnych dla włosów lipidów pomaga w utrzymaniu ich naturalnego zdrowia i piękna. 

WERSJA DIAMOND
Diamenty & Olej Babassu i Pequi Odżywczy OleoKrem do włosów BIOVAX® Diamond to niezwykły preparat zawierający najdroższy wśród klejnotów – diament, w połączeniu z bogactwem olejów Babassu i Pequi pochodzących z tropikalnych lasów Amazonii. Pył diamentowy – subtelnie rozdrobiony pył z najcenniejszego na świecie kamienia szlachetnego nadaje włosom przepiękny, skrzący się blask i moc. Olej Babassu - wytłaczany z orzeszków palmy Oringya Cohune. Polecany szczególnie do kosmetyków, które mają nawilżać, wzmacniać i zmiękczać włosy. Zawiera około 70% lipidów, w tym dużą zawartością kwasu laurynowego i mirystynowego. Olej babassu wnika w strukturę włosa i wygładza go, ułatwia rozczesywanie i zabezpiecza przed rozdwajaniem końcówek. Olej Pequi – pozyskiwany z nasion brazylijskiego owocu Caryocar Brasiliense, pomaga w utrzymaniu wilgoci i będąc bogatym w antyoksydanty pomaga w zachowaniu dobrej kondycji włosa, jego koloru, połysku i gładkości. Ponadto, dzięki swoim właściwościom, przeciwdziała mierzwieniu się włosów, co pozwala na utrzymanie ich pięknego i zdrowego wyglądu.


Tyle, jeśli chodzi o opisy, rodzaje głównych składników i teorię. Pora na moje własne odczucia odnośnie oleo-kremu do włosów Biowax gold. :-)


Kiedy dawno temu rozpoczynałam swoją przygodę z pielęgnacją włosową, natrafiłam na temat traktujący o kremowaniu włosów. Polegało ono na wybraniu kremu do ciała, czy też rąk i nałożeniu go na włosy jak oleju czy maski. Niestety eksperyment ten nie sprawdził się u mnie- włosy były obciążone, musiałam je umyć po kremowaniu trzykrotnie, żeby doszły do akceptowalnego stanu. Czytając o nowości Biowax trochę obawiałam się tego samego, jednak na szczęście okazało się, że strach ma wielkie oczy. ;-)


Produkt zamknięty jest w eleganckiej, wygodnej tubce - design mi się podoba. Stał się już zresztą w moim mniemaniu bardzo charakterystyczny dla marki Biowax. Oleo krem możemy stosować na dwa sposoby, co jest fajnym plusem- każdy może wybrać opcję, która bardziej pasuje do jego preferencji czy też rodzaju włosów. Pierwsza metoda to nałożenie oleo-kremu na włosy zaraz po umyciu, kiedy są jeszcze wilgotne (tą metodę preferuję ja- na włosy nakładam maskę, potem myję je szamponem, następnie nakładam odżwykę, spłukuję i po tym nakładam odrobinę kremu, skupiając się na końcówkach i rozczesując włosy rozprowadzam lekko krem ku górze). Druga metoda polega na nałożenie produktu już na włosy wysuszone. Oczywiście można je potem na przykład dodatkowo wymodelować. Konsystencja produktu podoba mi się- jest jak bardzo, bardzo lekki krem na dzień i przyjemnie nakłada się na włosy. Zapach, jak to u Biowax'ów, ładny, spokojnie mogłabym używać takiej mgiełki do ciała lub perfum.


No i wreszcie o działaniu- myślę, że produkt będzie bardzo wydajny, ponieważ na moje długie włosy (do zapięcia stanika) starczyło wmasować ilość podobną do małej łyżeczki. Oleo-krem łatwo rozprowadza się na włosach. Mały minusik za to, iż schną z nim odrobinę dłużej, jednak mnie, która zawsze prawie pozwala włosom naturalnie wyschnąć nie bardzo to przeszkadza. Włosy są ślicznie nabłyszczone, lekkie, wyglądają na zdrowsze. Fajnie odbijają światło. Największe zaskoczenie jednak przyniósł mi widok końcówek, które pomimo rozległej pielęgnacji należą do bardzo upartego elementu moich włosów i wciąż się jakoś rozdwajają- nie zostały one magicznie sklejone, jednak nie wyglądają na ani odrobinę suche, zniszczone czy rozgałęzione. Duży plus. Nie ma też żadnego puszenia się włosów. Mogę spokojnie stwierdzić, że lepiej się sprawdził jako preparat zabezpieczająco-wygładzający po myciu niż nie jedno serum, czy też olejek. O składzie powiem, że bardzo mi się podoba- rzeczywiście są w nim wszystkie obiecane składniki (wierzcie mi, czasem wcale tak nie jest, mimo wielkiego napisu na opakowaniu), nie ma szkodliwych alkoholi, zapach jest na dalekim miejscu w składzie. Uczciwie. ;-)


O czym należy pamiętać? Niezależnie od wybranej metody nakładania nie należy przesadzać z ilością nakładania preparatu. W końcu to krem, w dodatku z zawartością olejku i mimo tego, że naprawdę go sobie chwalę- jak wszystko w nadmiarze, przynosi efekt gorszy od zamierzonego: w tym wypadku w postaci sklejonych, smętnie zwisających strąków. ;-)

Reasumując, polecam. Przede wszystkim posiadaczkom włosów potrzebujących blasku, nawilżenia, regeneracji, ale i takim, które po prostu chcą cieszyć się zdrowym wyglądem włosów bez większego wysiłku. 

Produkt znajdziecie w Rossmanie w cenie 17,90/125 ml.
Zaciekawieni?
xoxo
11:52:00 8 comments
W kolejnym poście chcę Wam pokazać dwie nowości, o których niebawem przeczytacie całą recenzję. Jak doskonale chyba już zdążyliście się przekonać, na punkcie włosowej pielęgnacji mam niemalże świra. ;-) Moja włosowa półka (ha, a żeby to jedna) dosłownie pęka już w szwach.

Cóż tym razem do niej dobyło? 




Maska Floslek jest produktem specjalistycznym z jednej z dwóch nowych linii ich kosmetyków do włosów (druga wspomaga walkę z wypadaniem włosów). Produkt jest w poręcznej tubie, zapach całkiem przyjemny. Jak na razie o działaniu się nie wypowiem, ponieważ użyłam jej dopiero raz. W składzie keratyna, czyli moja ulubiona włosowa proteina, stanowiąca zresztą główny budulec włosa, fucogel, czyli jeden z najlepszych nawilżaczy (humektantów), olej arganowy- chyba ulubiony olej wszystkich włosomaniaczek, naturalny aktywny wzmacniacz, czyli żeń-szeń oraz olej morelowy, który kiedyś miałam już przyjemność testować jako główny składnik odżywki i z którego to działania byłam bardzo zadowolona. Mam nadzieję, iż ta skoncentrowana maska sprawi, iż moje włosy będą jeszcze piękniejsze. Zamierzam też położyć ją na włosy na dłużej przed myciem- nie tylko na moment po myciu.

Drugi produkt to odżywka regenerująca maski, którą znają chyba wszyscy- mowa tu o L'biotica. Sama zresztą markę tę uwielbiam. Cieszę się z tego, iż będę mogła przetestować profesjonalną serię ich produktów. Producent obiecuje natychmiastową regenerację włosów osłabionych ze skłonnością do wypadania. W składzie znajdziemy trochę silikonów, keratynę oraz różnego rodzaju olejki- olej ekologiczny z róży, olejek rozmarynowy oraz olej słonecznikowy. Mam nadzieję, iż ta mieszanka nie tylko wygładzi moje włosy, ale i sprawi, że będą zdrowsze- nie tylko wizualnie.

Cóż więc, nic tylko testować. O powyższych włosowych dobrociach szersze recenzje już niebawem.
xoxo

Kosmetyki otrzymałam dzięki uprzejmości alejakobiet.pl. 
14:43:00 1 comments

W tym poście przedstawię Wam moich nowych przyjaciół. 
Od dawna bowiem interesuję się pielęgnacją włosów, również i naturalną pielęgnacją, nigdy nie próbowałam jednak stworzyć własnych kosmetyków- zawsze wybierałam te gotowe, ewentualnie je mieszając (np. dodanie oleju do maski, co właściwie nie jest żadną filozofią- no, może tyle to ile czego do czego i co z czym połączyć- ale tu wystarczy znać swoje włosowe preferencje). 

Tym razem postawiłam jednak na coś zupełnie innego- półprodukty. Chcę nie tylko ulepszać nimi ulubione maski do włosów, ale i stworzyć własną mgiełkę i serum. Wybór padł na sklep, którego logo widzicie poniżej i zapewne dobrze znacie- z najszerszym chyba wyborem półproduktów i bardzo korzystnymi cenami. 


Co znalazło się w moim koszyku? Wybrałam takie produkty, które zawsze chciałam przetestować, ale i takie, które moje włosy uwielbiają dostarczane przez maski czy odżywki. A oto moje nowości: 


Kolagen roślinny- należy do kategorii protein, dlatego na pewno nie będę przesadzać z częstotliwością stosowania. Bardzo dobrze jednak od czasu do czasu działa na moje włosy zawarty w niewielkiej ilości w odżywce, w związku z czym postanowiłam przekonać się jak zadziała jako półprodukt.
Gliceryna roślinna- świetnie nawilżający humektant. Uwaga, jest jednak bardzo tłusty, dlatego należy uważać z ilością. Cóż... w końcu ma działanie głównie natłuszczający.
Active aloe- koncentrat żelu aloesowego, czyli bardzo skoncentrowany aloes. Konsystencja jest proszkowana, jednak w niczym nie przeszkadza to na przykład wymieszać go z maską. Aloes zaliczamy do grupy humektantów, czyli tak zwanych nawilżaczy. Zdecydowanie należy on do moich ulubionych, zaraz po miodzie.

Mleczko migdałowe- przyznam się szczerze, że kompletny strzał w ciemno... i póki co już powiedzieć mogę, że strzał w dziesiątkę. To z kolei kategoria emolientów, które moje włosy również uwielbiają. 
Dalej Panthenol 75% - witamina b5, 
Kompleks silikonowy- jak dla mnie silikony niezbędne są w każdym olejku czy serum do włosów, które służy nam do zabezpieczania końcówek już po myciu. W niewielkiej ilości ich działanie jest wręcz konieczne- chronią przed urazami mechanicznymi włosa, utrzymują go w dobrej kondycji, bez narażenia na rozdwojenia. Do swojego serum wybrałam więc cały kompleks.


 Wersenian dwusodowy to nic innego jak koncentrat- należy bowiem pamiętać, że bez niego własnoręcznie wykonane sera, mgiełki, czy też inne kosmetyki nie przetrwają zazwyczaj więcej, niż kilku dni.

Cóż, nowości przedstawione- teraz pora na testy. Nad przepisem na mgiełkę i serum jeszcze myślę, ale już mogę Wam powiedzieć, jak przebiegł mój inny, pierwszy z półproduktami test. Wczoraj nałożyłam na włosy emolientową maskę Kallos multiwitamina na około półtorej godziny. Dodałam do niej odrobinę aloesu, mleczka migdałowego oraz panthenolu. Efekt? Gładkie, lejące się, błyszczące i wyglądająco zdrowo włosy. Cóż, wychodzi na to, iż kluczem do pielęgnacji włosów jest nie tylko dobór odpowiednich kosmetyków, ale i wzmocnienie ich ekstra dodatkami. Jestem pewna, że półprodukty pozostaną ze mną na dłużej. Jeszcze o nich usłyszycie. ;-)

Produkty do testowania wybrałam samodzielnie dzięki uprzejmości firmy MAZIDŁA.

xoxo
14:13:00 No comments
Witajcie Kochani.
Starsi fani na pewno pamiętają posty z serii okiem Julii- trochę na poważnie, bardziej na prześmiewczo. Dzisiaj coś dla panów- jak żyć pod jednym dachem z włosomaniaczką i nie zwariować- czyli dekalog zachowań i najczęściej spotykanych sytuacji (większości doświadczył również mój TŻ). ;)


1. Nigdy bez pytania nie pij czegokolwiek, co stoi w kuchni.
Szczególnie, jeśli jest w szklance i ma podejrzanie podobny wygląd do dobrze znanego Ci napoju. Unikniesz wówczas na ten przykład rozczarowania ohydnym smakiem zaparzającej się wcierki z kozieradki, która wygląda identycznie jak rosół. Niestety, identycznie nie smakuje.

2. Jeśli olej stoi w łazience...
znaczy to, że olej ma stać w łazience i nie masz z uporem maniaka przenosić go do kuchni. A już Cię ręka Boska niech broni przed usmażeniem na nim schabowych. Nie dość, że smak może odbiegać od pożądanego to jeszcze może się okazać, że zużyłeś olej, który wcale do tanich nie należy.

3. Omijaj zakupy.
Nigdy, przenigdy nie wybieraj się ze swoją włosomaniaczką do drogerii. Unikniesz analizowania składu każdego kosmetyku, podskakiwania w euforii, bo ulubiony szampon jest w promocji i dźwigania koszyka z czterema odżywkami, dwoma olejkami, trzema mgiełkami i czterema szamponami. Ano i rozmyślań o tym po co jej tyle tego, skoro Ty używasz jednego szamponu dopóty, dopóki się nie skończy. Plus, zaoszczędzisz godzinę- na wizycie w jednym sklepie.

4. Nigdy nie pytaj, co właśnie nałożyła na włosy.
Unikniesz w ten sposób informacji, które wcale nie są Ci potrzebne, definicji o emolientach, humekantach czy proteinach, ich łączeniu oraz tygodniowym zapotrzebowaniu jej włosów na nie. I, gwarantuję Ci, nie tylko.

5. Nie przestawiaj kosmetyków.
Jeśli kosmetyki do włosów są ustawione w kolejności, absolutnie ich nie przestawiaj. Nie dostawiaj też na półkach absolutnie niczego swojego. W ogóle nie dotykaj i uznaj te półki za święte. Ominą Cię wówczas 'latające cholery' i narzekanie na to, że przez ten Twój jeden szampon znowu nie ma miejsca na swoje kosmetyki, a właśnie kupiła dziesiątą odżywkę. Uśmiechnij się i znajdź na swój szampon miejsce- inne miejsce.

6. Nigdy nie komentuj oleju na włosach.
Jeśli Twoja dziewczyna olejuje włosy- po prostu chce, by były ładne. Musisz z uśmiechem przecierpieć. Jeśli oszczędza Ci owego widoku i nosi turban- nie smiej się, tylko bądź wdzięczny, że nie musisz oglądać włosów rodem z 'nie myłam ich dwa tygodnie'.

7. Nie pytaj na jaki kolor farbuje włosy.
W najgorszym przypadku usłyszysz 4.0 plu 4.7 na 3% oxy, co i tak Ci nic nie powie, w najlepszym ciemny głęboki nasycony fioletowy brąz, co pewnie będzie jawić Ci się jako Buka, a tak właściwie... Pewnie i tak nie zauważysz różnicy pomiędzy nowym kolorem a poprzednim.

8. Nie kupuj jej kosmetyków do włosów.
No chyba, że dostaniesz szczegółową instrukcję (czytaj nazwę, kolor i wielkość opakowania oraz najlepiej cenę). Oszczędzisz jej zakłopotanego uśmiechu i rozważania co też może z tym szamponem zrobić, bo przecież totalnie się dla jej włosów nie nadaje. ;)

9. Pociesz.
Jeśli narzeka, że jej włosy są ostatnio suche i zniszczone i tak je komplementuj. Przykład (mojego kochanego faceta) : 'piękne masz te włosy, takie szorstkie, jak len...'. Widać, że to było szczere! Cóż- i jak tu ich nie kochać? 

10. Co do odrostów...
Nigdy nie mów, że ma widoczne odrosty (jakbyś już je jakimś cudem zauważył). Za to, jeśli sama mówi- 'zobacz ile mi już włosy urosły, całe 2 cm w miesiąc!'- natychmiast zareaguj bardzo entuzjastycznie. W końcu te długie, piękne, wymarzone włosy chce też mieć dla Ciebie.

Jak się Wam podobał post? Coś byście dodali?
xoxo
17:55:00 6 comments
Hej Kochani.
Dzisiaj witam się z Wami postem na temat masek, o których słyszał chyba każdy. Chodzi oczywiście o maski Kallos. Osobiście przetestowałam wszystkie- bardzo je lubię, szczególnie niektóre. Niestety pojawiło się kilka, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. Można sobie jednak na testy pozwolić, gdyż litrowe opakowanie dostaniemy stacjonarnie (niektóre drogerie, Hebe, Drogerie Natura) w cenie do 14 zł, a poprzez allegro już za niecałe 9 zł nawet. Ja maski Kallos najczęściej kupuję stacjonarnie (znalazłam w swoim mieście cudowny sklep, bądź zamawiam w swojej ulubionej drogerii przy okazji większych zamówień (iperfumy.pl). Co więcej- większość z nich ma naprawdę świetny zapach. 

MASKI KALLOS PROTEINOWE
Sporo z masek Kallos zawiera proteiny. Znajdziecie je pod nazwą hydrolized milk protein, hydrolized wheat protein etc. Choć proteiny hydrolizowane to bardzo małe cząsteczki protein, nieszczególnie lubią się z moimi włosami- a właściwie lubią się, ale maksymalnie dwa razy w tygodniu- i kiedy użyję już proteinowej maski (na nie więcej niż 30 minut) nie używam absolutnie mgiełek czy szamponów z dodatkiem protein. Część proteinowych Kallosów jednak przypadła mi do gustu. Oto wykaz.

1. Kallos Botox (lub Pro-tox, różnią się jedynie nazwą).
Jedna z nowszych masek Kallos, z którymi moje włosy bardzo się polubiły. W składzie oliwa z oliwek, olej kokosowy (tutaj więc ostrożnie z włosami wysokoporowatymi), pantenol, keratyna, kolagen, kwas hialuronowy. Konsystencja kremowa lekka, zapach jak na Kallosy oceniam na w porządku. 

2. Kallos Keratin
Stosowałam ją jakiś czas temu i na moich włosach nie sprawdziła się najlepiej. Przymierzam się jednak do ponownego kupna. W składzie keratyna oraz proteiny mleka. Zapach oceniam na średni.

3. Kallos Silk
Kallos silk na moich włosach również sprawdził się średnio. W składzie oliwa z oliwek oraz proteiny z jedwabiu. Ostatnio przypomniałam sobie, że mam do zużycia jeszcze szampon - i choć większość szamponów mają beznadziejną, ten jest całkiem całkiem. Zapach oceniam jako ok.

4. Kallos Latte
Mój zdecydowany ulubieniec, jeśli chodzi o proteinowe Kallosy. Przepiękny mleczny zapach oraz gładkie, lejące się włosy. W składzie proteiny mleka, których o dziwo moje włosy zazwyczaj nie lubią.

5. Kallos Milk
W składzie proteiny mleczne. Z maską całkiem się polubiliśmy. Zapach określam jako ładny.

6. Kallos Chocolate

Jak dla mnie najgorsza z masek Kallosa. Mdły zapach czekoladopodobnego budyniu, włosy nie do rozczesania, dużo gorzej wyglądające niż przed aplikacją maski. Duże nie. W składzie ekstrakt kakao, keratyna, proteiny mleczne.

7. Kallos Jasmine
Zapach całkiem w porządku, natomiast działanie takie nijakie. W składzie proteiny mleka.

8. Kallos Vanilla


Duży plus za prześliczny zapach, lubiłam również szampon z tej serii. Całkiem całkiem! W składzie proteiny mleka. 

9. Kallos Placenta
Zapach w porządku, z maską całkiem dobrze mi się współpracowało. Włosy po niej były przyjemnie wygładzone i odżywione. W składzie ekstrakt z bambusa, ekstrakt z pędów pszenicy.

I to już koniec, jeśli chodzi o proteinowe Kallosy. Gdybym miała wybrać ulubioną trójkę, pierwsza byłaby latte, druga botox oraz trzecia milk.
Maski proteinowe sprawdzą się na każdych włosach (szczególnie te z keratyną), jednak włosy wysokoporowate najczęściej proteiny lubią w małych ilościach (raz w tygodniu), dlatego trzeba uważać z częstotliwością ich stosowania, coby nie przeproteinować włosów. Najlepiej stosować je naprzemiennie, np. z maską emolientową.

MASKI KALLOS HUMEKANTOWE
I tutaj moje wielkie odkrycie- humekantowe maski Kallos niestety są tylko dwie, jednak należą do moich ulubieńców! Służą moim włosom nadzwyczajnie. Humekanty są substancjami, które nawilżają włosy. Niestety w niektóre dni ich nadmiar może spuszyć włosy (szczególnie kręcone lub falowane), w zależności od punktu rosy (wilgotności powietrza). 

1. Kallos Aloe
Tak, tak i jeszcze raz tak. Moje włosy po niej wyglądają na nawilżone, dociążone i zwyczajnie zdrowe. Zapach przyjemny. W składzie aloes.

2. Kallos Honey
Bardzo ją lubię- za przyjemny zapach i za działanie. W składzie miód, który nakładam również solo i który świetnie nawilża włosy. Minus za to, iż jest dostępny tylko w wersji 250ml. 

Obie śmiało mogę polecić. :-)


MASKI KALLOS EMOLIENTOWE
Emolienty również świetnie sprawdzają się na moich włosach, więc tutaj znaczną większość pochwalę. Do emolientów zaliczają się wszelkiego rodzaju oleje, odżywiacze, wygładzacze. Sprawdzą się na każdych włosach!

1. Kallos Blueberry
Nie zaliczam jej do swoich ulubieńców, aczkolwiek dobrze spisywała się na moich włosach. Nigdy nie miałam problemów z rozczesaniem, włosy były lekkie, gładkie i wygładzone. W składzie olej awokado, ekstrakt z czarnej jagody.

2. Kallos Cherry

Ode mnie duże tak- za prześliczny zapach, delikatną konsystencję i dobry wpływ na włosy (pisząc przy maskach o dobrym wpływie na włosy mam na myśli ich nawilżenie, wygładzenie, nabłyszczenie, zdrowy wygląd i brak problemów z rozczesaniem). W składzie olej z pestek wiśni, witaminy.

3. Kallos Banana
Naprawdę czasami miałam ochotę ją zjeść :D. Nie dość, iż dobrze wpływała na włosy to jeszcze zapach ma obłędny. Duże, duże, duże tak. W składzie oliwa z oliwek, ekstrakt z banana, witaminy.

4. Kallos Multivitamin
Maska, którą zakupiłam ostatnio i już zdecydowanie mogę powiedzieć, iż jest naprawdę świetna. Zapach ładny! W składzie olej awokado, żeń-szeń, cytrusy, witaminy.

5. Kallos Caviar
Tą maskę również kupiłam niedawno, jednak póki co nie polubiłyśmy się. Zapach mi się niestety nie podoba, działanie na włosy również póki co bez szału. 

6. Kallos Color
Kiedyś podeszłam do niej dość negatywnie, mimo dobrego zapachu. Zamierzam jednak kupić ją ponownie, ponieważ od czasu jej stosowania preferencje moich włosów zdecydowanie się zmieniły. W składzie olej lniany. (Polecana do włosów farbowanych.)

7. Kallos Omega

Z tą maską również bardzo się polubiłam, w związku z korzystnym działaniem na włosy. Zapach ładny! W składzie olej makadamia, olej z ogórecznika lekarskiego.

8. Kallos Algae - MÓJ NUMER JEDEN
No i przyszła pora na moją ukochaną maskę, która zapachem urzekła mnie tylko częściowo, jednak działaniem kupiła moje serducho całkowicie. Włosy po niej były zawsze niczym błyszcząca tafla. Każdemu gorąco polecam. W składzie algi, oliwa z oliwek.

9. Kallos Carota
Oj nie polubiliśmy się... Nie była aż tak zła jak czekoladowa, ale działanie na włosach było dokładnie... żadne. Zapach również na nie. W składzie olej lniany, olej z marchwi.

10. Kallos Frutta
Tutaj zapach przeciętny, ale z nijakim działaniem również się nie zaprzyjaźniłam. Ot, taka odżywka. W składzie wyciągi z owoców. Również minus za dostępność tylko w opakowaniu 250 ml.

11. Kallos Argan (to właściwie maska humekantowo-proteinowa)
Z tą maską również się nie polubiłam, bardzo nijakie działanie na włosy, raczej negatywne, niż nawet nijakie... A już szampon do włosów z tej serii to tragedia niestety. Zapach bardzo ładny. W składzie olej arganowy, proteiny mleka.

Gdybym miała wybrać moje humekantowe trio, pierwsza byłaby oczywiście algae, druga omega, trzecia banana.


DODATKI
Maski Kallos często warto wzbogacić- ja kładę je pod olej, dodaję do nie oleju (do olejowania włosów, np. lnianego, arganowego, oliwy z oliwek, winogronowego, dodaję aloes, miód, czy też płynną keratynę. Do olejowania zawsze się sprawdzą- a co do składników, warto wybrać te, które służą naszym włosom.

ZASTOSOWANIE
Stosuję je codziennie praktycznie na trzy różne sposoby- nakładam je przed myciem na 2-4h (solo, z olejem lub dodatkami), nakładam je przed myciem na kwadrans lub też nakładam je po myciu jako odżywkę na 5 minut (tu akurat efekt znikomy). Zawsze mam na stanie kilka rodzajów, żeby stosować je naprzemiennie. Ani się włosy nie przyzwyczają, ani nic złego im się nie stanie.

Mam nadzieję, że post Wam się podobał i był dla Was przydatny.
Jaki Kallos jest Waszym ulubioym?
xoxo

19:28:00 8 comments
Hej Kochani.

Dzisiaj witam się z Wami miłą informacją. :) Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na mikołajkowy lub też świąteczny prezent- Drogeria Natura przygotowała dla nas kilka ciekawych, kolorowych propozycji.
W regularnej sprzedaży dostępnych jest już 5 kompozycji produktowych marki KOBO Professional, a w nich wysokiej jakości kosmetyki do makijażu twarzy, pielęgnacji i malowania paznokci. Gotowy zestaw to idealny pomysł na gwiazdkowy prezent dla każdej kobiety, który pozwoli zaoszczędzić czas spędzony na poszukiwaniach pojedynczych produktów. Świąteczne zestawy w Drogeriach Natura będą dostępne do końca grudnia 2015 r.

A cóż dokładniej znajdziecie w ofercie?

Zestaw do stylizacji brwi i konturowania oczu
Cena promocyjna 26,99 zł (regularna 32,99 zł)

KOBO PROFESSIONAL EYEBROW STYLIST SET
Profesjonalny zestaw do stylizacji brwi, zawiera dwa cienie do brwi oraz jeden cień rozjaśniający. Nadaje im idealny wygląd, podkreślając kształt i kolor. W zestawie znajdują się aplikator oraz lusterko.
Waga 7 g. Cena 19,99 zł.

KOBO PROFESSIONAL LONG LASTING EYE LINER
Konturówka do oczu o wodoodpornej formule z witaminą E i woskiem pszczelim. Miękki sztyft doskonale obrysowuje kontur oka. Funkcjonalne opakowanie zawiera temperówkę w kolorowej końcówce, która ułatwi codzienne użytkowanie.
Diamentowy lakier nawierzchniowy z filtrem UV. Nakładany na pomalowany paznokieć, który chroni kolor przed blednięciem. Daje długotrwały połysk, przedłuża trwałość lakieru, tworzy elastyczną 
i wytrzymałą powłokę. Zawiera prawdziwy diament w proszku.
Bazowy utwardzacz diamentowy - znakomity podkład pod lakier. Zwiększa przyczepność lakieru do paznokcia, wydłuża jego trwałość, wzmacnia i chroni paznokcie. Zawiera prawdziwy diament 
w proszku.
Trwały lakier do paznokci nadający wysoki połysk. Dzięki składnikowi Eusolex kolor 
nie blaknie, a dodatek specjalnego żelu tworzy elastyczną i odporną na pękanie powłokę 
na paznokciu. Wyposażony jest w szeroki pędzelek ułatwiający aplikację. Nie zawiera szkodliwych składników, takich jak toluen i formaldehyd.
Jednolity koloryt i maksymalne wygładzenie. Tonująca baza wnika w skórę czyniąc ją jedwabiście miękką i gładką. Technologia fotograficznego rozmycia BLUR rozprasza światło i sprawia,
że zmarszczki i rozszerzone pory stają się mniej widoczne,
a pieprzyki i drobne zaczerwieniania wizualnie się rozmywają. Można stosować pod podkład lub samodzielnie.
Kremowa formuła zapewnia naturalny efekt, a szczoteczka maksymalne rozdzielenie i uniesienie rzęs. Dzięki zawartości specjalnie dobranych polimerów rzęsy są wyraźnie pogrubione
i wydłużone oraz pozostają elastyczne.
Trwały, wydajny eyeliner w mazaku, który nie rozmazuje się na powiekach. Funkcjonalne opakowanie zapewnia precyzyjną aplikację i intensywną kreskę. Bogata formuła zawierająca
d-panthenol zapobiega wysuszaniu naskórka wokół oczu.
Trwały lakier nadający wysoki połysk. Dzięki składnikowi Eusolex, kolor nie blaknie, a dodatek specjalnego żelu tworzy elastyczną
i odporną na pękanie powłokę na paznokciu. Nie zawiera toluenu
i formaldehydu. Posiada szeroki pędzelek ułatwiający aplikację.
Kremowa formuła tuszu zapewnia naturalny efekt, a szczoteczka maksymalne rozdzielenie i uniesienie rzęs. Dzięki zawartości specjalnie dobranych polimerów rzęsy są wyraźnie pogrubione
i wydłużone, pozostając elastycznymi.

Waga 0,2 g. Cena 12,99 zł.


Zestaw do manicure - baza pod lakier, top coat i 4 lakiery do paznokci
Cena promocyjna 36,99 zł (regularna 59,99 zł)

KOBO PROFESSIONAL TOPCOAT
Pojemność 7,5 ml. Cena 9,99 zł.

KOBO PROFESSIONAL BASE COAT
Pojemność 7,5 ml. Cena 9,99 zł.

KOBO PROFESSIONAL COLOUR TRENDS
Pojemność 7,5 ml. Cena 9,99 zł.
Dostępne kolory:
12 LISBOA,
17 PARIS,
20 MEXICO,
50 NIGHT AND THE CITY


Zestaw modelujący - korektor i baza tonująca
Cena promocyjna 26,99 zł (regularna 36,99 zł)

KOBO PROFESSIONAL MODELING ILLUMINATOR with Tens’upTM
Pozwala na idealne wymodelowanie i podkreślenie wybranych partii twarzy. Rozświetla skórę sprawiając, że wygląda ona świeżo i promiennie. Perfekcyjnie maskuje oznaki zmęczenia, cienie pod oczami oraz drobne zmarszczki i linie. Zapewnia szybką i łatwą aplikację.
Odcień 101.
Pojemność 7 ml. Cena 16,99 zł.

KOBO PROFESSIONAL BLUR MAKE-UP PRIMER matt&toning
Pojemność 20 ml. Cena 19,99 zł.



Zestaw do makijażu oczu: tusz pogrubiająco-wydłużający i eyeliner
Cena promocyjna 26,99 zł (regularna 36,99 zł)

KOBO PROFESSIONAL GLAM LASHES MASCARA
Pojemność 11 ml. Cena 18,99 zł.

KOBO PROFESSIONAL PRECISE PEN EYELINER
Pojemność 0,7 ml. Cena 17,99 zł.



Zestaw do makijażu - pomadka do ust w kredce, lakier do paznokci i maskara pogrubiająco-wydłużająca rzęsy
Cena promocyjna 26,99 zł (regularna 41,99 zł)

KOBO PROFESSIONAL FASHION COLOR SHINE & CARE LIPSTICK
Produkt łączący zalety błyszczyka i pomadki. Dzięki zawartości masła Shea i witaminy E pielęgnuje usta, nadaje im piękny kolor i subtelny połysk. Jest wygodna w aplikacji.
Waga 3 g. Cena 12,99 zł.
Kolor: 202 Natural

KOBO PROFESSIONAL COLOUR TRENDS
Pojemność 7,5 ml. Cena 9,99 zł.
Kolor: 14 TORONTO

KOBO PROFESSIONAL GLAM LASHES MASCARA
Pojemność 11 ml. Cena 18,99 zł.


Czy któryś z zestawów ucieszyłby Was jako mikołajkowy prezent?
xoxo






17:46:00 36 comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (80)
    • ▼  cze (9)
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates