„Pochylałyśmy się nad zdjęciami i wtedy zaczynała się historia. Nasza historia. Mama potrafiła pięknie opowiadać, przez co fotografie, które przechodziły przez nasze ręce, ożywały, nabierały odpowiednich faktur, kształtów, a nawet zapachów.”
Jakże pięknie mylący bywa czasem tytuł książki – sugerujący romans z motywem sportowym, a tak naprawdę skrywający za sobą pełną wartości opowieść obyczajową o istotności wytrwałości, sile w dążeniu do spełniania własnych marzeń oraz tym, że choć czasem przeznaczenie chadza krętymi ścieżkami, zawsze w końcu nas dosięgnie. (W zupełnym nawiasie, ta powieść jest idealnym prezentem na obchodzony dzisiaj Dzień Matki!♥) „Miłość i rękawice bokserskie” urzekają językową zwinnością i doskonale odmalowanym tłem Polski z czasów PRL-u. Szarych, choć tak bardzo barwnych, jeśli ktoś wyjątkowy będzie dzielił je z Tobą. Smutnych, chociaż wartych zapamiętania, jeżeli znajdziesz w nich tę jedną, jedyną osobę. Odmiennych od obecnych, jednak równie magicznych – bo niezależnie od fragmentu naszej historii, zawsze możesz być kimś przez duże K. Twórczość Ewy Pruchnik czaruje wzruszeniami, budzi podziw niezłomnością bohaterów i okazuje się lekturą, o której powinno być zdecydowanie głośniej. Przynajmniej tak jak podczas meczu bokserskiego, w trakcie którego ścierają się ze sobą siły dwóch najpopularniejszych w kraju przeciwników.
.jpg)
