„Fantazjowanie o zabiciu to jedno – a rzeczywistość, coś zupełnie innego.”
Chętnie obdarłabym Cię ze skóry – takie myśli krążą mi czasem po głowie, kiedy przypominam sobie wszystko, co straciłam przez Twoją rodzinę. Używając zawsze idealnie wyczyszczonej, perfekcyjnie ostrej brzytwy, będącej jedyną pamiątką po moim ojcu, oddzielałabym kolejne fragmenty tkanek od kości, odsłaniając Twoją wewnętrzną szpetotę. Jedno pociągnięcie narzędziem, drugie, trzecie. Bynajmniej nie nerwowe ruchy… wszakże każdy z nich wizualizowałam sobie niewyobrażalną ilość razy. Klinga porusza się za sprawą moich wyćwiczonych nadgarstków niczym pędzel w dłoni mistrza malarstwa. Na jego podobieństwo, właśnie tworzę własne płótno – nasączone wszystkimi odcieniami szkarłatu. Krew, piękna czerwona krew, której artystyczne maziaje mogłyby być najlepszą w życiu zagwozdką dla każdego technika kryminalistyki. Niepowtarzalnym dziełem, kryjącym w sobie sekret mojego artyzmu. Nie będzie mu jednak dane go podziwiać – kiedy tylko skończę swoje największe, najwznioślejsze i najbardziej wyczekiwane malowidło, które postanowiłam zatytułować „Oblicza zemsty”, usunę wszelkie ślady swojej działalności. Kolejny raz oczyszczę brzytwę, chowając ją blisko serca – wszakże jest mi najdroższa. Pozbędę się resztek zwłok tak skutecznie, że nikt nigdy nie trafi na mój ślad. Arcyinteligentna seryjna morderczyni nie pozostawia po sobie żadnych wskazówek, choć… trochę szkoda, że jej zbrodnie przypisywane są anonimowemu „brzytwiarzowi”. Ten medialny przydomek nijak nie oddaje całości kunsztu moich działań. Jeśli zmieniłabym wciąż brzmiący w słuchawkach stary, dobry polski rock na inny rodzaj muzyki, mogłabym rapować za Kartky’m: „ja jestem artystą, a nie pociechą dla plebsu / nie przetrwałbyś doby, gdybyś był na moim miejscu”. Dwa wersy i tak wiele prawdy o całej mnie… Wykwintnej zabójczyni. Profesjonalnej eskortki. Psychopatki, której nadrzędnym celem jest zemsta. Na razie jedynie snuję o niej niezliczone fantazje, ale już niedługo… niedługo wszystko się dopełni, obiecuję.

