Jeżeli Paulina Cedlerska przykuła uwagę czytelników mistrzowsko podaną fabułą “Lalkarza”, można z całą mocą stwierdzić, że najnowszym thrillerem “Ciało obce” udało się jej ich zahipnotyzować. Akcja dziejąca się na oprószonych śniegiem mazurskich, bezludnych terenach i bohaterowie, spośród których każdy ma mnóstwo do ukrycia, nie wymagają stu procent skupienia – po prostu same je pochłaniają. Mroczna narracja “wcześniej” krzyżuje się z jeszcze posępniejszą z “teraz”, a ich połączenie sprawia, iż czytający traci oddech i zmysły, myląc kolejne tropy w próbie rozwiązania zagadki kryminalnej, która finalnie i tak okazuje się w pełni nieprzewidywalna. Pióro Autorki dojrzało, ewoluowało i wzniosło się na jeszcze wyższy poziom, co widać z każdą kolejną przewróconą stroną jej najnowszej powieści; książki o tym, że choćby nie wiem jak człowiek się starał i jak wiele chciałby poświęcić, by odmienić przeszłe wydarzenia – nigdy mu się to nie uda. Przeżycie po raz wtóry minionego elementu, składającego się na obecne życie, jest zwyczajnie niemożliwe, zaś tkwiąc cały czas w historii można jedynie zaprzepaścić teraźniejszość i... stracić z nią łączność w tak dużym stopniu, że powrót do niej okaże się niewykonalny.
“Nie można wrócić do przeszłości. Czas biegnie, wokół nas dzieją się rzeczy, które nas zmieniają. Poprzednie wersje po prostu znikają, zastępowane przez nowe, a my możemy je jedynie wspominać. Jak tych, którzy odeszli.”
Musisz uciekać. Przed sobą, dokonanymi czynami, podjętymi wyborami i ścigającymi Cię demonami. Opuszczasz krakowskie mieszkanie, próbując oddzielić przeszłość grubą i wyraźną kreską. Akurat tak się złożyło, że chyba wszechświat nareszcie postanowił wykonać mały ukłon w Waszą stronę - Twój mąż odziedziczył po nieznanej Ci ciotce dom na mazurskim odludziu; co prawda w stanie do remontu, ale jednak odpowiednio oddalony od miejsca, w którym obecnie wytykają Was palcami.

.png.PNG)