• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

 Bezapelacyjny TOP 10! Na liście dziesięciu najlepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku książek, znajdzie się wiele rewelacyjnych propozycji czytelniczych... najprawdopodobniej z “Jak przetrwać swoją śmierć” na czele. W powieści Danielle Valentine odnalazłam wszystko to, czego poszukuję w mrocznych lekturach. Doskonała dynamika, potęgowana odliczaniem do określonej pory (Kopciuszek!) oraz coraz bardziej klaustrofobicznymi opisami, perfekcyjnie eskalującymi napięcie. Konwencja thrillera bazująca na kanwie horrorów, grających na emocjach czytelnika. Nieprzewidywalna, niebanalna fabuła z niesztampowo wykreowanymi bohaterami. Motyw powrotu do przeszłości, odtworzenia minionego dnia ponownie i ukształtowania rzeczywistości inaczej – a więc nawiązanie do wielbionego przeze mnie determinizmu. Wreszcie skojarzenie z ubóstwianym filmem, który widziałam niezliczoną ilość razy: “Klik: I robisz, co chcesz” oraz klimatem najlepszych odcinków serialu “Pretty Little Liars”. Chapeau bas, tak to się robi; sto procent uwagi, ciarki na całym ciele, wstrzymany oddech i następne strony przewracające się jeszcze szybciej, szybciej, szybciej... Whoa! Żałuję, że nie mogę zapomnieć przebiegu tej powieści i poznać go ponownie... i kolejny raz. Zupełnie tak jak Alice usiłuje zmienić otaczający ją świat rodem ze slashera, który... wykreowała sama. Finezja. Fantazja. Mistrzostwo! 

“(...) nieważne, jak wiele razy mogłabym cofnąć się w czasie, i tak stanie się coś, czego będę żałowała.” 

Gdybyś tylko zdecydowała się zostać z przyjaciółmi, podobnymi Tobie introwertykami, w piwnicy i dalej roztrząsać pomysł nagrania podcastu true crime, żadne z późniejszych wydarzeń nie miałoby miejsca, a wynajęte przez popularną dziewczynę ze szkoły pole kukurydzy nie stałoby się miejscem kaźni. Przede wszystkim jednak Twoja siostra by żyła... a może i nie, bo zabójca dopadłby ją tak czy inaczej, jako że było jej to przeznaczone. Chociaż... 

16:25:00 No comments

Dlaczego kobiety tak kochają łobuzów? Jakim cudem ci z mężczyzn, którzy są opiekuńczy i ulegli wobec swoich wybranek, niejednokrotnie są traktowani przez nie „per noga”? Co o tym decyduje? Uwarunkowania społeczne, niewieści atawizm czy prozaiczne, właściwe człowieczej naturze lekceważenie słabszej strony zbudowanej relacji? Od wieków głowią się nad tym całe zastępy analityków, psychologów, poetów, pisarzy i zwykłych przedstawicieli męskiego rodu, próbując udzielić na te ważkie pytania mniej lub bardziej celnych odpowiedzi. Jednak bez wyraźnego i przesądzającego skutku. Jedni wskazują, że kobieta pragnie przede wszystkim bezpieczeństwa, które może jej zapewnić tylko osobnik rzutki, a przez to i nieokrzesany z natury. Taki, któremu nikt „nie podskoczy” i zawsze będzie w stanie dotaszczyć do pieczary upolowanego dinozaura czy innego mamuta. Inni twierdzą, iż „miękki” samiec budzi w białogłowach odrazę jako gorszy i wybrakowany egzemplarz tego jakże przydanego do życia gatunku. Mimo wszystko kobiety wolą bowiem być szyją, która „tylko” kręci głową i najlepiej jak najbardziej umięśnionym torsem, nie mówiąc o innych możliwych do podziwiania przymiotach fizycznych wybranka swojego serca. Tak czy inaczej, dywagacje specjalistów nie zmieniają oczywistego i niezmiennego stanu rzeczy – kobiety często bardziej wolą niegrzecznych chłopców od tych, którzy nieustannie rozpościerają przed ich delikatnymi stópkami czerwony dywan swoich wylewnie okazywanych uczuć. Takich, co to swoją uczciwością i dobrocią potrafią zabić i „zamęczyć” nawet najbardziej gorejący afekt, jaki wzbudził się w duszy pięknej damy.  

„Ona mówiła mu stale, co ma robić. I on, jak ten baran (…) on jej słuchał. Robił, co kazała. Robił wszystko, żeby ją zadowolić, ale (…) Renata, ona ciągle z nosem na kwintę. Księżniczka (…) Chodził jak na pasku, jak ta pacynka. (…) Nie wiem, dlaczego tak go stłamsiła, tak nim pomiatała.” 

10:14:00 No comments

RECENZJA PATRONACKA 👑 

Umiejętne wyważenie proporcji pomiędzy kryminałem a thrillerem nie zalicza się do prostych zabiegów literackich. Często zdarza się, że fabułę powieści dominuje śledztwo, przez co cierpi warstwa emocjonalna. Albo odwrotnie – brakuje odpowiednio rzetelnie odmalowanego tła, kotwiczącego czytelnika w wykreowanej rzeczywistości. Obawa o zachwianie stosunku kryminał/thriller nie istnieje jednak w przypadku wyboru książek Agnieszki Peszek – Autorki, którą można z całą pewnością mianować specjalistką w dziedzinie tworzenia tego rodzaju połączeń. Będący trzecią częścią serii ONA “Je2bnik”, którego miałam przyjemność objąć patronatem medialnym, to kolejny przykład idealnej na jesienny wieczór propozycji czytelniczej, niemożliwej do odłożenia przed poznaniem zakończenia. Dobrze skrojony crossover dynamicznej akcji, wymyślnych i krwawych zagadek kryminalnych, dochodzenia w sprawie psychopatycznych zbrodni, uczuć oddziałujących z przewracanych stron na czytającego oraz porywających rozgrywek pomiędzy nieszablonowo wykreowanymi bohaterami. Wszystko w towarzystwie wisienki na torcie – trzech nietuzinkowych linii narracyjnych, dzięki którym “Je2bnik” jest wielowymiarowy. Czego chcieć więcej?  

“Dokładnie dwa miesiące i dziewięć dni temu komisarz Maksymilian Obrębski nagle zniknął. Czy od tego czasu coś się zmieniło? Czy wypłynęły nowe fakty, które w końcu przybliżą nas do rozwiązania zagadki?” 

Odkąd niepoczytalny chłopak przyznał się do porzucenia żyjącego wówczas komisarza Obrębskiego w bliżej nieokreślonym miejscu, wszelki słuch po nim zaginął. Szeroko zakrojone poszukiwania nie przynoszą absolutnie żadnych rezultatów. Przecież dorosły mężczyzna nie mógł tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu... Ucieczka od życia, tajemnicze zabójstwo, dokonane przez nieznanego sprawcę czy porwanie? Nic nie jest przesądzone... 

17:32:00 No comments

Czyż nie potrzeba geniuszu, aby podsumować zwichrowany sposób postrzegania otoczenia przez oderwanego od rzeczywistości psychopatę jednym celnym zdaniem: “Kiedy ma się prawie trzydzieści lat, nie zna się świata, lecz wierzy w bezgraniczne dobro rodziców, do głowy przychodzą dziwne pytania”? Potrzeba. Alternatywnie można też nazywać się Max Czornyj, być literackim Maestro zbrodni i zaproponować wymagającym czytelnikom, przepadającym za lekturami spod ciemnej gwiazdy, kolejną mrożącą krew w żyłach i dopracowaną w każdym najmniejszym detalu propozycję, stanowiącą udaną próbę wniknięcia w umysł mordercy... a może tylko kogoś, kto widział teraźniejszość w zupełnie innych barwach niż wszyscy. Gdzie przebiega granica między szaleństwem a istotą zła? Co stanie się, jeśli ścieżki tych dwóch niematerialnych bytów przetną się w tym samym punkcie, nomen omen, materializując się w jednej makabresce – lub ich szeregu? Na te pytania odpowiedzi próbuje udzielić Mistrz mroku w swojej najnowszej, opartej na faktach książce, zatytułowanej prosto i przerażająco: “Ed Gein”. Gdyby to imię i nazwisko występowały oddzielnie, z pewnością nie budziłyby grozy ani negatywnych skojarzeń. Postawione obok siebie, równie dobrze mogłyby zostać zastąpione dwoma innymi wyrazami: DIABELSKI KRAWIEC. 

“- Niczego o mnie nie wiecie - szepczę.” 

Pochodzisz z religijnej rodziny, która w kościele bywa kilka razy w tygodniu. Pracującemu w sklepie ojcu, nocami dorabiającemu jako grabarz, zdarza się zgrzeszyć - napatrzywszy się na różne dziwy, czasem zagląda do kieliszka. Matka jawi Ci się zaś jako istota święta, wiodąca w domu prym i zarządzająca familią. To ona od najmłodszych lat wpaja Ci, by nigdy nikomu nie ufać, jako że w ludziach tkwi zło. Dzięki niej wiesz, że najgorsze są kobiety; ladacznice, wodzące mężczyzn na pokuszenie. Robisz wszystko, by przypodobać się jej i Bogu - przecież tak trzeba.

21:39:00 No comments

Uwielbiam w kryminałach bohaterów, którzy wzbudzają moją sympatię - zamiast jedynie prowadzić metodycznie suche śledztwo, dają się poznać z barwnej strony dzięki unikatowej kreacji. Właśnie taki duet zaprezentował Marcel Moss, do którego twórczości wróciłam po dłuższej przerwie spowodowanej rozczarowaniem jedną powieści, w swojej najnowszej książce, będącej piątą częścią cyklu “Echo”. Żałuję, że to nie Sandra i Igi zdominowali fabułę “Przeklętych”, bo bycie częścią ich pełnych uroku i dobrego humoru słownych utarczek zagwarantowało mi nie lada rozrywkę. W kontrze do nich stoi postać siostry zakonnej Felicji, którą można by znienawidzić... Można by – jeśli jej postępowanie, podobnie jak czyny jej zakonnych towarzyszek, byłoby, pomimo fikcji literackiej, wykreowane choć trochę realistycznie. Choć bowiem wymyślony świat rządzi się swoimi prawami i jest właściwie nieograniczony, od niego także wymaga się pierwiastka rzeczywistości. Ku swojemu pozytywnemu zaskoczeniu muszę jednak przyznać, że urlop od “mossowania” dobrze mi zrobił - a najnowsza historia Autora porwała mnie w kilka chwil, zabierając w górską wyprawę i to z rodzaju tych, które lubię najbardziej – bo zimową. Czyż może być lepsze miejsce dla fabuły kryminału niż teren otulonych śniegiem szczytów? 

“Ty, ja, śnieg i mroczne góry. Czy może być lepiej?” 

Odkąd współtworzona z Igim agencja detektywistyczna ECHO osiąga sukces za sukcesem, musisz dbać również o to, za czym nie do końca przepadasz – czyli utrzymanie całej, krążącej wokół Was medialnej otoczki w ryzach. Udzieliwszy kolejnego sztywnego i beznadziejnego wywiadu, który zapewne i tak ostatecznie przybierze zupełnie inny kształt niż oczekiwany, najchętniej spisałabyś ten dzień na straty. Zapewne tak właśnie by się stało, gdyby nie fakt, że klientka zgłosiła się do Ciebie z nietypowym zleceniem... stanowiącym wyzwanie, które kochasz podejmować. 

17:56:00 No comments

 Posiadanie dwóch (lub więcej) twarzy jest immanentną cechą ludzkiego charakteru. Inną prezentujemy w pracy, odmienną w domu czy obecności dzieci. Zmieniamy nasze maski w zależności od sytuacji i związanych z nią okoliczności.  

Doskonale w swoim utworze rapuje o tym grupa Płomień 81: “Dobrze pamiętam wszystkie nieszczere twarze / Fałszywych ludzi ukrytych pod kamuflażem / Kłamstwo z nimi idzie w parze (...) taki przyjaciel to złudne bóstwo / To wielkie oszustwo, a takich ludzi jest mnóstwo.” 

Podobnie jest u roślin. Natura wiele z nich również wyposażyła w cechę dwulicowości. Trzeba przy tym pamiętać, że jest ona znacznie dalej idąca, a konsekwencje jej nierozpoznania o wiele bardziej bolesne niż w przypadku banalnej i powszechnej ludzkiej przywary.   

„Głębie naszych lodówek, spiżarni, apteczek i ogrodów skrywają śmiercionośny sekret. Wystarczy z bliska przyjrzeć się ziarnku kawy, płatkowi chili, makówce, strzępkom pleśni Penicillum, liściowi naparstnicy, grzybkowi halucynogennemu, szczytowi konopi indyjskiej, nasionku gałki muszkatołowej czy komórce drożdży piwnych, aby odnaleźć w nich dawkę trucizny.” 

Bardzo często z pozoru niewinne i wizualnie piękne przedstawicielki flory posiadają ukryte dla oka oblicze z piekła rodem. Tylko znawcy są w stanie je rozpoznać i użyć do swoich celów. Przekonały się o tym całe rzesze mężów, kochanków, spadkodawców, a nawet panujących królów czy książąt. Podawane w odpowiednich ilościach wyciągi z roślin stały się przyczyną gwałtownego zejścia z ziemskiego padołu bardzo wielu z nich. Cóż, posiadanie władzy czy bogactwa ma swoje konsekwencje. 😉 Pewnie niejednokrotnie ofiary mijały źródło swojego nieszczęścia, zachwycając się jego wyglądem i bujnością, nie podejrzewając, jak bardzo jest niebezpieczne. Zaznaczę na wszelki wypadek, że pomimo uderzającego podobieństwa, nie mam na myśli kobiet, a wyłącznie rośliny. Niektóre z nich stanowiły żelazny repertuar w zielniku zręcznego truciciela. 

21:46:00 No comments

RECENZJA PATRONACKA 👑

Jeśli miałbyś przeczytać w tym roku jedną książkę - nie pożałujesz, jeżeli wybierzesz “Kamień tunguski” Krzysztofa Bochusa. To porywająca opowieść nie z tego świata, pełna przygód, akcji i niebezpieczeństwa. Okolona tajemnicami historii, naznaczona pierwiastkiem magii, przenosząca w miejscach i czasie; nieszablonowa literacka podróż, jaką warto przeżyć chociaż raz... choć po nim zawsze zapragnie się więcej - powieściowych wariacji, inteligentnych łamigłówek oraz zwichrowanych rzeczywistości, zastępujących tę obecną. Jak bardzo miałcy bylibyśmy jednak, gdybyśmy nie pragnęli czegoś ponadprzeciętnego?  

“Oczekiwałem filmu przygodowego, a wyszedł krwawy kryminał z elementami horroru.” 

W tle tym razem nie wybrzmiewają dźwięki Taniejewa; nie jest to nawet Chopin. Podczas tej wyprawy, a właściwie wielu geograficznych relokacji, towarzyszy nam Pyotr Ilyich Tchaikovsky – z twórczością pełną uniesień, tęsknot i wzruszeń; tak emocjonalną jak żadna inna i właśnie przeto tak piękną. Gotowy? Jeżeli nie jesteś teraz, możesz nie być już nigdy... 

17:05:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates