Zdaniem starego wyjadacza
mrocznych lektur w mojej postaci, Brytyjczycy od wielu lat pozostają
niekwestionowanymi mistrzami thrillerów. Nie inaczej jest w przypadku Cathryn
Croft, spod której pióra przeczytałam absolutnie każdą opowieść. Tym większa była
moja radość, kiedy dowiedziałam się, iż w Polsce ukaże się kolejna jej książka o
obiecującym tytule „Ostatniej nocy” - i nadzieja na nieodkładalną narrację,
pełną absolutnie nieprzewidywalnych zwrotów akcji, nie okazała się próżna. Za przystającą
do treści okładką w pięknej kolorystyce skrywa się bowiem historia, która złożona
jest z napięć, niedopowiedzeń i niewyobrażalnych w pozornej naiwności,
niewytłumaczalnie niepokojących tragedii. W świecie thrillerów, oprócz udanego
transferu emocji wprost z kart powieści na odbiorcę, za najcenniejszy zabieg
uważam wplecenie do cienistych fabuł elementów dramatu rodzinnego. Tego rodzaju
skrzyżowanie, znane pod nazwą domestic noir, jest tym, co bardzo rozbrykane
tygrysy lubią najbardziej, przeformułowując nieco znane powiedzenie. Oto właśnie
„The Last One To See Him” - bogate w plot twisty, które - na domiar dobrego - powodują
u czytelnika może mało inteligentny, ale jakże pożądany wyraz twarzy, gdy jego
brwi po raz wtóry wędrują gdzieś w okolice czoła a usta samoistnie otwierają
się w związku z szokiem oraz podziwem dla kunsztu angielskiej Autorki.
Zapewniam, że po lekturze tej wielowymiarowo moralnie szarej propozycji
literackiej kilkukrotnie zastanowisz się nad tym, czy warto odwiedzić dopiero
co poznanego znajomego - lub umówić się na randkę. Może bowiem dojdziesz do
wniosku, iż przekroczenie progu jego mieszkania będzie tak znamienne w skutki,
jak to miało miejsce w przypadku Kate, głównej bohaterki, którą zwrot przypadków,
co to wcale przypadkowe się nie okazały, doprowadził tam, gdzie miała się już
nigdy nie znaleźć. Wprost do odmętów piekielnej przeszłości, jaka
zdeterminowała całe jej dalsze życie. W samo serce nieuleczalnej traumy sprzed
wielu lat i historii, co to zbyt często się powtarza…


