Mój Mąż lubi powtarzać, że jeśli ktokolwiek poważyłby się na to, aby mnie porwać - maksymalnie pięć minut później próbowałby mnie oddać, oferując dopłatę. Myślę, że jest w tym doza przesady, jako że przez trzysta sekund byłabym w stanie uczynić wiele uszkodzeń psychicznych i fizycznych. 😉 Zawsze istnieje również opcja alternatywna – taka, że porywacz okaże się bardzo, bardzo złym, wysokim, artystycznie potarganym, ciemnookim brunetem w niebanalnych tatuażach, skrzywdzonym przez życie, mszczącym się na okrutnym losie i brzdąkającym rockowe kawałki na gitarze – naturalnie nie dla rozrywki porwanej, a zabicia czasu przed otrzymaniem okupu. W takim przypadku mogłabym zechcieć bliżej go poznać, oczywiście w celach czysto naukowych: wszak większość złoczyńców w romansach wykreowana jest w podobny sposób. Chętnie sprawdziłabym, jak to w istocie jest. Znasz ten typ, przynajmniej z kart powieści: skórzana katana, czarne rurki, ciasne tak, że wkładane zapewne na leżąco, kilka bransolet i wielki zegarek na nadgarstku, muskularne przedramiona, na brzuchu sześciopak bynajmniej nie po Tyskim no i tyłek, w który nic – tylko klepnąć. Ciemne, wielkie oczy, połyskujące smutno jakimiś nieprzejawianymi uczuciami w świetle księżyca i przydługa grzywka opadająca na przystojne lico... A jak się odezwie tym głębokim, męskim głosem to uchhhh... Porwij mnie, porwij mnie raz jeszcze i pokaż, jaki to jesteś zły, ojej, porwij no... Chwila, przecież już porwał. No to niech nie wypuszcza! Porywacz jak z obrazka – w niemalże każdej powieści dla kobiet z motywem uprowadzenia. Dlatego właśnie to moje mogłoby się przedłużyć, bo jak wiemy teoria swoje, a praktyka zupełnie co innego, o czym w niektórych przypadkach można lubić się przekonywać. Nawet, jeżeli będzie to oznaczało, że szare komórki związanej niewiasty wyparowały już w chwili, w której odziany w czerń okrutnik po raz pierwszy mrugnął nieziemsko długimi rzęsami, rzucającymi cień na jego pełne i zmysłowe usta. Jakby potem trzeba było podać rysopis seksownej kreatury policji, trzeba się przypatrzeć, no co.
Wesołe jest życie staruszka... Słowa tej piosenki, wbrew pozorom, często odpowiadają prawdzie, choć na ogół jesień życia doprawiona jest także solidną czarą goryczy. Nierzadko patrzymy na ludzi starszych jak na osoby, które nie może spotkać już nic wartościowego, mogącego wzburzyć krew w żyłach. W naszym rozumieniu pozostaje im tylko doczekać do nieuchronnego – śmierci. Zapominamy przy tym, że każdy z nich czuje i odbiera otaczający świat w sposób, który nie różni się od naszego. Co więcej, z uwagi na bagaż doświadczeń i łączących się z nimi wspomnień, może być nawet bogatszy i bardziej dojmujący. A oczekiwania i marzenia - wcale nie bardziej ubogie.
Jesteś starszą panią, wszak przekroczyłaś już siedemdziesiąty próg życia. Masz na imię Sabina i przebywasz w jednym z podwarszawskich domów spokojnej starości. Wcale nie chciałaś się w nim znaleźć, jednak Twój dom znajduje się w remoncie, więc syn zdecydował, że tak będzie korzystniej. Kochane dziecko, tak się stara, żebyś miała jak najlepiej... Prace ciągną się niemiłosiernie, próbujesz dzwonić, ale potomek jest tak zagoniony, że nie ma czasu odebrać komórki - zresztą na terenie pensjonatu i tak praktycznie nigdzie nie ma zasięgu.
Próbujesz więc przetrwać do chwili, gdy będziesz mogła powrócić do swojego przytulnego gniazda. A nie jest to łatwe – dom starców przypomina dobrze zorganizowaną karną jednostkę wojskową. Opryskliwy personel, codzienne ćwiczenia fizyczne, będące formą dyscyplinowania pensjonariuszy, uprawianie warzyw w ogródku, które bardziej kojarzy się z iście katorżniczą pracą, niż formą odpoczynku na świeżym powietrzu. No i posiłki w stołówce... Brrr.
„(...) trzeba było mieć ochotę na to, co wszyscy, i zazwyczaj codziennie to samo. Skoro jednak musiałam to miałam. Tak jak wszyscy – codziennie na owsiankę.”
(Autorka recenzji postarzona aplikacją - jeszcze nie przez nerwy ;)).Ożeż k... Psychopata! Tylko prawdziwy psychopata wezwałby kogokolwiek na zainicjowane miejsce zbrodni, przypominające skądinąd scenerię ze znienawidzonego przeze mnie horroru, w samym środku nocy – czyli porze, o której zwyczajowo chodzę spać. Trafił mi się godny przeciwnik, psia mać. Chociaż... skoro już przy psychopatach jesteśmy, rozbudzeni o godzinie, o której śnię najczęściej nieprzystojne (choć ostatnio właściwie aż nadto przystojne) wizje - zdradzę Ci przy okazji, że zapewne sama też coś lub jeszcze więcej z psychopaty mam.
Zacznijmy od aparycji. Jakie są cechy charakterystyczne każdego prokuratora? Nie wiem i mam to w... wróć, zacznijmy jeszcze raz, udając chwilowo grzeczną, mimo nieludzkiej pory. Nie wiem – i olewam. W moim przypadku jest ich kilka, a każda z nich składa się na pieczołowicie tworzony wizerunek. Ten, który gwarantuje mi element zaskoczenia każdego przeciwnika - łatwo nie docenić kobiety w tym zawodzie. Ten, dopełniony nawet o trzeciej trzydzieści, bo to przecież zaje... świetna godzina, aby wyglądać jak (zdefraudowane) trzy miliony dolarów - czemu by nie. Ten z Pruszkowa płakał jak kradł, a potem oddawał - choć w tym przypadku raczej ten z Woli mordował jak się wk... Ok, do tego jeszcze wrócimy. Psychopatyczna kreacja wizerunku – raz!
Jestem Anna i zabiłam Zoe Spanos.
Już w chwili, w której te słowa opuszczają Twoje usta, wiesz, że... nie są prawdą - a może tylko nie do końca stanowią kłamstwo. Co pamiętasz? Co rzeczywiście pamiętasz, a co jest jedynie wytworem Twojego zwichrowanego umysłu? Noc. Balkon. Lot. Spadanie. Plaża. Łódka. Woda. Pełen tragizmu wiersz. Ciało; blada skóra jaśniejąca w świetle księżyca... Sen? Mara? Znowu zakrzywiłaś jaźń pod wpływem alkoholu, chociaż nienawidzisz tej siebie, którą się po nim stajesz? Czy mogłaś zabić kogoś, kto... wygląda niemalże tak samo jak Ty? Domysły. Niedopowiedzenia. Halucynacje. Zaniki pamięci. Odmęty szaleństwa...
W niewiedzącym już od dawna co iluzją, a co ułudą jest, umyśle błąkają się słowa poezji: “Na zamku dniami i nocami / Magiczną snuje tkań barwami / Zna wieść, że klątwa nad nią wisi / Gdy ośmieli się oczy sycić / Widokiem Camelot / Lecz jaka klątwa?”. Kto je deklamował - Ty czy... Twój martwy sobowtór? A może za rzeczoną klątwę rodem z koszmarów odpowiada zupełnie kto inny?
“Oddzielenie fantazji od rzeczywistości. Faktów od wymysłów.”
Tego rodzaju intro, sugerujące przede wszystkim pomieszanie zmysłów i poplątanie jaźni, stosownie wprowadzi czytelnika w świat wykreowany przez Kit Frick. Gatunkowo “I killed Zoe Spanos” jest przedstawicielem psychologicznego thrillera młodzieżowego, który... z tego powodu łatwo może zostać zlekceważony i uznany za zbyt mało wymagającego zawodnika dla dorosłego miłośnika mrocznych książek. Błąd - to jedna z najbardziej zwichrowanych, wciągających i zawiłych historii, jakie poznałam w tym roku. Całej lekturze towarzyszy zaś uczucie, które uwielbiam – w pewnym momencie czytelnik zastanawia się, co tak właściwie przeczytał, czy to nie on się myli i... traci zmysły. Umysłowa rozrywka na wysokim poziomie gwarantowana!
Last but not least... bycie jedyną ocalałą z niebywałej tragedii jest piętnem, które staje się jeszcze większe, kiedy okazuje się, że zostajesz posądzona o zamordowanie swojej rodziny jako ta, która przeżyła i miała sposobność, aby popełnić zbrodnię. Otrzymawszy wezwanie o usłyszanych strzałach, pierwsi przybyli na miejsce kaźni funkcjonariusze przeżywają szok. W progu sypialni leży Twój martwy brat – z dziurą od shotguna w piersi. Dalej widać zmasakrowane ciała matki i ojca. Przed łóżkiem siedzisz Ty – w stroju nocnym skąpanym we krwi. Przerażona, nie od razu jesteś w stanie opisać co stało się po tym, kiedy obudziły Cię nietypowe dźwięki... Dopuściłaś się najstraszliwszego z przestępstw czy przeciwnie - zostałaś przeoczona lub pominięta przez nieznanego sprawcę? Winna albo niewinna zarzucanych jej czynów?
“Niektórzy wierzyli, że grzechy pozostają niezauważone i mogą być popełniane bez konsekwencji.”
Kilka miesięcy później na sali sądowej reprezentuje Cię znany i piekielnie skuteczny obrońca - Garrett Lancaster, któremu zawdzięczasz więcej niż niektórzy mogliby sobie wyobrazić. Za jego namową, zdecydowałaś się na wytoczenie procesu stanowi Wirginia. Utrzymujesz, że ten niesłusznie uznał Cię za winną zastrzelenia całej swojej rodziny, przez co zostałaś napiętnowana na całe życie. To ostatnie jest prawdą. Każda osoba w kraju zna Twoją twarz – jako że przez szmat czasu Twój wizerunek był pokazywany w prasie i telewizji z wiele mówiącym podpisem “morderczyni”. Tego rodzaju łatka nie jest czymś, co znika łatwo... ani w ogóle. Będziesz musiała rozpocząć nowe, samotne życie, ale zanim podejmiesz się tego wyzwania, postanawiasz wywalczyć od państwa stosowne zadośćuczynienie. Na sali sądowej rozpoczyna się prawdziwy teatr w wykonaniu Lancastera – popis umiejętności prawniczych, oratorskich i aktorskich. Czy wojując w Twojej sprawie wykonuje rolę swojego życia czy faktycznie wierzy w Twoją niewinność?
Ponoć rodzic, którego zachowania nie można przewidzieć, jawi się dziecku jako przerażający bóg... Masz na imię Iris i jesteś piękną, młodą kobietą. Wszyscy widzą w Tobie szczęśliwą, beztroską dziewczynę. Nikt nie wie, że Twoje życie kryje w sobie mroczną tajemnicę. Żadna osoba nie powinna się o niej dowiedzieć - kto zresztą uwierzyłby w coś takiego? Matka - słowo, które każdemu kojarzy się z ciepłem, opiekuńczością oraz kimś, kto powinien dbać, aby dzieciństwo było szczęśliwe i pozbawione zła. Jednak w Twoim przypadku tak nie jest. Ten wyraz dla Ciebie oznacza strach, cierpienie oraz stan ciągłego zagrożenia. Madison van der Bergen to dystyngowana dama, pochodząca z dobrej, bogatej rodziny, budząca podziw manierami i nieskazitelnym wyglądem. Kto by podejrzewał, że pod tą starannie dobraną maską czai się istny potwór? Tylko Ty wiesz, jaka jest naprawdę.
„Zimna, bezwzględna, przebiegła (…). Nigdy nie była matką na medal, zawsze bardziej interesowały ją dobra materialne niż własne dzieci. Zdecydowanie nie zdobyłaby tytułu matki dekady ani nawet roku. Póki żył tata i dziadek był na miejscu, jeszcze jakoś się hamowała, a potem, gdy poczuła krew nie zawahała się zrobić wszystkiego, żeby nagiąć nas do własnej woli. Włącznie z dręczeniem psychicznym.”
Od kiedy pamiętasz sterowała Twoim życiem. Wybrała Ci szkołę średnią, a potem studia. Dobierała towarzystwo, a nawet wskazywała, jakie rzeczy masz nosić. Kiedy próbowałaś się przeciwstawiać, odgrywała się na Twoich bezbronnych braciach. A Ty chciałaś za wszelką cenę ich chronić. Jednego z nich – Alexa, doprowadziła na skraj rozpaczy do tego stopnia, że próbował popełnić samobójstwo. Przysięgłaś sobie, że będziesz posłuszna, by jej nie prowokować. Szłaś więc wytyczoną przez nią ścieżką i wtedy pojawił się on - Scott, najbliższy przyjaciel Twojego brata Holdena. Po raz pierwszy zakochałaś się bez pamięci i to ze wzajemnością. Chciałaś spędzić z nim resztę życia, ale matka była innego zdania.
ALYS.
Nauczyciel i uczennica. Zakazane uczucie, które nie miało prawa się wydarzyć. Swąd palonej podczas nielegalnych wyścigów motocyklowych gumy. Wiruje w głowie świat; w tle okrutny chichot przeznaczenia.
ALYS.
Jest pierwsza lekcja hiszpańskiego z nowym profesorem w ostatnim roku Twojej nauki przed pójściem na studia. Przedstawiasz się, mówiąc kilka słów na swój temat. Nagle na Twojej ławce ląduje dłoń, na której palcach wytatuowane są właśnie te cztery tajemnicze litery. Wiedziesz zszokowanym wzrokiem wyżej. Biała koszula, zawadiacko podwinięta do łokci i odsłaniająca muskularne przedramię. Kwadratowa szczęka, pokryta cieniem ciemnego zarostu. Usta, których jeden kącik wygina się w pewnym siebie uśmiechu. Dłuższe, nieco potargane włosy. Ale dopiero kiedy spoglądasz w te nieprzyzwoicie intensywnie błękitne oczy, dociera do Ciebie, co właśnie się stało... choć to przecież niemożliwe; to musi być jakiś okrutny żart losu. Głosy pozostałych uczniów cichną - wszyscy wpatrują się w Waszą dwójkę i dziwną chemię między Wami, od której aż iskrzy klasowe powietrze. Widziałaś już ten tatuaż - wczoraj, kiedy po Twoim debiucie na torze motocyklowym po raz pierwszy odwiedziłaś ekskluzywny klub Motors Hell i zatraciłaś się w tańcu, łączącym w sobie adrenalinę, gorycz poniesionej o włos porażki i zew wolności. To tak naznaczone palce przytulały Cię, kiedy kołysałaś się w rytm powolnej piosenki. A teraz są tu – nie w zadymionym, bezpruderyjnym pubie, a podczas lekcji... na szkolnej ławce. Czy to możliwe, że wczoraj ścigałaś się na motorze z tym, z którym będziesz od teraz miała hiszpański; z mężczyzną, który jeszcze wczoraj z Tobą flirtował i wymieniał zagadkowe uśmiechy, a potem porwał w rytm muzyki? Jaki jest procent prawdopodobieństwa, że w hermetycznym motocyklowym światku trafiłaś akurat na tego jednego, na którego nie powinnaś - własnego nauczyciela? Przyspieszają oddechy. Milknie tło. Zostaje tylko ciemny błękit i tusz...
.png%20(1).PNG)
.png.PNG)

.png.PNG)