• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Hyvää huomenta! Hei! Dzisiaj przybywam z dwiema książeczkami dedykowanymi młodszym czytelnikom, które oczarowały również mnie – naczelnego bookstagramowego Grincha. Dlaczego pokochałam serię “Cienie” w chwili, w której ujrzałam ją na oczy? Po pierwsze... dzięki nim mogłam poczuć się jak młodsza, choć już wówczas mroczna, zaczytująca się w “Szkole przy cmentarzu”, wersja siebie; ta marszcząca brwi w wyrazie zniesmaczenia częściej niż sto razy dziennie, ale jeszcze niepomarszczona na stałe. Po drugie, “Aurorię” i “Dzwoneczka” stworzył utalentowany duet pochodzący z mroźnej Finlandii – a kto obserwuje mnie chwilę dłużej, ten wie, że na punkcie tego odległego kraju mam kręćka. Wreszcie jednak... tematyka obu opowieści przystaje do moich preferencji – to śnieżne ujęcie czasów okołoświątecznych, jednak nie takie, za którym przepada większość (przesłodzone, przekolędowane, przelampkowane, przeurocze i inne inwektywy), a... spod znaku bardzo ciemnej Gwiazdki. Fińskie bajki i podania mają to do siebie, że cechują się pewnym nęcącym odcieniem czerni. Próżno szukać w nich krasnali wesoło nucących pastorałki czy Gwiazdora z (niepiwnym) brzuchem, którego twarz rozjaśnia dobrotliwy uśmiech cukrowego dziadka. Są za to złośliwe skrzaty, które kradną cienie, oszukując dzieci i w ten sposób na zawsze je więżą... oraz Święty Mikołaj, prowadzący pozbawiony nadziei dziennik, w którym opowiada o utracie powołania. Czyż to nie jest piękne? Na deser, last but not least, NIESAMOWITA oprawa graficzna historii, za którą odpowiedzialny jest Pasi Pitkänen - tak wspaniale mrocznych ilustracji ubarwiających opowieść i dodających jej charakteru nie widziałam od wielu, wielu lat – a może i nigdy wcześniej. Tämä on jotain upeaa!  

A teraz wskakuj na sanie – koniec ociągania się. Zabiorę Cię w podróż do pewnej śnieżnej krainy, której kreacji nie powstydziłby się sam Burton... gdyby odważył się na fińską, marzącą mi się po nocach, wyprawę. Gotowy?  

19:18:00 No comments

 Islandia: kraj mgieł, nostalgicznych krajobrazów i malowniczych fiordów. Zagubiona w bezmiarze Oceanu Atlantyckiego wyspa słynie z wielkich lodowców, gorących gejzerów, kilkuset wulkanów, niezliczonej ilości ryb oraz twardych ludzi, będących potomkami Wikingów. Ci ostatni tworzą niewielkie społeczności rozsiane na terenie całego państwa i bardzo ze sobą zżyte. Nad bezpieczeństwem mieszkańców czuwa stosunkowo niewielu funkcjonariuszy policji; część z nich nawet bez żadnego specjalistycznego przeszkolenia, w dodatku z zakazem noszenia broni palnej. Tutaj każdy każdego zna, a obcy jest natychmiast dostrzegany i gruntownie zlustrowany przez miejscowych. Wydawałoby się, że takie warunki uniemożliwiają działalność nie tylko seryjnym mordercom, ale nawet tym, którym strzeliłoby do głowy wynieść z supermarketu batonik bez uiszczenia jego ceny. Jak zwykle jednak pozory pozostają jedynie pozorami. 

“Mieszkańcy zdawali się wierzyć, że nic zaskakującego nie może się zdarzyć, skoro wszyscy wszystkich znają i wiedzą o sobie wszystko. Niebezpieczeństwo przychodziło od morza, w postaci wiatru, a nie ze strony sąsiadów.” 

Masz na imię Hildur i jesteś oficerem śledczym w okręgu Ísafjörður na Isladii. Wraz ze swoją szefową – komendantem Elisabet Baldursdottir oraz kilkoma funkcjonariuszami tworzycie niewielką policyjną placówkę, zagubioną w bezkresach islandzkiego krajobrazu. Wkrótce dołącza do Was nowy śledczy z odległej Finlandii. Zastanawiasz się, co przywiało go na Wasze pustkowie, ale witasz z pełną życzliwością. Zawsze przydadzą się dodatkowe ręce do pracy. Jesteś urodzonym wojownikiem, silnym i zawsze gotowym do działania, prawdziwym potomkiem nieustraszonych ludzi północy, będących bohaterami tak wielu śpiewnych, sag. W każdej wolnej chwili surfujesz po Oceanie - nawet wtedy, gdy temperatura zbliża się minusowej. Uwielbiasz wyzwania i nie masz złudzeń co natury tego świata. 

12:30:00 No comments

 Jeśli sądzisz, że wiesz absolutnie wszystko o swojej rodzinie, pewnego dnia możesz się bardzo zdziwić... Blizny minionych lat da się przykryć, jednak zawsze, prędzej czy później, zostaną przypadkowo odsłonięte, ujawniając, że każde z Twoich twierdzeń było fałszywe... a może tylko nie prezentowało pełnego obrazu prawdy. Mawiają, że diabeł tkwi w szczegółach - a te najczęściej zakorzenione są w bardziej lub mniej odległej przeszłości, która jest kluczem do rozwiązania wielu zagadek: kim naprawdę jesteś? Jakie są Twoje korzenie? Czego matka nie zdradziła Ci przed śmiercią? Co takiego wydarzyło się w jej życiu, że była taka, a nie inna? Czy faktycznie znasz wszystkich swoich krewnych i, pomijając obecne w każdej familii czarne owce, rzeczywiście warto byłoby zawierzyć im w opiece własne życie lub położyć je za nich na szali? Ponowną próbę połączenia się ze swoim drzewem genealogicznym o niszczejących, splątanych i powykrzywianych gałęziach, podejmuje w “Czarnej wdowie” Heinrich Vogel – nieszablonowo wykreowany przez Marka Stelara bohater o przeszłości, w której pojawia się mnóstwo czarnych kart. Obserwacja jego poczynań wciąga czytelnika w zupełnie inną rzeczywistość: pełną niebezpieczeństw, zagadek kryminalnych i odcieni szarości zabarwionych krwią winnych oraz niewinnych. Staje się jednak także doskonałym punktem do osobistych rozważań powiązanych z kolokacjami rodzinnymi, a przy tym wielokrotnie udowadnia, iż Wisława Szymborska miała rację, pisząc, że tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. Być może piekło faktycznie jest puste, jako że wszystkie diabły są tu. Bliżej niż myślisz - bo wśród Twoich najbliższych. 

“Co się dzieje, że ktoś, kto ma wszystko: kochających rodziców, normalny dom i dobrych ludzi wokół siebie, staje się nędzną gnidą?” 

16:51:00 No comments

Seryjni mordercy nie biorą się znikąd. To stwierdzenie banalne, jednak w pełni prawdziwe. Na ogół są produktami otoczenia, w którym się wychowywali. Połączenie toksycznych relacji z rodzicami, traumy związanej z jakimś dojmującym wydarzeniem z dzieciństwa oraz spaczonym z różnych względów umysłem, często daje mieszankę wybuchową, tworząc drapieżnika zabijającego bliźnich - wydawałoby się bez wyraźnego powodu. W większości przypadków umieją wtopić się w środowisko, w którym żyją, na zewnątrz przybierając pozę kochających i spokojnych mężów, sumiennych pracowników czy zblazowanych bogaczy. Tylko wprawne oko potrafi wytropić ich w tłumie zwykłych zjadaczy chleba, toteż zazwyczaj są oni w stanie uprawiać swój krwawy proceder bardzo długo, w zasadzie bez większych przeszkód ze strony organów ścigania. Często o ich wykryciu decyduje niewielki błąd, jaki popełnili dokonując swojej kolejnej zbrodni, rozzuchwaleni bezradnością policji oraz dotychczasowymi „sukcesami”, których nikt nie potrafił powiązać w całość. Z tej właśnie szansy często korzystają stróże prawa, tropiący ich bez skutku całymi latami. 

“(...) sytuacje kryzysowe zmuszają ludzi do pokazania swojego prawdziwej wersji swojego ja. Odcedzają i odrzucają to, co błahe, potem wydobywają na powierzchnie wszystko to, co prawdziwe, co najważniejsze.” 

Masz na imię Maggie i jesteś profilerem FBI. Właśnie wezwano Cię do kolejnego morderstwa, jakie zostało popełnione na bezdomnym w centrum Waszyngtonu. Jego ciało ukryto w miejskim kontenerze na śmieci. Parę dni wcześniej ofiarą padł inny członek tej specyficznej społeczności, a oba zabójstwa łączy modus operandi sprawcy – najpierw uderzenie w głowę młotkiem z kulistą główką, a potem śmiertelny cios dwunastocentymetrowym nożem z dwustronnym ostrzem. Od tej chwili skupiasz się tylko i wyłącznie na prowadzonej sprawie – wiesz, że napięcie z tym związane będziesz odczuwać, aż do chwili, gdy nie załapiesz tego zwyrodnialca. 

14:14:00 No comments

Personalne i zwyczajowo w pełni subiektywne halucynacje semantyczne dla “Wirtuoza” rozpoczynam w towarzystwie muzyki, której dźwięki docierają do moich uszu quasi niente. Kiedy będę kończyć to autorskie ujęcie historii o historii, zapewne w słuchawkach doskonale separujących mnie od świata zewnętrznego wybrzmi pozostawiające po sobie rażącą ciszę crescendo, akcentujące jeden z utworów mistrza klasyki, Chopina. To właśnie do wtóru skomponowanych przez niego dzieł zawsze piszę literackie opowieści. Czyniąc tę postać punktem wyjścia dla swojej powieści, Krzysztof Bochus po raz kolejny wpasował się w moje preferencje – nie tylko te czytelnicze, ale również muzyczne, historyczne i geograficzne, zabierając mnie w wyprawę, z której, zamknąwszy przed chwilą lekturę, nie do końca zdążyłam jeszcze powrócić. Sopot, Sangaste, Niemcy, Majorka... Następną, najeżoną kryminalno-śledczymi zagadkami wyprawę można by rozpocząć słowami Onara, niejako przewidując, co stanie się dalej z uważnym czytelnikiem: “Przecież zawsze wracam, nawet z najdalszych podróży / Ale ta niespodziewanie mogłaby się przedłużyć / Mogłaby, przecież nie chciałbym / My nie mamy wpływu na życie, życie na nas ma wpływ” - zaznaczając jednak, że wpływ ten ma na niego tym razem nie życie, a wtóra, choć w żadnym razie nie wtórna, kreacja jego innych, jeszcze nieodkrytych odcieni, przez Bochusa.  

♪ Waltz No.19 in A Minor 

Swoją narrację snuć zacznę tym razem nietypowo, bo posługując się cytatem z... posłowia - niesamowicie celnym i potwierdzającym fakt, iż Autor pisze dla wymagającego czytelnika, stroniącego od płytkich książek. Takiego, który w literaturze wciąż poszukuje tego nieuchwytnego “więcej”, podąża za “ciekawiej” i nie ustaje w pogoni za niebanalnością oraz rozrywką intelektualną najwyższych lotów. Z uwagi na fakt, iż jeden z moich tatuaży szepcze: “sassy”, pozwalam sobie odebrać go personalnie. 

“Wiem, do kogo jest zaadresowana: do ludzi w jakiejś mierze podobnych do mnie. Zainteresowanych zagadkami historii, dziełami sztuki, zaginionymi skarbami, szyframi i kulturowymi kodami.” 

17:28:00 No comments

 Dramatyczne. Rzewne. Tęskne. Wzruszające. Wstrząsające. Mrożące krew w żyłach. Pióro Jenevy Rose ostrzejsze, dojrzalsze i bardziej przejmujące niż kiedykolwiek wcześniej.  

“(...) przede wszystkim jestem autorką. Oto moja historia. A ta zaczyna się w domu... bo dom jest tam, gdzie są ciała.” 

Czasem przeszłość powinno się zostawić tam, gdzie jej miejsce – w przeszłości. Próba jej ponownego przeżycia i rozkładanie wszystkiego, co było - lub tylko sądzisz, że było - na czynniki pierwsze prowadzi do tragedii lub rozczarowuje. Smuci, przytłacza i zakrzywia teraźniejszość, jeśli ta okazuje się gorsza od minionych czasów albo taką udaje. Powiesz, że przecież tak kiedyś było... więc niczego złego nie ma w rozpamiętywaniu; że to rozczulające “dawniej” Cię tworzy. Możesz mieć rację, ale tylko pod jednym warunkiem: jeżeli to, co pamiętasz o latach wstecz jest prawdą. Jeśli zaś okaże się, że tworzy je pieczołowicie konstruowana piramida kłamstw, całe Twoje dzisiejsze ja, pełnia Twojego świata, rozsypie się niczym dom z piasku i mgły podczas wichury. Dom. Ten dom, w którym więcej jest przysłowiowych trupów w szafie niż ech przeszłego szczęścia. Dom stworzony z ułudy, w którym dziś zderzą się wspomnienia o mieszkających w nim dawniej bliskich z ich rzeczywistymi obrazami. Dom, będący tam, gdzie są ciała i grzechy, które rzucają na nie bardzo długie cienie. 

“Trudno jest kogoś widzieć, gdy wspomnienie o człowieku jest silniejsze niż obecność tej osoby, kiedy stoi przed Tobą.” 

Godne pożegnanie najbliższej osoby, towarzyszenie jej w odejściu z tego świata, potrzymanie za zniszczoną życiem dłoń, kiedy będzie wydawała swój ostatni, słaby i nieco chrapliwy oddech to przywilej, który nie jest dany każdemu. Jeśli weźmie się pod uwagę, że na śmierć mamy jesteś przygotowana od dłuższego czasu i możesz w tych ostatnich chwilach odwdzięczyć się jej za całe dobro, które ofiarowała Ci, poświęcając dla swoich dzieci własne życie, możesz uważać się za szczęściarę. 

18:32:00 No comments

Aby zasłużyć na reputację seryjnego mordercy, trzeba spełnić szereg wymogów; niełatwy to kawałek chleba. Jeśli chcesz zaliczać się do tego elitarnego grona, musisz popełnić przynajmniej trzy zabójstwa - najlepiej, jeśli te będą się cechowały określonym modus operandi i zostaną artystycznie zainscenizowane. Znak rozpoznawczy na miejscu zbrodni? Mile widziany. I jeszcze jedno - za najbardziej poważanych w psychopatycznym półświatku uważani są ci, którzy żyją sobie spokojnie na przedmieściach z rodzinką w domu z ogródkiem i za dnia chadzają do zwyczajnej pracy, a morderczym fachem trudnią się jedynie po godzinach, pod osłoną nocy, hobbistycznie. Słowem: udolnie udają normalnych członków społeczeństwa, kreując tak zwaną “maskę zdrowego umysłu”, która nałożona czyni ich niemalże niewykrywalnymi i niemożliwymi do zneutralizowania. Właśnie z tego powodu warto pomyśleć o jej kreacji. Nie, żebym podpowiadała... 😉 W Polsce nie mają oni jednak tak łatwego życia jak w innych krajach. Wszystko dzięki temu, że nasze państwo „wyhodowało” pewien typ policjanta, który charakteryzuje się szczególną skutecznością w ich ściganiu. Decydujące okazują się tu pewne specyficzne cechy wizualno-charakterologiczne, tworzące unikalny koktajl, gwarantujący szybkie rozwiązanie każdej sprawy, w której głównym bohaterem jest właśnie ktoś taki jak seryjny morderca. 

13:36:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates