Czyż nie potrzeba geniuszu, aby podsumować zwichrowany sposób postrzegania otoczenia przez oderwanego od rzeczywistości psychopatę jednym celnym zdaniem: “Kiedy ma się prawie trzydzieści lat, nie zna się świata, lecz wierzy w bezgraniczne dobro rodziców, do głowy przychodzą dziwne pytania”? Potrzeba. Alternatywnie można też nazywać się Max Czornyj, być literackim Maestro zbrodni i zaproponować wymagającym czytelnikom, przepadającym za lekturami spod ciemnej gwiazdy, kolejną mrożącą krew w żyłach i dopracowaną w każdym najmniejszym detalu propozycję, stanowiącą udaną próbę wniknięcia w umysł mordercy... a może tylko kogoś, kto widział teraźniejszość w zupełnie innych barwach niż wszyscy. Gdzie przebiega granica między szaleństwem a istotą zła? Co stanie się, jeśli ścieżki tych dwóch niematerialnych bytów przetną się w tym samym punkcie, nomen omen, materializując się w jednej makabresce – lub ich szeregu? Na te pytania odpowiedzi próbuje udzielić Mistrz mroku w swojej najnowszej, opartej na faktach książce, zatytułowanej prosto i przerażająco: “Ed Gein”. Gdyby to imię i nazwisko występowały oddzielnie, z pewnością nie budziłyby grozy ani negatywnych skojarzeń. Postawione obok siebie, równie dobrze mogłyby zostać zastąpione dwoma innymi wyrazami: DIABELSKI KRAWIEC.
“- Niczego o mnie nie wiecie - szepczę.”
Pochodzisz z religijnej rodziny, która w kościele bywa kilka razy w tygodniu. Pracującemu w sklepie ojcu, nocami dorabiającemu jako grabarz, zdarza się zgrzeszyć - napatrzywszy się na różne dziwy, czasem zagląda do kieliszka. Matka jawi Ci się zaś jako istota święta, wiodąca w domu prym i zarządzająca familią. To ona od najmłodszych lat wpaja Ci, by nigdy nikomu nie ufać, jako że w ludziach tkwi zło. Dzięki niej wiesz, że najgorsze są kobiety; ladacznice, wodzące mężczyzn na pokuszenie. Robisz wszystko, by przypodobać się jej i Bogu - przecież tak trzeba.
.jpg)

.png.PNG)