• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

W gimnazjum przeczytałam całą serię książek wydaną przez Ossolineum, opowiadającą o problemach dotykających nastolatków. Zdecydowanie najbardziej zapadła mi w pamięć wstrząsająca powieść “W sidłach anoreksji” Heidi Hassenmüller. Choć wiele wody w rzece upłynęło od tamtych, wspominanych z rozrzewnieniem lat, wciąż interesuję się tematem schorzeń związanych z jedzeniem. Z tego powodu z dużą dozą zaciekawienia sięgnęłam po reportaż “Znikam” zaproponowany przez Filię na Faktach. 

Zaburzenia odżywiania u dzieci i młodzieży, które polegają na istotnych zakłóceniach łaknienia, powstałych na podłożu psychicznym to zmora współczesnych rodziców. Wbrew niewinnej nazwie, mogą wywołać u osób nimi dotkniętych bardzo poważne problemy zdrowotne w postaci niedoborów pokarmowych oraz wielu groźnych chorób i związanych z nimi powikłań. Co gorsza, nikt nie jest przed nimi w pełni zabezpieczony, więc mogą dotknąć absolutnie każdego. Najczęściej pojawiają się ukradkiem i całkowicie nieoczekiwanie, bez znaków ostrzegawczych, że zbliża się coś naprawdę złego. I stanowią wielki problem cywilizacyjny.  

Współczesna nauka wyróżnia bardzo wiele postaci tej jednostki chorobowej. Do najbardziej powszechnych należą bulimia oraz anoreksja. Nazwa tej pierwszej pochodzi od greckiego słowa „bulimis”, czyli: „byczy apetyt”. Jej podstawowym objawem jest patologiczne objadanie się bez umiaru, a następnie „pozbywanie” się spożytego nadmiaru kalorii poprzez prowokowanie wymiotów; czasami wskutek użycia specjalnych środków przeczyszczających. Chorzy charakteryzują się bardzo niskim stopniem samooceny oraz przekonaniem o istnieniu wielu wad w swoim wyglądzie, przez co koncentrują się na ich ciągłym poprawianiu w celu osiągnięcia idealnych według nich wagi i wymiarów. Efektem takiej postawy są bardzo poważne skutki zdrowotne - w tym niewydolność nerek oraz odwodnienie. Cierpi na nią około 4% populacji! 


18:46:00 No comments

Bardzo obiecująca nowość na rynku czytelniczym – ebooki, których kolor okładek odzwierciedla charakter treści! Mam przyjemność przedstawić Ci @lovebooki.dm ♥ Co oferują na początek? 5 krótkich i lekkich powieści Z MISJĄ do wyboru. Nie jest to kolejny wydawca, posiadający w swoim katalogu popularne tytuły - a te, które Damian Marmul stworzył z jednego, jakże istotnego powodu: aby zachęcić każdego, z osobami niesięgającymi po książki na czele, do... przeczytania czegoś dla przyjemności. Jego pierwsze propozycje liczą sobie około stu stron każda, co czyni je idealnym wyborem na jeden wieczór.  

Jakby zachęt było mało, dwie istotne informacje.  

➡ Na instagramowym profilu Wydawnictwa trwa konkurs, w którym możesz wygrać topowy sprzęt elektroniczny. Jak wziąć w nim udział? Wystarczy, że pokażesz na zdjęciu jak czytasz Lovebooki, oznaczysz ich IG i użyjesz hashtagu #czytamlovebooki ♥!  

➡ Jeśli wpiszesz kod rabatowy “Thrillerly10” na stronie LoveBooki.pl, zyskasz 10% rabatu. Rozważ zakup pakietu wszystkich 5 ebooków - to najkorzystniejsza cenowo opcja! 

Wyobraź sobie świat, w którym istnieją tylko ludzie czytający książki. Każdego wieczoru, kiedy wrócą z pracy lub szkoły, zamiast włączać telewizor czy chwytać pada do gry, wybierają lekturę na dziś. Jedni wolą poradniki, inni preferują romanse, kolejni najbardziej relaksują się przy opisach krwawych mordów. Nieważne, po jaki typ literatury sięgają - najbardziej cenne jest to, że nie wyobrażają sobie życia bez pochłaniania kolejnych zdań. To piękna imaginacja rzeczywistości, w jakiej istnieją same inteligentne osoby o niemającej kresu wyobraźni. Stworzenie takiego miejsca, jest misją Autora ebooka, będącego bohaterem niniejszej recenzji. Czyż nie jest to wręcz bajkowe założenie? 

A teraz pora na historię o historii dla “Przełamując ciszę”, którą napisał Damian Marmul. Zapewne nie zdziwi Cię fakt, że na pierwszy ogień zdecydowałam się poznać opowieść opatrzoną okładką o czarnej barwie. Czy znalazłam za nią to, czego oczekiwałam? 😉  

15:00:00 No comments

Przedstawiam Ci poradnik niezbędny każdej osobie, która miała, ma lub będzie mieć kontakt z wojskiem. A także wszystkim chcącym przygotować się na najgorsze - dzień, w którym dojdzie do wydarzenia, jakiego wielu nawet nie dopuszcza do myśli - wybuchu wojny.  

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że czasy są niespokojne. Zdecydowana większość próbuje to ignorować, zakładając, że jakoś to będzie i co najwyżej wyrabia sobie zawczasu paszport i kupuje nieruchomość w Hiszpanii. Część próbuje doskonalić umiejętności strzeleckie oraz pilnie śledzi wiadomości o sytuacji międzynarodowej. Niewielka mniejszość staje się osławionymi preppersami, a więc osobami, które przygotowane są na każdą, nawet najdalej idącą, ewentualność. Ci budują z wypiekami na twarzy w przydomowych ogródkach podziemne, betonowe schrony dla całej rodziny. Gromadzą zapasy wody i żywności, tworzą plany ewakuacyjne i tajne, leśne bazy wyposażone we w miarę wygodne ziemianki i szałasy. Studiują pilnie wszelkie instruktaże sztuki przetrwania i survivalu, hartują ducha i ciało oraz opanowują zapomnianą już przez wygodnych mieszczuchów sztukę rozpalania ognia z użyciem krzesiwa i hubki czy dwóch patyków. Uczą się, jak nie zdradzać swojej pozycji i przeżyć żywiąc się jedynie tym, co jest w stanie dostarczyć matka natura. Traktujemy ich jak nieszkodliwych dziwaków, a przecież być może i nam tego rodzaju umiejętności mogą się przydać w przyszłości. Sytuacja każdego może się bowiem zmienić diametralnie w ciągu paru dni – tyle czasu potrzeba do uchwalenia przez Parlament ustawy o powszechnym obowiązku obrony. A wszystko wskazuje na to, że jest to raczej nieuchronne. Politycy, wojskowi oraz eksperci od zagadnień militarnych coraz częściej wypowiadają się o takiej konieczności, śmiało przełamując tabu jakie panuje wokół tej sprawy. Jako przykład wskazują system „totalnej obrony” obowiązujący w nie tak przecież odległej Finlandii. 

17:46:00 No comments

Człowiekowi opętanemu przez Szatana najczęściej wystarczy pomoc egzorcysty – jednak ten szalejący z powodu przesłaniającej wszystko inne miłości może już nigdy nie zaznać spokoju. Doskonale udowadnia to najnowsza książka, którą napisał Mariusz Kanios. Choć bowiem “Pomroki” są rasowym kryminałem, ich fabuła została bardzo umiejętnie spleciona z najróżniejszymi odcieniami dramatu. Obezwładniającymi i poruszającymi czytelnika, zasmucającymi go i porywającymi dobrze złożoną opowieścią. Po bliższym poznaniu ułamka twórczości Autora, przestaję się dziwić temu, że zbiera ona tak wysokie recenzje - już wiem, że są w pełni zasłużone. I choć teoretycznie konserwatywną, prawoskrętną mnie, z którą w poglądowe szranki mogłyby stanąć najstarsze z dinozaurów, powinien nastawić negatywnie motyw miłości księdza i parafianki – to jednak w tym przypadku tego nie robi. Wszystko to ze względu na sposób podania tematu. Cóż - nie szokuje mnie przynajmniej jeden z nich, bo Pisarz z pewnością nie byłby tak utalentowaną osobą, jaką definitywnie jest, gdyby postawił tylko na pojedynczą, jawiącą się jako stosunkowo prosta, warstwę fabularną. Jej skrzyżowanie z drugą, definitywnie negatywną i stojącą do niej w kontrze znajomością innego duchownego i dziewczynki, aktualną poważną zbrodnią w tle i sekretami rodem z piekła z minionych lat gwarantują już jednak mieszankę wstrząsającą. Taką, która co rusz wybucha czytającemu w twarz, jeszcze mocniej rozszerzając jego oczy w wyrazie niemego zdziwienia. I cóż, kiedy już sądzi on, że w końcu rozwiązał wszystkie zagadki, wespół z budzącym sympatię prokuratorem, będącym głównym bohaterem nowego cyklu kryminalnego Kaniosa, końcowy, całkowicie nieprzewidywalny plot twist udowadnia mu, że srogo się mylił. Tak jak “Pomroki” tworzy się właśnie, moi Drodzy, doskonale wyważone kryminało-dramaty. 

17:21:00 No comments

Smoki – mityczne stworzenia, będące uosobieniem siły, magicznych mocy oraz przedmiotem legend pod chyba wszystkimi szerokościami geograficznymi i w każdej możliwej kulturze. Najczęściej mają postać olbrzymich gadów o ciele pokrytym grubą łuską, wyposażonym w cztery łapy zakończone ostrymi pazurami oraz nietoperze, błoniaste skrzydła. Na łbie noszą przepiękny grzebień oraz dysponują potężnym ogonem zakończonym kościstymi wypustkami lub kolcami. Co ciekawe, smoki chińskie są często upierzone na kształt ptaków oraz mienią się wieloma kolorami. Według podań z tego kraju, przed wiekami był on rządzony właśnie przez te stworzenia, z których wywodzą się późniejsi cesarze. Stąd właśnie ich tron określany jest do dzisiaj jako smoczy.  

Na ogół smoki przedstawiane są jako istoty obdarzone dużą inteligencją oraz potrafiące posługiwać się magicznymi mocami, a nawet ludzką mową. Niektóre z nich potrafią przybrać dowolną postać - w tym człowieczą. Reprezentują dwa żywioły natury – powietrze, gdyż potrafią doskonale latać oraz ogień – którym zioną z wielką siłą. Najbardziej znane w naszej kulturze to: pochodzący z greckiej mitologii Peleus, stojący na straży złotego runa, wykradzionego przez Jazona i jego Argonautów oraz nasz swojski Smok Wawelski. Ten ostatni terroryzował okolice Krakowa, żywiąc się głównie dziewicami. W jaki sposób znajdowano tak wielką ilość przedstawicielek tego rzadkiego gatunku, pozostaje do dziś tajemnicą. 😉 Jego koniec opisuje wiele baśni. Według najpopularniejszej, szewczyk Dratewka zamiast bogobojnej panny podsunął mu w kulinarnych celach barana wypełnionego siarką, co zmusiło gada do wypicia tak wielkiej ilości wody z Wisły, iż pękł z wielkim hukiem. Wbrew pozorom to nie jedyna polska legenda, której bohaterem jest smok. Według nich istniały jeszcze: smok toruński, ze Smogorzewa, ze Żmigrodu, Staszowski, Cieszyński, z Pienin, spod Skwierzyny i wiele innych. W kulturze rzymskiej smok był uosobieniem autorytetu i potęgi, podobnie jak cesarski orzeł. Występował na znakach rzymskiej jazdy jako niesiony przez draconariusa sztandar wojskowy w postaci smoczego łba wykonanego z miedzi zakończonego pysznym różnobarwnym ogonem powiewającym na wietrze. Bardzo często smoki były wykorzystywane w heraldyce rycerskiej, zdobiąc tarcze i chorągwie poszczególnych rodów. Obecnie już nikt nie wierzy w ich istnienie, występują co najwyżej w kulturze masowej jako bohaterowie wielu filmów oraz powieści fantasy. Szkoda, gdyż były to naprawdę piękne istoty... 

 

18:50:00 No comments

Czy po apokalipsie atomowej ludzki świat mógłby nadal istnieć, czy też okazałby się ślepą uliczką w procesie ewolucji, dzieląc los dinozaurów? Głowią się nad tym całe rzesze naukowców, pisarzy oraz publicystów, przy czym wielu przekonuje, że nieodmiennie stoimy na krawędzi zagłady. Reszta mieszkańców naszej planety jest przekonana, że prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu z użyciem broni atomowej jest mało realne. Tymczasem taki scenariusz jest bardziej możliwy niż się wydaje. Stany Zjednoczone posiadają 1770 głowic nuklearnych gotowych do natychmiastowego użycia, Rosja – 1710. Wszystkich jest łącznie około pięć tysięcy. Wprawdzie istnieją skomplikowane systemy zabezpieczające przed ich pochopnym użyciem, ale nikt nie wie na ile będą skuteczne w momencie próby. Zawsze bowiem na końcu „czerwonego guzika” jest człowiek, a to istota wyjątkowo emocjonalna, niedoskonała i omylna. Tak czy inaczej, fachowcy przekonują, że od chwili wystrzelenia pierwszej rakiety, świat jaki znamy przestanie istnieć najpóźniej w ciągu 72 minut. Raczej krótko - można by rzec z przekąsem, choć to zależy od punktu widzenia – czasami każda sekunda wydaje się wiecznością... Wystarczy sobie przypomnieć wizytę u stomatologa. 😉  

Jak się szacuje, uderzenia atomowe spowodowałyby natychmiastową śmierć kilkuset milionów ludzi, a około pięć miliardów zmarłoby w ciągu następnych czterech lat, głównie z powodu ran, choroby popromiennej oraz głodu. Na naszej planecie zapanowałby iście księżycowy krajobraz, a nad nim niepodzielnie przez około pięć lat srożyłaby się nuklearna zima, wskutek której średnia temperatura latem byłaby niższa o około 20–30 stopni Celsjusza. Dla niektórych zaiste mało obiecująca perspektywa, mogąca przyprawić o sporą depresję... (choć nie mnie). Znając jednak nasz gatunek i z takiej opresji wyszlibyśmy obronną ręką, lecz cena byłaby straszna i z całą pewnością niewarta zapłaty. Jak wyglądałoby życie po takiej apokaliptycznej zagładzie? 

18:17:00 No comments

Męski wypad do odosobnionej, położonej nad jeziorem chatki, zorganizowany w dodatku po piętnastu latach od ukończenia liceum jaki jest - każdy widzi. Był tam, wie lub przynajmniej domyśla się, jak tego rodzaju spotkanie może wyglądać. Dookoła żywej duszy w promieniu wielu kilometrów, brzuchy piwne odziane w najlepsze koszule, bagażnik samochodu, którym można się popisać (wynajętego dla stwarzania dobrych pozorów lub wziętego w leasing, kto bogatemu zabroni) zaopatrzony odpowiednio w drogie whisky (lub takie umiejętnie udające) i niezliczoną ilość chmielowych puszek, bo przecież “before” musi być - zanim już o późnej, czyli w tym wieku przypadającej na godzinę dwudziestą drugą, porze po tę kosztującą krocie butelkę bursztynowego trunku się sięgnie. Za jedzenie, a właściwie wykwintną ucztę, odpowiada organizator całego przedsięwzięcia - właściciel budynku, szczęśliwie będący także szefem kuchni. Choć... czy to pomyślny zbieg okoliczności, do tego jeszcze wrócimy - jego daniom daleko do standardowych lub akceptowalnych przez jakiś procent populacji. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Hacjenda na kompletnym wygwizdowie – trafienie do niej jest problemogenne, ale misja kończy się powodzeniem. Czterej panowie ściskają się dokładnie tak jakby półtorej dekady się nie widzieli – bo i w większości przypadków tak było. Robert, świeżo upieczony rogacz, przyjeżdża jako ostatni. Na miejscu czeka już Wolan, dawniejszy przywódca całej bandy, jego towarzysz Wiktor oraz gospodarz, będący kiedyś szkolną ofermą, która do paczki należała tylko dlatego, że z właściwą sobie, psychopatyczną konsekwencją zawsze za nią podążała. To dziwi – jako że Alan niejednokrotnie stawał się jej ofiarą. Skoro już jednak sfinalizował darmową imprezę, kto by tam darowanemu koniowi w zęby zaglądał.  Choć może w tym przypadku byłoby to zasadne. Żadnemu z obecnych na spędzie samców lampka ostrzegawcza się nie świeci - ich szkoda. Z dużym prawdopodobieństwem odpowiadają za to zmarnowane szare komórki, których niewiele pozostało. 

17:48:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates