• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

PATRONAT MEDIALNY THRILLERLY – GWARANT NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI 💣 

“(...) można by rozmawiać o pechu bez końca. Lepiej mówić o równowadze energii. Ktoś robi coś, w wyniku czego inny ktoś umiera. To jest energia. I teraz ona do Ciebie wraca.” 

Dowiedziawszy się, że umrzesz za sześć godzin, zrobisz absolutnie wszystko, aby zachować życie. Wybierzesz mniejsze zło nad to większe, pozwolisz zapanować uczuciom, a nie rozumowi, użyjesz całej dostępnej logiki, jakiej nauczyły Cię minione lata. Korzystając z tej ostatniej, dodasz animuszu zmyślnemu mordercy; samozwańczemu mścicielowi, który postanowił oczyścić świat z niegodnych obecności na nim jednostek. Zegar rozpoczyna odliczanie. Masz piętnaście minut, by rozwiązać najważniejszy z istniejących rebus; zagadkę, jakiej nierozwikłanie sprowadzi na Ciebie śmierć. Składające się z liczb równania, szyfry słowne; każdy ruch, mający niebagatelne znaczenie. Od czego zacząć? Gdzie podziać oczy? Przekręcić w lewo czy w prawo? Sugerować się oczywistością albo szukać niedopowiedzeń, w niedookreśleniach znajdując sens? Dziesięć minut, nim przejdziesz do historii. Z cienia wynurza się człowiek w przerażającej ptasiej masce. Czyżby zabójca nazywany Człowiekiem Zagadką naprawdę Cię dopadł? Przecież wszystko, co się wydarzyło, nie było Twoją winą. Jeśli jednak to złe miejsce i nie ten czas - być może teraz znajdujesz się w gorszym. Albo i ostatnim. Siedem minut... 

“Miał jasną wizję. Skupiał się na celu. Wykorzystywał słabości ofiary.” 

Najnowsza książka Janusza Onufrowicza, jaką miałam zaszczyt opieką medialną, to nietuzinkowo dynamiczne połączenie najeżonej zagadkami historii kryminalnej z dużą dozą thrillera. Sieć makabrycznych morderstw okraszonych odliczaniem; nieubłaganie uciekającym czasem zestawionym z rozrywką intelektualną na najwyższym poziomie. W stworzonej przez Autora nieschematyczności, stanąwszy przed dylematami moralnymi czytelnik nie będzie zastanawiał się, kto zabija, a z jakiego powodu czyni to w tak wymyślny sposób... Czy komukolwiek uda się ujść z życiem? 

16:39:00 1 comments

Poniższy tekst popełniłam w roku 2013 – absolutnie nie sądząc, iż kiedykolwiek go wykorzystam. Przeczytawszy zabawną, pełną ciekawostek i świetnie skrojoną historię o randkowaniu w Japonii, doszłam do wniosku, że dawna próba stworzenia komicznego felietonu może z powodzeniem posłużyć za zwichrowany wstęp do jej recenzji. Ponoć nudzić się ze mną nie sposób - równie trudno było umówić się na spotkanie, kiedy to jeszcze nie powzięłam decyzji o zmianie stanu cywilnego. Pewnego dnia w przeszłości przyszło mi jednak do głowy, że oto dziś stanę się it girl, gotową do rozpoczęcia najeżonej trudnościami misji odnalezienia księcia na białym koniu. A było to tak... 

16:19:00 No comments

W jaki sposób napisać recenzję powieści Mistrza słów, którego twórczość ukochało się i obdarzyło estymą jeszcze w minionych czasach największej prywatnej literackiej bohemy? Chwilach pierwszych zabaw ze złożonymi z liter halucynacjami, poznawania bezkresu poezji oraz książek otulających artyzmem tak bardzo, że do dziś naznaczających rzeczywistość? Wiele lat wstecz, zanurzywszy się w dziełach Schmitta, jego sztukach i pisemnych rewoltach, prędko przekonałam się o tym, iż tak właśnie składa się niedoścignione wzory, do jakich poziomu dotrzeć nie sposób. Pozostają jednak inspiracją, pewną formą absolutu, w której zanurzenie się zawsze przywodzi na myśl doświadczenie mistyczne. Czytając “Oskara i Panią Różę”, topisz serce; dotykając “Małżeństwa we troje” w uniesieniu unosisz w górę brwi; chcesz być “Marzycielką z Ostendy”, niekiedy “Trucicielką”; w końcu popełniasz “Małe zbrodnie małżeńskie”, licząc, iż nie dopadną Cię “Zazdrośnice”. Oddychasz tekstami, “Tajemnicą Pani Ming”; powietrze składa się z wyrazów materializujących się samoistnie, kiedy jesteś dziełem sztuki i obcujesz z prozą podaną tak zmyślnie oraz światle, że równie dobrze mogącą uchodzić za wiersz. Uwodzącą - pomimo kilkunastu lat rozłąki. Czyż nie to jest jej cel? Rozkochać w sobie; sprawiać, iż zechcesz do niej zawsze wracać, najgoręcej - zupełnie jak z najdalszej, choć potrzebnej podróży?  

“Musiałem zrezygnować z czegoś, co nigdy się nie wydarzyło... Na ogół kończy się z przeszłością, a ja natomiast zrywałem z przyszłością.” 

Sądziłam, że to niemożliwe - a jednak oto Schmitt w formie jeszcze doskonalszej niż zwykle w swoim cyklu “Podróż przez czas”, urzekającego już samą nazwą, prezentuje czytelnikom trzeci tom niezwykłej wyprawy. “Ciemne słońce” to opowieść o niepowtarzalnej, obarczonej klątwą miłości, która trwa od kilku stuleci i nigdy się nie kończy. To narracja o ośmiu tysiącach lat oczekiwania - rzewnych wyrzeczeniach i mającego gorzki smak odrzucenia, okraszona mitologią, historią zataczającą koło, religią oraz... magią. Gawęda nowa, lecz starsza niż świat; majstersztyk absolutny. 

16:07:00 No comments

Na wzór rosyjskich carów, opowiadaczem historii o historiach mianowałam się sama. Obiecałam wówczas, że autokratycznemu bajaniu na profilu Thrillerly, poza snuciem halucynacji semantycznych, czarowaniem wizualizacjami oraz promowaniem czytelnictwa poprzez nietypowe przedstawianie tych mniej i bardziej znanych propozycji literackich, przyświecać będzie ważki cel: jednocześnie nigdy nie skrzywdzić żadnej książki nadto subiektywną oceną, jak i nie sprzeniewierzyć się własnym wartościom, oceniając którąkolwiek z nich nieszczerze. Nie bez powodu tusz na lewej ręce głosi: “faithful to her beliefs”. Choć staram się analizować powieści możliwie najbardziej wszechstronnie, biorąc pod uwagę niezliczoną ilość aspektów, faktem pozostaje, że coś, w czym się zakocham, nie musi spodobać się innym czytelnikom. I odwrotnie - mój negatywny odbiór może okazać się szokujący dla pozostałych, którzy będą wychwalać daną propozycję jak tylko się da. Wiesz co? Właśnie z tego powodu uwielbiam to, co robię - i samą sztukę literacką. Ta wielowymiarowość okraszona sposobnością przenoszenia się zarówno w czasie, jak i przestrzeni jest absoltunie wspaniała. Co człowiek, to opinia. Dlaczego o tym piszę? Otóż recenzje “Szkoły żon” oraz “Pensjonatu marzeń”, które Magdalena Witkiewicz niedawno sprezentowała czytelnikom podczas miesiąca miłości w zupełnie nowej szacie graficznej, są skrajnie zróżnicowane. Ciekawostka: w posłowiu pierwszej z powieści sama Autorka zamieszcza informację, że duet ten... albo się kocha, albo nienawidzi. Jak było w moim przypadku? I o czym właściwie traktują te dwie czarujące wizualnie książki? Jakie wnętrze okraszone zostało barwionymi brzegami w stylu ombre (jednorodna, krwista lub miłosna czerwień przechodząca w fiolet) oraz atrakcyjnymi okładkami? Uplasowałam się po środku, dołączyłam do grona chwalących czy zostałam zmuszona do krytyki? 

17:00:00 No comments

Co wpływa na kreatywność? Czy byłabym w tej kwestii niekiedy wręcz przesadnie paradna, gdyby nie dziecięce i nastoletnie etapy przeszłości? Nie sądzę. Wystarczy spojrzeć na większość współczesnych nastolatków, którzy pomysłowość zastępują wynikami wyszukiwania z Google, wyrzucanymi w ułamku sekundy jako odpowiedź na najprościej wpisaną komendę czy na przedszkolaków z nosami wiecznie wściubionymi w ekrany telefonów komórkowych, odtwarzających to, co modne (nuda). Jakiekolwiek twórcze działanie dla najmłodszej części społeczeństwa jest w dużej mierze abstrakcją. Na szczęście nie dla całości - pochwalić można chociażby fakt, iż coraz więcej nastolatek w wolnych chwilach oddaje się misji promowania czytelnictwa – pisze recenzje czy nagrywa książkowe rolki. To świetna tendencja, o której podtrzymanie należy zadbać. Aby jednak mieć taką możliwość - trzeba wiedzieć, w jaki sposób to uczynić. Wbrew pozorom nie ma w tym nic trudnego; wystarczy odpowiednia doza chęci, wiedzy oraz umiejętności. Jak zachęcić, a nie zniechęcić do kreatywności? 

Nie sięgnęłabym po pierwszą książkę przed pójściem do zerówki, gdyby w dzieciństwie nie czytali mi Dziadek i Mama - cudowną pierwszą Osobę notorycznie widywałam zresztą z tą czy inną propozycją literacką. Nie poszłabym na pierwszy konkurs humanistyczny, gdyby moją wychowawczynią w podstawówce nie była pełna ciepła Polonistka. Nie stworzyłabym żadnej historii o historii, skrawków poezji czy krótszej i dłuższej prozy, gdyby nie Nauczycielka języka polskiego z gimnazjum. Ta jedna, najważniejsza Osoba, zawsze prowokująca do unikalnej twórczości, zwichrowanej kreatywności, absolutnej niezłomności. Muza, prawdziwy pasjonat; ktoś, kto zdarza się raz na milion. Wiesz, że nie pisałabym w tej chwili do Ciebie, gdyby nie ta najważniejsza Motywacja? Pewnie właśnie wychodziłabym z biura albo zamykała sklep po skończonej zmianie... Nigdy nie stałabym się tym, kim jestem, gdyby nie... No właśnie. Klucz do sukcesu jest prosty: właściwe miejsce, odpowiedni czas, jednak przede wszystkim - ludzie. Jednym z nich możesz być kiedyś dla kogoś Ty sam. Jak? 

17:24:00 No comments

Słowo „matka” na ogół budzi w synach ciepłe uczucia i nostalgiczne wspomnienia. Czasami jednak jest inaczej – u niektórych wywołuje strach, a nawet nienawiść. Istnieją bowiem rodzicielki, które zasługują tylko na krótkie, lecz treściwe określenie: „toksyczne”. Taka kobieta, zamiast wychować swojego potomka na silnego, zdolnego do samodzielnej egzystencji mężczyznę, skupia wszystkie swoje wysiłki na niszczeniu jego osobowości i skrajnym uzależnianiu od siebie. Traktuje go nie jak podlegające jej opiece dziecko, ale bardziej jako partnera, któremu będzie towarzyszyć na całej drodze życia - oczywiście tak długo, jak biologia na to pozwoli. Psychiatrzy wskazują pewne modus operandi takiej niewiasty. Na ogół zaczyna od ciągłego podważania roli ojca, wyśmiewając go w obecności chłopca, drwiąc także z innych przedstawicieli męskiego rodu. W ten sposób powoduje, iż wykształca się w nim przekonanie, że płeć, jaką reprezentuje, jest „do niczego” i stanowi bardziej powód do wstydu niż dumy. Jednocześnie rodzi w nim poczucie, że jej pragnienia i chęci są identyczne z tymi, jaki odczuwa on sam, pozbawiając własnego światopoglądu i niezależności myśli. Dąży przy tym do bycia w centrum zainteresowania syna, skupiając jego uwagę tylko na sobie i swoich przeżyciach oraz ciągle znajdując się w pobliżu. W ten sposób powstaje toksyczna relacja, w której potomek traci całkowicie swoją odrębność, stając się cieniem matki, przekonanym, że jego byt zależy tylko i wyłącznie od jej obecności, wsparcia oraz umiejętności. Oczywiście w owym układzie istnienie innej kobiety jest wykluczone, więc mężczyzna wychowany w takich warunkach nie ma szans na stworzenie związku. Pozostaje mu towarzyszenie swojej rodzicielce, którą z jednej strony kocha, a z drugiej się obawia i nienawidzi. Istny zaklęty krąg, z jakiego nie ma jak się wyrwać. 

11:30:00 No comments

Romanowowie w końcu znowu będą razem.  

Długo zastanawiałam się, jak rozpocząć historię o najlepiej skonstruowanej propozycji literackiej, jaką miałam okazję poznać w życiu. W dodatku przedstawiającej tak ważką dla mnie tematykę. Czytanej powoli, uważnie, z szacunkiem. Kres rozważaniom przyniosło powyższe zdanie; przysłowiowa kropka nad i, zamykająca ostatni akt sztuki teatralnej stworzonej przez Montefiore. Tak jak jego dzieło nie jest bowiem zwyczajną książką, a artem podzielonym na sceny, tak Romanowowie nigdy nie zaliczali się do ordynaryjnych osób. Dopiero w 2015 roku, a więc niemalże wiek po najmroczniejszym wydarzeniu ogólnoświatowej przeszłości, czyli bestialskiej egzekucji osiemnastu członków rodziny carskiej, zostało wznowione śledztwo, pozwalające rozliczyć ten przerażający rozdział dawności i oddać należną cześć zmarłym, próbując złożyć ich kości obok siebie. Nigdy nierozdzieleni za życia, do jednakiej jedności mieli prawo po okrutnej śmierci. Romanowowie w końcu znowu będą razem. A ja, samomianowany opowiadacz historii o historiach, przybliżę Ci kolejną z nich. Tą z dziejami wieków w tle, a jednak zawsze, po pierwsze, na wieczność i przede wszystkim – o ludziach. Bo o nich traktuje pełnowartościowo wielowymiarowa, każdopłaszczyznowo kompletna kronika Montefiore. 

O koronowanych wbrew woli i przyjmujących czapkę Monomacha z obowiązku. Przyuczanych do roli władcy od urodzenia oraz noszących klejnoty jak brzemię. Odbierających je poprzednikom; zaślepionych żądzą. Rządzących jak ślepcy lub wizjonerzy. Wyprzedzających epokę albo cofających się o dwie. Wypełniających wysłannictwo Boże czy kalających Cerkiew. Pretendujących i pretendowanych. Przeklętych i przeklinających. Kochających, nienawidzących, tworzących, rujnujących... zdradzonych o świcie. Sprzeniewierzonych, kiedy los Romanowów zatoczył przerażające koło - na carze Michale I się zacząwszy a Michale II skończywszy. Oto historia dynastii, której burzliwe losy przeżyły ją samą, czyniąc nieśmiertelną. Ku przestrodze, podziwowi i pamięci. иногда любовь бессмертна - как и семья. 

19:23:00 1 comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates