• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Nigdy nie przypuszczałam, że utrzymane w komediowej koncepcji fantasy skrzyżowane z powieścią akcji, którego druga część tomu pierwszego (!) liczy 686 stron rozkocha mnie w sobie na tyle, że nie będę mogła się doczekać kontynuacji, jaka - na co wszystko wskazuje - także będzie duetem. Świadczy to niezbicie o fakcie, że Mimi Lisette dysponuje niesamowitym talentem literackim. Nie tylko porywa bowiem bez reszty do wykreowanego przez siebie, na wskroś oryginalnego świata, ale i przez ponad 1300 kart niezmiennie bawi czytelnika. Przekomarzanki pomiędzy licznymi postaciami zostały w „Comie” wyniesione na zupełnie inny poziom, będąc immamentną częścią pełnej akcji i emocjonujących plot twistów fabuły. W świecie śniących i walczących o oświecenie, skrytych przebudzonych, personalnie najbardziej urzeka mnie jednak… elitarny oddział militarny, zwany Bad Boysami. Nie ukrywam, umiejscowienie naczelnych postaci w tejże jednostce wojskowej budzi moją sympatię - i to ogromną. Najczęściej tak się właśnie składa, że w podobnie męskich światach rozgrywają się najsilniej zabawne narracyjne wydarzenia, co Autorka wykorzystuje wręcz brawurowo. A już wrzucenie do owej formacji zbrojnej pyskatej, niepokornej i inteligentnie ironicznej sylwetki, która przekornie i impertynencko mianowała się Heleną Trojańską (historię oryginalnej zna chyba każdy 😉) udowadnia, że Pisarce ani finezjo-fantazji, ani animuszu nie brakuje. I owszem, podczas lektury pierwszej części tomu pierwszego zaśmiewałam się do rozmazania odwiecznie tragicznego makijażu, aczkolwiek czytając kontynuację o podtytule „Na dnie snu” nieestetycznie parskałam i wybuchałam szyderczym rechotem godnym szaleńca z częstotliwością najbardziej niebezpiecznego psychopaty (minuta ciszy dla zaniepokojonego bardziej niż zwykle Męża), co potwierdza, że Lisette nie tylko utrzymała poziom fabularno-komiczny, ale i cudem nieznanym… jeszcze podniosła sobie poprzeczkę, czyniąc go wyższym! Chapeau bas. A ja dalej pytam, gdzie można się do takiej dowcipnej kompanii zapisać! Dla koleżanki oczywiście… 😉

19:52:00 No comments

Gdybym chciała sprawić, że sztafaż moich byłych nieudaczników, zwanych przeszłymi partnerami, zejdzie z owego padołu łez na zawał, opowiedziałabym co nieco albo i więcej o ich godnych pożałowania zachowaniach. Póki co pomysł ten trzymam w blokach startowych, za lepszą karę uznając fakt, że nie znają dnia ani godziny a przy tym muszą się jeszcze nieco pomęczyć w swych nędznych żywotach, z daleka li obserwując, jak wiele utracili wraz z naszymi relacjami. Miałeś chamie złoty róg - i te sprawy. Choć cytat ten poznałam wiele lat wstecz, jakoś wciąż uśmiecha. 😉 Aleksandra Gmyrek nader nietypowo i niesamowicie estetycznie zaserwowanym w formie pamiętnika poradnikiem zdecydowała się zaś przedstawić czytelnikom uczuciową przeszłość - wszystko po to, by ci wyciągnęli z niej własne lekcje i zaczęli pracować nad prywatnymi relacjami. Koncepcja świetna, bo najczęściej tak to właśnie bywa, że dostrzega się pewne niuanse dopiero, gdy spojrzy się na nie chłodnym, zazwyczaj cudzym okiem. A zapewniam, że czterej panowie, z jakimi związki opisuje w memuarowym stylu Alex. Gi są plejadą barwną a przy tym tak w krzywym zwierciadle odmalowaną, że czytając o ich postawach niejednokrotnie stwierdzisz: ups… przecież ja dokładnie takiego mężczyznę znałam. Gdyby nie były to prywatne zapiski z kroniki zwierzeń Autorki, sama czułabym się cokolwiek dziwnie - wśród przedstawionego kwartetu znalazłam wszak wiele podobieństw do znanych mi kreatur. Z perspektywy dużej liczby minionych lat, poznawanie podobnych sylwetek dzięki literaturze bawi i uśmiecha - choć gdybym wciąż tkwiła w definitywnie toksycznych relacjach, być może takie teksty otworzyłyby mi oczy znacznie wcześniej. Stąd też uważam, że nabrawszy właściwej wartości własnej i przeszedłszy konieczną, lecz trudną drogę ku lepszemu, Autorka zdecydowała się na doskonały krok (łatwiej się uczy na błędach postaw innych), opisując personalne przypadki nieudanych związków w formie intymnych zapisków podanych z dozą humoru. Może dzięki nim choć jedna osoba dostrzeże… kiedy nie warto marnować ni sekundy więcej. Otóż: CZĘSTO.

19:52:00 No comments

Dżungla wydobywa z każdego to, co najgorsze.

Przecież <…> Ci o tym w <…> szalona suko. Do reszty ogłuchłaś? Znowu <…> co do Ciebie mówię? A poza tym jesteś <…> bezużyteczna. Może lepiej <…> Twój ojciec, bo <…>.

Naprawdę Aid tak powiedział, rzeczywiście użył dokładnie tych słów? A może Twój mózg znowu dopowiedział nieistniejącą opowieść, uzupełniając to, co udało Ci się usłyszeć z nieodpowiednio wyregulowanymi aparatami słuchowymi o wyrazy, które miały zasiać w Tobie jeszcze większe zwątpienie? Pisk. Przecież i tak notorycznie rozlega się między uszami, kiedy dobiegają do nich dźwięki na wysokich tonach - te, których od czasu wypadku nie odbierasz już poprawnie. W samym środku dzikiego Belize, gdzie zdecydowałaś się pozostać, na początku cała ta kakofonia życia sprawiała, że niedaleko Ci było do utraty pozostałych zmysłów. Może to zresztą Twoja scheda po matce… Nie pamiętasz jej zbyt dobrze - byłaś za mała, aby jej obraz wiele lat później wciąż pojawiał Ci się przed oczyma na zawołanie. Wielu sytuacji nie potrafisz sobie od dawna w całości przypomnieć. Urwane fragmenty przeszłości jeszcze majaczą gdzieś na obrzeżach. Ojciec, z którym kobieta znowu się kłóci - bo tata zbyt wiele czasu poświęca badaniom nad ukochanymi kwiatami. Wyjechał na zbyt długo? Orchidelirium, to wtedy usłyszałaś to po raz pierwszy? A może wrzaski z pokoju rodziców dotyczyły choroby mamy, jaka wracała falami tylko po to, by w końcu pochłonąć ją całkowicie? Dzieciństwo. Kiedy Twoja starsza siostra odnosząca sukcesy jako prawnik o nim opowiada, masz wrażenie, że żyłaś w zupełnie innym świecie. Kłamie czy to Ty masz coraz większe luki we wspomnieniach? Gładzisz w zamyśleniu tatuaż Aida, leżąc na belizeńskiej plaży i zastanawiasz się nad tym wszystkim. Inicjały LF, live forever, jak Ci powiedział. Całe ciało pokryte ma tuszem, zapisuje na nim wszystko, co istotne w jego życiu. Na pamiątkę Waszej relacji wykaligrafował przecież „no sorry”, choć… nie wiesz już, do czego dokładnie się to odnosi. A może Ci mówił? Nie usłyszałaś? Nie pamiętasz? Szalona suka.

02:06:00 No comments

Jak co rano spacerujesz brzegiem morza z Sewerynem, pięknym owczarkiem o podpalanym ubarwieniu. Z przyjemnością spoglądasz, jak moczy łapy w wodzie i przynosi w pysku znalezione patyki. Znasz tu każdy kamień i z nostalgią ogarniasz wzrokiem szeroką, piaszczystą plażę. W położonym koło Kołobrzegu Grzybowie mieszkałeś do osiemnastego roku życia. Po zdaniu matury zapragnąłeś poznać więcej świata, więc pomimo protestów rodziców wyprowadziłeś się do Warszawy. Jednak praca w korporacji nie przynosiła Ci satysfakcji, a do tego zaczęły się problemy ojca ze zdrowiem. Wróciłeś więc w rodzinne strony, aby przejąć na siebie ciężar prowadzenia rodzinnego interesu. Należą do niego: kilka domków letniskowych oraz stadnina koni. Od tego czasu w pocie czoła wypełniasz stosy papierków oraz kierujesz paroma pracownikami. Nigdy nie myślałeś, że działalność gospodarcza może być aż tak absorbująca, jednak nie masz wyjścia, gdyż mama i tata już nie są w stanie podołać tak rozległym obowiązkom. Na szczęście do tej właśnie roli byłeś przygotowywany przez całe lata. Pomimo nawału obowiązków, od czasu do czasu znajdujesz czas na drobne przyjemności. Najwięcej radości sprawia Ci jazda konna. Podziwiasz te piękne, wrażliwe zwierzęta i kochasz wypełniające Cię poczucie wolności, gdy pędzisz przed siebie w pełnym galopie. Poza tym z rzadka wychodzisz zabawić się z przyjaciółmi. Posiadasz tylko dwoje - Mateusza i Anię.  Pierwszego znasz jeszcze z liceum i choć wcześniej nie łączyło Was zbyt wiele, po powrocie do Grzybowa Wasze więzy bardzo się zacieśniły. Z kolei dziewczyna jest stajennym w Twojej stadninie a poza tym doskonałym kompanem. Coraz wyraźniej czujesz też, że zaczyna się w Tobie podkochiwać, lecz choć uważasz ją za ładną oraz miłą, traktujesz jedynie jako dobrą znajomą i nie odpowiadasz na czynione karesy. Przecież do miłości nie można nikogo zmusić.

„Gabriel poczuł, jak po jego plecach rozchodzi się dreszcz. Aż zamarł na moment. Te słowa tak bardzo pasowały do tego, o czym nieraz myślał, że przez jego głowę przemknęła refleksja, że sam mógłby właśnie w ten sposób podsumować swoje życie.” 

19:21:00 No comments

Czujesz, jak głowa pęka Ci od pulsującego bólu, który miarowo rozchodzi się po całym ciele.  Starasz się oddychać miarowo, aby uspokoić ogarniające Cię przerażenie. Jednocześnie rozglądasz się gorączkowo - próbujesz zidentyfikować pomieszczenie, w jakim Cię uwięziono. Wyraźnie rozpoznajesz zapach świeżo położonej, drewnianej podłogi, więc wnioskujesz, że zamknięto Cię w jakimś dopiero co urządzonym mieszkaniu. Na szczęście dookoła panuje nieprzenikniona ciemność a wokół jest całkowicie cicho, co oznacza, że Twój oprawca nie znajduje się w pobliżu. Budzi się w Tobie nadzieja, że może uda Ci się wydostać z matni. Próba nie będzie łatwa - masz ręce związane na plecach a nogi mocno ściśnięte trytytką, której plastik boleśnie wrzyna się w skórę. Usta zaklejono Ci szeroką taśmą, co utrudnia oddychanie. Jesteś w trudnej sytuacji, jednak wiesz, że musisz podjąć walkę o wolność, a może nawet życie. Skupiasz w sobie wszystkie siły i powoli turlając się, docierasz do ściany. Z trudem dźwigasz się do pozycji pionowej i opierasz plecy o mur. Teraz przyszedł czas na najtrudniejsze - zrzucenie więzów. Zdajesz sobie sprawę, że wszelkie dynamiczne ruchy będą skutkowały ich silniejszym zadzierzgnięciem. Jedynym wyjściem jest przełożenie spętanych rąk przez nogi. Choć nie bardzo wierzysz, aby się to udało, nie ustajesz w wysiłkach, które w końcu przynoszą rezultat. Z ulgą zrywasz knebel i gorączkowo myślisz, co dalej. Jesteś wściekła na samą siebie, że pomimo bogatego, policyjnego doświadczenia, tak łatwo dałaś zwabić się w pułapkę. Ale z drugiej strony, czy mogłaś podejrzewać, że Maria, świadek koronny w sprawie wyjątkowo niebezpiecznego typa imieniem Miestwin, jest zdrajcą?

 

17:20:00 No comments

Drugi tom dylogii mojej Mistrzyni słów okazał się niebagatelnie lepszy od pierwszego - a nie sądziłam, że to możliwe. Katarzyna Hewa udowadnia, iż wszystko jest, choć początkowo wydawało się zupełnie inaczej. Przywodzącą na myśl literaturę piękną najwyższych lotów opowieścią, Pisarka ponownie przenosi czytelnika w czasie oraz przestrzeni w niemalże widowiskowy sposób. Wierne, wielowarstwowe i wielowymiarowe tło, które wykreowała dla trzeciej powieści historycznej w swoim dorobku i niemalże poetycka warstwa językowa to jednak nie wszystko, co urzeka kochającego niebanalny urok odbiorcę. „Bestia i Pani Róża. Demon” to bowiem również cały sztafaż uczuć: porywająca narracja o zemście planowanej przez osiem lat i ukazanie jej konsekwencji zarówno dla osoby, która poświęca się jej realizacji w najdrobniejszych detalach przez tak długi czas, jak i dla tego, kto zostanie jej poddany. To mistrzowsko domknięta historia o pozornie nieistotnych błędach młodości, które okazują się brzemienne w skutki. Rozważania o wierności sobie oraz własnym przekonaniom oraz wierze w ukochaną osobę, chociażby wszechświat dookoła wskazywał, iż należy w nią zwątpić. O miłości, która jest skłonna do ustępstw w imię wspólnego dobra, walce o ideały oraz marzenia i niezginaniu karku nawet wtedy, kiedy łatwiej byłoby to uczynić niż uparcie przeć pod prąd. Hewa prezentuje także pełną uroku treścią wzorzec przyjaźni oraz małżeństwa o niełatwym starcie - które zamiast niszczyć i zaprzepaszczać, woli pracować nad uczuciem, które zawsze jest tego warte. Teoretycznie akcja rozgrywa się pod koniec XIX stulecia, a jednak jakże bardzo tę treść można osadzić we współczesności, dla jakiej wszystko jest instant… Podobnie zresztą jak walkę tlącego się we wnętrzu tytułowego Demona dobra ze złem, które - po niemalże dekadzie aktorskich przygotowań do słusznej vendetty - miało przyćmić wszystko inne. Proces obserwacji tej swoistej wiecznej bitwy przywodzi na myśl uśmiechający wniosek, że może w niektórych światła nie da się zgasić, nawet, jeśli to ostatni płomień w ciemności.

00:22:00 No comments

„Idzie nowe. Manifest na koniec epoki ciszy” Mileny Cybulskiej to nie poradnik, wbrew temu, co sądziłam. A przynajmniej nie tylko - bo przede wszystkim to sfabularyzowana opowieść o tym, że inne i lepsze może nadejść tylko wtedy, kiedy człowiek nie ma obaw przed… lustrem. Jeżeli nie boisz się stanąć przed odbijającą obraz, szklaną taflą i spojrzeć sobie w oczy - to doskonale. Jest jeszcze lepiej, jeśli potrafisz dostrzec w niej inną osobę. Tę, która na co dzień udaje, że udźwignie na własnych barkach cały świat, choć ugina się pod jego ciężarem. Tę, co nosi głowę wysoko - nawet w obliczu wewnętrznego bólu, nieustającej walki i znieważenia, którego doświadcza. Tego, który od dawna nie śmie już marzyć, bo przecież wciąż trzeba przeć do innego więcej, silniej, szybciej i goręcej. Odbici w lustrze, wszyscy zrzucają maski. Tak, Ty także dałeś się na nie nabrać - tak przecież było wygodniej, a może noszący je okazali się zbyt dobrymi aktorami. Teraz jednak najważniejsze pytanie: co zrobisz z prawdą, którą zobaczyłeś? Czy nadejdzie nowe? Przestaniesz oceniać po pozorach, zauważywszy, że krzywdzą? Teoria budynku. W każdym z pomieszczeń wielopiętrowca jest ktoś, kto właśnie raduje się z nowej pracy, ciąży żony, przygotowań do zbyt długo odkładanej wycieczki ze snów. Inny jednak dowiedział się, że umiera, został na świecie sam czy zwolniony lub oskarżony o coś niewybaczalnego. Każdy ukrywa odmienną, stale zmieniającą się prawdę, co Milena Cybulska nader oryginalnie przedstawia swoją książką. Katastroficzna, wizja, w jakiej bohaterowie uczą się w szkole bez emocji i programach bez serca wiedzie dzięki zawirowaniom do innej wersji teraźniejszości. Tej, na którą wciąż masz wpływ. Jeśli uwierzysz, przeżyjesz i poczujesz. Pomyślisz, przemyślisz i… docenisz fakt, że słowo wciąż ma jeszcze moc. To podróż w tak nowe, jak i stare - miejsce, w jakim rozliczysz się z tym, co najważniejsze. Tu, gdzie wybuch skały powoduje oświecenie i ulgę, rodzi się Twoja prawda. Wolna i związana. Rzeczywiste lustro.

19:43:00 No comments

Znasz swoje imię, ale nie wiesz kim jesteś ani skąd się wziąłeś w tym groźnym, pogrążonym w nocnym mroku lesie. Zdajesz sobie sprawę tylko z jednego - jeśli w nim pozostaniesz, zginiesz. Zewsząd słyszysz dziwne głosy i widzisz złowrogie cienie przemykające pomiędzy drzewami. Ściskając w ręku kamień, który nie wiadomo jak się w nim znalazł, ruszasz przed siebie. Biegniesz z całych sił, raniąc bose stopy na wystających z ziemi konarach oraz ostrych wybojach. Wyczerpany, po pewnym czasie zwalniasz, ale nie przestajesz przeć do przodu. Cały czas masz wrażenie, że jakaś istota podąża za Tobą krok w krok i woła, byś się zatrzymał. Sam nie wiesz, czy to omamy, czy rzeczywistość, więc gnany przerażeniem zmierzasz w nieznanym kierunku, byle dalej od przeszywających strachem zjawisk. Po długim marszu spostrzegasz wyłaniające się z ciemności koryto rzeki, więc przyspieszasz, aby znaleźć zbawcze schronienie w jej nurtach. Masz nadzieję, że woda odetnie Cię od prześladowców, ale bardzo się mylisz. W ciszy toni głosy w Twojej głowie stają się jeszcze bardziej donośne. Jeden z nich zanosi się złowrogim rechotem i szepcze słowa, których znaczenia zupełnie nie rozumiesz: „Witaj w Equalibrum, Alex”. Chwilę potem wyczołgujesz się na brzeg i tracisz świadomość. Gdy ją odzyskujesz, wokoło panuje przenikliwa cisza. Spostrzegasz, że zgubiłeś kamień, na jakim z niewiadomych powodów Ci zależało. Nie masz jednak czasu zastanawiać się, jak wielką stratę poniosłeś. Jest Ci zimno a w żołądek domaga się strawy. Obolały, zmęczony i głodny podejmujesz dalszą wędrówkę.

19:46:00 No comments

Dzisiaj otworzyłaś kolejny rozdział w życiu. Odprowadzając syna na dworzec z trudem się uśmiechasz i udajesz, że nie jest Ci smutno. Chłopak rozpoczyna studia w Gdyni i musisz pogodzić się z tym, że na długi czas opuszcza rodzinne gniazdo. Pozostaniesz w nim sama, do czego zupełnie nie jesteś przyzwyczajona. Z jednej strony cieszysz się, że realizuje ambitną drogę życiową. Z drugiej - zdajesz sobie sprawę, iż odtąd będą witały Cię w domu jedynie cztery ściany. Zaledwie pół roku temu wzięłaś rozwód z człowiekiem, który bardziej cenił alkohol niż Ciebie a co gorsza stawał się po nim agresywnym zwierzęciem i posuwał do rękoczynów. Na szczęście się od niego uwolniłaś, choć nie umiesz się pozbyć przejmującego lęku, że nie da Ci spokoju. Wprawdzie od zapadnięcia wyroku nie masz z Darkiem kontaktu, jednak dręczy Cię przekonanie, że ten czeka tylko na okazję, aby zemścić się za to, że jego „własność” w końcu się zbuntowała. I wcale się nie mylisz. Gdy nadchodzą święta Bożego Narodzenia, odpuszczasz ubieranie choinki - uznajesz, że dla samej siebie nie warto tego robić. Wieczorem nalewasz lampkę wina dla rozluźnienia i zabierasz się do pracy. Jesteś zatrudniona w biurze architektonicznym i zajmujesz się sporządzaniem projektów domów oraz aranżacją wnętrz. Bardzo lubisz to zajęcie i wykonujesz je z prawdziwą pasją, więc czas, jaki przy nim spędzasz, sprawia Ci przyjemność. Ledwie zdążyłaś włączyć laptopa, gdy słyszysz dzwonek. Machinalnie otwierasz drzwi wejściowe, nie zastanawiając się kogo za nimi ujrzysz. Chwilę potem serce podchodzi Ci do gardła, gdyż przed Tobą stoi były mąż, w dodatku wyglądający niezwykle niechlujnie. Jest brudny i jak zwykle agresywny, a także śmierdzi procentami.

04:31:00 No comments

Dawno, dawno temu - a może wcale w tak odległych czasach - za siedmioma górami i wieloma lasami… choć niekoniecznie tak daleko, w śnieżnej Krainie Legend żyła sobie Bajarka, która opowiadała historie z morałem, nader przystające do gustu niejakiej Thrillerly. Słowami skreślonymi przez Joannę Kurek, tworzyła baśnie utkane ze smutków i tragedii, w których jednak, co kochającej łamanie bajkowych konwencji Julii niekoniecznie już tak się podobało, zakończenia niosły dozę światła i nadziei. Och, gdyby tak zamordować po drodze widowiskowo wszystkich bohaterów… rozmarzyła się w trakcie lektury autorka niniejszej recenzji. Jej złożony z cienistości, odcieni czerwieni i czerni mózg poczynił zresztą odpowiednie wizualizacje. Kto wie, być może kiedyś przemienią się w halucynacje semantyczne, jak zresztą drzewiej się działo… 😉 Tymczasem pora oddać głos skrytemu za przepiękną okładką zbiorowi opowiadań „The Storyteller from the Land of Snow. Bajarka z Krainy Legend”, jaki idealnie przystaje do urzekającej zimowością pory. Dwanaście narracji - chłodnych niczym lód i przenoszących w zaczarowane, choć realistyczne światy, spośród których każdy jest niepowtarzalny zupełnie jak płatek śniegu. Tom gawęd idealny dla miłośników nieoczywistych legend i podań, którzy lubią zastanowić się nad sensem rzeczywistości. Przed Tobą iście północne fabuły o moście osób zniechęconych egzystencją, Duchu Wigilijnej Dobroci, Czarnej Łapie, Choince Cudów, krwawych śladach na śniegu, Zimowej Pani Frau Perchcie, Śnieżnym Koźle - Strażniku Zimowej Rogatki, Strażniku Fiordu, Yuki-Onnie, Księżycowej Wilczycy, Diabełku co stał się Aniołkiem oraz… przyszłości. Opowieści idealne do czytania pod ulubionym kocem, z kubkiem rozgrzewającej herbaty czy przy kominku - w samotności, z dziećmi, mężem… albo zawsze, kiedy potrzebujesz uwierzyć w to, że na świecie wciąż jest miejsce dla cudów i baśni, mimo szalejącego na nim zła. Nawet wówczas, gdy wydaje Ci się, że majaczące na obrzeżach wzroku światełko w tunelu zwiastuje li przybycie Pendolino. Może to jednak przebłysk magii?

02:15:00 No comments

Żal Ci tej dziewczyny, ale postanowiłaś od razu, że nie zostaniesz dla niej „nową matką”. Nie będzie zabawy w partnerstwo czy wspólny, rodzinny dom. Zapewnisz jej opiekę, wikt i opierunek dopóki nie dorośnie, ale to wszystko, co jesteś w stanie zaoferować. Miejsca w Twoim wielkim warszawskim mieszkaniu, położonym w prestiżowym pałacu Teppera jest dosyć, by wszystkich z łatwością pomieścić. Żyjesz w nim z gosposią Anką, którą przed wielu laty sprowadziłaś ze wsi do miasta, aby pomagała Ci w prowadzeniu gospodarstwa. A teraz przybędzie Ci dodatkowy lokator - córka bliskiej kuzynki Stefanii, zmarłej przed ponad dwoma laty. Kiedy to się stało, Stasia była jeszcze dziewczynką i półsierotą. Jej ojciec, wiejski nauczyciel, odszedł w zaświaty niedługo po jej urodzeniu. Matka była silną kobietą - na tyle, że pomimo stanowczego sprzeciwu zamożnych rodziców, wyprowadziła się z ich domu, aby osiąść wraz z ukochanym na odległym przysiółku pod Lwowem, klepiąc ciągłą biedę. Dziadkowie nie chcieli mieć nic wspólnego z wnuczką, więc obowiązek zaopiekowania się dzieckiem przypadł w udziale właśnie Tobie, choć między Bogiem a prawdą wcale się do tego nie paliłaś. Jednak, po pierwsze - jesteś kobietą, po drugie - nie masz męża, po trzecie - dysponujesz po zgonie rodziców wystawnym lokum. Po czwarte wreszcie, tak zdecydował za Ciebie wuj Andrzej, będący głową rodziny, wcale nie pytając Cię o zdanie. Na szczęście mała była już w wieku odpowiednim, abyś mogła ją posłać do szkoły. Zdecydowałaś, że będzie to ciesząca się wielkim uznaniem pensja pani Zamoyskiej. Bardzo Ci pasowało, że znajduje się aż w Zakopanem, dzięki czemu nie miałaś zbyt wielu kontaktów z niespodziewaną podopieczną. Przez dwa lata Stasia uczyła się w niej przyrządzania posiłków, sztuki towarzyskiej konwersacji, zachowań właściwych dla socjety, noszenia gorsetu i sukien, a więc wszystkiego tego, co musi umieć panienka pochodząca z dobrego domu.

23:28:00 No comments

Witaj w piekle, które składa się z ośmiu kręgów, spośród jakich każdy jest jeszcze bardziej przerażający od poprzedniego. Jeśli sądziłaś, że walka o uzyskanie doktoratu na Cambridge - jednym z najbardziej prestiżowych magicznych uniwersytetów na całym globie - przypomina wojnę o przetrwanie resztkami sił oraz energii, ogromnie się myliłaś. Dopiero teraz przekonasz się, jak wiele niebezpieczeństw czyha na czarownika, jeżeli ten poważy się na szalenie ryzykowny krok i dzięki odpowiednim ułożeniu zaklęć zdecyduje się zstąpić do samych diabelskich czeluści. Nawet teoretycznie przygotowana, skoro przecież przeczytałaś na ich temat każdą akademicką księgę, narażasz się na zetknięcie z siłami, o jakich nie śniło Ci się w koszmarach najczarniejszych nocy. Cóż zresztą w walce z nimi miałyby pomóc źródła sprzed wielu wieków albo te starożytne? Jak właściwie wygląda ta owiana najgorszą sławą kraina, do której trafiają osoby po niesławnym żywocie, złożonym ze złych uczynków? Już za chwilę poznasz odpowiedzi na te powodujące ciarki na ciele pytania. W plecaku masz kilka opakowań kredy - mag nigdzie nie powinien się ruszać bez tej najwyższej jakości, gdyby przyszło mu za chwilę rozrysowywać zaklęcie - obrzydliwe w smaku, lecz sycące batony energetyczne, ciepłe okrycie i całą resztę niezbędnego ekwipunku. Cóż, przynajmniej taką, która daje Ci nikłą nadzieję na przeżycie. O ile cała misja się powiedzie, bo przecież działasz mocno intuicyjnie, mimo całej uniwersyteckiej kariery i faktu, że jesteś jednym z najlepszych doktorantów. Ponoć ceną za przekroczenie bram piekieł za życia oraz teoretyczne wydostanie się z niego jest połowa lat, jakie pozostały Ci na ziemskim padole. Uważasz, że warto je poświęcić. Udajesz się na sam dół w bardzo konkretnym celu. Masz zamiar sprowadzić z powrotem duszę Jacoba Grimesa - prawdziwego mistrza w dziedzinie magii, pod okiem jakiego kształcisz się od lat, by otworzyć dla siebie najświetniejszą ścieżkę kariery i zdobyć upragniony dyplom. Bez mężczyzny nadzieja na wszystko przepadła… i to z Twojej winy.

02:47:00 No comments

Uwięzione w tragicznie zlodowaciałej bajce nieszczęścia, namalowane onirycznymi słowami “Kwiaty zimnej wiosny” Katarzyny Hewy nie rozkwitają pod warstwą śnieżnego puchu, którego ilość wydaje się ogromnieć wraz z każdą przewróconą stroną książki. Ich płatki zaczynają zamarzać na samych krawędziach i obrastają warstwą szronu, by kolejny podmuch przenikającego do szpiku kości wiatru spróbował sprawić, że ugną się pod ciężarem nieuniknionego losu. Prawie żadna dusza nie dostrzega jednak tego zmyślnego spektaklu. Skrzydła rośliny tak oślepiają jasnością bieli, że aż niemalże idealnie wtapiają się w tło rozszalałego przedstawienia przyrody. Może właśnie to było jej celem? Napisałam kiedyś kilka wersów, które w oryginale głoszą: Любовь сильнее смерти и опаснее рока, потому что ведёт вперёд, даже когда путь растворяется в тумане обречённости. Она не ищет спасения, выбирает верность чувству и своим ценностям. За этот выбор всегда платят высшей ценой… - i jakie w mojej ocenie doskonale przystają do twórczości Hewy, władającej literackimi zdaniami wziętymi jakby z zupełnie innej rzeczywistości. Lepiej brzmią po rosyjsku, lecz wolnym tłumaczeniu znaczą: Miłość silniejsza jest niż śmierć i groźniejsza niż fatum, wszak prowadzi naprzód nawet wówczas, gdy droga rozpływa się we mgle przeznaczenia. Nie szuka ocalenia. Wybiera wierność uczuciu i swoim wartościom, za jaki to wybór zawsze płaci się najwyższą cenę... Gdybym miała krótko podsumować “Kwiaty zimnej wiosny” - wybrałabym te właśnie wersy i dodała do nich dwie znaczące informacje. Po pierwsze, choć przewidziałam możliwy rozwój fabuły, ta opowieść złamała mi serce, rozbiwszy je na milion kawałków. Cóż, a przynajmniej tak by zrobiła, gdybym nim dysponowała. Na domiar złego wycisnęłaby z mrocznych oczu łzy. Po wtóre, to JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH historii o miłości, jakie przeczytałam W ŻYCIU. Jej narracja majestatycznie odziewa czytelnika woalem utkanym ze smutku. Otula go także mistrzowską liryką, która szepcze do ucha opowieść o kwiecie, jaki musiał delikatne płatki zahartować niczym stal. Jest wspaniała.

04:34:00 No comments

Kochasz wolność i przygody. Nigdy nie pasowałeś do zwykłej, szarej egzystencji, jaką wiodą inni ludzie. Nie czujesz się od nich lepszy, po prostu jesteś odmienny - Twój niespokojny duch co rusz domaga się nowych podniet. Gdy wielokrotnie wracałeś do rodzinnej, pięknej Barcelony, liczyłeś ostatnie grosze, które pozostały Ci z ostatniej wyprawy i spoglądałeś na swoje podziurawione spodnie, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy warto włóczyć się po całym świecie. Czy nie lepiej osiąść spokojnie w niewielkim mieszkanku, jakie pozostawiła Ci ukochana babcia, znaleźć pracę, poznać kobietę i wreszcie się ustatkować. Ale zawsze po paru dniach stagnacji nogi wiodą Cię do portu, w którym wciągasz pełną piersią słone od morskiej wody powietrze i ogarnia Cię niezmierzona tęsknota za wolnością. Taką, którą mierzy się głębią lazurowej wody pod kilem, wysokością palm na odległym wybrzeżu oraz szerokością kół, wykonywanych nad głową przez majestatyczne Albatrosy. Chodząc po uliczkach miasta, czujesz się coraz bardziej wyobcowany. Nie potrafisz znaleźć z ludźmi wspólnego języka, nie brakuje Ci też za towarzystwa dawnych przyjaciół, którzy, widząc, że ich nie potrzebujesz, już dawno odsunęli się od Ciebie. A może to właśnie Ty zacząłeś unikać ich bliskości. Tak czy inaczej, za każdym razem wracasz do starych nawyków i pędzisz przed siebie w poszukiwaniu przygody, nie zastanawiając się, co zdarzy się jutro. Przemierzyłeś świat wszerz i wzdłuż a odciski Twoich stóp można by znaleźć na Karaibach, nad Morzem Czerwonym, w Zanzibarze, Tajlandii, obu Amerykach i w innych niezliczonych krainach. 

„(...) coraz bardziej oddalałem się od świata, do którego - jak czułem - nigdy naprawdę nie pasowałem. Jakby inni wiedzieli coś, czego nikt mi nie powiedział, a co było niezbędne, by poczuć się częścią całości.” 


20:46:00 No comments

Tylko przetrwać, nawet za cenę stracenia lub chwilowego ukrycia w mroku niepamięci wszystkiego, co się przeżyło i tego, kim tak naprawdę się jest. Dostosować się do teraźniejszych okoliczności, skryć osobowość jak najgłębiej w środku, za codzienność przyjmując ciszę i niewychylanie się pod żadnym pozorem. Słowo w niewłaściwym języku może przynieść najgorsze z konsekwencji. Zbyt głośna rozmowa z sąsiadką o długim języku - nieszczęście. Zdradzenie córce, kim w istocie był jej ojciec i w jakich okolicznościach się poczęła - zniszczenie jej zaufania i zachwianie całym światopoglądem. Po naznaczonym wojenną pożogą, wciąż złożonym z szarości mieście najlepiej przemykać niezauważonym. Możliwie pod osłoną nocy, w ciszy, bez spoglądania komukolwiek prosto w oczy. To nie jest łatwe życie ani takie, którego powinno się życzyć nawet obcej osobie. Człowiek nie ma jednak władzy nad wyborem tego, na jakim kawałku świata i w jakim czasie się narodzi. Wrzucony w rozszalały wir dziejowych odmętów, stara się za wszelką cenę wpasować we własny kawałek rzeczywistości. To nie jest heroiczne, lecz normalne. A mimo tego, gdy śledzi się losy niektórych książkowych bohaterów, odczuwa się głęboką zadumę. Próbuje się postawić na ich miejscu, czego w mojej opinii nigdy robić nie należy. Jak głosi znana maksyma, tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Ocenianie poczynań minionych z perspektywy miękkiego fotela, ustawionego w wygodnym, bezpiecznym pokoju wydaje się niewłaściwe. “Cudze oddechy”, jakie tchnął w wykreowane postaci Paweł J. Sochacki, sprawiają jednak, że czytelnik mimowolnie zastanawia się: jak odnalazłbym się w powojennej rzeczywistości? Czy pokusiłbym się o bliźniacze wybory, a może wolę myśleć, że zachowałbym się zupełnie inaczej? Trzy kobiety - każda z własną historią, nierozerwalnie powiązaną z opowieściami tych pozostałych. Córka, matka i dobrodziejka, złączone tajemnicami i nieustającymi zagrożeniami, teraz splecione jeszcze ciaśniej na skutek niewyjaśnionego zaginięcia sąsiadki. Niewielka miejscowość zamieniona na klimat prowincji z czasów głębokiego PRL-u... Ukojenia brak. 

17:19:00 No comments

Literacka uczta dla wytrawnych smakoszy - opowieść, jaka wymyka się wszelkim ramom gatunkowym. Pozornie można by stwierdzić, iż Agnieszka Płonka stworzyła fantastyczną narrację, jednak wnikliwi już po kilku stronach lektury “Starego przyjaciela” zaczną dostrzegać, że oryginalnie wyglądające przystawki to w istocie historia skomponowana z niezliczonej ilości metafor w wielu aromatach. Choć jej fabułę należy określić mianem skomplikowanej - zapewniam, że jeśli się w niej rozsmakujesz, będziesz nad nią rozmyślał przez kolejne dni i zapragniesz skosztować jej ponownie. Pisarka, zupełnie niczym opatrzony gwiazdką Michelin artysta, włada piórem w sposób dojrzały i pewny, zabierając w czytelnika w podróż tak niewtórną, jak tylko da się to wyobrazić. Z pogranicza jawy oraz snu, mrzonek i koszmarów, przeszłości oraz teraźniejszości - a wszystko to okolone wręcz poetycką warstwą językową. Jej głębię, wbrew pozorom, sugeruje już sama okładka. Prosta, a jednak po poznaniu tej niezwykłej gawędy, nabierająca tak wiele znaczeń. To historia o tym, że połączenie krwistej czerwieni, nieodłącznie kojarzącej się z obmierzłością kom*unizmu, z nieskalaną niewinnością błękitu daje odcień fioletu. Ten zaś przybiera postać siniaka, co to zbyt długo pozostaje na skórze. Opowieść o niedostrzeżonym nietoperzu, nadającym na niesłyszalnych falach. Stającym w płomieniach Feniksie, jaki chroni własne tajemnice i rzadko daje się dostrzec ludziom. Lwie uwięzionym w klatce, którego nie da się uciszyć. Tak jak najsilniejszych spośród odmiennie myślących, jakich propagandziści nieustannie deprecjonują, próbując zamknąć im usta. Nieosądzonych zbrodniach. Dla mnie jednak “Stary przyjaciel” jest przede wszystkim świadectwem niezłomności pewnej kobiety z Fioletowego Podwórka. Kasandry, jaka mimo wielkich możliwości w razie przemiany i autozdrady, pozostała wierna swoim przekonaniom. To zaś zawsze pozostaje najwyższą wartością... pod niebem, które nigdy nie przestaje błękitnieć. Jeśli tylko patrzy się na nie z dobrej strony. 

01:22:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (23)
    • ▼  lut (13)
      • Mimi Lisette - Coma. Na dnie snu - recenzja
      • Aleksandra Gmyrek - Sekret Nieudanych Związków. Pa...
      • Jo Morey - Mroczna laguna - recenzja
      • Agata Przybyłek - Trzysta kilometrów miłości - rec...
      • Katarzyna Wolwowicz - Gen zła - recenzja
      • Katarzyna Hewa - Bestia i Pani Róża. Demon - recenzja
      • Milena Cybulska - Idzie nowe. Manifest na koniec e...
      • Andrzej Dąbroś - Equalibrum. Zwiastun śmierci - re...
      • Monika Michalik - Szuflada z motylami - recenzja
      • Joanna Kurek - The Storyteller from the Land of Sn...
      • Dominika Buczak - Parasolki - recenzja
      • Rebecca F. Kuang - Katabaza - recenzja
      • Katarzyna Hewa - Kwiaty zimnej wiosny - recenzja
    • ►  sty (10)
      • Fernando Gamboa - Ostatnia krypta - recenzja
      • Paweł J. Sochacki - Cudze oddechy - recenzja
      • Agnieszka Płonka - Stary przyjaciel - recenzja
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates