Ashley Winstead - Grupa - recenzja
Skryci za ekranami, owiani złudną mgłą anonimowości, domorośli bohaterowie zza klawiatury - tak często zapominają o tym, że po drugiej stronie również jest człowiek. O własnych myślach, nieznanym sztafażu doświadczeń, złożonym z wielu odcieni osobowości. Może właśnie cały ciężar świata ponownie opadł mu na chylące się ku ziemi barki i szuka w Internecie chwili wytchnienia lub bezpiecznego miejsca, w którym będzie miał szansę zwierzyć się komuś obcemu. Może to dla niego ostatnia szansa, by ktoś nieznany napisał mu krzepiącą wiadomość, podając choć jeden powód, by codziennie otwierać oczy. Gdyby trafił w zły zakątek Sieci, łatwo byłoby o największą z tragedii, toteż w erze wszechobecnego hejtu warto zastanowić się nad każdym z kliknięć - wszak te nie trafiają w próżnię i potrafią mieć najróżniejsze skutki… Bywa też bowiem, że otwierając przeglądarkę, próbuje się chociażby na chwilę zająć czymś umysł. Poradzić sobie z żałobą i stratą tak jak główna bohaterka kryminału Ashley Winstead o imieniu Jane - bo przecież każdy usiłuje nie dać się im pochłonąć na różne sposoby. I tak oto, obejrzawszy uprzednio mroczny program telewizyjny o niewyjaśnionych zbrodniach, trafia się na to zdające się być przeznaczeniem forum, które zaczyna pochłaniać niczym obsesja. Nowa misja w rzeczywistości, która po śmierci ojca jawiła się już tylko jako jałowa, bezsensowna pustka. Łzy zamierają w kącikach oczu, nieobecność taty przytłacza odrobinę mniej z każdą kolejną stroną dyskusji. Samozwańczy detektywi szybko przyjmują Cię do swojej małej, zamkniętej społeczności i czujesz się częścią tytułowej „Grupy”, dzięki czemu Twoje życie wydaje się znowu sensowne. Kto rozumiałby Cię lepiej, niż ludzie, którzy od lat pomagają policji i detektywom w wyjaśnianiu zagadek nierozwiązanych morderstw i widzieli już tyle bezsensownych odejść i utrat, że doskonale wiedzą, jak się teraz czujesz? Szkoda jednak, że nie zdradzili Ci, że rzucając się w wir przestępczych rebusów, łatwo jest zatracić granicę między legalnym a zabronionym i z komentatora stać się uczestnikiem zdarzeń…
„Może tak właśnie wygląda
definicja losu: wszechświat podaje Ci na tacy to, czego pragniesz, tę jedną
rzecz, której nie odmówisz i która jest zarazem idealną pułapką zastawianą na
samego siebie.”
Zaklinasz rzeczywistość. Gorączkowo powtarzasz zdania, modlisz się do każdego bytu, jaki tylko przychodzi Ci do głowy, mamroczesz ważkie obietnice. Nie potrafisz przestać w obawie, że jeśli to zrobisz - Twój tata nie przeżyje. A przecież dopiero co z nim rozmawiałaś, w najgorszych nawet koszmarach nie przewidując, że to ostatni raz. Że mogłoby go zabraknąć, bo miał jeszcze tyle do przeżycia, tak wiele chwil z Tobą do spędzenia. Tyle siebie do opowiedzenia i książek do doczytania. Wszystko zdaje się na nic, bo choć pędzisz ze studiów do rodzinnej miejscowości tak szybko, jak to możliwe - gdy docierasz na miejsce, ojca już nie ma. Nagły wypadek, zator, niewydolność… Trzęsącym się głosem, zanim rzuci Ci się bezładnie w ramiona, mama recytuje słowa, których nie chcesz przyjąć do świadomości. Pośrodku poszarzałego domu, co to zawsze lśnił czystością, a teraz nieuporządkowany i pokrywający się kurzem wydaje się tak przeraźliwie pusty - choć przecież ponoć zabrakło w nim tylko jednej osoby… Stupor, stagnacja, wyparcie, ból nieprzewidzianego… Kotłuje się w Tobie stado najstraszniejszych emocji. Mimo że matka zadbała już o formalności związane z pochówkiem, nie potrafisz sobie odmówić najdroższego prezentu, jaki kupiłaś sobie w życiu. Płacisz domowi pogrzebowemu za możliwość ostatniego pożegnania z ojcem. Z dziewięćdziesięciu minut przeznaczonych na to spotkanie wytrzymujesz dwadzieścia. Jego blada twarz nie przypomina tej znanej, wiecznie uśmiechniętej i gotowej na życiowe wyzwania. Dłonie są przeraźliwie zimne. Nie takiego chcesz go zapamiętać. Przychodząc tutaj chyba chciałaś się tylko upewnić, że naprawdę odszedł, że to nie jest żaden makabryczny żart. Straciwszy najdroższą osobę, która tak wiele znaczyła, czujesz się, jak gdyby czas stanął w miejscu, choć uparcie nigdy nie chce tego zrobić. Nie widzisz już sensu w dalszym studiowaniu ani niczym innym - wszystko wydaje się tak przeraźliwie trywialne w obliczu straty. A potem włączasz odbiornik telewizyjny i wsłuchujesz w głos prezentera, który opowiada o nierozwiązanej zbrodni i zadaje pytania, które… Ty sama obracasz w głowie, względem własnej utraty. Znak?
„(…) zdałam też sobie
sprawę, że nie był do końca tym człowiekiem, którego zapamiętałam. (…) Stał się
kimś innym, bardziej skomplikowanym. Trudniejszym do zdefiniowania.
Zastanawiałam się, czy pomimo prowadzonego śledztwa zdołam go kiedykolwiek
poznać.”
Nareszcie masz czym zająć myśli, koncentrując się na czymś innym niż bolesnym fakcie, że taty już nie ma. Otwierasz przeglądarkę internetową i zaczynasz szukać wszystkich dostępnych informacji na temat tajemniczego przestępstwa. I właśnie tak natrafiasz na forum dla samomianowanych detektywów, którzy cały swój wolny czas poświęcają na próbę rozwiązywania zagadek kryminalnych, jakich nie udało się rozwikłać śledczym. Na początku jesteś tylko czytelnikiem, ale już wkrótce tak dajesz się pochłonąć dyskusji, że zakładasz konto i zaczynasz się udzielać. Nawet nie zauważasz momentu, w którym czynnie włączasz się w poszukiwanie przeoczonych tropów, próbując sprawdzić pobliski monitoring czy okolicę, w której prawdopodobnie doszło do porwania, o którym słuchałaś w telewizji. Wkrótce całe dnie poświęcasz na rozmowy z użytkownikami strony, jacy to wydają się być Ci coraz bliżsi, mimo że rozmawiasz z nimi tylko za pośrednictwem ekranu. Poza mamą nie masz już na tym świecie nikogo, a tym nieznanym ludziom możesz napisać absolutnie wszystko, co jest dziwnie oczyszczające. Co więcej, pierwsze prywatne dochodzenie kończy się Twoim sukcesem - Wasza grupa podrzuca policji istotną wskazówkę, dzięki której możliwe jest aresztowanie sprawców. Rozochocona sukcesem, porzucasz studia, w pracy jesteś coraz bardziej nieobecna, zaś całe dnie właściwie spędzasz przy klawiaturze, zatracona w próbie rozłożenia na czynniki pierwsze kolejnej kryminalnej sprawy. Członków zgromadzenia traktujesz coraz bardziej jak przyjaciół czy niemalże nieposiadaną już rodzinę. Za sprawą kampusowego mordercy już wkrótce poznasz ją osobiście, jako że wraz z gronem najbardziej zaufanych osób z forum postanowisz zinfiltrować miejsce zbrodni. Gdzie jest granica tego szaleństwa? Po co to wszystko robisz? Odpowiedź dawno nosisz już w sobie: prowadząc śledztwa dotyczące obcych, tak naprawdę poszukujesz fragmentów ojca, których nie zdążyłaś odkryć. Wkrótce się to zmieni…
„Co robi człowiek
ukrywający się w ciemności, otoczony ze wszystkich stron zbliżającymi się
wrogami? Przyparty plecami do muru, wiedzący, że nie płyną mu na ratunek żadne
statki - gorzej nawet, zdający sobie sprawę, że nie ma żadnych reguł, żadnych obietnic
czekającego go nieba. Jest tam tylko on i wszystko to, co sobie ceni, zwłaszcza
teraz, gdy śmierć jest tak bliska.”
Anonimowi ludzie,
spoglądający w dół rozkopanego grobu - przyznaję, iż „Grupa” Ashley Winstead ma
doprawdy kapitalną okładkę, która nader rezonuje z treścią powieści. Znaczną
jej część stanowią wycinki z forum internetowego, co dodaje lekturze
wielowymiarowości i pozwala poznać uczestników zdarzeń z różnych perspektyw.
Personalnie średnio przepadam za podobnym rozwiązaniem - tak samo zresztą jak
za dość powolnie rozwijającą się fabułą, a taką właśnie w mojej ocenie charakteryzuje
się recenzowana książka. Bez dwóch zdań przypadnie ona jednak do gustu fanom
typowych kryminałów, którzy kochają rozkładane na czynniki pierwsze, szczegółowe
śledztwa. Tym bardziej, że prowadzą je miłośnicy zagadek kryminalnych - a nie
zwyczajni detektywi. Gdybym miała ocenić jedynie tę część tekstu, z uwagi na
raczej statyczną akcję i mało niezwiązanych z przestępstwami wydarzeń, zapewne
pokusiłabym się o notę 6/10, w dodatku opatrzoną minusem. Autorka, sama
naznaczona niedawno prywatną stratą, spowiła jednak swoją opowieść czymś, co w
moich oczach zdecydowanie podnosi wartość prozy - wzruszającymi przemyśleniami,
dotyczącymi radzenia sobie z żałobą. Oczami głównej bohaterki, Pisarka snuje
wartościowe słowa na temat tego nader trudnego procesu. Związane z nim,
zaskakujące zakończenie jest wręcz poetyckie. I właśnie za nie dodaję historii
solidny punkt, pozostawiając „Grupę” z oceną 7/10. Ten poprawny kryminał
spodoba się fanom przestępczych łamigłówek oraz opowieści o utracie, które
zawsze majaczą na obrzeżach…
PS Twojej uwadze poleca się ten sennie tęskny i tragiczny, jakże ważki fragment, który udowadnia, iż Winstead ma duży potencjał ku temu, by zamiast opowieści skupionych na śledztwie, podarować czytelnikowi skrawki literatury pięknej.
„Kim więc był mój ojciec?
Nie jedną, a wieloma osobami. Małym chłopcem z Tennessee, marynarzem z Włoch,
mężczyzną dumnym z tego, że ukończyłam szkołę średnią, skrybą z pokładu
Voyagera. Po śmierci zrobił się tak wielki, że nie dało się przyporządkować go
do jednego czasu albo miejsca. Nie stał się czarną dziurą nieobecności, tylko
wirem wielu możliwości. (…) I z tym właśnie dystansem musiałam się w końcu pogodzić:
mój ojciec istniał tutaj, na Ziemi. Stworzył mnie, ofiarował mi te ciemne włosy
i rzymski nos, swój uśmiech i magię miłości. Podarował mi swoje serce. I
nazwisko. Kochanie go było do pewnego stopnia powodem mojego przyjścia na
świat. A potem odszedł. (…) Chyba nadal próbuję Cię dosięgnąć, gdziekolwiek
jesteś, i sprowadzić Cię z powrotem. Postaram się Ciebie unieśmiertelnić we
wszystkich kolejnych książkach. Proszę, potraktuj to jako dowód mojej wielkiej
miłości i wybacz mi, że nie daję Ci spokoju. Twoja córka na wieczność i jeden
dzień dłużej.”

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)