„Czasem jedyną rzeczą gorszą od szukania prawdy jest jej znalezienie.”
Dawno, dawno temu byłeś utalentowanym śledczym. W swojej pracy spotykałeś
się z wydarzeniami, które coraz bardziej Cię przytłaczały i odciskały na Tobie
swoje piętno. Usiłując oddać pokrzywdzonym sprawiedliwość, nurzałeś się coraz
bardziej w otchłani zła i obrzydliwości. Prawdą było to, co mówili – jeśli zbyt
długo spoglądasz w otchłań, w końcu i ona spojrzy na Ciebie. Istniała jednak na
tym świecie Twoja bezpieczna oaza w postaci ukochanej żony i mającej niedługo
narodzić się córeczki. Szczęście jednak nie było Ci dane: okrutny wypadek, za
który obwiniasz się po dziś dzień, odebrał Ci wszystko, co miało dla Ciebie
jakikolwiek sens. Dziś został Ci pamiątkowy nabój w ozdobnym pudełku, ponure
puste mieszkanie, swędząca blizna na szyi oraz podła kawa, uzupełniana przez
całą dobę mniejszą lub raczej większą ilością whisky. Nie potrafiłeś już dłużej
być śledczym – nie po tym, do czego Cię to doprowadziło. Marnowałeś się pełniąc
funkcję ochroniarza, by w końcu otworzyć własny biznes, zostając detektywem.
Liczyłeś na spokojne zlecenia, w trakcie których nie do końca trzeźwy będziesz
przyłapywać na zdradzie niewiernych małżonków. Och, jakże grubo się pomyliłeś…




.jpg)
.jpg)