Rozpocznij pokaz slajdów. Tematem dzisiejszej prezentacji będą czasy licealne. Rzutnik wyświetla na ścianie pierwszy z obrazów, a wszystkich oglądających ogarnia konsternacja, kiedy nie widzą nic poza tłem w odcieniu najczarniejszej czerni. Po chwili dołączają do niego pierwsze, jeszcze nieśmiałe takty muzyki. Cichy utwór rozpoczyna sączyć swą rzewną pieśń; melodię utkaną z nut zupełnie na wzór tej żałobnej. Widzowie siedzą w osłupieniu. O co tutaj chodzi? Przecież wspomnienia ze szkoły średniej powinny składać się z nachodzącej na siebie feerii szalonych barw, z pasującym do nich podkładem dźwiękowym z disco zmiksowanego z wesołym disco polo. Nie zawsze tak jest. Wstrzymaj oddech. Wytrzymaj jeszcze chwilę, a zrozumiesz. Drugi slajd. Jednolicie czarne tło przechodzi stopniowo w milion odcieni szarości. Klasyczna muzyka narasta, chwilami aż raniąc uszy, by wybuchnąć kawalkadą dźwięków w szalonym crescendo, kiedy zobaczysz ostatnią klatkę – zwiędły, całkowicie ususzony kwiat. Różę, z której ktoś nierówno i niedbale wyrwał wszystkie płatki. Smutnego słonecznika z opuszczoną główką. Coś zniszczonego. Zanim jednak dotrzesz do końca prezentacji i zostaniesz przeszyty ostatnim, piskliwym wręcz dźwiękiem, migawka obrazów. Każdy z nich pojawia się coraz szybciej. I szybciej. I za szybko. Sceny zaczynają się na siebie nawarstwiać. Samotna postać skulona z książką pod ścianą. Szydzący uśmiech matematyczki. Rechocząca dziko anglistka. Lubieżny wuefista. Wychowawca udający, że niczego nie widzi. Dyrektor reklamujący zamtuz jako prestiżowe liceum. Osoby z Twojej klasy powtarzające plotki, szczęśliwe, że wyrzutek jest poza nawiasem. Zapraszające się wzajemnie na osiemnastki, podczas gdy Ty byłeś na aż żadnej. Upokorzenia. Poniżenia. Codzienne małe, acz jak wielkie, wrogie gesty, próbujące zabić ducha. Stłamsić inność. Wykorzenić niepokorną oryginalność. Miałcy nie wiedzą jeszcze, że to nigdy im się nie uda, ale jeśli obejrzysz tę prezentację, nigdy już o niej nie zapomnisz. Trzy lata, ponad tysiąc dni. Tak… o czasach licealnych zdecydowanie można by napisać mroczną książkę. Mogłabym stworzyć o nich horror, gdybym postanowiła zniżyć się do pewnego poziomu. Być może satysfakcja z wymordowania wszystkich bohaterów przyniosłaby mi przyjemność, cały ocean zadowolenia; wet za wet. I może nawet kiedyś to morze wyleję, powodując powódź, potop i klęskę żywiołową, a potem podpalając pozostałe po niej zgliszcza z makiawelicznym uśmiechem na wzór dumnego Nerona. Póki co, tym nietypowym intro do recenzji stwierdzę, że Natasha Preston napisała kolejny świetny młodzieżowy thriller. Pozycję pełną niepokoju, tajemniczości i nastoletnich intryg, spośród których każda budzi inną retrospekcję z młodych lat. Tych z założenia beztroskich i szczęśliwych, a czasem tak bardzo spod ciemnej gwiazdy, że nawet Kuba Rozpruwacz miałby dylemat od kogo zacząć. Przejdźmy jednak do „Prawdy czy wyzwania”, czyli książki, która rozkocha w sobie miłośników „Słodkich kłamstwewek”, „Plotkary” i… zabijania.
.png.PNG)

.jpg)

.jpg)