• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

„Napisał. Cześć. Nic więcej, patrzyła na pięć liter, nie zdając sobie sprawy, że zmienią jej życie. Na zawsze. Bezpowrotnie.”

Wiele lat temu Hugo w programie telewizyjnym utrzymywał, że „troje to już tłok”, zaś Maria Nurowska w „Tangu dla trojga” udowodniła to w ujęciu praktycznym, odbierając czytelnikom oddech. Jeśliby przemienić trójkę w czwórkę, w pozornie oczywistym równaniu znajdą się o dwie osoby za dużo. Małżeństwo. Nie węzeł gordyjski, a święty. Instytucja splatająca „жизнь” męża i żony w jedno życie. Dla niektórych dążenie i sen; szczyt marzeń. Dla innych coś świadczącego o pewnym poziomie dojrzałości, co osiągnąć trzeba – na już. A potem kurz, bo przecież to wszystko nie miało być tak. Obiecana sielanka w domku znajdującym się za koniecznie białym płotkiem, przemienia się w horror – szybciej niż to było zaplanowane. I choć w tym programowaniu właśnie problem tkwi, bo przecież to nie jemu powinny być poddawane szczere uczucia, nagle kolorowy kadr się zaczernia. Szczęście prowadzi do tragedii. A małżeństwo… do morderstwa. Przedstawiam Ci „Narośl” – najlepszy tegoroczny thriller domestic noir, który zdecydowałam się objąć patronatem medialnym. Już samo to powinno stanowić niebagatelną zachętę, jako że ostatni raz postanowiłam zaopiekować się w ten sposób książką ładnych kilka lat temu. Dlaczego więc powiedziałam sakramentalne „tak” najnowszej propozycji Agnieszki Peszek?

16:59:00 No comments

Rozpocznij pokaz slajdów. Tematem dzisiejszej prezentacji będą czasy licealne. Rzutnik wyświetla na ścianie pierwszy z obrazów, a wszystkich oglądających ogarnia konsternacja, kiedy nie widzą nic poza tłem w odcieniu najczarniejszej czerni. Po chwili dołączają do niego pierwsze, jeszcze nieśmiałe takty muzyki. Cichy utwór rozpoczyna sączyć swą rzewną pieśń; melodię utkaną z nut zupełnie na wzór tej żałobnej. Widzowie siedzą w osłupieniu. O co tutaj chodzi? Przecież wspomnienia ze szkoły średniej powinny składać się z nachodzącej na siebie feerii szalonych barw, z pasującym do nich podkładem dźwiękowym z disco zmiksowanego z wesołym disco polo. Nie zawsze tak jest. Wstrzymaj oddech. Wytrzymaj jeszcze chwilę, a zrozumiesz. Drugi slajd. Jednolicie czarne tło przechodzi stopniowo w milion odcieni szarości. Klasyczna muzyka narasta, chwilami aż raniąc uszy, by wybuchnąć kawalkadą dźwięków w szalonym crescendo, kiedy zobaczysz ostatnią klatkę – zwiędły, całkowicie ususzony kwiat. Różę, z której ktoś nierówno i niedbale wyrwał wszystkie płatki. Smutnego słonecznika z opuszczoną główką. Coś zniszczonego. Zanim jednak dotrzesz do końca prezentacji i zostaniesz przeszyty ostatnim, piskliwym wręcz dźwiękiem, migawka obrazów. Każdy z nich pojawia się coraz szybciej. I szybciej. I za szybko. Sceny zaczynają się na siebie nawarstwiać. Samotna postać skulona z książką pod ścianą. Szydzący uśmiech matematyczki. Rechocząca dziko anglistka. Lubieżny wuefista. Wychowawca udający, że niczego nie widzi. Dyrektor reklamujący zamtuz jako prestiżowe liceum. Osoby z Twojej klasy powtarzające plotki, szczęśliwe, że wyrzutek jest poza nawiasem. Zapraszające się wzajemnie na osiemnastki, podczas gdy Ty byłeś na aż żadnej. Upokorzenia. Poniżenia. Codzienne małe, acz jak wielkie, wrogie gesty, próbujące zabić ducha. Stłamsić inność. Wykorzenić niepokorną oryginalność. Miałcy nie wiedzą jeszcze, że to nigdy im się nie uda, ale jeśli obejrzysz tę prezentację, nigdy już o niej nie zapomnisz. Trzy lata, ponad tysiąc dni. Tak… o czasach licealnych zdecydowanie można by napisać mroczną książkę. Mogłabym stworzyć o nich horror, gdybym postanowiła zniżyć się do pewnego poziomu. Być może satysfakcja z wymordowania wszystkich bohaterów przyniosłaby mi przyjemność, cały ocean zadowolenia; wet za wet. I może nawet kiedyś to morze wyleję, powodując powódź, potop i klęskę żywiołową, a potem podpalając pozostałe po niej zgliszcza z makiawelicznym uśmiechem na wzór dumnego Nerona. Póki co, tym nietypowym intro do recenzji stwierdzę, że Natasha Preston napisała kolejny świetny młodzieżowy thriller. Pozycję pełną niepokoju, tajemniczości i nastoletnich intryg, spośród których każda budzi inną retrospekcję z młodych lat. Tych z założenia beztroskich i szczęśliwych, a czasem tak bardzo spod ciemnej gwiazdy, że nawet Kuba Rozpruwacz miałby dylemat od kogo zacząć. Przejdźmy jednak do „Prawdy czy wyzwania”, czyli książki, która rozkocha w sobie miłośników „Słodkich kłamstwewek”, „Plotkary” i… zabijania.

18:36:00 No comments

„Prosiłam o rodzeństwo. Dostałam czwórkę. I drugą matkę. I pałac. Oraz tuzin białych gołębi, świnkę wietnamską, iguanę z Egiptu, dalmatyńczyka i ogromny wstrząs.”

Nie każdy musi być rodzicem, ponieważ nie wszyscy zostali do tego stworzeni; przeznaczenie niektórych jest zupełnie inne. Pomimo tego zawsze pojawiają się osoby, które postanawiają mieć dziecko na siłę, nie bacząc zupełnie, że traktując je jak przedmiot, który można nabyć – mogą je skrzywdzić. Syn lub córka na zamówienie – bo tego chcę i koniec (przy czym brakuje tylko charakterystycznego dla przebywających w piaskownicy, gniewnego tupnięcia nogą)… czyż nie jest to dziecinne? Nieodpowiedzialne i nieodpowiednie. Sięgając po reportaż zatytułowany „Córka dawcy nasienia”, zdecydowanie nie spodziewałam się, że zamiast mogącej przytłoczyć lektury, otrzymam tak naprawdę przejmującą, wstrząsającą i smutną opowieść traktującą o tym, jak nieroztropne decyzje rodziców mogą skrzywdzić i zniszczyć dziecko. Historię o egoistycznej matce, której narwane pomysły sprowadziły na świat będącą autorką tej propozycji czytelniczej Chrystę. Narrację o dzieciach, które nie są zabawkami czy zwierzątkami domowymi – choć wciąż zbyt często właśnie tak są traktowane. Myślę, że po tę książkę powinien sięgnąć każdy, kto chciałby kiedyś mianować się rodzicem (bo zaszczytne i nie z urodzenia to miano) i także ten już nim będący, aby zobaczyć, czego mama czy tata zawsze powinni się wystrzegać.

16:09:00 2 comments

„Musiała uciekać. Wiedziała, że jeśli nie ucieknie, to skończy jak one wszystkie. Straci życie. Albo jeszcze gorzej.”

Na ramiona opadają Ci białe płatki śniegu. Wirują ku Tobie z zasnutego granatowo-szarymi chmurami nieba i znikają, kiedy tylko zetkną się z Twoim, nieodpowiednio jak na tę pogodę ubranym, ciałem. Nie zauważasz tego. Nie do końca zarejestrowałaś nawet, że porzuciłaś samochód przed bramą, nie zaciągnąwszy ręcznego. Nie zadbałaś o to, by nie blokował przejazdu innym autom. Uderzasz zziębniętymi rękoma w interkom, który milczy – raz za razem, choć nie przynosi to żadnego efektu. „Nie została Pani wpisana na listę oczekujących.” Zdzierając gardło do bezosobowego okienka domofonu, uzyskałaś tylko tę jedną odpowiedź, po której nastała bezlitosna cisza. Zaciskasz dłonie na wysokich kratach, otaczających ten owiany złą sławą ośrodek, znajdujący się na wyspie u wybrzeży stanu Maine, szarpiąc za nie, jak gdyby miało to moc sprawić, że brama się otworzy. Poprzysięgasz sobie dostać się na teren Halycon Hall choćby nie wiem co – i to już, zaraz, natychmiast. Za wszelką cenę. Cóż innego miałabyś zrobić po rozpaczliwym telefonie, który otrzymałaś od siostry, jak tylko pospieszyć jej na ratunek i wydostać ją z tego piekielnego miejsca? Tak postępuje prawdziwa rodzina. Pędzi na złamanie karku nieść Ci pomoc, nawet jeśli po drodze sama narazi się na niebezpieczeństwo; być może śmiertelne. Uratujesz małą Genevieve zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba. Nawet, jeżeli nie jest już taka malutka – wszak za chwilę osiągnie pełnoletniość. Nawet, jeżeli wcale nie znajduje się w opresji. Nawet, jeżeli… tak naprawdę nie jest Twoją siostrą.

18:40:00 No comments

„Czy chcesz teraz rozpocząć pełną synchronizację z Twoim systemem nerwowym i konfigurację urządzenia?”

Uwaga! 🔥 Jak wiesz, rzadko przykuwam wzrok w ten sposób, ale tym razem nie mogłam się przed tym powstrzymać. Wszystko z prostego powodu – chciałabym, żebyś zwrócił uwagę na powieść, którą zrecenzuję w tym poście. „Smak brzoskwini” jest bowiem najlepszą książką z pogranicza post-apo, fantasy i science-fiction (w dodatku z dawką dobrego humoru), jaką przeczytałam w ostatnim czasie. Jeśli miałbyś sięgnąć po tylko jedną magiczną propozycję w tym roku, niech to będzie właśnie ta; pełna dynamicznej akcji, skryta za piękną okładką, historia o zupełnie innym świecie. Rzeczywistości, która… kiedyś stanie się realna. Być może szybciej niż myślisz.

13:18:00 No comments

Myślę, że ani twórczości Paulo Coelho, ani „Alchemika”, będącego moim zdaniem perłą w koronie jego twórczości, nie trzeba nikomu przedstawiać. Warto jednak zrobić przysłowiowy hałas dla najnowszego wydania tej czytelniczej propozycji, o którego stworzenie pokusiło się Wydawnictwo @drzewobabel 🔥. Barwione brzegi, gruby, aromatyczny papier i urozmaicające tekst ilustracje sprawiają, że tę niesamowitą historię poznaje się jeszcze chętniej – lub znacznie milej czyta się ją po raz wtóry, zupełnie jak ja.

Tym razem, zamiast typowej recenzji, przedstawię Ci moje ulubione cytaty z „Alchemika” – opowieści o odkrywaniu własnej drogi, pojmowaniu sensu istnienia i ziszczaniu własnych pragnień. Dostrzeganiu cennego, które jest na wyciągnięcie ręki; ignorowane na co dzień. Pełnej uroku, otulającej narracji o sięganiu po marzenia; tak zwanym „chwytaniu gwiazd”, które jest możliwe, jeśli dołożysz wszelkich starań. Podróżując wespół z coelhowskim bohaterem, pasterzem zmierzającym do wyśnionego celu, zrozumiesz, co tak naprawdę jest ważne i wartościowe. Uwierzysz w niedoścignione. I uśmiechniesz się do sobie tylko znanych porywów serca, które zawsze mają szansę wyjść spoza sfery widzeń sennych.

Cieszę się, że Wydawnictwo Drzewo Babel sprezentowało mi piękny egzemplarz „Alchemika”. Dzięki temu mogłam po wielu latach powrócić do tej niesamowitej opowieści, którą pokochałam całym sercem jeszcze w gimnazjum 😢. Tak zwany re-read okazał się tak samo fascynujący jak wtedy, kiedy 10/10 uważałam za notę niewystarczającą dla tej historii magicznej drogi. Jeśli jeszcze jej nie znasz – polecam. Notę podtrzymuję.

„Alchemik” to istna „kopalnia” cytatów. Poniżej przedstawiam Ci część (!) spośród moich ulubionych. Który z nich trafia do Ciebie najbardziej? 🔥

17:42:00 No comments

„Nikt nie chciał uwierzyć, no bo jak to: taki ideowy z nieskazitelną przeszłością i zdradził.”

20 października 1984 roku „Dziennik telewizyjny” poinformował o tym, że ksiądz Jerzy Popiełuszko zaginął. Cała wartościowa strona ówczesnej Polski na dłuższą chwilę wstrzymała z niepokojem oddech. Ksiądz z Żoliborza nie był zwykłym wikarym. Jego niepokorność znana była w całym państwie, a kazania wysłuchiwane przez tysiące osób. Każda z homilii na wskroś skromnego Popiełuszki miała tylko i aż jeden cel: podtrzymać na duchu społeczeństwo, w którym z każdym kolejnym dniem zostawało mniej siły do walki z opresyjną bandą generała Jaruzelskiego. Gdybyś spotkał tego świętej pamięci Księdza na ulicy bez sutanny, pewnie nawet nie zwróciłbyś na niego uwagi. Niepozorny. Szczupły. Chorowity. Jednocześnie postać tak wielka, że stała się ogromnym zagrożeniem dla aparatu władzy, w związku z czym zdecydowano się ją usunąć. Zabijanie duszy narodu okazało się niewystarczające – trzeba było jeszcze raz pokazać Polakom, kto tu rządzi – i że nikt nie ma prawa w tym przeszkadzać, głosząc niezgodne z powszechnie uznawaną, a więc jedyną dozwoloną narracją. SB, MO, ZOMO, ORMO, tajne służby, wszechobecni agenci, donosiciele i bezprawie… Bezlik zbrodni; prawda bardziej przerażająca od jakiejkolwiek fikcji.

17:06:00 No comments

 „To było to, co utkwiło mu w głowie i co zostało po tej feralnej nocy – po nocy pełnej wrażeń, kiedy to zatapiał się w mroku przeszłości i widział obrazy, których nie chciał już oglądać.”

Choć wielokrotnie słyszy się: „uważaj, czego sobie życzysz”, znaczna część osób wciąż pragnie rzeczy, których spełnienie może się okazać niebezpieczne, powodując znacznie więcej szkód niż pożytku. Teoretycznie śnienie o marzeniach nie jest niczym złym – wszakże co w marach, niekoniecznie musi zadziać się na jawie. Jeśli jednak uparcie, pomimo wszelkich ostrzeżeń od losu, będziesz dążyć do ziszczenia swoich celów – pewnego dnia wszechświat może z Ciebie zakpić, pozwalając Ci na urealnienie swej mrzonki. A wtedy, cóż – wtedy, rozpocznie się Twój największy koszmar. Horror, którego się nie spodziewałeś. Raz otworzonej puszki Pandory nie da się już zamknąć… Doskonale jest tego świadom psychopatyczny morderca w kolorowym garniturze, będący naczelną zmorą w debiutanckiej powieści Michała Klimaszewskiego. Przywodzący na myśl Jokera, ucharakteryzowany na wzór klauna, niewzruszenie i precyzyjnie zabójczy; powoduje u każdego miłośnika mrocznych lektur szybsze bicie serca. Ze strachu, pewnej dozy niezdrowej fascynacji czy… irytacji?

18:25:00 No comments

„W hotelu mieszkali dziwni osobnicy. Paryskie dzielnice slumsów wabią takich ludzi – ludzi, którzy zostali dotknięci samotnością i na wpół popadli w obłęd; którzy już nawet przestali udawać, iż są normalni czy też przyzwoici.”

Czyż to nie jest piękny paradoks, że jedna z najpiękniej wydanych w Polsce książek traktuje o… biedzie? Choć „Na dnie w Paryżu i w Londynie” przykuwa uwagę przede wszystkim pozłotą, stworzoną przez Świat Książki dla edycji specjalnej, zawartość jest równie atrakcyjna. A może – dzięki komicznemu przedstawieniu na wskroś życiowych sytuacji – nawet lepsza. Powieść Georga Orwella, którego cenię, odkąd jeszcze jako dziecko pokochałam „Folwark zwierzęcy”, przenosi do Paryża XX wieku, stanowiącego tak wówczas, jak i obecnie świat ogromnych kontrastów. Po jednej stronie jego urokliwych uliczek przechadzają się elegancko odziani gentlemani, trzymający pod ramię wystrojone damy. Tu i ówdzie przejeżdża dorożka, którą bogacze mogą dostać się na obiad w jednej z licznych, drogich restauracji. Po drugiej stronie wolnym krokiem drepczą nędzarze – w podartych łachmanach, z brzuchami burczącymi z głodu, wypatrując tęsknie pozostawionych gdzieś resztek lub nieśmiało wyciągając rękę po datek, którego najczęściej i tak nie otrzymują. Francuskie dnie nie mijają im na spacerach i podziwianiu bajecznych widoków – a walce o przetrwanie za nędzne kilka groszy, które udaje im się wyżebrać lub znaleźć. Jak jednak pokazuje rzeczywistość, a także fabuła „Na dnie w Paryżu i w Londynie”, Los ma to do siebie, że jest bardzo przewrotny. Karta szczęścia lubi się odwracać, fortuna toczy się kołem (pod kołem to pojąłem), a awers monety przemienia się w rewers. Trzeba jedynie umieć to dostrzec i wykorzystać okazję, we wszystkim tym… nie tracąc nadziei, ani dobrego humoru. Raz – nie zawsze, dwa razy nie wciąż…

 

18:20:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates