Wesołe jest życie staruszka... Słowa tej piosenki, wbrew pozorom, często odpowiadają prawdzie, choć na ogół jesień życia doprawiona jest także solidną czarą goryczy. Nierzadko patrzymy na ludzi starszych jak na osoby, które nie może spotkać już nic wartościowego, mogącego wzburzyć krew w żyłach. W naszym rozumieniu pozostaje im tylko doczekać do nieuchronnego – śmierci. Zapominamy przy tym, że każdy z nich czuje i odbiera otaczający świat w sposób, który nie różni się od naszego. Co więcej, z uwagi na bagaż doświadczeń i łączących się z nimi wspomnień, może być nawet bogatszy i bardziej dojmujący. A oczekiwania i marzenia - wcale nie bardziej ubogie.
Jesteś starszą panią, wszak przekroczyłaś już siedemdziesiąty próg życia. Masz na imię Sabina i przebywasz w jednym z podwarszawskich domów spokojnej starości. Wcale nie chciałaś się w nim znaleźć, jednak Twój dom znajduje się w remoncie, więc syn zdecydował, że tak będzie korzystniej. Kochane dziecko, tak się stara, żebyś miała jak najlepiej... Prace ciągną się niemiłosiernie, próbujesz dzwonić, ale potomek jest tak zagoniony, że nie ma czasu odebrać komórki - zresztą na terenie pensjonatu i tak praktycznie nigdzie nie ma zasięgu.
Próbujesz więc przetrwać do chwili, gdy będziesz mogła powrócić do swojego przytulnego gniazda. A nie jest to łatwe – dom starców przypomina dobrze zorganizowaną karną jednostkę wojskową. Opryskliwy personel, codzienne ćwiczenia fizyczne, będące formą dyscyplinowania pensjonariuszy, uprawianie warzyw w ogródku, które bardziej kojarzy się z iście katorżniczą pracą, niż formą odpoczynku na świeżym powietrzu. No i posiłki w stołówce... Brrr.
„(...) trzeba było mieć ochotę na to, co wszyscy, i zazwyczaj codziennie to samo. Skoro jednak musiałam to miałam. Tak jak wszyscy – codziennie na owsiankę.”
(Autorka recenzji postarzona aplikacją - jeszcze nie przez nerwy ;)).
.png.PNG)

.png.PNG)
