• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Przedstawiam Ci poradnik niezbędny każdej osobie, która miała, ma lub będzie mieć kontakt z wojskiem. A także wszystkim chcącym przygotować się na najgorsze - dzień, w którym dojdzie do wydarzenia, jakiego wielu nawet nie dopuszcza do myśli - wybuchu wojny.  

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że czasy są niespokojne. Zdecydowana większość próbuje to ignorować, zakładając, że jakoś to będzie i co najwyżej wyrabia sobie zawczasu paszport i kupuje nieruchomość w Hiszpanii. Część próbuje doskonalić umiejętności strzeleckie oraz pilnie śledzi wiadomości o sytuacji międzynarodowej. Niewielka mniejszość staje się osławionymi preppersami, a więc osobami, które przygotowane są na każdą, nawet najdalej idącą, ewentualność. Ci budują z wypiekami na twarzy w przydomowych ogródkach podziemne, betonowe schrony dla całej rodziny. Gromadzą zapasy wody i żywności, tworzą plany ewakuacyjne i tajne, leśne bazy wyposażone we w miarę wygodne ziemianki i szałasy. Studiują pilnie wszelkie instruktaże sztuki przetrwania i survivalu, hartują ducha i ciało oraz opanowują zapomnianą już przez wygodnych mieszczuchów sztukę rozpalania ognia z użyciem krzesiwa i hubki czy dwóch patyków. Uczą się, jak nie zdradzać swojej pozycji i przeżyć żywiąc się jedynie tym, co jest w stanie dostarczyć matka natura. Traktujemy ich jak nieszkodliwych dziwaków, a przecież być może i nam tego rodzaju umiejętności mogą się przydać w przyszłości. Sytuacja każdego może się bowiem zmienić diametralnie w ciągu paru dni – tyle czasu potrzeba do uchwalenia przez Parlament ustawy o powszechnym obowiązku obrony. A wszystko wskazuje na to, że jest to raczej nieuchronne. Politycy, wojskowi oraz eksperci od zagadnień militarnych coraz częściej wypowiadają się o takiej konieczności, śmiało przełamując tabu jakie panuje wokół tej sprawy. Jako przykład wskazują system „totalnej obrony” obowiązujący w nie tak przecież odległej Finlandii. 

17:46:00 No comments

Człowiekowi opętanemu przez Szatana najczęściej wystarczy pomoc egzorcysty – jednak ten szalejący z powodu przesłaniającej wszystko inne miłości może już nigdy nie zaznać spokoju. Doskonale udowadnia to najnowsza książka, którą napisał Mariusz Kanios. Choć bowiem “Pomroki” są rasowym kryminałem, ich fabuła została bardzo umiejętnie spleciona z najróżniejszymi odcieniami dramatu. Obezwładniającymi i poruszającymi czytelnika, zasmucającymi go i porywającymi dobrze złożoną opowieścią. Po bliższym poznaniu ułamka twórczości Autora, przestaję się dziwić temu, że zbiera ona tak wysokie recenzje - już wiem, że są w pełni zasłużone. I choć teoretycznie konserwatywną, prawoskrętną mnie, z którą w poglądowe szranki mogłyby stanąć najstarsze z dinozaurów, powinien nastawić negatywnie motyw miłości księdza i parafianki – to jednak w tym przypadku tego nie robi. Wszystko to ze względu na sposób podania tematu. Cóż - nie szokuje mnie przynajmniej jeden z nich, bo Pisarz z pewnością nie byłby tak utalentowaną osobą, jaką definitywnie jest, gdyby postawił tylko na pojedynczą, jawiącą się jako stosunkowo prosta, warstwę fabularną. Jej skrzyżowanie z drugą, definitywnie negatywną i stojącą do niej w kontrze znajomością innego duchownego i dziewczynki, aktualną poważną zbrodnią w tle i sekretami rodem z piekła z minionych lat gwarantują już jednak mieszankę wstrząsającą. Taką, która co rusz wybucha czytającemu w twarz, jeszcze mocniej rozszerzając jego oczy w wyrazie niemego zdziwienia. I cóż, kiedy już sądzi on, że w końcu rozwiązał wszystkie zagadki, wespół z budzącym sympatię prokuratorem, będącym głównym bohaterem nowego cyklu kryminalnego Kaniosa, końcowy, całkowicie nieprzewidywalny plot twist udowadnia mu, że srogo się mylił. Tak jak “Pomroki” tworzy się właśnie, moi Drodzy, doskonale wyważone kryminało-dramaty. 

17:21:00 No comments

Smoki – mityczne stworzenia, będące uosobieniem siły, magicznych mocy oraz przedmiotem legend pod chyba wszystkimi szerokościami geograficznymi i w każdej możliwej kulturze. Najczęściej mają postać olbrzymich gadów o ciele pokrytym grubą łuską, wyposażonym w cztery łapy zakończone ostrymi pazurami oraz nietoperze, błoniaste skrzydła. Na łbie noszą przepiękny grzebień oraz dysponują potężnym ogonem zakończonym kościstymi wypustkami lub kolcami. Co ciekawe, smoki chińskie są często upierzone na kształt ptaków oraz mienią się wieloma kolorami. Według podań z tego kraju, przed wiekami był on rządzony właśnie przez te stworzenia, z których wywodzą się późniejsi cesarze. Stąd właśnie ich tron określany jest do dzisiaj jako smoczy.  

Na ogół smoki przedstawiane są jako istoty obdarzone dużą inteligencją oraz potrafiące posługiwać się magicznymi mocami, a nawet ludzką mową. Niektóre z nich potrafią przybrać dowolną postać - w tym człowieczą. Reprezentują dwa żywioły natury – powietrze, gdyż potrafią doskonale latać oraz ogień – którym zioną z wielką siłą. Najbardziej znane w naszej kulturze to: pochodzący z greckiej mitologii Peleus, stojący na straży złotego runa, wykradzionego przez Jazona i jego Argonautów oraz nasz swojski Smok Wawelski. Ten ostatni terroryzował okolice Krakowa, żywiąc się głównie dziewicami. W jaki sposób znajdowano tak wielką ilość przedstawicielek tego rzadkiego gatunku, pozostaje do dziś tajemnicą. 😉 Jego koniec opisuje wiele baśni. Według najpopularniejszej, szewczyk Dratewka zamiast bogobojnej panny podsunął mu w kulinarnych celach barana wypełnionego siarką, co zmusiło gada do wypicia tak wielkiej ilości wody z Wisły, iż pękł z wielkim hukiem. Wbrew pozorom to nie jedyna polska legenda, której bohaterem jest smok. Według nich istniały jeszcze: smok toruński, ze Smogorzewa, ze Żmigrodu, Staszowski, Cieszyński, z Pienin, spod Skwierzyny i wiele innych. W kulturze rzymskiej smok był uosobieniem autorytetu i potęgi, podobnie jak cesarski orzeł. Występował na znakach rzymskiej jazdy jako niesiony przez draconariusa sztandar wojskowy w postaci smoczego łba wykonanego z miedzi zakończonego pysznym różnobarwnym ogonem powiewającym na wietrze. Bardzo często smoki były wykorzystywane w heraldyce rycerskiej, zdobiąc tarcze i chorągwie poszczególnych rodów. Obecnie już nikt nie wierzy w ich istnienie, występują co najwyżej w kulturze masowej jako bohaterowie wielu filmów oraz powieści fantasy. Szkoda, gdyż były to naprawdę piękne istoty... 

 

18:50:00 No comments

Czy po apokalipsie atomowej ludzki świat mógłby nadal istnieć, czy też okazałby się ślepą uliczką w procesie ewolucji, dzieląc los dinozaurów? Głowią się nad tym całe rzesze naukowców, pisarzy oraz publicystów, przy czym wielu przekonuje, że nieodmiennie stoimy na krawędzi zagłady. Reszta mieszkańców naszej planety jest przekonana, że prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu z użyciem broni atomowej jest mało realne. Tymczasem taki scenariusz jest bardziej możliwy niż się wydaje. Stany Zjednoczone posiadają 1770 głowic nuklearnych gotowych do natychmiastowego użycia, Rosja – 1710. Wszystkich jest łącznie około pięć tysięcy. Wprawdzie istnieją skomplikowane systemy zabezpieczające przed ich pochopnym użyciem, ale nikt nie wie na ile będą skuteczne w momencie próby. Zawsze bowiem na końcu „czerwonego guzika” jest człowiek, a to istota wyjątkowo emocjonalna, niedoskonała i omylna. Tak czy inaczej, fachowcy przekonują, że od chwili wystrzelenia pierwszej rakiety, świat jaki znamy przestanie istnieć najpóźniej w ciągu 72 minut. Raczej krótko - można by rzec z przekąsem, choć to zależy od punktu widzenia – czasami każda sekunda wydaje się wiecznością... Wystarczy sobie przypomnieć wizytę u stomatologa. 😉  

Jak się szacuje, uderzenia atomowe spowodowałyby natychmiastową śmierć kilkuset milionów ludzi, a około pięć miliardów zmarłoby w ciągu następnych czterech lat, głównie z powodu ran, choroby popromiennej oraz głodu. Na naszej planecie zapanowałby iście księżycowy krajobraz, a nad nim niepodzielnie przez około pięć lat srożyłaby się nuklearna zima, wskutek której średnia temperatura latem byłaby niższa o około 20–30 stopni Celsjusza. Dla niektórych zaiste mało obiecująca perspektywa, mogąca przyprawić o sporą depresję... (choć nie mnie). Znając jednak nasz gatunek i z takiej opresji wyszlibyśmy obronną ręką, lecz cena byłaby straszna i z całą pewnością niewarta zapłaty. Jak wyglądałoby życie po takiej apokaliptycznej zagładzie? 

18:17:00 No comments

Męski wypad do odosobnionej, położonej nad jeziorem chatki, zorganizowany w dodatku po piętnastu latach od ukończenia liceum jaki jest - każdy widzi. Był tam, wie lub przynajmniej domyśla się, jak tego rodzaju spotkanie może wyglądać. Dookoła żywej duszy w promieniu wielu kilometrów, brzuchy piwne odziane w najlepsze koszule, bagażnik samochodu, którym można się popisać (wynajętego dla stwarzania dobrych pozorów lub wziętego w leasing, kto bogatemu zabroni) zaopatrzony odpowiednio w drogie whisky (lub takie umiejętnie udające) i niezliczoną ilość chmielowych puszek, bo przecież “before” musi być - zanim już o późnej, czyli w tym wieku przypadającej na godzinę dwudziestą drugą, porze po tę kosztującą krocie butelkę bursztynowego trunku się sięgnie. Za jedzenie, a właściwie wykwintną ucztę, odpowiada organizator całego przedsięwzięcia - właściciel budynku, szczęśliwie będący także szefem kuchni. Choć... czy to pomyślny zbieg okoliczności, do tego jeszcze wrócimy - jego daniom daleko do standardowych lub akceptowalnych przez jakiś procent populacji. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Hacjenda na kompletnym wygwizdowie – trafienie do niej jest problemogenne, ale misja kończy się powodzeniem. Czterej panowie ściskają się dokładnie tak jakby półtorej dekady się nie widzieli – bo i w większości przypadków tak było. Robert, świeżo upieczony rogacz, przyjeżdża jako ostatni. Na miejscu czeka już Wolan, dawniejszy przywódca całej bandy, jego towarzysz Wiktor oraz gospodarz, będący kiedyś szkolną ofermą, która do paczki należała tylko dlatego, że z właściwą sobie, psychopatyczną konsekwencją zawsze za nią podążała. To dziwi – jako że Alan niejednokrotnie stawał się jej ofiarą. Skoro już jednak sfinalizował darmową imprezę, kto by tam darowanemu koniowi w zęby zaglądał.  Choć może w tym przypadku byłoby to zasadne. Żadnemu z obecnych na spędzie samców lampka ostrzegawcza się nie świeci - ich szkoda. Z dużym prawdopodobieństwem odpowiadają za to zmarnowane szare komórki, których niewiele pozostało. 

17:48:00 No comments

SKANDAL! 😲 Tylko teraz 9,90 zł za kapitalne “Księgi mroku” na stronie wydawnictwa https://babaryba.pl/ - dodaj książkę do koszyka i użyj kodu rabatowego “MROK”. 

Zazwyczaj omijam szerokim łukiem wszelkie powieści zekranizowane na Netflixie. Okazuje się, że postępując jak zawsze popełniłabym wielki błąd - propozycja czytelnicza J.A. White’a jest po prostu... FENOMENALNA. Ta na wskroś magiczna opowieść, pełna zwrotów akcji oraz czarnego humoru, który urzeknie również dorosłych, świetnie sprawdzi się na halloweenowy wieczór z dzieckiem – lub każdy inny, w trakcie którego to absorbujące sto procent uwagi zaczarowane historie mają odegrać nadrzędną rolę. Oryginalna kreacja bohaterów, zaklęty i kapryśny kot o specjalnych mocach (kociara alert!), strasząca, lecz nie przerażająca wiedźma i motyw książki (właściwie opowiadań grozy) w książce, cały sztafaż emocji... Jest tu wszystko, czego można wymagać od dobrej lektury. Nie brakuje nawet cennego morału, który uważam za niezwykle ważny w propozycjach przeznaczonych dla młodszych czytelników... i wszystkich, które wnoszą coś istotnego do literatury. Postać chłopca odrzuconego przez rówieśników tylko z tego powodu, że fascynuje go tworzenie mrocznych historii (w czym jest niedocenianym mistrzem) może nauczyć więcej niż dużo. Niezwykle łatwo się z nią zżyć - bo któż nie czuł choć raz, że nie pasuje i odstaje? I trochę zajęło, zanim zrozumiał, że inny nie musi oznaczać gorszego... 

Ostrzegam jednak, starsi odbiorcy lub ci zbliżeni wiekiem do dinozaurów - jak ja, z pewnością niejednokrotnie będą umierać ze śmiechu! Przykład? 

“Jestem wiedźmą. Ty jesteś dzieckiem. No przecież wiadomo, że nie będziemy grać w warcaby. Co Ty, bajek nigdy nie czytałeś?” 

Patrząc na ten cytat, pokazujący talent autora do brawurowych kreacji bohaterów, aż żałuję, że zaczarowana Kotka wyrażała swoje zdanie niewerbalnie – choć prawdopodobnie inna opcja oznaczałaby zbyt szybko pędzącą karuzelę śmiechu! Zresztą, gesty znaczą niekiedy więcej niż tysiąc słów. 

19:15:00 No comments

Największe tegoroczne zaskoczenie. Przedstawiam Ci najlepiej podaną książkę, ukazującą świat w krzywym zwierciadle. Takim, którego odbicie powoduje niezliczoną ilość śmiechu - choć również tego przez łzy. Bezlitośnie obnażającym absurdy wszechobecnej politycznej poprawności; stanowiącym niezwykle udany, bogaty w słowotwórcze wariacje, pastisz czasów tak pełnych nieracjonalności jak nigdy wcześniej. “Ostatni pisarz” zachwyci fanów serialu “Black Mirror” i... kapitalnego filmu “Dziewiąte wrota”. Warto jednak zauważyć (i pochwalić) fakt, iż do twórczości Marka Krajewskiego bez dwóch zdań można by przyporządkować dawne hasło promocyjne sieci Media Markt. 😉  

Wyobraź sobie świat przyszłości. Jest rok 2079. Czterdzieści lat wcześniej, po trzeciej wojnie światowej, powstały Stany Zjednoczone Europy ze stolicą w Berlinie. Ich protektoratem została Rosja aż do granic z Chinami. Paneuropa podzielona jest na trzydzieści stanów, z których najdalej na wschód wysunięte są te tworzące dawną Polskę. W każdym z nich panuje ustrój dobrobytu i powszechnej szczęśliwości. A także wszędobylskiej elektronicznej kontroli każdej jednostki ludzkiej. Wszyscy posługują się „smartajami”, będącymi inteligentnymi fonosoczewkami kontaktowymi. To skrzyżowanie mikrokomputerów i mikrotelefonów, których funkcje uruchamiane są ruchami gałek ocznych. Tradycjonaliści używają „fonoków” noszonych jak tradycyjne okulary. Dzięki tym urządzeniom, które rejestrują wszelką elektroniczną aktywność użytkownika, każdy wpięty jest w wielki system sieciowy, rozciągający się nad całym kontynentem i podlegający ścisłej kontroli odpowiednich służb publicznych. A te mają pełne ręce roboty, tropiąc osoby nieprawomyślne, których jest niemało, choć ustrój Paneuropy jest bardzo postępowy i powinien zadowalać nawet najbardziej wybrednych zwolenników inżynierii społecznej. Istnieje wykaz słów zakazanych kwalifikowanych jako „mowa nienawiści”. Za użycie zwrotu „stary”, uważanego za oceniający i frustrogenny, grozi skierowanie na odpowiedni kurs reedukacyjny, którego adept przez cztery tygodnie musi wysłuchiwać wykładów o tolerancji. To samo może spotkać każdego, kto zwróci się do innego człowieka, określając jego płeć. Królują więc różne formy „osobopostaci”. Elitarne dwudzieste liceum we Wrocławiu nosi imię „Bojowników o Równość i Różnorodność”, a na uczelniach pełno studentów rodzaju męskiego chodzących w damskich garderobach. W restauracjach serwuje się dania w rodzaju „tofu zapiekanego w białku z karaluchów”, a do kawy używa się mleka z prusaków. Starców jest jak na lekarstwo, gdyż poddawani są eutanazji, by swoim wyglądem i nieporadnością nie psuli humoru “młodopostaciom”. Oczywiście w tak skonfigurowanym świecie nie ma także miejsca dla religii, a wszelkie osoby przyznające się do jakiejkolwiek wiary usuwane są na margines życia społecznego.   

16:35:00 1 comments

Wino – przez jednych wysławiane jako eliksir bogów, przez innych przeklinane i uważane za specyfik powodujący nieodwracalne uzależnienie alkoholowe. Czy komuś się to podoba, czy też nie, towarzyszy ono ludzkości od zarania dziejów. Wystarczy wspomnieć, że pierwsze przedstawienia prasy winiarskiej pochodzą z Egiptu sprzed około trzech tysięcy lat! Także biblijny Noe miał okazję zaliczyć spotkanie z tym trunkiem, choć trudno uznać je za szczególnie udane, czego ocena jednak zależy od punktu widzenia i oczekiwań odnośnie możliwych do osiągnięcia efektów...

„Wtedy Noe zaczął uprawiać ziemię i zasadził winnicę. Potem pił wino i upił się; i leżał odkryty w swoim namiocie.” (Stary Testament)

Z przekąsem można by stwierdzić, że umiarkowanie w spożywaniu wina jest niewątpliwie cnotą, choć czasami niezwykle trudno osiągalną. Trudno się jednak dziwić tym, którzy nie są w stanie opanować swojej niezwalczonej chęci do dokonywania jego degustacji. Jest ono nie tylko pyszne (choć moim zdaniem nie zawsze), ale także nadaje się do bardzo wielu celów. Można je pić dla wywołania odpowiedniego efektu końcowego w postaci pożądanego stanu oszołomienia, co jednak często kończy się źle; do urozmaicenia spożywanego posiłku i podkreślenia smakowych walorów potraw, dla relaksu czy wprowadzenia odpowiedniego nastroju przed ważną rozmową biznesową albo... randką. Jego zastosowań można naliczyć bez liku. Wszystko to powoduje, że wino ma wielu bardzo oddanych wielbicieli, a niekiedy wręcz wyznawców, traktujących je z nabożną czcią. Ci zaś potrafią o nim pisać w sposób, który naprawdę robi wrażenie...

„Uwielbiam wino. Wino jest fajne. Jest supersmaczne, a przy tym różnorodne, złożone, intensywne – kolejne smaki można odkrywać latami i zawsze znajdzie się coś, co nas zaskoczy.”

15:20:00 1 comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (79)
    • ▼  cze (8)
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates