• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

“Ulepimy dziś bałwana” bywa traumatyczne - zwłaszcza, jeśli w ślad za nim podąża “dla niektórych rzeczy warto się roztopić”. Skoro stworzony z trzech śnieżnych kul za chwilę może przestać istnieć - czy w ogóle warto go stworzyć? Okazuje się, że tak – bo zanim zniknie, pozwoli na stworzenie wspomnień, które pozostaną w pamięci na dłużej - jeżeli nie na zawsze. Podobnie jest przecież ze wszystkimi relacjami. Przyjaciele nie mają gwarancji, że zostaną nimi do końca wieczności, kochankowie - iż kiedyś się sobą nie znudzą, wymieniając, zgodnie ze słowami jednej z piosenek, na lepszy model, a wrogowie, że będą darzyli się niezmienną nienawiścią. Każde z uczuć pozostawia po sobie niezacieralny ślad. Nawet albo szczególnie wtedy, kiedy jest chwilowe. Przede wszystkim jednak wówczas, gdy jest nieprzemijalne. Ponoć “władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” - i może jest w tym pewna słuszność, jeśli pierwszy wyraz zastąpi się miłością. Bo czyż nie jest tak, że obojętnie jakiego z jej odcieni nie odstępuje się już nigdy? 

“Prędzej piekło zamarznie, niż im na to pozwolę.” 

Przyjaciele, byli przyjaciele, wrogowie – potem kochankowie. “Prędzej piekło zamarznie” to pierwsza powieść Ludki Skrzydlewskiej, jaką miałam przyjemność przeczytać. Opowieść z motywem dobrze znanym miłośniczkom romansów - a jednak podanym zupełnie inaczej. Okolona ośnieżonymi szczytami gór, umiejscowiona w uroczej mieścinie Silver Springs, znajdującej się w Kolorado i pełna skomplikowanych relacji rodzinno-romantycznych, okazuje się doskonałą rozrywką dla kogoś, kto poszukuje bogatej w zwichrowania historii osadzonej w zimowej scenerii. Słodko-gorzką narrację niepozbawioną elementów niepokoju prowadzi dwójka bohaterów - skłonny do ładowania się w tarapaty świąteczny świrek imieniem Marigold oraz mieszkający obecnie w dużym mieście, zblazowany Grinch (to nie ja, przysięgam!) - Saint. Czyżby w tym roku faktycznie miało nie być Gwiazdki? 



13:23:00 No comments

Pragnienie dokonania zemsty za odniesione krzywdy jest jedną z największych podniet ludzkiej natury i atawizmem, jaki czai się w głębi każdej duszy. Według jednych to akt oczyszczenia, przynoszący ukojenie tym, którzy się go dopuszczają. W ten sposób w swoim pojęciu wymierzają sprawiedliwość - surową, nieubłaganą, ale konieczną dla przywrócenia elementarnej równowagi moralnej. Inni twierdzą, że oznacza ona poddanie się najniższym instynktom w celu zaspokojenia mrocznych pragnień, co w ostatecznym rozrachunku prowadzi do powstania jeszcze większej nieprawości. Dokonujący jej człowiek sam wychodzi z ubrudzonym sercem i sumieniem, popełniając czyn nieetyczny i godny potępienia, a tym samym nie jest w istocie lepszym od tych, którzy wcześniej wyrządzili mu zło. W tym ujęciu, zemsta to czyste dzieło szatana.  

Tak czy inaczej, jej pragnienie towarzyszy ludzkości od samego zarania, będąc motorem wielu zachowań. Cóż się jednak dziwić, skoro nie był od niej wolny sam Bóg. Zsyła on przecież potop w reakcji na postępowanie ludzi, którzy nie przestrzegają żadnych nakazów moralnych, w wyniku czego ocaleje jedynie Noe i jego rodzina. Nie do pozazdroszczenia jest także los dwóch zepsutych miast – Sodomy i Gomory, zniszczonych z powodu nieodnalezienia w nich ani jednego sprawiedliwego. Nie lepsi byli także mitologiczni bogowie. Wystarczy przypomnieć sobie los Prometeusza, przykutego do skały i wydanego na pastwę krwiożerczego orła w zemście za udostępnienie ludziom ognia. Sam wielki Achilles nie ustrzegł się tego uczucia – jego pragnienie odwetu za śmierć Patroklosa przynosi śmierć niewinnemu przecież Hektorowi i ostatecznie przyczynia się w wielkim stopniu do upadku Troi.  

18:03:00 No comments

W gimnazjum czułam się jak królowa życia. “Opowiem” Ci, jak do tego doszło. Wybierając się do nowej szkoły, tradycyjnie postanowiłam się nie wyróżniać - ot, wtopić w tło i dalej rozwijać swoją miłość do pisania, zgłębiania tajników angielskiego i poszerzania wiedzy historycznej. Skoro już przy nauce o przeszłości jesteśmy, na pierwszej lekcji tego przedmiotu cera cierpiącego na bielactwo nauczyciela, który dopiero później polubił mnie za miłość do tej dziedziny, przybrała odcień pomidora. Oto siedząca w pierwszej ławce trzynastoletnia ja pokazała mu bowiem liczący sobie ponad 500 stron zeszyt, w którym... były moje notatki i cała przerobiona podstawa programowa pierwszej klasy. Wielbiąc minione dzieje świata, postanowiłam bowiem rozpracować we własnym zakresie cały rok materiału w poprzedzającym pójście do szkoły sierpniu – owszem, w miesiąc. Ja nie zrobię? Jak chcę - wręcz przeciwnie. We właściwym sobie, już wtedy zawadiackim stylu obwieściłam, że na dobrą sprawę mogę już teraz odpowiedzieć z każdego działu czy zaliczyć wszystkie testy – wszak i tak finalnie będę miała piątkę. Cóż. Co to ja pisałam o tym niewyróżnianiu się? No właśnie, poszło mi świetnie. Pan S. w końcu docenił jednak, że ma nieco psychopatycznego partnera do historycznych rozmów w mojej osobie.  

Jak się domyślasz, przystawanie do tła zupełnie mi nie wyszło. Być może wpływ miał na to fakt, że próg gimnazjum przekroczyłam w różowej bluzce, różowych spodniach, różowym sztruksowym żakiecie i marszczonych kozaczkach na dwunastocentymetrowych szpilkach. Owszem – tego samego koloru; w dłoniach dzierżąc nie plecak, a skompletowaną do zestawu torebkę ze srebrnym łańcuchem.  

 


17:39:00 No comments

Każda władza potrzebuje opoki, na której będzie mogła się oprzeć w sytuacji szczególnego zagrożenia czy innej nadzwyczajnej potrzeby. Takiej roli nie może pełnić regularne wojsko, którego głównym zadaniem jest obrona granic kraju. Dlatego wielu panujących powoływało gwardię, mającą przebywać w pobliżu tronu i być na każde skinienie. Jednak nawet tak elitarne formacje okazywały się ułomne i nie spełniały założeń przyświecających ich twórcom, o czym ci przekonywali się ze zdumieniem na ogół chwilę przed gwałtowną śmiercią. Najbardziej sławna jest Gwardia Pretoriańska. Została powołana do życia w Imperium Rzymskim przez pierwszego, choć nieformalnego jeszcze cesarza Oktawiana Augusta w 2 roku p.n.e. i istniała aż do 314 roku n.e. - a więc do czasu rozwiązania przez Konstantyna Wielkiego. Chociaż, jak w przypadku wszystkich takich jednostek, jej podstawową powinnością było dbanie o bezpieczeństwo cesarza, bardzo szybko wymknęła się spod kontroli. Stała się powszechnie znienawidzona z powodu okrucieństw, jakich się dopuszczała. Najsłynniejszym jej dowódcą był Sejan, który uknuł plan wżenienia się w rodzinę cesarską, by potem zdobyć tron, mając przy tym na sumieniu kilku jej członków, jacy z mocy prawa mieli do niego pierwszeństwo. Aby na nim zasiąść, posługiwał się trucizną. Gdy jego machinacje wyszły na jaw, został skazany na śmierć. Ponieważ w zwyczaju było mordowanie całej rodziny tych, którzy byli niewygodni dla władzy, wyrok zapadł także na jego córkę. Kilkuletnia dziewczynka była siłą rzeczy dziewicą, więc za jej zgładzenie w takim stanie państwu groził niszczący gniew bogów. Rzymianie rozwiązali problem w typowym dla nich, pragmatycznym stylu. Zanim wyznaczony do tego celu pretorianin ją udusił, dopuścił się przedtem gwa*łtu... Następca Sejana - Makron, utorował drogę do władzy cesarzowi Kaliguli, dusząc - jak wieść niesie - jego starego już poprzednika we własnym łożu przy pomocy poduszki.  



19:26:00 No comments

Dzieciństwo – czas szczęścia, beztroski i bezpiecznego schronienia w ramionach rodziców. Okres zabaw, uczenia się życia i poznawania otaczającego świata. Większość myśli o tym okresie z łezką w oku. Jest świadoma, że wraz z wkroczeniem w nastoletnie, a potem dorosłe życie pozbawiona została bezpowrotnie czegoś wartościowego i nie do powtórzenia. Traci się niewinność i wyobrażenie o istnieniu wyłącznie przytulnego świata. Dlatego retrospekcja minionych dni wywołuje dozę nostalgii i trudnego do określenia żalu. Tym bardziej mile widziane jest udanie się w sentymentalną podróż; przywołanie w pamięci kolorowych i namacalnych obrazów samych siebie w wieku kilku lat. Przyjemność sprawia wertowanie z zapamiętaniem albumów ze zdjęciami. Co szczęśliwsi i urodzeni w późniejszych czasach wpatrują się w filmy na przedpotopowych kasetach VHS czy płytach CD.    

Każdy ma świadomość i przekonanie, że wszystkie dzieci nie tylko zasługują na szczęśliwe dzieciństwo, ale i mają do niego niezbywalne prawo. Będąc już w sile wieku, rodzice starają się za wszelką cenę zapewnić je własnym pociechom. Chuchają na nie i dmuchają. Nie wyobrażają sobie, by mogło spotkać je coś złego. Zarzucają tonami zabawek i niepotrzebnych gadżetów, starając się chronić przez wszelkimi niebezpieczeństwami. I dają im miłość oraz opiekuńczość na jaką tylko ich stać. Nie dopuszczają do myśli, że kiedykolwiek mogło być inaczej. Tymczasem, tak właśnie było. 

Polska jest krajem, który w pewnym okresie był dla małoletnich piekłem. Mowa o drugiej wojnie światowej. W jej wyniku życie straciło dwa miliony dwadzieścia pięć tysięcy dzieci – oznacza to, że 1/3 polskich strat ludnościowych dotyczyło właśnie ich. Dwieście tysięcy zostało wywiezionych do Niemiec w celach germanizacyjnych, siedemset dziesięć tysięcy zostało skierowanych do prac przymusowych. I wreszcie niezwykle bolesna liczba – półtora miliona zostało sierotami, półsierotami lub osobami opuszczonymi.  

18:48:00 No comments

Droga do L. Road to hell. Droga do piekła - lecz dla niektórych nacji fonetycznie, najpiękniej: Droga do NIEJ.

Pierwszej i ostatniej kobiety, którą kiedykolwiek kochałam.

Bezimienna snująca swą powieść w powieści, przelewająca na kartki czystą, tak uzależniającą, adrenalinę - bo tym właśnie jest najnowsza książka Joanny Lampki: ADRENALINĄ, adrenaliną podsycaną ogniem. Historią podpalającą dosłownie i w przenośni cały świat. Ten, który otwiera swe ślepia dopiero pod osłoną nocy, wypełzając z najciemniejszych czeluści, jakich istnienia nie podejrzewa większość ludzi. Krwawy, zbrukany, poniewierający i czerpiący satysfakcję oraz korzyści z nieznania litości. Napędzany przez najmroczniejsze zwichrowania umysłu. Niebędący wytworem chorej wyobraźni, lecz współistniejący w ukryciu obok normalności.

Raj Utracony. Dziewięć kręgów piekieł. Raj Odzyskany (na pewno?).

Otulony ciasno niepokojącą melodią i trafnymi jakże słowami zespołu Hollywood Undead, o skądinąd słusznej nazwie (słyszysz ich głosy zza masek?), które pozwalam sobie przetłumaczyć:

“Pozwól tej broni nas związać, ukryjmy się za żądzami / i pewnego dnia, kiedy obrócimy się w pył, zrozumie, że nas kochał / pozwól wszystkiemu spłonąć - spłonę pierwszy! / Boże... próbowałem - czy jestem stracony w Twoich oczach?”

Droga do Niej. Nieważne jaka; przeszłabyś każdą, byle tylko na powrót do niej trafić. Utraconą, piekielną, odzyskaną. Wszystkie. Aby znów, jeszcze raz, tylko na chwilę, muśnięcie rzęsami policzka, dotrzeć na moment do Niej, do Rzymu. I niech żyje Cezar...

Przedstawiam Ci swój patronat, odmawiający wypuszczenia mnie z szachu od długiego czasu. Powieść, dzięki której ustaliłam, jaka z polskich autorek cechuje się największym talentem, najszerszą wiedzą i niebezpieczną wręcz inteligencją. Kryminalnie sensacyjną, intrygancką, dark romansową historię o miłości, która spopieliła świat.

Drogę do Niej.

17:46:00 No comments

 Cóż znaczy życie? Czy jest ono czymś, co możemy dowolnie kształtować, czy też nasz los jest od samego początku zapisany w gwiazdach? Mamy przemożny wpływ na jego jakość? Nic od nas samych nie zależy? A może, jak twierdził William Shakespeare: „Życie jest to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, nic nie znacząca”? Jest też inna, wskazana przez Słowackiego opcja: „Życie to nie tylko istnienie, to sztuka bycia”. Sama skłaniam się ku mieszance tych koncepcji. 😉  

Tak czy inaczej, mnóstwo osób czasami zastanawia się nad jakością i sensem tego, co stworzyło na własnej drodze. Chyba nikt nie jest wolny od takich refleksji. A są one szczególnie potrzebne obecnie - gdy wszystko przyśpieszyło tak gwałtownie. Kiedy los przypomina rwącą rzekę, w której odmętach łatwo się zagubić. 

Wielu ludzi w niepowstrzymanym pędzie naprzód - za pieniędzmi, karierą, sławą czy innymi podnietami, traci z oczu to, co najważniejsze – samego siebie oraz tych, którzy ich otaczają. Bieg czasu i natłok codziennych, prozaicznych spraw powodują, że gubią wrażliwość, jaka kiedyś im nieodmiennie towarzyszyła. A wraz z nią - radość życia.  

Nie ma recenzji bez powiązań muzycznych, zatem tu z nieodłącznym wąsem wchodzi Avi: “Za te chwile, co przeminęły z wiatrem / Za to, ile się wydaje na psychiatrę (...) Za kłopoty, romanse, afery / Za wzloty, awanse, kariery / (...) za czym ja biegłem?” 

Tak to jest... 

Sięgając pamięcią do lat młodości, z przerażeniem odkrywasz, że nie masz nic wspólnego z tym, którym kiedyś byłeś. Nie potrafisz już wywołać w sobie ani tamtego entuzjazmu, ani wskrzesić ówczesnych marzeń, czy pewnej dozy beztroski. Na przepastnej drodze życia zagubiłeś więcej niż mógłbyś przypuszczać nawet w najgorszych snach. Niepostrzeżenie dla samego siebie zostałeś sprowadzony do roli statysty w sztuce, jaką pisze los. Płyniesz więc na niosącej w nieznane fali, utrzymując się rozpaczliwie na powierzchni. Nie kierują Tobą ideały czy odruchy wywołane dawno zapomnianym drżeniem i niecierpliwością serca; pozostały jedynie oschłość i maski, jakie przywdziewasz zależnie od okazji. Cień Ciebie; wypalona skorupa znudzona własną egzystencją. Niektórzy w takim stanie zanurzają się w śmierć; inni pod wpływem różnego rodzaju impulsów, na ogół nieszczęść demolujących wszystko wokół, próbują przewartościować życie. Nadać ponownie sens. Odnaleźć to, co wydawałoby się, bezpowrotnie stracone. Proces niełatwy, żmudny, trudny. Nie każdy ma odwagę spojrzeć na swój obraz, przypominający ten, który ku swojej zgrozie ujrzał Dorian Gray. Tym większa chwała śmiałkom stającym do walki o ponowne przywrócenie do świata żywych i czujących; potrafiących jeszcze mieć jakiekolwiek marzenia... śnić. 

19:48:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (79)
    • ▼  cze (8)
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates