Anna Wolf zdążyła zawojować me serce za sprawą kilku powieści z prostej, choć niestety rzadko możliwej obecnie do dostrzeżenia przyczyny. Otóż, w mojej skromnej opinii recenzenta to jedna z najlepszych współczesnych polskich pisarek, jeśli chodzi o kreowanie niezwykle ciepłych relacji rodzinnych między bohaterami oraz wartościowych fabuł. Dawniej kwestia, wydawałoby się, dość oczywista w świecie literatury romantycznej. Dziś niejako święty Graal, którego odnalazłam również w trzecim tomie cyklu „Rodzina Marshall” - uśmiechającej lektury, jaka pozostaje świetną rozrywką. Pełna postaci, które lubią słowa: impertynencja, charakterność, przekomarzanki i zawadiackość, obfituje jednak przede wszystkim w uczucia i wszystko to, co tytułowe więzi tworzy. Nie udaje także czegokolwiek, czym nie jest - a stanowi po prostu doskonały wybór na ten wieczór, kiedy pragniesz świetnie się bawić. I cóż… jest bogata również w dość zwariowane zwroty akcji, na skutek czego myślę, że ekranizacja książki „Więzy krwi” miałaby szansę stać się kinowym hitem. Komedią romantyczną, na jaką można wybrać się zarówno w parze podczas Walentynek, jak i w trakcie kobiecego wypadu czy w samotności, kiedy chce się zobaczyć coś… zwyczajnie dobrego. Jeżeli nie miałeś okazji poznać cokolwiek zwichrowanej, bajecznie bogatej, a przy tym niezblazowanej fortuną rodziny Marshall, myślę, że to doskonały moment. Trzy części opowieści z tak pozytywną energią definitywnie świetnie nastroją Cię na wiosnę. Recenzowana uświadomi także, że moja teoria jest jak najbardziej słuszna. Jeśli coś jest Ci przeznaczone, trafi do Ciebie tą czy inną ścieżką. Może przy okazji odmieni kilka istnień i zobrazuje fakt, że wszystko, czego szukałeś, jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki - choć czasem wydaje się absolutnie nieosiągalne. I niekoniecznie w tym tkwi jego urok - to Ty musisz to zawojować! 😉
.png)
