Cześć!
Markę Lirene znam i cenię sobie w pielęgnacji twarzy już od wielu lat. Co rusz nowe kosmetyki tejże firmy dołączają do mojego kosmetycznego grona - a znaczna część z nich zostaje ze mną na dłużej, wpisując się w grono moich ulubieńców. Wygodne i przejrzyste opakowania, przystępne dla przeciętnego kupującego ceny, coraz to bardziej innowacyjne formuły oraz mnogość składników aktywnych - wszystko to przemawia na korzyść. Ostatnio w moje zachłanne kosmetyczne łapki wpadł duet z serii C+D Vitamin Energy Pro - skoncentrowane stimuserum oraz żel myjąco-energetyzujący do twarzy. Czy jednak nowości spełniły moją, wysoko dość postawioną, poprzeczkę?
Kosmetyki Lirene z łatwością znaleźć można stacjonarnie - na przykład w sieci drogerii Hebe, czy też Rossmannie. W tym drugim cena za 30 ml serum wynosi 26,99 zł, zaś za opakowanie 200ml żelu przyjdzie nam zapłacić 15,49. Uważam, iż są to bardzo przystępne ceny, zważywszy na dobrą wydajność produktów - o tym jednak za chwilę bardziej szczegółowo. ;)
Lirene C+D Vitamin Energy Pro skoncentrowane stimuserum
Zacząć muszę przede wszystkim od pochwały ciekawej gry słów w nazwie - bardzo bowiem spodobał mi się wyraz stimuserum, sugerujący połączenie serum i stymulacji w wyniku czego otrzymujemy oryginalnie brzmiącą nazwę stymulującego serum do twarzy. Szklana buteleczka z wygodną i działającą płynnie lekko pompką opatrzona przejrzystymi informacjami dobrze prezentuje się na łazienkowej półce. Cieszę się, iż jest przeźroczysta, bowiem zawsze jestem świadoma, ile produktu mi pozostało. Buteleczka nie jest ciężka, jednak warto uważać, by nie chwytać jej mokrymi dłońmi, z których łatwo może się wyślizgnąć.
Choć nie jestem fanką zapachów świeżych i orzeźwiających jeśli chodzi o perfumy czy balsamy - lubię je w kosmetykach do twarzy - stosowane rano skutecznie mnie rozbudzają i pobudzają do działania, zaś używane pod wieczór dostarczają ostatniej dawki energii po ciężkim dniu. I tak właśnie owe serum pachnie - energetyzująco! Zapach kojarzy mi się z lekko kwaśnymi pomarańczowymi żelkami z domieszką cytryny. Jeśli na serum nie nałożę kremu, utrzymuje się na mojej skórze jeszcze przez około godzinę-dwie, jednak nie jest to woń ciężka i uciążliwa. Konsystencja przypomina mi bardzo wodnisty, lekki żel - dzięki niej szybko się wchłania, nie dłużej niż w kilkanaście sekund. Trzeba jednak dość szybko wmasować je w twarz po aplikacji, aby nie spłynęło. Mały minus za fakt, iż wówczas gdy stosuję je solo mam uczucie, iż moja cera delikatnie się lepi. Nie mocno, ale jednak. Zdecydowanie bardziej lubię nałożyć po jego wchłonięciu lekki krem.
Co do efektów, muszę przyznać, że są imponujące - mam wrażenie że natychmiastowo po jego użyciu moja cera odzyskuje witalność. Wyraźnie wyczuwam lekkie napięcie skóry, ta zaś lekko i zdrowo połyskuje, jakbym dopiero co odbyła przyjemny spacer na świeżym powietrzu chłodną wiosną. A własnie, przez moment po nałożeniu na buzię, odczuwam na niej lekkie chłodzenie, co jest bardzo przyjemnym uczuciem. Serum aplikowałam najczęściej wieczorem pod krem na całą twarz, pod oczami oraz na szyję. Jeśli chodzi o moją wrażliwą okolicę oczu - chwała za to, iż serum jest dla nich delikatne, bowiem moje oczyska potrafią łzawić i szczypać nawet po nałożeniu w ich okolice nieodpowiedniego choćby jednym składnikiem podślepnego kremu. ;) Plus także za wydajność - już i trzy/cztery pompki wystarczą na aplikację we wszystkie pożądane okolice. Jego działanie oceniam pozytywnie, w skali punktowej przyznałabym mu 8 na 10 punktów - jedyne, co mi przeszkadza to ta nieco lepka warstwa, gdy pozostawię je samo bez kremu, której fanką nie jestem.
Lirene C+D Vitamin Energy Pro żel energetyzująco-myjący
Jak można zauważyć nawet i po zdjęciu, z żelem polubiłam się baaardzo! ;) Zostało mi go może na około cztery użycia, choć nic straconego - gdyż zapewne sięgnę po kolejną butelkę. Ale, ale, po kolei. Opakowanie jest leciutkie i otwierane bezproblemowo na górze po prawej stronie - lubię takie kliki, gdyż nie grożą moim szponkom niezależnie od ich aktualnej długości. Niesamowicie pododają mi się peelingujące drobinki, których w żelu nie jest zbyt wiele aby codziennie nie ścierać niepotrzebnej warstwy naskórka, ale wystarczająco aby porządnie ją oczyścić.
Zapach jest identyczny jak w przypadku serum. Wówczas, gdy najpierw używałam żelu a później serum piękna świeża woń utrzymywała się na mojej twarzy jeszcze dłużej niż wtedy, gdy używałam tylko jednego składnika duetu. Konsystencja typowa dla żelu, dobrze skoncentrowana, nie za gęsta ani nie za rzadka. Gdybym już musiała się mocno czepiać szczegółów - moim zdaniem trochę zbyt słabo się pieni. Nie umniejsza to jednak w niczym jego działaniu, po prostu przywykłam do nieco większego mydlanego efektu.
Jeśli chodzi o skuteczność - spisuje się świetnie. Po myciu mam wrażenie idealnie oczyszczonej twarzy - nie tylko z resztek makijażu, ale i z kurzu i innych zanieczyszczeń gromadzących się na buzi w ciągu dnia. Skóra jest lekko napięta, ale nie traci zdrowego blasku. Cieszę się, iż w żadnej mierze żel ten nie wysusza mojej stosunkowo delikatnej cery, gdyż niestety często mi się to zdarza. Punktów ode mnie 9 na 10, mały minus jedynie za kiepskie pienienie się (ale chyba się czepiam ;)).
W krótkim podsumowaniu powiem, iż z serii jestem bardzo zadowolona. Jestem ciekawa, czy w przypadku zastosowania kolejnych opakowań kosmetyki te (a w szczególności serum) będą mieć szansę wpłynąć pozytywnie na kilka złośliwych do imentu naczynek, które postanowiły zagościć na dole mojego prawego policzka. (Dla niewtajemniczonych - jeśli chodzi o czerwone paskudki na buzi, witamina C jest na nie najlepszym antidotum.) Biorąc pod uwagę pozytywne działanie kosmetyków niemalże od samego początku, mam ochotę się o tym przekonać.
Czy mieliście już przyjemność poznać markę Lirene (a może nawet i tą serię)? Jakie są Wasze ulubione kosmetyki tej firmy? A może macie innych ulubieńców, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy?
xoxo



















