„Spotykamy się w czwartki. Najczęściej o jedenastej w Pokoju Łamigłówek. Próbujemy rozwiązywać sprawy morderstw. Za to dzisiaj zdaje się, że mówimy o ich popełnianiu, więc zakres działalności jest tu dość elastyczny.”
Mając siedemdziesiąt-kilka lat można się zajmować milionem rzeczy. Do najpopularniejszych z pewnością zalicza się sporządzenie testamentu i wprowadzenie do niego stosownych zmian, jeśli wnuk jednak nie ożeni się przed trzydziestką, syn postanowi rzucić karierę i zostać muzykiem, a ksiądz z pobliskiej parafii ucieknie w siną dal z dwukrotnie młodszą kochanką. Poświadczonego notarialnie dokumentu trzeba również pilnować, aby nie dostał się w niepowołane ręce. Mając niespełna osiemdziesiąt lat, dobrym pomysłem jest również zaplanowanie własnego pochówku w najmniejszych detalach, wydzierganie na drutach wszystkiego, czego nie udało się stworzyć wcześniej i spędzanie całych dni przed telewizorem, któremu można wykrzyczeć właściwie wszystko – wszakże i tak nie odpowie, mało sympatycznie sugerując staruszkowi, że dobranocka już dawno się skończyła. Po siedemdziesiątce można jednak również… w błyskotliwy sposób rozwiązywać najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne sprzed lat – jednak wtedy (i tylko wtedy), kiedy należysz do Czwartkowego Klubu Zbrodni, trzęsącego nie tylko osiedlem dla emerytów Coopers Chase, ale i przynajmniej całym miastem.








