„Niech inni zadowolą się zwykłą doskonałością. On był artystą.”
Dawno, dawno temu… a może wcale nie tak dawno, za siedmioma lasami, lecz nie za siedmioma górami, a na jednym szczególnym wzgórzu, urzędował sobie pewien młodzieniec, którego z przyjemnością poznałaby każda fanka romantasy. Ubrany w sznurowane spodnie i rozchełstaną koszulę, spędzał dnie na lekturze, wystawianiu symetrycznej twarzy ku promieniom słonecznym i okazyjnym spełnianiu zachcianek młodocianych przestępców. Od czasu do czasu pomagał mieszkańcom miasteczka Newarre w pracach fizycznych – niekoniecznie jednak z powodu dobrego serduszka, a aby wszystkie okoliczne panie mogły podziwiać jego wdzięki. A było na co popatrzeć, oj było! Oczy ciemniejsze od nocy, choć czasem mieniące się odcieniami błękitu, długie, falowane czarne włosy, opadające na umięśnione ramiona i zawadiacki uśmiech. Taki, który zawstydziłby zapewne niejednego pana, trudniącego się graniem amantów w komediach romantycznych we wszystkim znanym, acz niekoniecznie słusznie kochanym Hollywood. Choć uroda to pozłota jeno, Bast bez wątpienia wyróżniał się wśród ubogich pasterzy, średnio rozgarniętych karczmarzy czy piekarzy. Największą zaletą swoistego arbitra elegentiarum wbrew pozorom (fanki Damona, Rhysa czy Xadena uprzejmie uprasza się o zachowanie przynajmniej względnego spokoju 😉) nie była jednak aparycja, a jego szelmowski fach, w którym stał się absolutnym mistrzem. Oryginalny, lukratywny i kunsztowny… zdecydowanie spowodowałby zazdrość nawet u książkowo-filmowego adwokata diabła.
.jpeg)
.jpeg)