„Naprawdę się uśmiechała. A kiedy zauważyła, że to widzę, jakby pstryknęła przełącznik.”
Dwa warkoczyki. Rozkloszowana sukienka z kołnierzykiem. Kolanówki. Z malutkiej dłoni zwisa pluszowy miś. Druga – niczym u cyrkowego klauna – porusza się przed twarzą w górę i w dół, odsłaniając co rusz inną minę. Kolejno: pełna powaga, makiaweliczny uśmiech, smutek na chwilę przed uronieniem kilku wymuszonych łez. Żadna z nich nie sięga jednak kącików oczu. Bynajmniej nie dziecięca buzia zmienia się niczym aktorska maska. Przerażający spektakl na użytek postronnych. Czy dziecko naprawdę może być do imentu złe? Wyrachowane i całkowicie wyprane z uczuć?

