• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

„Nie wiesz, że ta noc zmieni Twoje życie na zawsze. Nie wiesz, że to, co uznałeś za sekwencję zdarzeń, będzie ledwie pierwszą sceną długiego dramatu, napisanego przez los.”

 Tym razem nie będzie charakterystycznej dla mnie recenzji, której bohaterem uczynię Ciebie, drogi Czytelniku. Wszystko ze stosunkowo prozaicznego powodu: w skrywającej się za niezwykle estetyczną okładką fabule „Mostu nad wzburzoną” wodą dzieje się tak wiele, że… zupełnie nie potrafię zdecydować, którą z osi wydarzeń powinnam najdokładniej zobrazować, mianując ją nadrzędną i w jaką z postaci spróbować Cię wcielić. Forma eksperymentalna; coś innego, co – w połączeniu z nietuzinkowym, wyjątkowo podobającym mi się zdjęciem – przy odrobinie szczęścia przypadnie do gustu również Autorowi, który już po wymianie kilku wiadomości dał się poznać jako osoba mająca do siebie ogromny dystans oraz przystające do mojego poczucie humoru… pomimo tego, że nie będzie to pełna lukru recenzja. Jak pewnie już wiesz, takich u mnie nie uświadczysz. Jako kilkulatka usłyszałam w jednej z kreskówek zdanie, któremu hołduję do dziś: „bądź wierna swoim przekonaniom” i taka niezmiennie pozostaję, zupełnie nie zważając na to, że kilka wydawnictw obraziło się na mnie za negatywną recenzję, a paru czołowych polskich pisarzy poczęstowało mnie blokadą za (nawet odrobinę) konstruktywnej krytyki. Cóż – była smaczna, choć niesmaczną jest z zasady. 😉 Przejdźmy jednak do naszego najważniejszego bohatera dzisiejszej, nieco innej, historii o historii – Marcela Woźniaka i jego najnowszej powieści.

16:09:00 No comments

„Wiele osób żyje w ukryciu i nie może być sobą, bo inni oczekują czegoś innego.”

Dwaj lekarze, na co dzień zajmujący się koordynowaniem pracy w szpitalu, ratowaniem życia ludziom i usprawnianiem ich egzystencji oraz próba odnalezienia się w życiowej zawierusze… Być może brzmiałoby to całkiem tendencyjnie, gdyby nie to, że Mariusz i Artur pozostają w związku; w wielu kręgach wciąż nieakceptowani, żeby nie powiedzieć: wyklęci. „Reanimacja”, będąca kontynuacją „Narkozy”, Rafała Artymicza to powieść obyczajowa z wątkami medycznymi oraz thrillerowymi, opowiadająca jednak przede wszystkim historię burzliwej relacji miłosnej, w której nie brak emocji, wzruszeń i poruszeń. Czy jednak namalowany przez Autora za urzekającą okładką świat okazał się wystarczająco porywający,  by rozkochać w sobie tak wymagającego książkowego „dłubacza” jak ja? Sprawdź. Już teraz jednak zdradzę Ci, że jeśli przepadasz za dość dobrze skrojonymi obyczajówkami z bohaterami LGBT, możesz dodać „Reanimację” do koszyka lub na wirtualną półkę Legimi. Myślę, że to propozycja idealnie pasująca do obchodzonego obecnie w niektórych kręgach #pridemonth 😉

17:34:00 No comments

„Wyruszyłem kiedyś w podróż, żeby zabić człowieka.”

Ostra jazda bez trzymanki – tak można by, w dość kolokwialny, choć całkowicie adekwatny sposób, określić najnowszą powieść Terry’ego Hayesa o intrygującym tytule „Rok szarańczy”. Po sukcesie „Pielgrzyma” (którego polecam), Autor kazał dość długo czekać swoim fanom na kontynuację historii; od publikacji pierwszego tomu minęło bowiem przeszło dziesięć lat. Czy warto było przez dekadę wypatrywać „The Year of the Locust”? Tego, jak zawsze, dowiesz się z subiektywnej części mojej recenzji. Już na samym początku snutej opowieści, mogę Ci jednak zdradzić, że za tą przykuwającą uwagę okładką, kryje się niezliczona ilość dynamicznej akcji oraz mieszanka gatunkowa, przypominająca mix językowy w wieży Babel. Powieść szpiegowska z czasem ewoluuje w katastroficzne post-apo, by w ostatniej części (których to łącznie otrzymujemy cztery) przekształcić się w… dystopię sci-fi, nasączoną w dodatku sowitą dawką political-fiction. Czy dzieje się dużo? Nawet więcej. Czy jednak dzieje się dobrze?

19:37:00 No comments

„Jeśli maniak ma mordować na kartach powieści, a nie naprawdę, to ja życzę sobie samych takich w mojej okolicy.”

Co może być większą gratką dla fana mrocznych powieści od stania się głównym bohaterem jednej z nich? Przekona się o tym Agata, uwięziona w odosobnionej, górskiej chatce, otoczonej morzem śniegu, z poczytnym pisarzem krwawych kryminałów. Czy tajemniczy, żyjący w swej samotni, autor ma jedynie bogatą wyobraźnię, czy też materiały do swoich bestsellerowych książek czerpie z prawdziwych wydarzeń? A może, nie daj Boże, inspiruje się popełnionymi zbrodniami? Pora na kolację z literackim lub rzeczywistym mordercą, w czasie której odbędzie się wykwintna uczta słów, pełna zgrabnych, wyrazowych gierek, okraszona odpowiednią dozą dobrego humoru. Co jest fikcją, a co prawdą? Odpowiedź przyniesie „Wilcza chata” -  niejako przypominająca thrillerowy poradnik dla pisarza lektur spod ciemnej gwiazdy, nasączona znamionami wykwitnie podanej powieści szkatułkowej.

15:52:00 No comments

„Pewnie się tego jeszcze nie domyślasz, ale jedyny świat, który do tej pory znałam, właśnie legł w gruzach…”

W magicznych historiach o budzącej podziw dynamice akcji bardzo często ważną rolę odgrywają zaczarowane postacie poboczne. Drugoplanowi bohaterowie, którzy uśmiechają i – choć niekiedy stanowią akcent humorystyczny – są w fabule niezwykle istotni; wszakże bez nich ta nie byłaby tak samo urocza. Nie inaczej jest w przypadku pierwszego tomu trylogii fantasy, noszącego intrygujący tytuł „Rytuał krwi”. Choć głównym intrygantem tej opowieści jest niepokorna, uparta i momentami zachowująca się wręcz nieobliczalnie czy irracjonalnie Evi’ Death, moje serce skradł ktoś nazywany przez nią Demonikiem – niezwykła jaszczurka; dzielny towarzysz w najróżniejszych przygodach. Czy jednak debiut Eweliny Wyspiańskiej-Trojniarz urzekł mnie tak samo jak ten mający niecodzienne usposobienie stworek?

 

16:27:00 No comments

„Muszę coś napisać. Potrzebuję porządnego morderstwa.”

Anna Wyszkoni w jednym ze swoich utworów śpiewała: „Sprawny umysł mam, jednak martwe ciało – wszystko słyszę i czuję, po prostu wegetuję.” Słowa te idealnie oddają sytuację, w której znajduje się obecnie Anna Ogilvy, bohaterka (póki co) najlepszego przeczytanego przeze mnie w tym roku thrillera psychologicznego, będącego nietuzinkowym i perfekcyjnie skrojonym debiutem angielskiego pisarza Matthew Blake’a. Tytułowa Anna O. od dokładnie czterech lat nie otworzyła oczu, pozostając w stanie głębokiej śpiączki, nazywanej w niektórych kręgach syndromem rezygnacji. Dotknięty nim człowiek, próbując uciec od tragicznej i pozbawionej nadziei rzeczywistości, tkwi w stanie hibernacji o nieokreślonej długości czasowej. Niekiedy nie budzi się już nigdy, pozostając martwym za życia. W innych przypadkach zmasowane bodźce zewnętrzne pozwalają mu na ponowne otwarcie powiek. Anna utknęła w nieznanej przestrzeni martwego snu po zamordowaniu w bestialski sposób dwójki swoich najbliższych przyjaciół. Czy jednak aby na pewno? Może to wszystko nieprawda? Czy ktokolwiek jest w stanie przywrócić ją rodzinie, przerywając tak głębokie wycofanie? Jako że każda Śpiąca Królewna, jak młodą kobietę nazywają media, potrzebuje swojego księcia – przekona się o tym doktor Benedict Prince, współpracownik sądowy, specjalizujący się w psychologii snu; a konkretniej w zbrodniach popełnianych w trakcie jego w trwania. Śpiąca snem umarłych, czy nie – niepodważalne fakty wydają się wskazywać na to, że jest winna śmierci dwóch osób. Inną kwestią pozostaje jednak czy pozostawała świadoma w chwili popełnienia zabójstwa. Któż jednak mógłby rozstrzygnąć ten dylemat lepiej od uznanego w dziedzinie snu fachowca? Być może pewnego dnia zrobi to sama śniąca…

 

18:30:00 No comments

„Pochylałyśmy się nad zdjęciami i wtedy zaczynała się historia. Nasza historia. Mama potrafiła pięknie opowiadać, przez co fotografie, które przechodziły przez nasze ręce, ożywały, nabierały odpowiednich faktur, kształtów, a nawet zapachów.”

Jakże pięknie mylący bywa czasem tytuł książki – sugerujący romans z motywem sportowym, a tak naprawdę skrywający za sobą pełną wartości opowieść obyczajową o istotności wytrwałości, sile w dążeniu do spełniania własnych marzeń oraz tym, że choć czasem przeznaczenie chadza krętymi ścieżkami, zawsze w końcu nas dosięgnie. (W zupełnym nawiasie, ta powieść jest idealnym prezentem na obchodzony dzisiaj Dzień Matki!♥) „Miłość i rękawice bokserskie” urzekają językową zwinnością i doskonale odmalowanym tłem Polski z czasów PRL-u. Szarych, choć tak bardzo barwnych, jeśli ktoś wyjątkowy będzie dzielił je z Tobą. Smutnych, chociaż wartych zapamiętania, jeżeli znajdziesz w nich tę jedną, jedyną osobę. Odmiennych od obecnych, jednak równie magicznych – bo niezależnie od fragmentu naszej historii, zawsze możesz być kimś przez duże K. Twórczość Ewy Pruchnik czaruje wzruszeniami, budzi podziw niezłomnością bohaterów i okazuje się lekturą, o której powinno być zdecydowanie głośniej. Przynajmniej tak jak podczas meczu bokserskiego, w trakcie którego ścierają się ze sobą siły dwóch najpopularniejszych w kraju przeciwników.


18:30:00 No comments

„(…) opisuje w niej świat, którego już nie ma. To książka o tęsknocie, ale i o stracie. Takiej, jakiej nikt ani nic nie zrekompensuje.”

Theatrum mortis… Bynajmniej nie pospiesznie zainscenizowane przedstawienie pośmiertne dla określonej grupy widzów. Naznaczone przenośniami, ukazujące pejoratywną wizję odejścia z tego świata, cechujące się pewną dozą mistycyzmu. Pierwsza ofiara. Równo po miesiącu – druga. Czy w objęcia kostuchy podąży za nią kolejna? Ich ciała wykonujące ostatni teatr, przybierające wybrane przez mordercę-sztukmistrza pozy, skażone – lub może uwznioślone – pozostawionymi przez niego przesłaniami dla potomnych. A potem wcale nie głuchy telefon psychopaty, który chce przekazać wszystkim pozostałym przy życiu określoną wiadomość; ostrzeżenie lub własną wizję tego, jak powinien wyglądać świat. Czy jednak zabójca w jakiejkolwiek sytuacji ma prawo dyktować warunki? Choć „Lista Lucyfera” jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Autora, po znalezieniu się na niej – a właściwie po jej lekturze – mogę stwierdzić, że Krzysztof Bochus zdecydowanie potrafi napisać w pełni absorbujący, wabiący mrokiem i mrożący uczuciem strachu, pełnokrwisty kryminał.

19:09:00 No comments

.„Ale dlaczego? Czemu tak ich nie lubią? Przecież one nic im nie zrobiły.”

Na Twoim miejscu… ale nie jesteś na moim miejscu. Nie wiesz, co mnie ukształtowało i jaką drogę przebyłam, aby znaleźć się tu, gdzie jestem. Powinnam zrobić to i tamto, a do tego podejść zupełnie inaczej. Muszę być taka i owaka. Co ja sobie myślę, jak tak można? Zarzuty. Graniczące z pychą wtrącanie się w życie innych i karmienie własnego ego pod przykrywką udzielania dobrych rad. Jakże jesteśmy odważni, by ferować wyroki! Oceniać po dających mikroskopijne poszlaki pozorach. Tłamsić i ranić słowami, pozostając niewidocznymi za zasłonką internetowej anonimowości… I nigdy nie zastanawiamy się, jak wielkie szkody wyrządzą rzucane z łatwością, nienawistne komentarze. Zapominamy, tak lekko zapominamy, że po drugiej stronie zawsze jest przede wszystkim żywa osoba. Brzmi znajomo, prawda? Wszechobecny w Internecie hejt sprawia, że zatracamy własne człowieczeństwo, z zapartym tchem śledząc skandale i szafując niewybrednymi tekstami bez grama refleksji. W sposób najdotkliwszy z możliwych przekonała się o tym Hae-su, bohaterka „Dobrego ucha”, będącej przejmującą powieścią o samotności i niszczących życie, internetowych atakach, okraszoną odpowiednią ilością mruczącego, kociego towarzystwa – czasem bezbronnego tak samo jak ofiary pomówień i krzywd uczynionych przez postronnych. Ta krótka i doskonale skondensowana historia to smutnie piękna opowieść o skutkach hejtu, ale także rekonwalescencji po stracie i niezłomnej nadziei. Przede wszystkim udowadnia ona coś, czemu sama hołduję: wierność swoim przekonaniom jest wartością nadrzędną, a wytrwałość zawsze w końcu popłaca.

18:12:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates