• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

RECENZJA GOŚCINNA BRATA

 

Let me please introduce myself

I'm a man of wealth and taste (…)

 

(…) Pleased to meet you

Hope you guessed my name


Dzisiaj wieczorem w tajnej bazie wojskowej, położonej gdzieś pośrodku niczego w Stanach Zjednoczonych, osoba sprzątająca w jednym z biur rozlewa przypadkiem wodę z pojemnika na mopy, która to powoduje drobne zwarcie i kilkusekundowe przygaśnięcie świateł w całym obiekcie. Po chwili sytuacja wraca pozornie do normy, sprzątacz pcha swój wózek do innego gabinetu, jednak nie dokończy już nigdy swojej zmiany – po kilku minutach pada martwy na korytarzu. W ciągu kilkunastu minut umierają wszyscy naukowcy i inni zatrudnieni w ośrodku, pracujący dotychczas nad bronią biologiczną – tzw. supergrypą, której skuteczność na poziomie 99,4% ma ,,w razie potrzeby” pozwolić zwyciężyć kolejną wielką wojnę. Ochroniarz placówki, znajdujący się w tym czasie w stróżówce, zauważy na kamerach co się dzieje, więc ucieknie samochodem wraz z rodziną na drugi koniec kraju. Gdy skończy mu się paliwo i auto zatrzyma się w jakimś nieprzepisowym miejscu, postronni otworzą drzwi pojazdu i znajdą zniszczone chorobą ciała, a tym samym zarażą natychmiastowo siebie oraz praktycznie wszystkich, których spotkają. Oni zaś przeniosą skażenie na kolejnych… Przez to 99.4% populacji Ziemi w ciągu około miesiąca poniesie śmierć. Z 8 miliardów ludzi żyjących na naszej planecie, odpornych na wirusa znajdzie się 48 milionów osób. W Polsce zarazę przeżyje około 228 tysięcy osób. Z 2000 czytelników niniejszej recenzji, przy życiu do następnego miesiąca zostanie 12 osób. Władze krajów będą siać dezinformację, że nic wielkiego się nie dzieje, jednocześnie wyprowadzając na ulice wojsko w celu zagrodzenia wjazdów do wszystkich miast oraz zabicia wszystkich, którzy będą próbowali uciec. W ciągu kilku tygodni umrą wszyscy, których znasz, przestanie działać prąd, Internet, w samochodach i na chodnikach pozostaną niewyobrażalne liczby zwłok. Taką wizję świata zaserwował Stephen King w swoim dziele ,,Bastion”.

18:48:00 No comments

Wydawnictwo Bellona zrobiło wspaniały prezent wszystkim wielbicielom wydarzeń II wojny światowej – wznowiło legendarną serię „Biblioteka Żółtego Tygrysa”. Starsi czytelnicy pamiętają, że książki z tego cyklu ukazywały się w latach 1957 – 1990. Z uwagi na lekką formę literacką, która daleka była od naukowej sztywności, poruszanie tematu najciekawszych incydentów tego wielkiego globalnego konfliktu oraz niewielki format, umożliwiający schowanie tomików w przysłowiową kieszeń, cieszyły się ogromnym zainteresowaniem i popularnością. Teraz odnowione, z bardzo atrakcyjną szatą graficzną, są propozycją godną gorącego polecenia wszystkim czytelnikom, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę o kulisach najważniejszych epizodów drugowojennej zawieruchy. Warto wspomnieć, że - pomijając ich wysoką wartość merytoryczną - książeczki serii utrzymane w podobnym wyglądzie, niewątpliwie będą wspaniale się prezentowały ustawione równo na regale każdego zapalonego bibliofila.  

Ostatnio zapoznałam się z kilkoma z nich, których tematykę przybliżę Ci poniżej. 

 

18:39:00 No comments

W 80. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, przybywam ze stosowną recenzją. Przedstawię Ci w niej historię o powieści Svena Hassela – propozycji, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Poznawszy doświadczenia duńskiego Autora, walczącego w II wojnie światowej, przekonasz się dlaczego powinieneś oddać cześć i chwałę naszym Bohaterom.

„Żołnierz jest jak maszyna. Jego podstawowym zadaniem jest wykonywanie rozkazów.”

Prawnik, lekarz, zamiatacz ulic. Piekarz, utalentowany złodziej, morderca. Aktor, sprzedawca gazet i hodowca bydła. W obliczu wojny następuje pełna równość. Wszyscy są tym samym: mięsem armatnim, mającym zagwarantować swojemu państwo zwycięstwo. Ofiary w ludziach są całkowicie nieistotne, jeśli tylko dany kraj wygrywa.

„Gdy do wyboru pozostaje Ci egzekucja lub służba w 999 batalionie, to co wybierasz?”

Niemcy. Jedyny naród, który uwierzył w swoją wyższość nad wszystkimi innymi i mianował siebie rasą panów, nie przebierając w środkach. Ważne było to, aby mogli oczyścić świat z każdej innej nacji i narzucić mu niepodzielną władzę. Zagwarantować rasową czystość i uczynić siebie swoistym epicentrum. Zmierzając do wielkiego zwycięstwa, imali się każdej z metod. Kiedy trzeba było, trenowali do walki nie tylko dzieci i starców – ale również tych, którzy zapełniali więzienia. Drobny rzezimieszek, podpalacz czy wyrachowany zabójca – nie miało to istotnego znaczenia, jeśli aktualnie brakowało ludzi na jakimkolwiek froncie. Będąc w potrzebie, zwalniali osadzonych zza krat i posyłali ich do broni… by mogli się zrehabilitować i zginąć śmiercią bohaterów za swój kraj. Może nawet otrzymać order, jeśli był to zgon szczególnie zasłużony – na przykład pod gąsienicą czołgu. W taki właśnie sposób powstał niemiecki karny batalion, którego burzliwe losy opisuje Sven Hassel w „Królestwie piekieł”.

19:02:00 No comments

Co stałoby się, gdyby świat, który do tej pory znałeś, nagle przestał istnieć? Tego rodzaju rozważania często stają się punktem wyjścia do stworzenia unikatowych fabuł postapokaliptycznych powieści fantasy. Jedne z nich kreują rzeczywistości kompletnie odmienne od realiów będących naszą codziennością, podczas gdy inne prezentują środowiska podobne naszym, jednak naznaczone tą lub inną tragedią. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że trzeba mieć nie lada wyobraźnię, aby stworzyć książkę z oryginalnym wszechświatem po przewrocie czy katastrofie, który wyróżni się spośród tak wielu bliźniaczych propozycji wydawniczych. Rafał Jakub Pastwa, poznany przeze mnie za sprawą „Nadchodzi nic”, zdecydowanie taką właśnie finezją połączoną z fantazją się cechuje. Nie jest to jednak jedyna zaleta Jego pisarskiego kunsztu. Oprócz nietypowej i dobrej językowo opowieści, zaprezentował on bowiem w swojej historii… cały wachlarz rozważań egzystencjalnych. Najnowsze dzieło Autora być może nie jest lekką wakacyjną lekturą, ani taką na jeden raz, lecz za to z  pewnością skłania do refleksji. Wiem, że czekasz na wiele – i do mnóstwa dążysz, a o jeszcze znaczniejszej liczbie ziszczonych pragnień skrycie śnisz, ale… cóż. Czasem, niekiedy, a właściwie to stosunkowo często – „Nadchodzi nic”.

01:18:00 No comments

Teleportacja, zdolność zatrzymywania czasu i nieumiejętność mówienia nieprawdy… każda z tych trzech rzeczy może być zarówno niezwykłą mocą, pożądanym na dłuższą lub krótszą chwilę darem albo przekleństwem. Ekspresowe przemieszczanie się z jednego miejsca do drugiego zapewne pomogłaby w uniknięciu wielu kłótni – tych małżeńskich i przyjacielskich, kiedy to w słyszysz przez telefon, że druga osoba zjawi się „już za pięć minut”, najczęściej magicznie zmieniających się w trzydzieści lub pełną godzinę. Gdybyś jednak był przerzucany z jednej lokalizacji w inną bez uprzedzenia, stałoby się to kłopotliwe i dla Ciebie, i dla otoczenia. Nawet przypadkowe spowodowanie u kogoś zawału byłoby raczej surowo osądzone. Wciskanie zaczarowanych przycisków „stop” i „play” w wybranych przez siebie momentach brzmi wprost cudownie. Sama z przyjemnością bym z nich skorzystała, zerując swoje stosy hańby… które ewoluowały w zasadzie w całe regały. Zawładnięcie upływem czasu umożliwiłoby również niezliczone psikusy, znalezienie chwil na czekające w kolejce pasje czy… właściwie wszystko, co tylko sobie zamarzysz – zakładając, że inne wybrane osoby posiadłyby tę samą umiejętność. Gdyby jednak zegar stawał i ruszał w losowych porach, przysporzyłoby to więcej szkody niż pożytku. Tak samo wygląda sytuacja z kłamstwami – choć najczęściej są one naganne, niekiedy przemilczenie części rzeczywistości jest tak zwanym mniejszym złem. Gdybyś zawsze mógł mówić tylko prawdę, pewnie niejednokrotnie znalazłbyś się w tarapatach. Wszystko to udowadnia, że każdy medal ma dwie strony, awers i rewers; negatyw i pozytyw… dobro i zło. Doskonale unaocznia to „Opowieść” – debiutancka propozycja Agaty Cieszyńskiej z pogranicza fantasy, science fiction oraz ciepłej, rodzinnej historii obyczajowej. To przewrotna – nomen omen – opowieść, której magia na drugie imię. Magia w wersji slow…

20:25:00 No comments

Jaki jest mój modus operandi, zapewne chciałbyś zapytać. Czy w ogóle jakikolwiek posiadam, zachowuję się w charakterystyczny sposób, naznaczając swoje przestępstwa swego rodzaju podpisem? Czy popełnione przeze mnie zbrodnie ukształtowały indywidualne cechy charakteru i posiadane możliwości? Nie mogę Ci tego zdradzić. Tak, nawet Tobie. Obciążenie siebie samej wskazywałoby na to, że brak mi sprytu i inteligencji; dobry złoczyńca nigdy nie pogrąży się samodzielnie. Będzie robił wszystko, aby uniknąć kary – i odpowiedzialności deliktowej. Ex delicto, z czynu zabronionego – skutek tego, co niedozwolone albo konsekwencja przestępstwa. Jak daleko sięgnie w tym przypadku? Jak wiele tragedii uczyni? Jeszcze tego nie wiem. Nie zaplanowałam też zakończenia naszej niebezpiecznej przygody. Tej, która absolutnie nie miała prawa zaistnieć, zmaterializowanej przez wszechświat przed naszymi oczami w tak nieprzewidywalny sposób. Naszkicowałam wszystkie swoje ucieczki. Zmiany tożsamości. Ścieżkę zawodową, którą od lat dzielnie podążam, realizując obecnie studia podyplomowe na szwajcarskim uniwersytecie w Bazylei. Dopiero co skończyłam psychologię i niewiele brakowało, bym została profilerem kryminalnym, skupiającym się tylko na wykonywanej pracy – bez żadnych uczuć. W swoich przewidywaniach nie uwzględniłam jednak Ciebie… Jedynej osoby, przed którą próbuję zbiec od tak wielu lat. Dlaczego świat sprawił, że przeszłość dogoniła mnie akurat teraz?

„I nawet gdy już poznam Twoją tajemnicę, nie będzie mi łatwo o Tobie zapomnieć.”

Tak mogłaby swoją historię przedstawić pokrótce Lena – główna bohaterka „Modus operandi”, której motywy działania… nie są jeszcze do końca znane nawet jej samej. Znajdująca się za piękną okładką fabuła snuta przez Anne Marie, okazała się wciągającą opowieścią o świetnej dynamice, gwarantującej doskonałą rozrywkę miłośnikom obyczajówek, kryminałów i… prawniczego świata, w którym sędzią tym razem będzie sam czytelnik. Czy takie połączenie może się udać?

18:20:00 No comments

W pobliżu australijskiej plaży stoi mały domek, który wiele lat temu został z miłością przyozdobiony elementami nadającymi mu charakter i odciskającymi na nim niezatarte piękno wspomnień przeszłych lat. Za koronkową, nieco poszarzałą firanką, okalającą frontowe okno, stoi starszy pan.  Jego poznaczoną zmarszczkami, osiemdziesięcioletnią twarz rozświetla uśmiech – taki, jaki może widnieć tylko na buzi dobrego człowieka, który zaznał w swoim długim życiu wiele szczęścia. Gordon spogląda na zadbany ogródek; miejsce tak kochane przez jego wspaniałą żonę, i przez chwilę obserwuje ptaki, posilające się jak zawsze w karmniku, stworzonym przez niego samego. Od dawna uwielbiał się przyglądać tym małym, pierzastym wojenkom o najlepsze spośród ziaren. Było w tym coś kojącego; kotwiczącego w teraźniejszości. Mężczyzna już chce zawołać Florę, aby wspólnie podziwiali ten pełen treli wielobarwny spektakl, ale wtedy dociera do niego, że znowu o czymś zapomniał. Nie pamięta o czymś istotnym kolejny raz. Jego coraz gorzej działająca pamięć potrafi przywołać skomplikowane terminy, którymi dzielił się z uczniami jako nauczyciel geografii przez tyle czasu, a bywa zawodna, jeśli chodzi o teraźniejszość. Flory już nie ma i nigdy nie będzie, choć… przecież była tu jeszcze przed chwilą. Będzie o tym codziennie zapominał i przypominał sobie od nowa. Został sam. Chociaż nie! Skup się, Gordonie. Przecież jego dorosły syn Malcolm, z którego jest niesamowicie dumny, obiecał, że niedługo go odwiedzi, przywożąc ze sobą małą Del, własną córkę. Czy to nie miało być dzisiaj? Starszy pan powoli, ciągnąc nogę za nogą, przemieszcza się w kierunku lodówki, do której przyczepia wielobarwne karteczki z nabazgranymi drżącą ręką ważnymi informacjami. Nie zwariował. Jeszcze dwa dni i będzie tutaj jego syn. „Dlaczego stoję przy lodówce? Czyżbym miał przygotować sobie posiłek? To nie było to. Miałem zrobić coś o wiele ważniejszego. Tylko co to było? Czy zamknąłem furtkę za domem?” – myśli. Nie pamięta. Tak wiele już nie pamięta. Nagle jego wzrok pada na ślubne zdjęcie, które z uczuciem i pieczołowitością przeciera z kurzu co tydzień. Tak, zapewne tym właśnie miał się teraz zająć. Po chwili uwagę Gordona przykuwa coś zupełnie innego. Z sąsiedniego domu wybiega kobieta, ciągnąc za sobą kilkuletniego chłopczyka. Wydawało mu się, czy przed chwilą z tego budynku wybrzmiał krzyk? Kim są ci ludzie? Ponownie patrzy na lodówkę. To Elizabeth i jej przybrany synek, Joe – letnicy, wynajmujący chatkę naprzeciwko. Nagle w głowie staruszka miga wielki neon z napisem „policja”. Dlaczego? Czyżby kontaktował się z nią w ich sprawie? Z jakiego powodu? Chyba znowu nie zamknął furtki za domem. Nieważne. Jutro przyjedzie Malcolm, a teraz trzeba otworzyć tej kobiecie drzwi i ją ugościć, w czym zapewne pomoże mu Flora. Wspólnie podadzą im gorącą czekoladę z lodem i ustalą, czy przyjezdni nie potrzebują pomocy. Pośpiesznie poprawia kapeć, który znowu niesfornie zsunął się ze stopy. Drzwi. Czekolada. Rozmowa. Ratunek. Furtka! Przecież Gordon ze wszystkim radzi sobie dobrze i tylko czasem powtarza to samo zdanie raz albo trzy. Wszystko po to, aby pamiętać. Trzeba pamiętać. A skoro już o tym mowa, czy o czymś nie zapomniał?

17:48:00 No comments

Jako dziecko nie byłam zakochana w Kici Koci, Teletubisiach czy (o zgrozo!) Lippy & Messy. Można stwierdzić z pełną mocą, że już od najmłodszych lat gardziłam zarówno telewizją, jak i popularnymi książkami. Zamiast tego zaczytywałam się w wierszach Brzechwy i Mitologii Parandowskiego, której wielką fanką jestem do dziś. Starożytny świat z legend mamił mnie odkąd tylko pamiętam. Nie bez powodu po wielu latach zdecydowałam się na naniesienie tuszem na ciało skrzydła Nike z Samotraki, a w chwilach zadumy z przyjemnością przenoszę się w mityczne kręgi Hadesa, Zeusa, Apolla czy Persefony. Mitologie: grecka, rzymska i egipska są fascynujące – po prostu trzeba przyznać temu rację. Właśnie dlatego w ostatnim czasie stały się inspiracją dla rozlicznych książkowych retellingów, czyli historii z przeszłości, opowiedzianych w mniej lub bardziej odmienny sposób. Jedne z nich są udane, inne – niekoniecznie. Do której z kategorii zalicza się powieść „Hades – Król podziemia”, wydana niedawno przez MM Suchar, cenionej przeze mnie za nietuzinkowe poczucie humoru (które doskonale objawia się chociażby w „Sercach ze śniegu i płomieni”, nie tak dawno ocenionych przeze mnie na mocne 8/10)? Sprawdź. Zanim to zrobisz, zdradzę Ci jednak, że jest to pierwsza pozycja czytelnicza, opublikowana przez Autorkę z ramienia własnego wydawnictwa, za co należą jej się wielkie brawa! Zasługuje na nie również samo wydanie – barwione brzegi i przystająca do nich okładka (w idealnym świecie nie byłaby matowa, ale jak wiemy – perfekcyjne nie istnieje). A teraz opowiem Ci, co stanie się, kiedy… mitologiczne realia zostaną przeniesione do współczesności!

13:58:00 No comments

Próżno szukać bardziej klimatycznej scenerii dla powieści kryminalnej od owianych mgłą ulic w dziewiętnastowiecznym Londynie. To właśnie tam w roku 1417 powstały pierwsze latarnie. Bijące z nich światło oświetliło szersze i węższe ścieżki, nadając nocom zupełnie innego charakteru. Ich wynalezienie z pewnością było jednym z „małych kroków dla człowieka, ale wielkich skoków dla ludzkości”. Nietrudno wyobrazić sobie tych wszystkich elegancko odzianych gentlemanów, którzy przemierzali stolicę Anglii w jedną i drugą stronę w chwili, w której rozgrywa się najnowsza powieść Heather Redmond, będąca drugą częścią cyklu „Charles Dickens na tropie”, czyli w roku 1835. Być może któryś z nich przywdział dziś elegancki frak w barwie najgłębszej nocy – bo właśnie spieszy na spotkanie ze swoją młodziutką narzeczoną. Na głowie ma odświętny cylinder, a całości stylizacji dopełniają pieczołowicie ułożona poszetka, wyglancowane buty i elegancka laska, którą dobrze zapowiadający się młodzieniec powinien nosić chociażby dla podkreślenia swego statusu. Cóż… nad tym ostatnim jeszcze pracujesz i to w pocie czoła – lub raczej atramentu na stronach – ale o wygląd na wizytę u przyszłej małżonką trzeba się postarać. I nie byłoby nic niezwykłego w tej londyńskiej nocy, gdyby nie fakt, że przed drzwiami mieszkania czeka na Ciebie coś, czego zdecydowanie nie spodziewałeś się tam zobaczyć. Czyżby Charles Dickens o budzącej podziw umiejętności łączenia wątków i doskonałym nosem, zdolnym uchwycić trop, prowadzący do rozwiązania zagadkowego zabójstwa, znów był potrzebny? Och, ukochana, chyba musisz jeszcze moment poczekać, nim przyjdzie nam dzielić kolejne krotochwile. Obowiązki wzywają!

17:14:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (71)
    • ▼  maj (20)
      • Paweł M. Arent - Medalion - recenzja
      • Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - rece...
      • Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry...
      • Joanna Kurek - Amartu-Ziqqu. Przebudzenie - recenzja
      • Karol Husak - Wcielone zło - recenzja
      • Kathryn Croft - Ostatniej nocy - recenzja
      • Maren Stoffels - Escape room - recenzja
      • Stanisław Lem - Głos Pana - recenzja
      • B. Dyakowski - Z naszej przyrody - recenzja
      • WP Rdzanek - Akord - recenzja
      • Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
      • Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
      • Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
      • MAESTRIA - Selena. Córka dwóch światów - recenzja ...
      • Agnieszka Łepki - Domek nad jeziorem Borzymskim - ...
      • Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja
      • Marta Górna - Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świe...
      • Katarzyna Hewa - Małe wstrząsy - recenzja
      • Michael Connelly - Wilcza jagoda - recenzja
      • Barbara Seleman - Zanim spłonę - recenzja
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates