Czego tak właściwie szukamy w literaturze? Powodujących szybsze bicie serca wydarzeń, przenoszących w zupełnie inną rzeczywistość? Pewnej dozy nierealności i zobrazowania tego rodzaju marzeń, które nigdy nie zaistnieją w prawdziwym świecie? Budzącego grozę mroku, przyprawiającego o drżenie i strach, uczucia niepożądane jednak na co dzień? A może dawki determinizmu, wzruszeń i opowieści o tym, że przeznaczenie chadza najróżniejszymi ścieżkami – choć, pomimo tego, finalnie zawsze odnajdzie swą drogę do wybranych osób? Jeżeli tego ostatniego, wybór debiutanckiej książki Ewy Grzechnik może się okazać doskonałym wyborem na wczesnojesienny wieczór – a także każdy inny, w trakcie którego zapragniesz poznać historię pewnej burzliwej pierwszej miłości, mającej szansę stać się również tą ostatnią. „Pomiędzy biciem serca” to powieść obyczajowa nasączona dozą wielkich uczuć, wyjątkowych przyjaźni, poświęcenia, straty, radzenia sobie z traumą po odejściu bliskiej osoby… a wszystko to okolone pełnym niebezpieczeństwa tłem misji w Afganistanie.
„Opowiadałam im o wszystkich miejscach, do których chciałam pojechać, o przygodach, o których marzyłam i o osobie, którą chciałam się stać. Poczułam się, jakby gwiazdy były moimi cichymi powiernikami, strażnikami tajemnic.”
Często piszę o tym, że debiutanckie powieści mają pewną cechę
charakterystyczną – nigdy nie są całkowicie pozbawione wad, choć… kilka „pierwszych”
książek, które poznałam ostatnimi czasy, przeczy tej teorii, co jest
uśmiechającą tendencją. Jak względem nich wypada propozycja Ewy Grzechnik? Zanim
opowiem Ci o jej wręcz poetyckim języku, w którym zauważyłam parę niesnasek i
innych aspektach technicznych… historia o historii nietypowej znajomości,
jakiej próżno szukać na tym świecie. A może… czasami warto uwierzyć w rzeczywistość
rodem z baśni, bajek i bajań?
.png.PNG)
.png.PNG)
.png.PNG)
