Mój ulubiony polski Autor, utrzymujący, skądinąd słusznie, że wszyscy jesteśmy mordercami, w swojej najnowszej książce, którą jako naczelna i dumna z tego faktu psychofanka mam przyjemność PRZEDPREMIEROWO zrecenzować, próbuje odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest apogeum zła... i w co może się przeobrazić, w zależności od stopnia zwichrowania dotkniętego nim osobnika. Jak wiele potrzeba, aby zmienić człowieka w zwierzę i wyzwolić z niego to, co najgorsze? W ile niemożliwych prawd uwierzy ktoś zdesperowany, kto dawno zdążył już odkryć, iż granice wytrzymałości są przesuwalne? “Apogeum zła” to historia, która uwięzi czytelnika w klinice wybudzeń... a może przebudzeń w samym środku koszmarów. Znajdujący się w śpiączce, cierpiący na bezsenność czy oniryczne horrory– wszystkich łączy niemożność zamknięcia oczu, ich ponownego otwarcia lub... strach przed jednym albo drugim. Na każdy z tych problemów da się znaleźć stosunkowo proste, choć makabryczne rozwiązanie - bo co, gdyby... wymienić swoje oczy na inne, nieskażone kłopotami somnologicznymi? Czysta abstrakcja? Cóż. Mawiają, że jeżeli coś wydaje się niemądre, a działa - to wcale nie jest głupie. To, iż bywa przy tym przerażające, to już zupełnie inna kwestia. Być może właśnie z tego powodu wydaje się tak... nęcące, kuszące i przyzywające mrokiem.
O historiach stworzonych przez Maxa Czornyja da się napisać wiele - choć, w większości przypadków, żadne ze słów nie okażą się wystarczające, by określić stopień ostrości jego literackiego pióra. Trzynasta część opowieści kryminalnej, w której mający nieszablonowe poczucie humoru komisarz Eryk Deryło odgrywa pierwsze skrzypce, a może raczej fortepianowe solo, przenosi wyczekującego z niecierpliwością jego dalszych losów w sam środek piekła; świat, który być może jest tylko najczarniejszą imaginacją umysłu, niemającą wiele wspólnego z rzeczywistością. Jak pisał Jerzy Stachura: “Nie wszystko jest iluzją / chociaż znikam / na wiele dni i nocy (...)” - co jest ułudą, a co prawdą?


.png.PNG)
.png.PNG)