Gorąco przepraszam (choć wcale nie jest mi przykro, ponieważ takie perełki po prostu trzeba w książkowej kolekcji mieć) wszystkich miłośników wręcz epicko pięknych wydań oraz ozdobionych nimi, niesamowicie zwichrowanych historii fantastycznych. Oto bowiem przed Tobą cztery małe dzieła sztuki w postaci tomów (1-4) rozpoczynających znaną i poważaną serię Jacka Piekary, którego z pewnością przedstawiać nie trzeba. Lubiany i na wskroś wciągający cykl “Ja, Inkwizytor” zyskał adekwatną do treści, wspaniałą oprawę graficzną. Otrzepując się z siarki, diabełki szepczą, że w tym roku czytelników powiodą na pokuszenie wszystkie kolejne tomy, wydane w tej wersji! Jako że wcale nie odłączam się od ich stada, a raczej mu przewodzę, w tym poście przedstawię Ci pokrótce cały cykl oraz jego pierwsze cztery tomy w formie krótkich i standardowo szalonych polecajek.
“Ja, Inkwizytor” to bosko-diabelski teatr herezji, złożony z aktów ironii nierzadko ociekających krwią. Czy szczęśliwie tą wrogów i zdrajców, to musisz sprawdzić samodzielnie. 😉 W krainie, w jakiej Chrystus poważył się na zejście z krzyża i sprawienie łomotu wszelkim grzesznikom, stery władzy dzierży Święte Officjum. Jego nieodłącznym członkiem jest główny bohater serii – Mordimer Madderin, a o postać barwniejszą w polskiej fantastyce niż tytułowy Inkwizytor bez dwóch zdań trudno. Jego specjalizacja to tortury, choć nie stroni także od detektywistyki, uprawiania cierpiętniczej poezji i tworzenia filozoficznych teorii pod osłoną sutanny. Serię Piekary można określić mianem uroczo ponurej ballady o odmętach hipokryzji, władzy i wierze, okraszonej tak czarnymi odcieniami humoru, że sama Inkwizycja mogłaby wtrącić za nie do zimnego lochu. 😉 Pięknie zwariowana niepoprawność gwarantuje doskonałą rozrywkę. Czyż nie brzmi to jak coś, co absolutnie musisz poznać?




.png)
