• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Nie jest Ci łatwo. Od kiedy rozstałeś się ze swoją dziewczyną Julią, przestało Ci na czymkolwiek zależeć - a już najmniej na życiu i zdrowiu. Cały czas balansujesz na linie. Zalewasz samotność litrami alkoholu, po którym często wdajesz się w bezsensowne bójki, snujesz bez celu po melinach i innych tego rodzaju mało przyjemnych przybytkach. Na ogół kończy się to potężnymi siniakami i takim obrzękiem twarzy, jaki nie pozwala poznać siebie w lustrzanym odbiciu. Do tego śmierdzi od Ciebie jak z gorzelni. O ile nie raziłoby to tak bardzo w przypadku szarego obywatela, to już dla policjanta jest niewątpliwą ujmą. Z racji niebywałej skuteczności i brawurowych akcji, stałeś się żywą legendą oraz wzorem dla młodych, początkujących funkcjonariuszy. Teraz jednak wszyscy widzą, w jakim jesteś stanie, więc otaczająca Cię aura ulatuje coraz szybciej - jak z przekłutego balonika. Na komendzie praktycznie każdy unika z Tobą kontaktu, nie wyłączając szefa. Tobie wszystko to obojętne - przecież nigdy nie przejmowałeś się opiniami innych ludzi. Nie zamierzasz więc niczego zmieniać w swoim zachowaniu. Tej nocy również idziesz „w tango” - do tego stopnia, że znowu nic nie pamiętasz... Gdy otwierasz oczy, orientujesz się, że znajdujesz się w obcym mieszkaniu. Jesteś cały obolały, a głowa pulsuje Ci, jakby za chwilę miała eksplodować. Co ciekawe, w Twoim polu widzenia skrzętnie uwijają się trzy identyczne brunetki, zalewające synchronicznie sześć filiżanek kawy. Dopiero gwałtowne mruganie powiekami przywraca Ci właściwą ostrość widzenia na tyle, że dostrzegasz wreszcie tylko jedną nieznajomą kobietę, zmierzającą w Twoim kierunku z parującym napojem i talerzem pachnącej jajecznicy.  

„Że też zawsze musi wpakować się w jakiś gnój. Przez ostatnie miesiące zraził do siebie chyba wszystkich. Kolegów i koleżanek w pracy nie miał, ale teraz zastąpili ich sami wrogowie.”  

02:22:00 No comments

RECENZJA PATRONACKA 🔥! 

Przed Tobą NAJLEPSZY TEGOROCZNY romans mafijny - i nie piszę tak wcale tylko dlatego, że znajduje się pod moją opieką medialną (choć w innym wypadku bym się jej nie podjęła). “Neven”, czyli druga część nieodkładalnej serii “Dopóki oddycham” M.W. Stilvoy jest po prostu idealnym przedstawicielem swojego gatunku. Nie można mu zarzucić absolutnie niczego, co rzadko kiedy się zdarza. To opowieść złożona z emocji, nieprzewidywalnych akcji oraz relacji budowanych oryginalnie między barwnymi bohaterami. Historia, w której dzieje się wiele i jeszcze więcej - a mimo tego pozostaje ona w pełni realistyczna.  Na domiar dobrego, Pisarka posługuje się eleganckim językiem, jakiego złożenia słów równie dobrze mogłyby się znaleźć w literaturze pięknej, a to już praktycznie niespotykane w romansach spod ciemnej gwiazdy (co zresztą poczytuję za szkodę). Całość okraszona jest zaś inteligentnym poczuciem humoru, stosownymi żartami sytuacyjnymi i niesztampowym podejściem postaci do otaczającego świata. Coś na kształt krzywego zwierciadła, w jakim to uwielbiam się przeglądać. 

Bez wątpienia M.W. Stilvoy wynosi romans mafijny na zupełnie inny, o wiele wyższy poziom (!). Wyróżniający się niedoścignioną klasą oraz niewtórną jakością. Narrację, której mam zaszczyt patronować, z przyjemnością zobaczyłabym w ekranizacji dobrej, starej szkoły filmowej. Myślę, że miałaby szansę stać się hitem pokroju “Chłopców z ferajny” czy “Ojca chrzestnego” w uwspółcześnionej i bardziej uczuciowej wersji. Nie dlatego, że Autorka jakkolwiek się nimi inspiruje, a z innego powodu. Uważam po prostu, iż jest to podobna jakość mafijnej opowieści. Taka, do której każdy twórca tożsamych fabuł powinien dążyć. I za jaką należą się najwyższe wyrazy uznania. Cóż, zaraz po otrzymaniu odszkodowania za “książkowego kaca”... bo w TAKIM momencie nie godzi się kończyć drugiego tomu! Potrzebuję trzeciego, na wczoraj. Naturalnie również pod czernią moich skrzydeł. 😉  

17:00:00 No comments

Nie masz pojęcia, czym zawiniłaś losowi, że tak strasznie Cię ukarał. Byłaś bardzo szczęśliwa a Twoje małżeństwo trwało zaledwie od dwóch lat. I nagle przestało istnieć. Gdzieś tam w górze od samego początku zapisany był wyrok na Twojego męża, lecz Wy nic o tym nie widzieliście. Nagle musiałaś przyzwyczaić się do samotności, picia porannej kawy i oglądania wspólnych seriali bez nieodłącznego dotychczas towarzysza. Funkcjonować bez pomocnej dłoni, która była Ci tak droga. Jakoś uchroniłaś się od zupełnego rozpadnięcia na kawałki, choć kosztowało Cię to bardzo wiele. I chociaż minęły cztery lata od śmierci Tomka, cały czas nie potrafisz powstrzymać się od bolesnych wspomnień. Poznaliście się w pracy, która zresztą była dla Ciebie najważniejsza. Poświęcałaś jej wszystkie swoje myśli i czas, więc nie pragnęłaś żadnego romansu. Ale kiedy go zobaczyłaś, Twoje zamiary runęły jak domek z kart. Był początkującym prawnikiem firmy konsultingowej, piszącym opinie do przejęć przedsiębiorstw, a Ty harowałaś w audycie. Spotkaliście się obok automatu z kawą. Na widok ucieleśnienia męskiego ideału, wprost zaniemówiłaś. Był wysoki, umięśniony a na głowie piętrzyła mu się burza czarnych, lekko kręconych włosów. Okulary nadawały jego twarzy inteligentnego wyrazu, który ujął Cię bez reszty. Gdy już pozbierałaś szczękę z podłogi, zdobyłaś się na wymuszony uśmiech i wydukałaś parę zdawkowych słów. Natychmiast podjął rozmowę, więc szybko się w niej zatopiliście. Wkrótce dowiedziałaś się, że ma dziewczynę, zatem z ubolewaniem zaczęłaś go traktować jedynie jako kolegę. Nie było to łatwe, gdyż z racji pełnionych obowiązków mieliście częsty kontakt. Wtedy przekonałaś się, jak trudne jest ukrycie, że się kogoś pożera oczyma. Spotykaliście się na firmowych wyjściach i pracowaliście nad wspólnymi projektami. Rok później poczułaś całkowite wypalenie zawodowe i zdecydowałaś się na porzucenie pracy.     

17:05:00 No comments

W minionym roku miałam okazję przybliżyć Ci dwa pierwsze tomy niezwykłej serii “Cienie” fińskiego duetu. Niezwykle cieszy mnie fakt, iż na moment przed nastaniem mrocznie zimowej aury Wydawnictwo Dwukropek zdecydowało się na opublikowanie ostatniej części tej kapitalnej trylogii. Pisarz Timo Parvela oraz utalentowany grafik i ilustrator Pasi Pitkänen to dwuosobowy zespół, który dostarcza... magię. Na domiar dobrego, zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. Mimo tego, iż jestem w wieku, w jakim z rozrzewnieniem wspomina się epokę dinozaurów, pozostaję urzeczona niezwykłym dopasowaniem rysunków do treści. Śmiem wręcz stwierdzić, że jedno jest tutaj nieodłączną częścią drugiego. Zaczarowane obrazy, naniesione kreską spod ciemnej gwiazdy i uśmiechające feerią barw dodają kolorytu tekstowi. Rzadko kiedy w literaturze dziecięcej odnajduję tego rodzaju staranność, zatem zdecydowanie muszę ją pochwalić. Sama narracja jest z kolei idealnym domknięciem bajkowej serii. Oto coś dla miłośników kochanych mroczności, Świąt Bożego Narodzenia w innym zwierciadle, poszukiwania wartości i sumienia, dobrych oraz złych uczynków a także potrzebujących punktu wyjścia do ważkich rozważań. Co bowiem stałoby się, gdyby istniał dobry Mikołaj i nader zły Krampus, który karmi się nienawiścią oraz energią, płynącymi z okrucieństw? Jaki byt finalnie zatriumfuje, gdy dookoła roziskrzą się choinkowe lampki? Czy dusza to coś cennego a Gwiazdka nastanie? Jestem w stu procentach pewna, że ta pełna dynamicznych przygód seria przypadnie Ci do gustu. A przy okazji zabierze Cię w niepowtarzalną podróż przez czas i do nęcącej śnieżno-lodową atmosferą Finlandii. “Krampusa” pozostawiam z notą 8/10. Byłabym szczęśliwa, gdyby tak tajemniczo kończyły się wszelkie trylogie. 

PS “Cienie” to doskonały pomysł na prezent pod choinkę. Myślę, że ucieszy wszystkich wymagających, spragnionych fabuł nie z tej ziemi odbiorców w wieku powyżej 9 lat. 


23:43:00 No comments

To był zwykły dzień, którego przebieg nie zwiastował niczego złego. Pamiętasz prawie wszystkie szczegóły, jakie teraz wyświetlają Ci po kolei wyblakłe klisze pamięci. Smaki, zapachy, obrazy - całość kłębi się w Twojej głowie i nawraca raz za razem, bez końca. Było ciepło, panowała piękna, wrześniowa pogoda, jak to na chorwackim wybrzeżu. Trwała zwykła domowa krzątanina, zakończona wspólną kolacją. Duży stół a przy nim cała Twoja rodzina. Mąż, Jakov siedział po lewej stronie. Naprzeciwko Ty a z boku dwoje bliźniąt - Mate i Silva. Mają niecałe osiemnaście lat i są bardzo ze sobą zżyci. Posiłek przebiega w spokojnej atmosferze, a po jego zakończeniu dziewczyna idzie do swojego pokoju. Chwilę później schodzi ubrana w bardzo krótką sukienkę w kwiaty i czerwone trampki. Na ramieniu ma dużą, workowatą torbę i przewieszoną przez ramię ortalionową wiatrówkę. Rzuca tylko krótko, że wychodzi na festyn nad zatoką. Pytasz, czy z Branem - swoim chłopakiem, ale zaprzecza oraz dodaje, że pojechał do Rijeki, by złożyć dokumenty na studia i wróci dopiero jutro. Rzuca jeszcze krótkie: „no to cześć” i wychodzi. Usiłujesz sobie przypomnieć, czy na nią spojrzałaś, ale chyba nawet nie odpowiedziałaś na pożegnanie. Do dzisiaj żałujesz, że jej mocno nie przytuliłaś, choć przecież miałaś taką możliwość. Gdybyś tylko wiedziała, że to był ostatni normalny dzień Waszego życia... 

Kiedy nie wraca na noc, w ogóle się nie niepokoicie. Jesteś trochę zła, ale uznajesz, że zabalowała i przespała się u koleżanki. Przecież w tak spokojnym miasteczku nie mogło zdarzyć się nic złego, więc niedługo wróci. Tu nie ma morderców ani porywaczy a wszyscy znają się od podszewki i nie maja tajemnic. Gdy nie pojawia się do 14.20, Jakov wysyła Mate na poszukiwania.  

19:36:00 No comments

Kakao to taki napój, względem którego odczuwam pewną awersję. Słodki i aromatyczny, idealnie rozgrzewa w chłodny dzień a przy tym sprawia, że gorycz teraźniejszości staje się łatwiejsza do zniesienia. Zgodnie z jedną z moich prywatnych anegdot, nie polecam Ci go jednak do niwelowania skutków nadużycia napojów wysokoprocentowych poprzedniej doby. Próbowałam wiele lat wstecz. Pomysł okazał się co najmniej chybiony, jako że do dzisiaj pamiętam, jak relacjonowałam ów test ówczesnej przyjaciółce, przypisując do uśmiechającego słowa kakao najróżniejsze inwektywy. 😂 Takie, których z pewnością nie miałbyś się prawa spodziewać po literacie, kochającym zabawy słowami. I pomyśleć, że nic mi ten biedny napój w założeniu nie zrobił, mając tylko przynieść ukojenie nerwom, trupozie wczorajszości oraz żołądkowi. Cóż - niekiedy obrywa się niewinnym.  

Jako miłośnik japońskich opowieści, stwierdzam ze szczerym uśmiechem, że książka “Kakao w czwartki”, którą napisała Michiko Ayokama, w dużej mierze odczyniła ów zły urok, jaki sama rzuciłam na wonny napar. Po historiach autorów spod białej flagi z czerwoną kropką pośrodku nie spodziewam się jednak niczego innego niż czarowania pięknie złożonymi wyrazami w urzekających fabułą narracjach. Po lekturze tej historii czuję się zaś... ukojona - a nie jest to standardowa z moich emocji. To jedna z tych książek, z których biją spokój oraz przyjemność. Umiejętnie transferują na czytelnika i pozostawiają go utulonym w codzienności. Co istotne, Autorka poważyła się także na jeden z cenionych przeze mnie zabiegów literackich. Początkowo każdy z krótkich rozdziałów wydaje się być niepowiązany z kolejnym - oraz jego bohaterami. Jak się okazuje, wszystko układa się szybko w piękny pattern, dzięki pozostawianych przez Pisarkę, pozornie niemających znaczenia, niciom. Rzekomo obce sobie postaci są w istocie połączone o wiele silniej niż sądzą... Czasem wystarczy obraz, zakup w danym sklepie albo zagoszczenie w mało znanej, przyzywającej spokojem kawiarni na uboczu. Pamiętaj, by wypić w niej szklankę gorącego kakao (tylko nie po alkoholu)! 

00:21:00 No comments

Nurzanie się w odmętach niepamięci to prosta ścieżka do szaleństwa. Wkraczając na tę drogę, dysponujesz tylko niezliczoną liczbą “co by było, gdyby”. Nie wiesz, co tak naprawdę się wydarzyło i choć zleciłaś mózgowi, aby to ustalił, nawet, kiedy pozornie nie próbujesz odzyskać wspomnień, to żmudny proces. Pojawiają się tak zwani “fałszywi przyjaciele”. Chcąc wypełnić luki, Twoja głowa fabrykuje wydarzenia, w jakich uczestniczyłaś i czyny, których rzekomo miałaś się dopuścić. Kilka dni później pojawiają się kolejne. Na domiar złego, całkowicie wykluczają poprzednie. Rozważasz nawet drastyczne metody, takie jak skorzystanie z usług hipnotyzera, choć przecież nigdy nie wierzyłaś w tego rodzaju szaleństwa. Wyniszczasz się, gubisz w przypuszczeniach i tworzysz miliony scenariuszy, zahaczających o spiskowe. Co w istocie wtedy się stało i z jakiego powodu tego nie pamiętasz? Dlaczego Twój organizm postanowił odciąć Cię od części przeszłości? Czyżby ta była na tyle drastyczna, że z obawy o dobrostan psychiczny, wymazał kawałki doświadczeń? Czy zaciekła, przystająca do charakteru walka o odzyskanie tych skrawków nie przyniesie Ci więcej szkody niż pożytku? Lecz przecież wszystko, czego byłaś częścią, na własny sposób składa się na Twoją osobę... Jak zatem można po prostu przejść nad lukami we wspomnieniach do porządku dziennego? To niewykonalne. Doskonale wiem, co czujesz. Zadziorna, nigdy się nie poddajesz a podejmowane przez Ciebie misje dałoby się określić porywaniem z motyką na słońce. Nie spoczniesz, póki nie zrealizujesz powziętych założeń. Zgrywasz litą skałę, której obce są uczucia wyższe, choć w rzeczywistości cierpisz, że ich nie doświadczasz. Nie chciałabyś być jak wszyscy, lecz nie pogardziłabyś zwyczajnym życiem, w którym jesteś częścią rodziny - a nie tylko społeczności walczącej o lepsze jutro. Jakie jest Twoje? Zbuntowanie samotne a teraz dodatkowo z zatrważającą luką w pamięci. Co się wydarzyło? Czy to możliwe, byś w czasie, jakiego nie pamiętasz, dopuściła się czegoś złego lub najgorszego? 

19:30:00 1 comments

Wiele osób spodziewało się, że świat opanuje kiedyś straszliwa zaraza, ale nikt nie był w stanie przewidzieć tego, co ze sobą przyniosła. Ludzie wpadli w rozpacz większą niż gdyby zabrała im człowieczych bliskich. A tymczasem ona upomniała się tylko o zwierzęta. Wszystkie - nie tylko dzikie, ale także te domowe. Kochane i rozpieszczane, będące towarzyszami doli i niedoli właścicieli, a właściwie oddanych przyjaciół. Zaczęło się niepozornie od pojedynczych padnięć. Wkrótce jednak, jak grzyby po deszczu zaczęły mnożyć się doniesienia o tajemniczych, masowych zgonach czworonogów. Całe stada padały pokotem a zjawisko narastało z każdym tygodniem. Początkowo choroba atakowała tylko psowatych i kotowatych przedstawicieli fauny. Wkrótce nastąpił całkowity pomór lwów w Afryce oraz wilków i kojotów w Ameryce Północnej. Potem trąd ogarnął inne kontynenty. Sprawę najpierw bagatelizowano - nie przeprowadzono nawet niezbędnych badań. I to był wielki błąd. Gdy zaczęły ginąć także ptaki, wybuchła prawdziwa panika. Próbowano nieudolnie powstrzymać rozprzestrzenianie się plagi, zamykając ogrody zoologiczne i zakazując wyprowadzania psów oraz wypuszczania kotów. Wszystko nadaremno... Aż w końcu nadeszło najgorsze. Dopóki nieszczęście dotyczyło zwierząt na wolności, ludzie zachowywali spokój, wierząc święcie, że odpowiednie służby dadzą sobie z tym radę. Zresztą ich los obchodził tak naprawdę niewielu - przyrodników, naukowców oraz ekologów. Kiedy problem dotknął zwierząt domowych, zaczęło się istne szaleństwo. Najgorszy był sposób w jaki pupile odchodziły z tego świata. Nagły atak szału i... popełniały sam*obójstwo na oczach przerażonych właścicieli. Rozmyślnie wbiegały pod pędzące samochody, skakały z wysokości, same się zagryzały bądź tak długo biły łbem o ścianę, aż osuwały się martwe. Nie sposób było ich powstrzymać. Ani razu nie odnotowano przypadku zaatakowania człowieka. Krzywdę wyrządzały wyłącznie sobie... 

22:52:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (80)
    • ▼  cze (9)
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates