• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Wielu polskich aktorów marzyło o podboju hollywoodzkiej fabryki snów. Paru było blisko osiągnięcia tego celu, ale w pełni udało się to tylko jednej osobie - Joannie Pacule. Zaoceaniczna kariera skromnej dziewczyny z Tomaszowa Lubelskiego ma charakter stricte bajkowy a jej przebieg stanowi wypadkową niewyobrażalnego wprost szczęścia, sumy niepozornych przypadków, budzącej zachwyt specyficznej, słowiańskiej urody, niebywałej pracowitości oraz talentu, którego nawet najbardziej niechętni nie są w stanie zanegować. W Polsce często darzona jest niechęcią jako wyniosła i zarozumiała a także zbyt „zamerykanizowana”. Niektórzy posuwali się nawet do podłych insynuacji, jakoby zrobiła karierę „poprzez łóżko”, pomimo iż brak na to najmniejszego nawet dowodu. Co symptomatyczne, nigdy nie brała udziału w żadnym ze skandali, tropionych z taką lubością przez brukowce, paradoksalnie nie miała też „parcia na szkło”, poza tym stricte ekranowym. Nie obnażała przed publicznością pikantnych szczegółów życia osobistego, nie stała się też ani celebrytką, ani „gwiazdą”, a sam ten status uważała za „coś okropnego”. Nie pozwoliła, aby mamidło blichtru i próżnej sławy zepsuło jej charakter, co nader wydatnie udowadnia siłę jej magnetycznej osobowości. Tej, która tak naprawdę stanowiła podwalinę sukcesu, jaki stał się udziałem aktorki o polskim pochodzeniu i sercu. Drwiono, iż grała w filmach klasy B, ale czy dla dziewczyny ze wschodniej Europy, której położenia wielu jej amerykańskich przyjaciół nawet nie znało, bramy do kariery największego formatu były do końca otwarte? Stugębna plotka wieszczy, że złamała ją u samego progu, wdając się w romans z Hawkiem Winchelem Kochem Jr., mężczyzną żonatym i „dzieciatym”, co na tyle rozzłościło „damy Hollywood”, że te poprzysięgły, iż upojnego sukcesu nigdy nie osiągnie. Jak zwykle w takich wypadkach, ziarnko prawdy wydaje się w tej nieprawdopodobnej historii aż nadto namacalne...       

17:39:00 No comments

To pierwsza książka, jaką napisała moja ulubiona polska Autorka - Katarzyna Hewa, ale czwarta spod jej pióra, którą miałam okazję przeczytać - jako że Pisarka zdecydowała się wydać stworzoną przez siebie historię współczesną po trzech powieściach historycznych, co to dołączyły do zaszczytnego grona mych ulubieńców. „Małe wstrząsy” nie urzekają akcją toczącą się kilka wieków wstecz - osadzone w teraźniejszości, zabierają czytelnika na niewielką wioskę, pełną mieszkańców, jacy każdego dnia doświadczają niewielkich kolapsów, mających moc zachwiać całym znanym im dotychczas światem. Pierwsze jedynie wzruszają jego posady i powodują mikroskopijne pęknięcia. Następne poszerzają rysy i potęgują narastającą niestabilność rzeczywistości. Ostatnie staną się przyczyną upadku - runie wszystko, co dotychczas uważane było za pewne… Jako wierny fan Mistrzyni Słów, dostrzegam pewne podobieństwo między całością jej twórczości: silna bohaterka o talencie do popadania w tarapaty, niedoceniona przez absolutnie nikogo, traktująca odmowę jako wyzwanie i wrzucona w wir szaleństw we wrogim jej otoczeniu. Naprzeciwko niej wyniosły mężczyzna o gołębim sercu - najczęściej ukrywający dobre intencje pod płaszczem oschłości zimnego serca. Co uśmiecha najbardziej, Hewa nie skupia fabuły na relacji romantycznej, choć w istocie - tak jak i w moim mniemaniu ta - wszystkie opowieści są tak naprawdę o miłości. Możliwa sympatia pomiędzy naczelnymi postaciami jest tylko fragmentem narracji - i stanowi tło dla wielowymiarowości pozostałych sylwetek. Tym razem: na wskroś oryginalnie o pewnym narcyzie - rzadko spotykanym w rodzimej literaturze, jako że w osobie babci. I jeśli myślałby kto, iż chodzi o wiejską babuleńkę w kwiecistej chuście, to bardzo by się pomylił. Wyobraź sobie raczej szukającego wszędzie korzyści, potwora-przedsiębiorcę w eleganckiej spódnicy, stukającego laską, któremu obce są jakiekolwiek uczucia, za to znane i poważane kolokacje, konwenanse i korzyści. Tak oto do akcji wkraczają: Barbara i jej wnuczka Lara, zesłana z emigracji… do piekła.

00:17:00 No comments

Gdy wysyłano Cię na tę niewielką wyspę, wrogowie zacierali ręce - licząc, że zupełnie na niej zgnuśniejesz. A tymczasem piękna Catalina, mekka dla turystów, którzy tłumnie przybywają na nią jachtami i statkami pasażerskimi, dała Ci drugie życie. I za nic nie zamieniłbyś go na rozgardiasz Los Angeles, jakim do niedawna tak się zachwycałeś. W ten sposób intrygi, które wypchnęły Cię z Wydziału Zabójstw wielkiego miasta i przekształciły w prowincjonalnego gliniarza, niespodziewanie obróciły się na Twoją korzyść. Nie masz tu zbyt wiele roboty, a najpoważniejszymi sprawami, jakie się trafiają, są akty wandalizmu, drobne kradzieże oraz nieustanne zakłócenia porządku publicznego, najczęściej przybierające postać pijackich burd, wszczynanych przez podchmielonych wycieczkowiczów. Co ciekawe, z lotu ptaka wyspa ma kształt znaku nieskończoności, co bierzesz za dobrą wróżbę, przemawiającą za tym, iż nigdy jej nie opuścisz. Odnalazłeś tu spokój ducha i równowagę psychiczną, nadwątloną wydarzeniami w byłej jednostce i co najważniejsze - miłość. Tash jest młodsza o osiem lat i stanowi dla Ciebie ideał urody. Energiczna, szczupła i zalotna, o kruczoczarnych włosach i takiej samej barwy oczach, od razu zwróciła Twoją uwagę. Początkowo podchodziłeś do niej z rezerwą, obawiając się, że różnica wieku jest zbyt wielka, byście znaleźli wspólny język. Ale szybko się przekonałeś, że nadajecie na tej samej fali. Na razie mieszkacie osobno, lecz Wasz związek nabrał już takich rumieńców, że z pewnością wkrótce to się zmieni. Kobieta jest zastępcą kapitana portu, zatem bardzo często kieruje ruchem jednostek pływających chcących zacumować w imponującej marinie, która może pomieścić ich aż kilkaset. Z tego względu masz z nią częsty kontakt służbowy, ale starcie się nie afiszować ze swoją relacją, choć i tak wszyscy ją dostrzegają.

17:52:00 No comments

Musisz nareszcie rozliczyć się z przeszłością, choć bynajmniej tego nie chcesz. Położony nad jeziorem dom, który odziedziczyłaś po zmarłej mamie to miejsce, z jakim masz ostatnie ze szczęśliwych wspomnień z dzieciństwa. Wtedy jeszcze było Was troje - Ty oraz rodzice. Uśmiechnięci na zdjęciu, objęci, niewiedzący wówczas, że za chwilę cały świat runie w gruzach. Kiedy miałaś zaledwie osiem lat ze szczerbatej i gotowej na wszystko ośmiolatki musiałaś stać się niemalże dorosła. Matka zmarła, rodząc Twoją młodszą siostrę Holly. Tego dnia trupem za życia zaczął być także Twój ojciec, który - zamiast się Wami opiekować - pogrążył się w powolnej, wyniszczającej degrengoladzie, nasączonej coraz większą liczbą używek. Z ukochanego domku nad wodą przenieśliście się do cokolwiek nieciekawego mieszkania, z jakim właśnie udało Ci się pożegnać - jako że tata finalnie doprowadził się do śmierci. Nie wspominasz tego lokum dobrze, zatem potrwało to tylko chwilę. Masz jednak świadomość, że przed Tobą o wiele trudniejsze zadanie. Opróżnienie całkiem sporej wilii po matce, w jakiej nie byłaś zresztą od półtorej dekady, niesie za sobą ogromny ładunek emocjonalny. Nie wiesz, czy udałoby Ci się pojechać tam samej, zatem postanowiłaś poprosić o pomoc najbliższych. Towarzyszy Ci Liam - ukochany chłopak, który jawi Ci się niczym anioł, co to postanowił zmaterializować się w Twoim życiu. Wciąż powtarzasz sobie, iż jest dla Ciebie o wiele za dobry i że z pewnością opuściłby Cię, gdyby poznał Twoje najmroczniejsze sekrety, zatem starasz się robić wszystko, by trzymać własne demony w ukryciu. Jedzie z Wami również jego siostra bliźniczka, z jaką udało Ci się zakumplować oraz Twoja wieloletnia przyjaciółka Brooks. Co z kolei Cię nie cieszy, ma do Was dołączyć także jej chłopak, przemocowiec, tyran i narcyz, jakiego najchętniej skasowałabyś z jej życia. W miejscu przeznaczenia okaże się jednak, że dom jest o wiele bardziej zrujnowany niż sądziłaś - i są tam dwie dodatkowe osoby…

19:02:00 No comments

Choć starasz się nie dopuszczać owej myśli do siebie, w głębi duszy wiesz, że w znacznym stopniu ponosisz odpowiedzialność za śmierć tej dziewczyny. Rozmawiałeś z nią jeszcze parę godzin temu, a teraz patrzysz na jej przywiązane do drzewa, nagie zwłoki z poderżniętym gardłem. Od początku czułeś, ze coś jest nie tak. Miałeś niejasne przeczucie, że Klaudia Piekarz prowadzi własną grę, jednak nie zdołałeś odgadnąć jej zasad. Twój współpracownik, programista Mufin, przeprowadził wcześniej research w Sieci - zarówno jej osoby, jak i ewentualnych powiązań, ale nie znalazł niczego istotnego. Teraz już wiesz, że nie przyłożył się należycie do wykonania zadania. Policzysz się z nim później, na razie nie masz do tego głowy. Gorzko myślisz, że nigdy nie posuwałeś się zatrudniania testerek wierności, choć w zawodzie prywatnego detektywa stanowią one bardzo przydatne narzędzie. Jednak to sprzeczne z Twoimi zasadami. Uważasz tę profesję za głęboko niemoralną i wiodącą ludzi na manowce - rodzi konsekwencje, jakich nigdy tak naprawdę nie chcieliby osiągnąć a tym bardziej oglądać. Ten raz zrobiłeś wyjątek, zresztą studentka psychologii, nowy współpracownik, wcale nie miała dokonać uwiedzenia, ale spróbować wydostać z Tymoteusza Rudzińskiego jakiekolwiek przydatne informacje, dzięki którym będziesz w stanie znaleźć na niego haki i dotrzeć do głęboko ukrytych relacji. Wcześniej zjawiła się u Ciebie żona mężczyzny i zleciła jego śledzenie. Podejrzewała, że dokonuje licznych zdrad, w czym zresztą wcale się nie myliła. Jednak potem zerwała kontakt. Twój „obiekt” to bogaty deweloper, który stał się potentatem na miejscowym rynku nieruchomości. Pojawił się znikąd, zaczął sypać gotówką i wykosił całą konkurencję. Jesteś przekonany, że ma powiązania z Czarnym Domem - piekielną organizacją, która trzęsie całym Beskidem Żywieckim.

21:37:00 No comments

Psychofanka powraca - z recenzją najnowszego dzieła Eseisty Śmierci… a może Reportażysty Sztuki Umierania. Zafascynowany ars moriendi Max Czornyj o duszy równie starej i zwichrowanej co moja własna, sprezentował czytelnikom propozycję literacką, jakiej w tym kształcie niewątpliwie jeszcze nie było. „Śmierciologia” to bowiem swoiste kompendium mroczności, które wiedzie w świat życia i odchodzenia - wyprawa poprzez meandry kryminalistyki, szeroko pojętą sztukę oraz zagadki medycyny, z jakiej odbiorca wraca całkowicie odmieniony. Nakarmiony cienistą wiedzą iście zabójczych ciekawostek, przewróciwszy ostatnią stronę wyjątkowej książki, z pewnością niespokojnie obejrzy się za ramię, chcąc się upewnić, które demony czyhają na jego duszę. Czerniejącą, odrobinę zbrukaną - jednak przede wszystkim wciąż powierzającą swoje odłamki myślom, jakie wciąż, dzięki Pisarzowi, błądzą po krainie już nieżyjących albo właśnie zmierzających tam, gdzie sam Lucyfer mówi dobranoc… Do miejsca, które na przestrzeni lat stało mi się doskonale znane; w jakim bytuję wręcz z psychopatyczną z przyjemnością, lubując się w przebywaniu na granicy rzeczywistości mroku i światła. Zanim jednak istnienie irracjonalnie szalonej jaźni uda się na wieczny spoczynek, zapraszam Cię do odbycia niewtórnej przygody. Za spisem treści czy też raczej autorskich - rzeczy: „Ze śmiertelną powagą” rzec musisz: „Słowo daję, pan Andersen tylko wygląda na martwego”. Zapytasz później: „Co mi powiesz, ścięta głowo?” oraz „Którego konia dosiada śmierć i czy to ona na pewno”, trwając jeszcze przez chwilę w fazie wyparcia, bo ostatnia odchodzi nadzieja, że to nie moment Twojego odejścia. Dowiesz się, „Jak umierali ludzie” oraz zaczniesz roztrząsać „Jak naprawdę zatryumfować nad nieuniknionym”, zauważając, iż jedno w człowieku pozostaje niezmienne: chęć zaczerpnięcia kilku płytkich oddechów, zanim powieki zamkną się na zawsze w nieutulonym żalu niezrealizowanego. Ustalisz także po raz wtóry, iż „Kiedy maszyna przestaje działać, pokrywa ją rdza”…

19:06:00 No comments

Zamiast dnia takiego jak wszystkie inne - początek huraganu, który zdemoluje Twoje uładzone życie. Nigdy byś nie przypuścił, że zetkniesz się z siłami, jakie ze swej natury skrywają się za maskami pozorów, spowite tajemnicami nieprzeniknionymi dla zwykłych śmiertelników. Gra wywiadów, akronimy CIA czy ABW... to wszystko znałeś jedynie z filmów i sensacyjnej literatury, a tymczasem stałeś się częścią gry, w której ludzkie życie nie ma znaczenia. Jak zwykle to bywa, brzemienny w wydarzenia poranek zaczyna się całkowicie niewinnie, obleczony w zwyczajną, szarą rutynę. Już o siódmej wyprowadzasz na spacer psa - piękną wyżlicę weimarską, prezent od siostry na pięćdziesiąte urodziny. Ostatnim, jaki od niej dostałeś. Wkrótce potem Eliza i jej mąż, Estończyk Esben Koppel ponieśli śmierć, gdy ich jacht znajdujący się w drodze do Tallina przewrócił niespodziewany, gwałtowny poryw wiatru. Bardzo to przeżyłeś, byliście bowiem nie tylko zżyci, ale też wiele jej zawdzięczałeś. To ona wymusiła na Tobie rezygnację z kariery w żandarmerii wojskowej, a następnie wymogła, byś skończył aplikację i dołączył do założonej przez nią kancelarii adwokackiej. Prowadzisz ją do dzisiaj z wieloma sukcesami, dzięki którym szyld „Koppel i Szczerzec” zdobył spore poważanie i renomę. Po trzygodzinnej przechadzce przekraczasz próg biura, jak zwykle od razu wypytując o stan bieżących spraw. Prosisz sekretarkę o podanie kawy i rozsiadasz w wygodnym fotelu, stojącym w zajmowanym gabinecie a pies posłusznie mości się w legowisku. Zanim udaje Ci się przystąpić do ułożenia planu dnia, rozdzwania się telefon.  Ze zdziwieniem spostrzegasz, że dobija się do Ciebie znajomy, z którym w zasadzie nie utrzymujesz bliższych kontaktów…

17:59:00 No comments

Joanna Gracjasz stworzyła jedną z książek, jakich nie czyta się jedynie dla samej historii, a przede wszystkim dla poznania prawdy. Takiej, jaka uwiera niczym przysłowiowy kamyk w bucie i zostawia po sobie ślad głębszy od fabuły. „Tajemnica zawodowa” to zbiór opowiadań, który nie jest literackim popisem czy bezpieczną opowieścią o szkolnej rzeczywistości. To raczej zapis doświadczeń, emocji i sytuacji, które wydarzyły się naprawdę lub mogły się wydarzyć na znanych każdemu korytarzach… Ich ciężar nie wynika z dramatycznych zwrotów akcji, tylko z autentyczności. Już we wstępie Autorka zaznacza wprost, że to narracje inspirowane rzeczywistością i próba oddania emocji tych, którzy często pozostają niewidoczni, choć funkcjonują tuż obok - w systemie edukacji, co to z zewnątrz wydaje się uporządkowany, a od środka bywa miejscem cichych dramatów, jakie rozgrywają się każdego dnia.

Najsilniej oddziałuje na mnie opowiadanie „Granica” - studium relacji między nauczycielką a uczennicą i jednocześnie opowieść o tym, jak łatwo przekroczyć niewidzialną linię oddzielającą pomoc od uzależnienia emocjonalnego. Anna to nauczycielka z powołania - ktoś, kto naprawdę wierzy, że może zmienić czyjeś życie; iż odpowiednie wsparcie potrafi wyrwać człowieka z najgorszego miejsca. Marta jest z kolei dziewczyną zagubioną, zamkniętą w sobie, funkcjonującą w świecie, w którym nie ma stabilności ani zainteresowania ze strony rodziców a szkoła staje się jej przestrzenią obcą i przytłaczającą. Jej problemy z nauką, wagary, brak zaangażowania nie są bynajmniej lenistwem, tylko konsekwencją głębszego chaosu, w którym żyje. I w jakim tak łatwo przecież się pogrążyć… Pisarka nader celnie ukazuje cały proces kształtowania się i przekształcania relacji - nie sam punkt kulminacyjny. Anna zaczyna od drobnych gestów, dodatkowych zajęć, rozmów, prób zrozumienia. Stopniowo wchodzi coraz głębiej w życie Marty, poświęca swój czas, energię a w końcu także siebie. I właśnie w tym miejscu pojawia się coś, co czyni tę historię tak… wyjątkową i zarazem niepokojącą. Pomoc przestaje być wsparciem, a zmienia się w potrzebę. Anna zaczyna definiować siebie przez to, czy jest w stanie uratować dziewczynę. Marta natomiast uczy się tej znajomości w sposób, który jest jej najbliższy, czyli przez manipulację, kontrolę i testowanie granic. Jej zachowania eskalują - od wagarów, przez kłamstwa, aż po kradzieże i szantaż emocjonalny wobec rówieśników, co nie jest przedstawione jako nagła transformacja, ale jako naturalna konsekwencja środowiska i mechanizmów, które wcześniej się w niej ukształtowały. Najbardziej bolesny moment tej historii nie polega jednak na tym, co robi Marta, ale na tym, jak świat reaguje na Annę. Jej zaangażowanie zostaje podważone, jej działania odczytane jako przekroczenie granic a matka dziewczyny obraca sytuację przeciwko niej, oskarżając ją o niewłaściwe zachowanie i brak kompetencji. W tym jednym punkcie cała konstrukcja, którą Anna budowała miesiącami, zaczyna się rozpadać. I to nie jest dramat w stylu literackim, to jest coś znacznie bardziej realnego, moment, w którym człowiek zaczyna wątpić nie tylko w swoje decyzje, ale w sens tego, co robi… Jakże doskonale mi zresztą znany. Kulminacją tej historii nie jest jednak konflikt, ale konsekwencje. Wyczerpanie, emocjonalne wypalenie i w końcu diagnoza choroby, która nie pojawia się jako przypadek, tylko jako efekt nagromadzonego stresu, napięcia i ignorowania własnych granic. Scena, w której Anna zostaje sama z tą informacją, jest jedną z najmocniejszych w całym zbiorze, jako że nie opiera się na dramatycznych środkach, tylko na ciszy, na załamaniu i na świadomości, że człowiek, który próbował ratować innych, zapomniał o sobie…

Drugie opowiadanie, które szczególnie zostaje w mojej głowie, czyli „Wrony”, działa inaczej, ale równie druzgocąco. Tutaj nie ma jednej relacji, która się rozpada, tylko cały system, jaki powoli niszczy jednostkę. Maria jest nauczycielką pełną pasji - kreatywną, zaangażowaną, taką, która naprawdę chce uczyć inaczej, głębiej, bardziej świadomie. Jej podejście stoi jednak w sprzeczności z rzeczywistością szkoły, w której liczą się wyniki, dokumentacja i podporządkowanie zasadom. To opowiadanie pokazuje coś, co rzadko jest nazywane wprost, czyli systemowe wypalenie, które nie rodzi się z jednego wydarzenia, tylko z ciągłego nacisku, braku wsparcia i poczucia, że to, co robisz, nie ma znaczenia. Maria stopniowo traci energię, sens a w końcu także siebie. Autorka bardzo precyzyjnie opisuje narastające lęki, napięcie, problemy ze snem, izolację i poczucie osamotnienia, które nie wynikają z braku ludzi wokół, tylko z niezrozumienia. Relacje w pracy się zmieniają, wsparcie znika a ona sama zaczyna funkcjonować jak cień - obecna fizycznie, ale coraz bardziej wycofana psychicznie. Ten tekst nie potrzebuje wielkich zwrotów akcji, bo jego siła tkwi w powtarzalności, w monotonii, w tym, jak dzień po dniu coś w człowieku gaśnie… Czy bezpowrotnie?

Styl całego zbioru opowiadań jest spójny i podporządkowany emocjom. Nie ma tu przesadnej stylizacji ani literackiego nadmiaru. Jest prostota, która momentami boli bardziej niż najbardziej poetyckie zdania, bo nie daje czytelnikowi dystansu. To książka, którą się nie tyle czyta, co przechodzi przez każdą z akcji razem z bohaterami, czując ich zmęczenie, frustrację i bezsilność. Smutek… i reminiscencje prywatne. „Tajemnica zawodowa” to nie jest tom treści o szkole. To teksty o ludziach zamkniętych w systemie, o granicach, które się zacierają, o pomocy, która potrafi zniszczyć, i o tym, jak łatwo zatracić i potracić siebie, kiedy za wszelką cenę próbuje się uratować kogoś innego. Nie daje pocieszenia ani nie ofiarowuje czytelnikowi łatwych odpowiedzi. Prezentuje mu za to coś znacznie cenniejszego - świadomość. Poza tym, jestem pewna, iż po lekturze także i Ty pozostaniesz z powracającym raz i co rusz pytaniem: ile z siebie ofiarujesz, nim Cię zabraknie… i w imię czego właściwie?

17:26:00 No comments
Żoną miałam być, miał być ślub… i wesele też - mogłabyś z powodzeniem zanucić tekst pewnej znanej kilka lat temu piosenki. Aż tu nagle, gdy do uroczystości zostało całkiem niedużo czasu, natrafiłaś na ten jeden artykuł, który wywrócił do góry nogami całe Twoje życie i sprawił, że przygotowania do dnia, w którym na Twoim palcu zalśni obrączka, zeszły na dalszy plan. Gdyby jeszcze niedawno ktoś Ci powiedział, że pojedyncza notka pośledniego czasopisma wpłynie na Twoją całkiem poukładaną rzeczywistość w tak wielkim stopniu, stwierdziłabyś, że chyba postradał zmysły. A jednak tak właśnie się stało, choć niektórzy powiedzieliby pewnie, iż poznany przypadkiem tekst tylko obudził to, czego od zawsze pragnęłaś - i co było w Tobie głęboko uśpione a dopiero teraz odnalazło drogę na zewnątrz. Przerzucałaś nieco bezmyślnie, bo dla zabicia czasu, kolejne treści damskich magazynów, kiedy nagle Twoją uwagę zwróciła ta, która zdeterminuje wszystko, co wydarzy się później. Szokujący na pierwszy rzut oka artykuł przedstawiał losy kobiety, jaka jednocześnie pozostawała w związku z dwoma mężczyznami - mężem oraz trenerem personalnym. Choć początkowo ślubny nie wiedział o istnieniu tego drugiego, finalnie całe trio nawiązało niecodzienną relację - i zaczęło „cieszyć się” życiem w stałym trójkącie. Kiedy przeczytałaś tę informację po raz pierwszy, jedynie zmarszczyłaś brwi, uznając ją za cokolwiek kontrowersyjną. Po kilku godzinach rozmyślań doszłaś natomiast do wniosku, że… zważywszy na Twoje nudne i stabilne życie z narzeczonym, który nie dba o Twoje potrzeby, sama chętnie spróbowałabyś takiego układu, jeśli oczywiście miałabyś na to szansę. Zazwyczaj stroniąca od eksperymentów, skupiona raczej na tym, co stałe - taka odmiana dobrze by Ci zrobiła. Pora jednak odłożyć mrzonki na bok, bo oto wybierasz się na poszukiwania sukni ślubnej. Ciężko Ci się do nich dostroić po ognistym śnie z dwoma Hiszpanami w roli głównej, który nawiedził Cię w nocy… I cóż, pech chce, że opowiesz o nim ze szczegółami przyjaciółce, na skutek czego wszechświat oszaleje.
23:45:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (72)
    • ▼  cze (1)
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates