18:59:00

Sportowy out-fit, Green pharmacy olejek łopianowy i szampon z rumiankiem

Cześć Kochane. ;-) 
Rzadko się ostatnio odzywam, ale to tylko dlatego, że ten ostatni rok w liceum postanowiłam spędzić naprawdę pracowicie. W końcu matura przede mną... i od tego, jak ją zdam, zależy w dużej mierze moja przyszłość. Niemniej pamiętam jednak o Was oczywiście i Wasze blogi na bieżąco czytam, chociaż nie zawsze mam czas na komentarz.
W imię idei recenzji poświęconych danej firmie- dzisiaj troszkę o produktach Green pharamcy. Ich produktów zaczęłam używać w sierpniu i z większością bardzo się zaprzyjaźniłam. Ale- bez spojlerów. Najpierw zdjęcia, coby tradycji stało się zadość. ;-)










Z całą kuracją zdążyłam się polubić. Myślę, że dobranie całego zestawu (szampon, odżywka, olejek) zapewni naszym włosom najlepszy efkekt, jeśli odpowiednio go dobierzemy.

Olejek łopianowy z czerwoną papryką- wbrew moim obawom- nałożony na całe włosy i wtarty w skórę głowy, dał się bez problemu wypłukać przy pierwszym myciu obojętnie jakim szamponem. Zazwyczaj stosowałam go godzinę-półtorej przed myciem włosów i przykrywałam folią i ręcznikiem. Potem mycie włosków i lekka odżywka. Moje włoski rzeczywiście nieźle odrosły- nie potrafię jednak ocenić, czy jest to dokładnie zasługa olejku, ponieważ staram się urozmaicać pielęgnację swoich włosów i w tygodniu używam wiele kosmetyków. Niemniej- farba rzeczywiście się nie płucze. Końce wyglądają lepiej. Mam tylko zastrzeżenie co do opakowania- otwór stanowczo za duży, czasem wylało mi się zbyt dużo olejku.

Szampon z rumiankiem- jeden z moich ulubionych szamponów! Zazwyczaj używałam go 2 razy w tygodniu- przez pozostałe dni w tygodniu stosuję tzw. cięższą, silikonową pielęgnację. Tego szamponu używałam samego, bez odżywek i tego typu spraw. Pomimo tego włoski świetnie się rozczesywały i na drugi dzień były lekkie i błyszczące. Co do konsystencji ani opakowania nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Zapach naprawdę ładny. Mój ulubiony produkt ze wszystkich tej firmy, będę z całego serca polecać. ;-)

Balsam z aloesem- stosowałam jako kompres- godzinę przed myciem na włosy, pod folię i ręcznik. Potem szampon, odżywka. Bardzo dobrze wygładza elektryzujące się włosy o porowatej strukturze. Nie są przy tym jednak obciążone, ale wyglądają zdrowiej, ładnie się błyszczą. Konsystencja mocno kremowa, zapach przyjazny dla nosa. Przy tym bardzo wydajny, nie trzeba wiele nałożyć, żeby pokryć całe włosy. ;)

Produkty mogę polecić, z największą szczególnością Rumiankowy Szampon- naprawdę świetny. Z tego co widziałam, znaleźć je możecie nawet w zwyczajnych, miastowych drogeriach.

No i dla zobrazowania- moje odrośnięte włoski teraz (powoli zmierzamy ku dogodnej długości)
PS, przepraszam za nienajpoważniejsze zdjęcia, ale to z ostatniego klasowego biwaku :







Przy okazji- sportowy out-fit: 
narzutka Taily Weijl, legginsy- Butik, bokserka- House, trampki- no name.

xoxo!

16:03:00

Firmoo- okulary za darmo

Witajcie, Kochane. Dzisiaj pokażę Wam moją nową miłość- okulary od firmy Firmoo. Po pierwsze, gwoli wstępu, zapraszam na ich stronę- http://www.firmoo.com/. Wybór okularów jest naprawdę wielki, przy czym strona skonstrułowana jest przejrzyście- można przejrzeć okulary posortowane nie tylko ze względu na cenę, styl, ale i nawet kształt oprawek. Obecnie- co się Wam na pewno spodoba! - każda z nas może wejść na stronę i wybrać sobie dowoloną parę okularów, wypełnić formularz i... dostać je za darmo! płacąc jedynie za przesyłkę. Uważam, iż świetna sprawa. 

Moje cudeńka zaraz pokażę na zdjęciach, zresztą bardzo licznych. Niestety, w sklepie już ich nie ma. Jest za to dużo innych modeli okularów zarówno na codzień jak i tych przeciwsłonecznych. Tymczasem, fotki.


17:05:00

Gościnnie - out 21

Witajcie Kochane. Ostatnimi czasy zastanawiam się także nad zwiększeniem częstotliwości dodawania out-fitów. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, aby zaprezentować słynne "aviatorki".  W internecie aż roi się od zdjęć fanów i fanek tegoż modelu okularów. Również na stronach prezentujących stylizacje spotkałam się z nimi niejednokrotnie. Sama osobiście nie czuje się w tym modelu, chociaż okulary jako tako mają swoją magię, w związku z czym do dzisiejszego postu załączę zdjęcia mojego najlepszego przyjaciela Matijev`a Rogowicza który amatorsko i hobbystycznie zajmuje się modelingiem. Przekonajcie się sami :)


17:40:00

Rimmel stay glossy, Rimmel match perfection bronzer

Cześć Kochane. ;) 
Za oknem znowuż zrobiło się szaro i buro i aż żyć się odechciewa. Tym bardziej, że pierwszy tydzień nauki za mną, matura zaś jak najbardziej przede mną... Nie będę obiecywać, że będę pojawiać się tutaj regularnie, bo ostatnio mi to nie wychodzi. Przechodzę chyba kiepski okres- za bardzo jednak lubię bloggowanie, aby z niego zrezygnować. 
Dzisiaj powiem Wam kilka słów o trzech kosmetykach Rimmela, z którymi spędziłam całe wakacje- różu, bronzerze i błyszczyku. Nie muszę chyba dodawać, że najbardziej pokochałam ten ostatni, jako, że jestem błyszczykową maniaczką.
Wpadłam także na pomysł, ażeby robić posty "firmowe"- w każdym poście kilka kosmetyków danej marki, z którymi się ostatnio zapoznałam i polubiłam lub też nie. Co Wy na to? :)
Myślę także o zmianie szaty graficznej strony- czy jest ktoś, kto pomógłby mi z nagłówkiem? Wymagrodzę.

Jutro na blogu duży konkurs- dwie, zupełnie różne nagrody i dwóch zwycięzców. Także- zaglądajcie!

Najpierw zdjęcia- zarówno bronzer jak i róż to odcienie 001 light.

Bronzer bez flesha:



Róż bez flesha:


Róż z fleshem:


Bronzer z fleshem:


Błyszczyk stay glossy odcień 105 pop your pink:



Usta raz pociągnięte błyszczykiem:



Błyszczyk świetnie sprawdza się w lekkim makijażu, jaki ostatnio pokochałam. Podkład: Rimmel wake me up, puder no name, kreska na powiekach eyeliner miss sporty, jasny cień podkład sensique. Na paznokciach Barry M nude.



Bronzer: chyba najbardziej delikatny bronzer, z jakim spotkałam się w swojej karierze. Idealny był właśnie na lato- lekki, żeby uzyskać mocniejszy efekt trzeba było troszkę się pędzelkiem namachać. Powiedziałabym, że zamiast sztucznie kolorować policzki- delikatnie je muskał i rozświetlał. Otrzymany efekt poprawiałam co 4/5 godzin, czyli średnio dwa razy dziennie. Opakowanie klasyczne. Bardzo podobało mi się to, w jaki kształt został uprasowany. Aż szkoda było naruszać kompozycję. Naturalnie opala i na policzkach ślicznie opalizuje. Cena ok. 18 zł/15 g.

Róż: byłam do niego dość neutralnie nastawiona, ponieważ wszelkie moje przygody z różowymi (nie brzoskwiniowymi) różami kończyły się uzyskaniem na policzkach dwóch dzikoróżowych kół i atakiem mleczka do demakijażu po pierwszym spojrzeniu w lustro. Jednak nie zawiodłam się w tym przypadku, ponieważ podobnie jak bronzer, róż jest bardzo delikatny. Ładnie rozświetla i podkreśla policzki. Odcień, który mam będzie dobry dla osób o jasnej karnacji. Wygląda bardzo naturalnie. Niestety- nie jest zbyt trwały i trzeba go poprawiać troszkę częściej, niż bronzer. Cena ok. 30 zł/15 g. (uważam, iż troszkę zbyt wysoka jak na róż)

Błyszczyk: jak go zobaczyłam, pomyślałam sobie, że jeśli na ustach będzie mial barwę tak dzikiej fuksji, jak w opakowaniu to chyba się nie polubimy. Opakowanie jednak podbiło moje serce już od początku. Rączka od błyszczyka ślicznie wyprofilowana. Ni to pędzelek, ni to gąbeczka, nabiera dużo błyszczyku, więc nie trzeba się wiele namachać, by pomalować całe usta. Na ustach wygląda bardzo naturalnie- niemal przeźroczysto. Podkreśla ich naturalny kolor. I co najważniejsze- po np. godzinie nie klei się na ustach jak klej niskiej klasy. Smak i zapach również bardzo przyjemny. Z całego serca mogę powiedzieć, iż ten błyszczyk został moim ulubionym. :) Jest dostępny aż w 10 kolorach. Cena: ok. 18, 20 zł.

Reasumując- Rimmel po raz kolejny mnie nie zawiódł.
xoxo



Copyright © 2014 Okiem Julii: recenzje , Blogger