Spośród dziejowych katastrof, jakie dotknęły Polskę w XIX wieku, najgorszą był upadek powstania styczniowego w 1864 roku. Tym razem bowiem Moskale postanowili ostatecznie rozprawić się z niepodległościowymi marzeniami Polaków i podjęli szereg działań, które miały przynieść w rezultacie ich całkowite zduszenie. Zlikwidowano odrębność Królestwa Polskiego, a na jego miejsce powołano prowincję Cesarstwa pod nazwą Kraju Nadwiślańskiego. Władzę w nim sprawował namiestnik - generał–gubernator, którego najważniejszym zadaniem było zwalczanie bez żadnej litości wszelkich ruchów wolnościowych. Blisko 40 tysięcy naszych rodaków zesłano na Kaukaz oraz Sybir. Skonfiskowano i oddano w rosyjskie ręce 3 500 majątków ziemskich, praktycznie unicestwiając stan szlachecki w jego dotychczasowej postaci. Przystąpiono także do bezwzględnej rusyfikacji - zlikwidowano wszystkie polskie urzędy, jakie podporządkowano bezpośrednio ministerstwom w Petersburgu. Wprowadzono zakaz używania języka polskiego w szkołach (uczono go po rosyjsku) oraz miejscach publicznych. Polakom zabroniono kupowania ziemi i zajmowania jakichkolwiek średnich i wyższych stanowisk urzędniczych. Nasi rodacy nie mogli także być nauczycielami. Nielegalne stały się polskie stowarzyszenia społeczne, kulturowe oraz polityczne, a także wszelkie patriotyczne manifestacje. Wreszcie ustanowiono stan wojenny na 50 lat, co oznaczało, że każdego można było uwięzić bez wyroku sądowego a kary śmierci wydawane były w trybie doraźnym przez trybunały wojskowe. Pomimo tego wszystkiego, w całym kraju powstawały tajne sprzysiężenia, mające na celu doprowadzenie do jego wyzwolenia spod obcego ucisku. Nawet tak szeroko zakrojone obostrzenia nie zabiły ducha w umęczonym narodzie, co 50 lat później przyniesie rezultat w postaci przywrócenia Polski na mapę Europy.
11/10❗Może z którychś wakacji coś wróci razem z Tobą... a może nie wrócisz z nich Ty.
Zapraszam Cię na wykwintną, bo nieserwowaną nigdy wcześniej ucztę. Daniem przewodnim będzie “Diavola” - nasączony włoską sztuką i architekturą horror psychologiczny, otoczony atmosferą grozy namalowaną pędzlem widzeń i urojeń. Dzięki lekturze skosztujesz martwej natury na onirycznym płótnie. Uważaj jednak... jeśli będziesz wpatrywać się w nie zbyt długo, istnieje duże prawdopodobieństwo, że postradasz zmysły.
Oto propozycja literacka inna niż wszystkie podobne; redefiniująca na nowo pojęcie horroru. Straszna opowieść Jennifer Thorne jest bowiem tylko (i aż) artystycznie podanym punktem wyjścia dla dramatu rodzinnego - na wskroś przenikająco przedstawiającego brzemię niesienia miana czarnej owcy. Pozbawiona rozlewu krwi, nieinteligentnej bohaterki, która robi wszystko, by dać się zabić i efektów specjalnych z filmów klasy Y narracja rodem z najczarniejszych nocy stanowi zaledwie intro dla przejmujących szarpnięć smyczka snującego pieśń odrzucenia, w jakiej za dodatkowe akordy odpowiedzialne jest echo wampiryzmu energetycznego najbliższych. Zanim na słownym ekranie powieści pojawią się napisy końcowe, czytelnik – ze zjeżonymi włosami na głowie i gęsią skórką wędrującą po wiele - będzie zdjęty grozą. Zasmucony stopniem bezpowrotnie straconego poświęcenia, niepotrafiącego odczynić przypiętej wiele lat wstecz łatki tego najgorszego. Strwożony upartością zacietrzewienia, naginającego rzeczywistość do własnych przekonań. Przede wszystkim jednak: zaszachowany i zszokowany tym, że we współczesnym, wykrzywionym sztuczną otoczką świecie, można jeszcze napisać tak DOSKONALE iluzorycznie oddziałujący na psychikę horror. Bez fajerwerków, przesady i morza ohydy; czarujący słowem kreującym obraz – i właśnie z tego powodu wywierający tak OGROMNE WRAŻENIE.
Zaślepienie i nadmierna wiara we własne siły na ogół wiodą na manowce i przynoszą opłakane rezultaty. Gdy kieruje się nimi pojedynczy człowiek – skutki wywołanych tym nieszczęść dotyczą tylko jego samego. Gdy jednak zaciemnią umysły rządzących – oznaczają dramat całego państwa i narodu. Ta bolesna prawda znalazła swoje potwierdzenie w dziejach XX-wiecznej Japonii, kiedy to militarystyczna polityka władzy, oparta na wyjątkowo wątłych podstawach, sprowadziła na ten kraj największy kataklizm w jego historii.
Na początku, jak to zwykle bywa, nic nie zwiastowało nadchodzącej katastrofy - Nippon w latach 1900 – 1941 był wschodzącą gwiazdą światowej polityki. To zamknięte dla zewnętrznego świata państwo z końcem XIX wieku wkroczyło na tory gwałtownego rozwoju społecznego i przemysłowego, które szybko wydały owoce. Ku zdumieniu wszystkich, Japonia w latach 1904–1905 wygrała konflikt z - wydawałoby się - wszechpotężną Rosją, po czym wzięła zwycięski udział po stronie państw zachodnich w I wojnie światowej. Już w 1910 roku do powstającego mocarstwa anektowano Koreę, a w okresie 1937–1941 inkorporowano znaczną część Chin. Pomiędzy 1940 a 1941 rokiem opanowano także tzw. Indochiny Francuskie, a więc dzisiejsze: Laos, Kambodżę i Wietnam. Kraj Kwitnącej Wiśni stał się prawdziwym imperium, kontrolującym znaczną część Azji. I chcącym rozszerzyć panowanie na cały ten kontynent. Rozochocone dotychczasowymi sukcesami koła wojskowe podjęły więc decyzję o dalszej ekspansji, tym razem wymierzonej przeciwko krajom zachodu – Stanom Zjednoczonym oraz Brytyjskiej Wspólnocie Narodów, które stały na drodze ich ambicjom. Całkowicie błędnie karmiły się wiarą, że kilka silnych ciosów, zadanych podczas błyskawicznych kampanii, skłoni aliantów do kapitulacji i wyrażenia zgody na nieograniczony rozrost potęgi rywala. Swoją ufność pokładały w potędze armii, która faktycznie była imponująca.
Dość wspomnieć, że Japonia była trzecią potęgą morską świata, a jej lotnictwo należało do najliczniejszych i najnowocześniejszych na globie. Nie wzięto jednak pod uwagę, że tak naprawdę Japonia to kolos na glinianych nogach, jakiego możliwości są niezwykle ograniczone, zwłaszcza w porównaniu do USA. Bardzo szybko okazało się, że karzeł zamachnął się na olbrzyma. Ameryka w 1941 roku była bowiem największą potęgą przemysłową świata – jej potencjał przewyższał wszystkie inne kraje razem wzięte. Japonia, choć silna, dysponowała jedynie ułamkiem tych możliwości, a do tego była całkowicie uzależniona od dostaw z zewnątrz. W 1939 r. aż 80% zużywanej przez nią ropy pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, a 10% z Holenderskich Indii Wschodnich. Wszystko to spowodowało, że wywołana przez Japończyków w 1941 roku wojna, po półrocznym paśmie wręcz oszałamiających zwycięstw, zakończyła się ich całkowitą klęską. Jej skutkiem były bezwarunkowa kapitulacja i amerykańska okupacją wysp macierzystych, jaka de facto trwa do dzisiaj. Jednak trzeba pamiętać, że klęska Nipponu nie była tylko i wyłącznie zasługą przewagi technicznej, ludnościowej oraz przemysłowej USA, ale także skutkiem działania ich doskonałych dowódców i strategów, którzy umieli w znakomity sposób wykorzystać wszystkie te atuty i przekuć je w bezapelacyjne zwycięstwo. Jednym z nich był bohater recenzowanej książki - admirał Chester Nimitz, który jeszcze za życia stał się żywą legendą.
Świat ludzki oraz zwierzęcy przenikają się wzajemnie niemalże od zarania dziejów. Z gorzką ironią trzeba stwierdzić, że daleko im do idealnej symbiozy. Przez miliony lat przedstawiciele fauny niepodzielnie władali lądem, morzem i powietrzem, nie mając żadnego istotnego rywala. Wszystko zmieniło się około 200 000 lat temu, gdy pojawił się pierwszy człowiek, którego następcy szybko rozszerzali panowanie nad błękitną planetą. Około 15 000 lat p.n.e. rozpoczął się proces udamawiania zwierząt - ściśle związany ze zmianami cywilizacyjnymi, a w szczególności przechodzeniem z koczowniczego trybu życia na osiadły. Najpierw wokół człowieka pojawiły się psy, nieodzowne w roli stróżów oraz pomocników w polowaniach. Około 10 000 roku p.n.e. przyszedł czas na koty. Z tych właśnie czasów pochodzi grób odkryty na Cyprze, w jakim znaleziono opiekuna pochowanego wraz z tym niezwykłym futrzakiem. Szczególną pozycję mruczki zdobyły w Egipcie, gdzie były uważane za święte i nietykalne. Po naturalnej śmierci ich zwłoki balsamowano i grzebano na specjalnych cmentarzach, zaś właściciele na znak żałoby golili sobie brwi. Oprócz towarzyszy domowego ogniska zaprzęgnięto do służby ludziom owce, kozy, bydło, konie i inne zwierzęta, które mogły posłużyć jako źródło pożywienia lub pomoc w pracy. Z ich dzikimi pobratymcami obchodzono się mało oględnie – zabijano dla skór, mięsa, trofeów czy wreszcie zabawy lub ze zwykłej bezmyślności. Ówczesne prądy umysłowe nie sprzyjały ich łagodnemu traktowaniu – człowieka uważano za „koronę stworzenia”, a więc istotę, jakiej wszystko, co żyje ma być podporządkowane i służyć do wytyczonych celów. Zwierzętom odmawiano świadomości, a nawet twierdzono, że nie czują bólu. Cywilizacja zataczała coraz szersze kręgi, a wraz z tym procesem postępowała zagłada dzikiej fauny. Symbolem stały się ptaki dodo, wilki workowate czy nasze swojskie tury. W 2022 roku szacowano, że wyginęło już 17 000 gatunków, a co najmniej drugie tyle jest tym zagrożone. Ów zdawałoby się nieuchronny proces próbują zastopować ludzie, jacy za cel powzięli ratowanie za wszelką cenę tego, co jeszcze ocalało. Tacy jak Autor recenzowanej książki, który próbuje przemówić do ludzkiej wrażliwości i dowieść, że zwierzęta również posiadają unikalną osobowość. Myślą i czują podobnie jak człowiek.
Środek kolejnej takiej samej jak wszystkie poprzednie nocy. Bezsenność; w domu hałas spowodowany gwarnym życiem towarzyskim matki oraz wtórym romansem ojca z butelką wysokoprocentowego trunku. Zaglądasz do pokoju jedenastoletniej siostry, aby sprawdzić czy jakimś cudem wciąż śpi - wszak jutro czeka ją nowy dzień w szkole, a dokłada wszelkich starań, aby osiągać jak najlepsze wyniki w nauce. To ważne - szczególnie w Waszej sytuacji, w której o przyszłość musicie zadbać we własnym zakresie. Na szczęście Amelia się nie obudziła. Postanawiasz pójść do pobliskiej Żabki i zrobić coś z domagającym się posiłku żołądkiem. Choć obiecałeś sobie, że przenigdy nie staniesz się taki jak Twój trwoniący pieniądze na alkohol ojciec, coraz częściej odczuwasz na tyle duże poczucie beznadziei, iż sam sięgasz po używki, na jakie wydajesz wszystkie zaskórniaki. Nie mając za co kupić czegokolwiek do jedzenia, ściągasz ze sklepowej półki pierwszą lepszą gotową kanapkę i chowasz ją pod kurtkę. Czy można to nazwać próbą usprawiedliwionej kradzieży, jeżeli rodzice nie dbają o Twoje wyżywienie, więc wciąż jesteś głodny? Kiedy już myślisz, że się udało i wręcz kosztujesz fantomowy smak przekąski na języku, tuż za Tobą rozlega się krzyk sprzedawcy, który każe opróżnić Ci kieszenie... To koniec - myślisz, mając przed oczami wizję kajdanek na nadgarstkach, zasuwających się za Tobą więziennych krat oraz Twojej siostry, od teraz będącej zdaną jedynie na siebie. Wtem próg Żabki przekracza mijana chwilę temu przed wejściem dziewczyna w okularach, która nie tylko ratuje Cię z opresji, płacąc za bułkę, ale i tłumaczy logicznie Twoje przestępcze zachowanie. Wydaje się sporo o Tobie wiedzieć, choć nigdy wcześniej jej nie widziałeś. Podstęp? Anioł materializujący się nie wiadomo skąd? Uosobione przeznaczenie?
Pełna tajemnic historia kryminalna osadzona w górskiej scenerii, okraszonej zimową aurą - czy może być coś lepszego? Jako fanka przebywania w leśnych ostępach i wśród majestatycznych szczytów, muszę stwierdzić, że to jedna z najlepszych estrad, na jakich może rozegrać się opowieść z zagadkowym zabójstwem lub większą ilością cenionych przez mrocznie zwichrowane dusze zmyślnych morderstw w tle. Aby tak umiejscowiona propozycja literacka okazała się nieodkładalna, jej autor musi spełnić kilka warunków. Przede wszystkim – narracja nie ma prawa nużyć czytelnika. O ile bowiem piesze wędrówki po nieznanych terenach, znajdujących się wiele metrów nad poziomem morza (najlepiej czynione nocą i wiodące w urokliwe miejsce typu opuszczony cmentarz 😉) mogłabym realizować przez wiele godzin, o tyle dziesiątki stron opisów dzikiej (jak ja) przyrody nie są mile widziane. I odwrotnie - jeżeli fabuła porywa, ale nie jest odpowiednio umocowana w przestrzeni, w moim odbiorze “wisi w powietrzu”. Sam pomysł na górzystą gawędę winien nie być wtórny. Sprawa dość oczywista – wszak wiele razy słyszało się o niepokornych łazikach, którzy zaginęli na tym czy innym szlaku, utrzymując, że są w stanie przechytrzyć budzące równocześnie podziw i grozę wysokie pasma swoją impertynencją oraz przesadnie zgubną odwagą? Właśnie. Zgubieni turyści są dobrym punktem wyjścia dla książki spod ciemnej gwiazdy, ale jeśli będą jej jedynym elementem, nie uczynią powieści unikatowo wciągającą. Nie zrobią tego także powtarzalne schematy w postaci pogody odcinającej schronisko od elektryczności, braku zasięgu w promieniu wielu kilometrów czy psychopaty grasującego w okolicznych lasach (cóż, dla mnie to akurat byłoby nęcące, ale skupię się na względnie normalnych). Trzeba uznać, że “górski kryminalista” nie ma łatwej misji, jeśli chce namalować słowami coś, co rozkocha czytelników całokształtem. Czy znanemu dzięki “Obserwatorium” Jarosławowi Czyżowskiemu udało się to za sprawą powieści “Błędne łąki”?
RECENZJA PATRONACKA! 💛
Świat ogromnych pieniędzy, fałszywej pozłoty, zmyślnych intryg i wielkich niebezpieczeństw - oto “Mad as hell” w telegraficznym skrócie. Książka, jaką miałam zaszczyt objąć opieką medialną to jednak także: “Nieodkładalna historia, której lektura przypomina jazdę na niemożliwej do zatrzymania karuzeli. Najbardziej dynamiczna i nieprzewidywalna opowieść o tym, co może stać się, kiedy przeznaczenie wmiesza się w rzeczywistość.”, jak miałam okazję pokrótce przedstawić ją w polecajce popełnionej dla cenionego słusznie Wydawnictwa Ale, odpowiednio okraszając ją zachętą: “Przeczytaj i przepadnij - gwarantuję, że nie pożałujesz!” - bo fabuła wykreowana przez Hannah McBride w kontynuacji “Mad world” to istny rollercoaster emocji. Jeśli jeszcze mi nie wierzysz, mam nadzieję, iż już za chwilę upewni Cię w tym autorska recenzja. Pamiętaj jednak: patronat Thrillerly – gwarant najwyższej jakości. Jak mawiają stali bywalcy mojego profilu, których z całej mroczności czarnego i cienistego serca pozdrawiam, pod makiawelicznymi skrzydłami Julii znajdują się tylko najlepsze opowieści. W wierności względem swoich czytelników, jestem zmuszona przyznać im rację. 😉
Jesteś gotowy na opowieść, która porwie Cię w zwichrowany świat i pozostawi w pełnym napięcia zawieszeniu, biorącym się z pragnienia poznania kontynuacji TERAZ, NATYCHMIAST, JUŻ?
“-Niestety zostałaś wrzucona do oceanu pełnego rekinów, w środku huraganu, bez kamizelki ratunkowej.
-Trafnie to pan ujął. (...) Ma pan może zapasową kamizelkę?
-Ależ moja droga, rekiny ich nie potrzebują.” 💛
Mawiają, że jeśli znajdziesz się wśród wron, musisz krakać jak i one. Niekiedy jednak zdarza się, iż zupełnie nieoczekiwanie, po wmieszaniu w skrajnie szaloną rzeczywistość... to Ty zaczniesz nadawać wydawanym dźwiękom ton. Czyż nie byłaby to piękna świadomość - zakładając, że jest możliwa?

.png.PNG)
