„Zamek był placem zabaw, domkiem myśliwskim, ale także sceną teatralną.”
Rodziny nigdy się nie wybiera – a czasem dobrze wychodzi się z nią jedynie
na zdjęciach. Wówczas gdy mali chłopcy bawili się w chowanego, budowali zamki z
piasku i organizowali wyścigi samochodów, kilka lat później odbierając już
standardową edukację wraz ze wszystkimi jej wzlotami i upadkami oraz przeżywali
swoje pierwsze miłości, pewien rudy młodzieniec wiódł zupełnie inny żywot.
Zamiast eksplorowania pojęcia „rozrywka” na wszelkie możliwe sposoby, odkąd
nauczył się pojmować świat, znane mu było zgoła inne: etykieta. Zasady, nakazy,
przykazy, zakazy i… jeszcze więcej zasad. Trzeba było zachowywać się tak – i
nigdy inaczej, być tam – i niekoniecznie tam, gdzie się chciało i mówić jedynie
to, co w danej sytuacji jest właściwe; nie zaś to, co aktualnie podsuwał ustom
mózg. Ciężko jednak narzekać na taki żywot, jeśli weźmie się pod uwagę, że
kilkuletni książę miał absolutnie wszystko, wówczas gdy gdzieś w zupełnie innym
miejscu, jakieś dziecko umierało z głodu lub było katowane. Przepych, zbytek i
dostatek. Codzienność świata, połyskującego feerią barw. Choć może… tylko
odbijającego sztuczne błyski?








