Cześć, Kochani.
Dopiero co był najpiękniejszy miesiąc w całym roku, mój zdecydowanie ulubiony maj, a już witamy czerwiec. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o najlepszej moim zdaniem maści na blizny, która już niejednokrotnie uratowała moje ciało od mniejszych i większych trwałych śladów w postaci blizn. Mój Mąż notorycznie śmieje się, iż któryś z domowych sprzętów (i nie tylko domowych sprzętów kiedyś mnie zabije- a że ich złośliwość nie zna granic, co rusz dybią one na moje życie ;)) pozbawi mnie żywota. Bliższe spotkanie kolan ze żwirowym podłożem, spadające na plecy drzwi od szafy ze szklaną szybą, gwóźdź, który koniecznie musiał się otrzeć (zboczeniec! ;)) o moje biodro, czy też zapalony papieros spadający na moje przedramię to tylko niektóre z przygód, które ostatnio mnie spotkały. Wypadek na rowerze (kiedy to zjechałam nie skręcając kołem z wysokiego krawężnika), czy wylany na stopy wrzątek... to też ja. ;) Przez 26 lat swojego życia miałabym już chyba z 50 blizn, gdyby nie... Contratubex, czyli najlepsza moim zdaniem maść na blizny.








