• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

„Prosiłam o rodzeństwo. Dostałam czwórkę. I drugą matkę. I pałac. Oraz tuzin białych gołębi, świnkę wietnamską, iguanę z Egiptu, dalmatyńczyka i ogromny wstrząs.”

Nie każdy musi być rodzicem, ponieważ nie wszyscy zostali do tego stworzeni; przeznaczenie niektórych jest zupełnie inne. Pomimo tego zawsze pojawiają się osoby, które postanawiają mieć dziecko na siłę, nie bacząc zupełnie, że traktując je jak przedmiot, który można nabyć – mogą je skrzywdzić. Syn lub córka na zamówienie – bo tego chcę i koniec (przy czym brakuje tylko charakterystycznego dla przebywających w piaskownicy, gniewnego tupnięcia nogą)… czyż nie jest to dziecinne? Nieodpowiedzialne i nieodpowiednie. Sięgając po reportaż zatytułowany „Córka dawcy nasienia”, zdecydowanie nie spodziewałam się, że zamiast mogącej przytłoczyć lektury, otrzymam tak naprawdę przejmującą, wstrząsającą i smutną opowieść traktującą o tym, jak nieroztropne decyzje rodziców mogą skrzywdzić i zniszczyć dziecko. Historię o egoistycznej matce, której narwane pomysły sprowadziły na świat będącą autorką tej propozycji czytelniczej Chrystę. Narrację o dzieciach, które nie są zabawkami czy zwierzątkami domowymi – choć wciąż zbyt często właśnie tak są traktowane. Myślę, że po tę książkę powinien sięgnąć każdy, kto chciałby kiedyś mianować się rodzicem (bo zaszczytne i nie z urodzenia to miano) i także ten już nim będący, aby zobaczyć, czego mama czy tata zawsze powinni się wystrzegać.

16:09:00 2 comments

„Musiała uciekać. Wiedziała, że jeśli nie ucieknie, to skończy jak one wszystkie. Straci życie. Albo jeszcze gorzej.”

Na ramiona opadają Ci białe płatki śniegu. Wirują ku Tobie z zasnutego granatowo-szarymi chmurami nieba i znikają, kiedy tylko zetkną się z Twoim, nieodpowiednio jak na tę pogodę ubranym, ciałem. Nie zauważasz tego. Nie do końca zarejestrowałaś nawet, że porzuciłaś samochód przed bramą, nie zaciągnąwszy ręcznego. Nie zadbałaś o to, by nie blokował przejazdu innym autom. Uderzasz zziębniętymi rękoma w interkom, który milczy – raz za razem, choć nie przynosi to żadnego efektu. „Nie została Pani wpisana na listę oczekujących.” Zdzierając gardło do bezosobowego okienka domofonu, uzyskałaś tylko tę jedną odpowiedź, po której nastała bezlitosna cisza. Zaciskasz dłonie na wysokich kratach, otaczających ten owiany złą sławą ośrodek, znajdujący się na wyspie u wybrzeży stanu Maine, szarpiąc za nie, jak gdyby miało to moc sprawić, że brama się otworzy. Poprzysięgasz sobie dostać się na teren Halycon Hall choćby nie wiem co – i to już, zaraz, natychmiast. Za wszelką cenę. Cóż innego miałabyś zrobić po rozpaczliwym telefonie, który otrzymałaś od siostry, jak tylko pospieszyć jej na ratunek i wydostać ją z tego piekielnego miejsca? Tak postępuje prawdziwa rodzina. Pędzi na złamanie karku nieść Ci pomoc, nawet jeśli po drodze sama narazi się na niebezpieczeństwo; być może śmiertelne. Uratujesz małą Genevieve zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba. Nawet, jeżeli nie jest już taka malutka – wszak za chwilę osiągnie pełnoletniość. Nawet, jeżeli wcale nie znajduje się w opresji. Nawet, jeżeli… tak naprawdę nie jest Twoją siostrą.

18:40:00 No comments

„Czy chcesz teraz rozpocząć pełną synchronizację z Twoim systemem nerwowym i konfigurację urządzenia?”

Uwaga! 🔥 Jak wiesz, rzadko przykuwam wzrok w ten sposób, ale tym razem nie mogłam się przed tym powstrzymać. Wszystko z prostego powodu – chciałabym, żebyś zwrócił uwagę na powieść, którą zrecenzuję w tym poście. „Smak brzoskwini” jest bowiem najlepszą książką z pogranicza post-apo, fantasy i science-fiction (w dodatku z dawką dobrego humoru), jaką przeczytałam w ostatnim czasie. Jeśli miałbyś sięgnąć po tylko jedną magiczną propozycję w tym roku, niech to będzie właśnie ta; pełna dynamicznej akcji, skryta za piękną okładką, historia o zupełnie innym świecie. Rzeczywistości, która… kiedyś stanie się realna. Być może szybciej niż myślisz.

13:18:00 No comments

Myślę, że ani twórczości Paulo Coelho, ani „Alchemika”, będącego moim zdaniem perłą w koronie jego twórczości, nie trzeba nikomu przedstawiać. Warto jednak zrobić przysłowiowy hałas dla najnowszego wydania tej czytelniczej propozycji, o którego stworzenie pokusiło się Wydawnictwo @drzewobabel 🔥. Barwione brzegi, gruby, aromatyczny papier i urozmaicające tekst ilustracje sprawiają, że tę niesamowitą historię poznaje się jeszcze chętniej – lub znacznie milej czyta się ją po raz wtóry, zupełnie jak ja.

Tym razem, zamiast typowej recenzji, przedstawię Ci moje ulubione cytaty z „Alchemika” – opowieści o odkrywaniu własnej drogi, pojmowaniu sensu istnienia i ziszczaniu własnych pragnień. Dostrzeganiu cennego, które jest na wyciągnięcie ręki; ignorowane na co dzień. Pełnej uroku, otulającej narracji o sięganiu po marzenia; tak zwanym „chwytaniu gwiazd”, które jest możliwe, jeśli dołożysz wszelkich starań. Podróżując wespół z coelhowskim bohaterem, pasterzem zmierzającym do wyśnionego celu, zrozumiesz, co tak naprawdę jest ważne i wartościowe. Uwierzysz w niedoścignione. I uśmiechniesz się do sobie tylko znanych porywów serca, które zawsze mają szansę wyjść spoza sfery widzeń sennych.

Cieszę się, że Wydawnictwo Drzewo Babel sprezentowało mi piękny egzemplarz „Alchemika”. Dzięki temu mogłam po wielu latach powrócić do tej niesamowitej opowieści, którą pokochałam całym sercem jeszcze w gimnazjum 😢. Tak zwany re-read okazał się tak samo fascynujący jak wtedy, kiedy 10/10 uważałam za notę niewystarczającą dla tej historii magicznej drogi. Jeśli jeszcze jej nie znasz – polecam. Notę podtrzymuję.

„Alchemik” to istna „kopalnia” cytatów. Poniżej przedstawiam Ci część (!) spośród moich ulubionych. Który z nich trafia do Ciebie najbardziej? 🔥

17:42:00 No comments

„Nikt nie chciał uwierzyć, no bo jak to: taki ideowy z nieskazitelną przeszłością i zdradził.”

20 października 1984 roku „Dziennik telewizyjny” poinformował o tym, że ksiądz Jerzy Popiełuszko zaginął. Cała wartościowa strona ówczesnej Polski na dłuższą chwilę wstrzymała z niepokojem oddech. Ksiądz z Żoliborza nie był zwykłym wikarym. Jego niepokorność znana była w całym państwie, a kazania wysłuchiwane przez tysiące osób. Każda z homilii na wskroś skromnego Popiełuszki miała tylko i aż jeden cel: podtrzymać na duchu społeczeństwo, w którym z każdym kolejnym dniem zostawało mniej siły do walki z opresyjną bandą generała Jaruzelskiego. Gdybyś spotkał tego świętej pamięci Księdza na ulicy bez sutanny, pewnie nawet nie zwróciłbyś na niego uwagi. Niepozorny. Szczupły. Chorowity. Jednocześnie postać tak wielka, że stała się ogromnym zagrożeniem dla aparatu władzy, w związku z czym zdecydowano się ją usunąć. Zabijanie duszy narodu okazało się niewystarczające – trzeba było jeszcze raz pokazać Polakom, kto tu rządzi – i że nikt nie ma prawa w tym przeszkadzać, głosząc niezgodne z powszechnie uznawaną, a więc jedyną dozwoloną narracją. SB, MO, ZOMO, ORMO, tajne służby, wszechobecni agenci, donosiciele i bezprawie… Bezlik zbrodni; prawda bardziej przerażająca od jakiejkolwiek fikcji.

17:06:00 No comments

 „To było to, co utkwiło mu w głowie i co zostało po tej feralnej nocy – po nocy pełnej wrażeń, kiedy to zatapiał się w mroku przeszłości i widział obrazy, których nie chciał już oglądać.”

Choć wielokrotnie słyszy się: „uważaj, czego sobie życzysz”, znaczna część osób wciąż pragnie rzeczy, których spełnienie może się okazać niebezpieczne, powodując znacznie więcej szkód niż pożytku. Teoretycznie śnienie o marzeniach nie jest niczym złym – wszakże co w marach, niekoniecznie musi zadziać się na jawie. Jeśli jednak uparcie, pomimo wszelkich ostrzeżeń od losu, będziesz dążyć do ziszczenia swoich celów – pewnego dnia wszechświat może z Ciebie zakpić, pozwalając Ci na urealnienie swej mrzonki. A wtedy, cóż – wtedy, rozpocznie się Twój największy koszmar. Horror, którego się nie spodziewałeś. Raz otworzonej puszki Pandory nie da się już zamknąć… Doskonale jest tego świadom psychopatyczny morderca w kolorowym garniturze, będący naczelną zmorą w debiutanckiej powieści Michała Klimaszewskiego. Przywodzący na myśl Jokera, ucharakteryzowany na wzór klauna, niewzruszenie i precyzyjnie zabójczy; powoduje u każdego miłośnika mrocznych lektur szybsze bicie serca. Ze strachu, pewnej dozy niezdrowej fascynacji czy… irytacji?

18:25:00 No comments

„W hotelu mieszkali dziwni osobnicy. Paryskie dzielnice slumsów wabią takich ludzi – ludzi, którzy zostali dotknięci samotnością i na wpół popadli w obłęd; którzy już nawet przestali udawać, iż są normalni czy też przyzwoici.”

Czyż to nie jest piękny paradoks, że jedna z najpiękniej wydanych w Polsce książek traktuje o… biedzie? Choć „Na dnie w Paryżu i w Londynie” przykuwa uwagę przede wszystkim pozłotą, stworzoną przez Świat Książki dla edycji specjalnej, zawartość jest równie atrakcyjna. A może – dzięki komicznemu przedstawieniu na wskroś życiowych sytuacji – nawet lepsza. Powieść Georga Orwella, którego cenię, odkąd jeszcze jako dziecko pokochałam „Folwark zwierzęcy”, przenosi do Paryża XX wieku, stanowiącego tak wówczas, jak i obecnie świat ogromnych kontrastów. Po jednej stronie jego urokliwych uliczek przechadzają się elegancko odziani gentlemani, trzymający pod ramię wystrojone damy. Tu i ówdzie przejeżdża dorożka, którą bogacze mogą dostać się na obiad w jednej z licznych, drogich restauracji. Po drugiej stronie wolnym krokiem drepczą nędzarze – w podartych łachmanach, z brzuchami burczącymi z głodu, wypatrując tęsknie pozostawionych gdzieś resztek lub nieśmiało wyciągając rękę po datek, którego najczęściej i tak nie otrzymują. Francuskie dnie nie mijają im na spacerach i podziwianiu bajecznych widoków – a walce o przetrwanie za nędzne kilka groszy, które udaje im się wyżebrać lub znaleźć. Jak jednak pokazuje rzeczywistość, a także fabuła „Na dnie w Paryżu i w Londynie”, Los ma to do siebie, że jest bardzo przewrotny. Karta szczęścia lubi się odwracać, fortuna toczy się kołem (pod kołem to pojąłem), a awers monety przemienia się w rewers. Trzeba jedynie umieć to dostrzec i wykorzystać okazję, we wszystkim tym… nie tracąc nadziei, ani dobrego humoru. Raz – nie zawsze, dwa razy nie wciąż…

 

18:20:00 No comments

„Bo wojownicy są nie tylko w służbach, na wojnach czy w sytuacjach ekstremalnych. Są wszędzie.”

Wojownik – w języku angielskim: „warrior”, czyli jeden z moich tatuaży o ogromnym znaczeniu. Tytuł wielu piosenek, pewnego rodzaju słowo klucz o niezliczonej liczbie interpretacji. Najbardziej oczywista opowiada o wojowniku-żołnierzu, ryzykującym swoje życie w imię obrony ojczyzny. Istnieją jednak również takie, które nie przychodzą nam do głowy natychmiast, kiedy usłyszymy ten wyraz. Jest nim bowiem również każdy, kto… wytrwale walczy o zrealizowanie swoich marzeń, niezależnie od tego, jakie by nie były. Ten zakładający sobie długoterminowe cele i realizujący je krok po kroku, pomimo każdej z przeciwności losu. Wszyscy dążący do bycia najlepszą wersją siebie samych. Mali-wielcy bohaterowie dnia codziennego, którzy nie wykonują może misji wojennych – ale odważnie podejmują się tych życiowych. Każdy prawdziwy wojownik jest ważny; jest wręcz na wagę złota, co idealnie opisuje na przykładzie swojej drogi zawodowej Krzysztof Puwalski w „Anatomii wojownika” – najbardziej nietypowego poradnika, z jakim miałam do czynienia. Propozycję tę czyta się jak powieść, jednocześnie wyciągając z niej mnóstwo motywacji dla osiągnięcia własnych, znanych jedynie sobie celów.

19:55:00 No comments

„- Wszystko jest grą, jeśli się o to postarać.

- Ale jeśli trzymamy się faktów, to już nie jest gra. Teraz to wojna.”

Wampiry i świry? Nie tylko. „Masters of Death” zaprasza do świata mrocznej magii, naznaczonego ogromną dozą nietuzinkowo dobrego humoru, którego realia zaprezentuje cała plejada nadnaturalnych stworzeń: krwiopijcy, demony, ghul, wilkołak, syrena czy… starożytni bogowie i upadłe anioły. Na dokładkę pewna nie do końca umarła agentka nieruchomości będzie próbowała uwięzić czytelnika w nawiedzonym domu – tuż po tym, jak uwolni z niego zawadiackiego poltergeista… i to przy pomocy uosobionej Śmierci i jej przebiegłego syna chrzestnego. Zapraszam na wyjątkowy seans, w którym wystąpią najbardziej wyjątkowi z baśniowych i mitycznych, prowadzący swoje zaczarowane żywota tuż obok nas; a jedynie nieco w cieniu. W końcu nigdy nie wiadomo co i kiedy z niego wychynie. Albo wypełznie. I pochłonie…

 

17:26:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (79)
    • ▼  cze (8)
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates